Kiedy czternasta drużyna ligi przyjeżdża do lidera, można spodziewać się, że wysoko przegra. W przypadku starć Lecha z Legią zwykle miejsce w tabeli schodzi na dalszy plan, bo to rywalizacja dwóch odwiecznych przeciwników, która dla tych drużyn ma znaczenie wykraczające daleko poza miejsce w lidze. No ale dziś to był jednak po prostu pojedynek kandydata na mistrza z drużyną broniącą się przed spadkiem. Lech upokorzył Legię. Zmiażdżył. Ośmieszył.
Marek Papszun jako trener Rakowa miał patent na Lecha. Zwykle tak potrafił przygotować swój zespół, że Medaliki w Poznaniu wygrywały. Być może i tym razem jego plan okazałby się skuteczny, gdyby nie to, że po dwóch minutach trzeba było go zmieniać, a po dwudziestu posypał się on całkowicie.
Lech Poznań – Legia Warszawa 4:0. Koncert gospodarzy, katastrofalny mecz gości
Posypał się w głównej mierze przez czerwoną kartkę dla Rafała Augustyniaka. Kartkę, dodajmy, dość niejednoznaczną w ocenie. Sędzia z boiska pokazał obrońcy Legii „żółtko” po faulu na Bengtssonie i dopiero powtórka pokazała, że kapitan gości drugą nogą (nie tą którą chciał trącić piłkę) nacisnął kolano Szweda, które niebezpiecznie się wygięło. Po „asa kier” Piotr Lasyk sięgnął dopiero po interwencji VAR.
Goście już wtedy byli przez Lecha dociskani do narożnika, więc kiedy przyszło im grać w dziesięciu, to gospodarze zaczęli po prostu bezlitośnie ich lać.
Ma Kolejorz swoje wady, ale kiedy okoliczności mu sprzyjają, ma dobry dzień, to nie ma w Polsce drużyny, która grałaby bardziej porywającą piłkę (no, być może Jagiellonia w najlepszych meczach) i dzisiaj Legia się o tym w brutalny sposób przekonała.
Najlepszy plan na odpowiedzialną grę w defensywie potrafi bowiem zawieść, gdy ma się w składzie takiego magika jak Ali Gholizadeh. Irańczyk napoczął rywala już w drugiej minucie pięknym strzałem po kombinacyjnej akcji z Pereirą i Walemarkiem.
Lech miał więc taką sytuację jak lubi – prowadził, więc mógł złapać trochę luzu. A kiedy rywal się osłabił, zaczął się po prostu bawić.
Trudno znaleźć zawodnika Lecha, którego po tym meczu nie dałoby się wyróżnić. Gholizadeh? Gol i wrzutka, z której urodziła się druga bramka, mnóstwo świetnych zagrań. Ishak? Dwa gole – pierwszy to pazerne pójście na piłkę w stylu rasowego lisa pola karnego, drugi to kapitalne wyjście do prostopadłej piłki. Walemark? Brakowało mu liczb, to zanotował asystę piętką do Gholizadeha przy pierwszym golu. Bengtsson? Nawet jeśli nie zrobił nic spektakularnego, to koniec końców to on załatwił Lechowi grę w przewadze. Świetnie wyglądał nawet Ouma, którego obecność w składzie przed meczem mogła budzić obawy kibiców. Jego podanie do Walemarka, z którego padł ostatecznie gol na 3:0 (strzał Szweda obronił Hindrich, ale dobił Gurgul)? Poezja.
Lech rozkręcił się na tyle, że także obrońcy często i chętnie podłączali się do ofensywy. Pereira skończył z asystą i kluczowym udziałem przy golu. Gurgul sam trafił do siatki i zrobił robotę przy wspomnianym golu na 2:0. Mońka i Gumny (ten drugi znowu zagrał na pozycji stopera i znów wypadł bardzo dobrze) czyścili wszystkie (nieliczne i niegroźne) ofensywne podrygi rywala.
Co tu dużo pisać, to był w wykonaniu Lecha mecz kompletny. Kontrola od początku do końca. Druga połowa to było już zamknięcie rywala na jego połowie i murowanie pola karnego w wykonaniu gości.
No, a Legia… Wynik mówi wszystko, więc nawet nie widzimy sensu, by się dodatkowo nad drużyną Papszuna znęcać. Jeśli zaczęły pojawiać się głosy, że utrzymanie jest już niemal na wyciągnięcie ręki, to ekipa ze stolicy dostała kubeł zimnej wody na głowę. Odkąd były trener Rakowa objął drużynę na pewno poprawiła się organizacja gry legionistów, ale dzisiaj liczba błędów, skala bezradności na tle mocnego rywala była zdumiewająca.
Wszołek przy dwóch golach złamał linię spalonego. Augustyniak? Można dyskutować o zasadności czerwonej kartki, ale koniec końców takie wejścia to zawsze odpowiedzialność zawodnika, który się na nie zdecyduje. Elitim? Dramatyczny występ, na dodatek to on miał współudział przy czerwonej kartce, bo to on niedokładnie zagrał do Augustyniaka, po czym o obrońca Legii ratował się faulem. Katastrofa.
Lech w imponujący sposób wykonał kolejny krok w kierunku mistrzostwa Polski. Nie tylko wygrał, ale też dał przekonujący argument za tym, że na ten tytuł zwyczajnie zasługuje. A Legia? Ma jeszcze cztery mecze, by pokazać, że zasługuje, by nie spaść z ligi.
4
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Dawno tego nie było: Widzew zagrał dobry mecz!
- Radomiak dwa mecze temu: walka o życie. Radomiak dziś: walka o puchary
- Błąd sędziego Sylwestrzaka dał remis Cracovii?
Fot. Newspix
Artykuł Nokaut? Mało powiedziane. Lech upokorzył Legię w Poznaniu pochodzi z serwisu weszlo.com.