02.05.2026

2 maja jednak nie taki straszny. Lech coraz bliżej tytułu

W ostatnich latach data 2 maja budziła w Poznaniu tylko negatywne wspomnienia. Kibicom Lecha od razu do głowy przychodziły klęski na Stadionie Narodowym. Od 2015 roku cztery finały Pucharu Polski i cztery porażki. Tym razem piłkarze Nielsa Frederiksena do Warszawy jechać nie musieli, więc wygrali. Zwycięstwo jednak zostało okupione kontuzją – prawdopodobnie poważną – Aliego Gholizadeha.

Lech nie zagrał tak widowiskowo, jak w ostatnich tygodniach. Tym razem obejrzeliśmy bardziej pragmatyczną twarz mistrza Polski, który przy korzystnym wyniku nie forsował tempa. Z drugiej strony nie musiał tego robić, bowiem Motor nie był w stanie stworzyć nawet jednej dobrej okazji. Zespół Mateusza Stolarskiego ewidentnie wpadł w dołek i jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zakręci się koło strefy spadkowej.

Motor Lublin – Lech Poznań 0:1. Cenne zwycięstwo okupione kontuzją Gholizadeha

Po pierwszych minutach wydawało się, że mecz idealnie układa się pod Lecha. Piłkarze Nielsa Frederiksena od razu przejęli kontrolę i myśleliśmy, że tylko kwestią czasu jest otworzenie strzelania w tym spotkaniu. Najlepszą okazję miał Ali Gholizadeh, który efektownie poradził sobie z kilkoma obrońcami, jednak przez mocne naciski Arkadiusza Najemskiego uderzył minimalnie niecelnie.

Irańczyk podobnie, jak przed tygodniem prezentował się fenomenalnie, tyle że jego występ zakończył się już po 15 minutach. Gwiazda mistrza Polski bez kontaktu z przeciwnikiem mocno pechowo upadła na murawę. Od razu konieczna była pomoc medyczna i piłkarz z twarzą ukrytą w dłoniach na noszach opuścił plac gry.

O tym jak ważny dla Lecha jest Ali Gholizadeh w tym sezonie pisaliśmy TUTAJ

To dla gości był cios, po którym początkowo trudno było im się podnieść. Gra się wyrównała. Lech już nie był tak groźny, nieco osłabł, co próbowali wykorzystać piłkarze Mateusza Stolarskiego. Na skrzydle raz urwał się Ndiaye, a najlepszą okazję miał Bartosz Wolski, gdy uderzył centymetry od bramki Bartosza Mrozka.

W końcu Lech nieco otrząsnął się po gongu, jakim była nagła strata najlepszego zawodnika ostatnich tygodni. Gdyby Patrik Walemark był w swojej szczytowej formie, to mistrzowie Polski na prowadzenie wyszliby znacznie szybciej. Szwed zmarnował przynajmniej dwie dobre okazje. Na szczęście dla niego, bardziej skuteczny był jego rodak Leo Bengtsson. Ten kapitalnym przyjęciem poradził sobie z Filipem Lubereckim i płaskim uderzeniem wpakował piłkę do siatki.

Kolejorz tym trafieniem zyskał trochę spokoju i jakby wrócił na najwyższe obroty. Tuż przed przerwą mogło być 2:0, jednak po strzale Kozubala bardzo dobrą interwencją popisał się Gasper Tratnik. W każdym razie Lech poza fragmentem zastoju po zejściu z boiska Gholizadeha miał pełną kontrolę nad meczem w pierwszej połowie. Pod względem jakości technicznej to była wręcz przepaść.

Lech dowiózł korzystny wynik. Motor nawet nie postraszył

Po przerwie Lech nie narzucał szaleńczego tempa. Ciężko powiedzieć, żeby na bramkę Gaspera Tratnika przeprowadzane były huraganowe ataki, jednak goście mieli pełną kontrolę nad spotkaniem. Motor kompletnie nie potrafił znaleźć sposobu, by sprawdzić umiejętności Bartosza Mrozka. Kompletnie odcięty od gry był Karol Czubak, z którym dobrze dysponowana defensywa Kolejorza nie miała większych problemów.

Grę gospodarzy nieco ożywiły zmiany. Przede wszystkim Fabio Ronaldo, który zastąpił Bradly’ego van Hoevena potrafił wygrać pojedynek, co przez ponad godzinę wcale nie było takie oczywiste. Motor w poszukiwaniu wyrównującego gola musiał się odsłonić, jednak Lech nie potrafił z tego skorzystać. Dobrze odpierał ataki rywala, ale gdy przyszło do skonsumowania szybkich wypadów, to był wyjątkowo nieskuteczny. Nie był to dzień Mikaela Ishaka, który mimo kilku prób, nie był w stanie umieścić piłki w siatce.

W końcowych minutach fatalnie pudłowali też Jagiełło czy Ismaheel, a z uderzeniem Gumnego poradził sobie Tratnik. W każdym razie po końcowym gwizdku nie miało to większego znaczenia. Motor nie stworzył sobie w tym meczu nawet jednej dobrej okazji. Zamiast Mrozka Niels Frederiksen mógłby w bramce równie dobrze postawić Roberta Gumnego.

Wygląda na to, że Lech naprawdę jest mocny i bardzo się zdziwimy, jeśli na samym finiszu zrobi coś, że jeszcze da się dogonić konkurentom. Realnie każde inne zakończenie sezonu niż obrona tytułu przez Poznaniaków będzie mocno sensacyjna. Jedyna nutka niepewności, to fakt, że w ostatnich trzech spotkaniach najprawdopodniej będą musieli sobie poradzić bez Aliego Gh0lizadeha.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix

Artykuł 2 maja jednak nie taki straszny. Lech coraz bliżej tytułu pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl