04.03.2026

Widzew na żywo wygląda równie słabo jak w telewizji. Reportaż z Katowic

Niecałe dwa lata temu wybrałem się z synem i bratową z bratankiem na Piasta Gliwice z Jagiellonią Białystok. To ten dzień, w którym Jesus Imaz w ostatniej akcji zapewnił Jadze bezcenny remis w kontekście mistrzostwa Polski. Wtedy jednak wchodziłem na akredytację, bo przy okazji pracowałem przy spotkaniu, a pozostała trójka udała się na sektor rodzinny. Tym razem chodziło o to, żeby normalnie obejrzeć jakiś istotny mecz całą czwórką. Padło na GKS Katowice z Widzewem Łódź w ćwierćfinale Pucharu Polski, wszystko nam się zgrało jeśli chodzi o daty. Po fakcie mogę stwierdzić, że to był więcej niż dobry wybór.

Nie zakładałem, że na pewno coś z tej wyprawy napiszę, choć czułem to w kościach, więc profilaktycznie robiłem zdjęcia i nagrywałem filmiki.

Czasem potrzebuję takiej odmiany, żeby wtopić się w stadionowy tłum (tylko jeden z kibiców mnie rozpoznał, sympatycznie pogadaliśmy po pierwszej połowie), wszamać zapiekankę i po prostu oglądać boiskowe wydarzenia, chłonąc przy tym atmosferę. Tutaj doświadczyliśmy jej nawet bardziej, niż zakładaliśmy. Kupowałem bilety na miejsca położone niemal idealnie na wysokości środka murawy, więc widok miał być przedni. I faktycznie był, tyle że przez pełne 120 minut – z możliwością odpoczęcia w przerwach – musieliśmy stać, bo stali wszyscy wokół.

Nie ma siedzenia na Pucharze Polski w Katowicach

To mimo wszystko mnie zaskoczyło. Zakładałem, że w takiej lokalizacji na stadionie pojawią się nieco mniej zaangażowani kibice, którzy – owszem – poklaszczą i pośpiewają, w wybranych momentach może nawet wstaną, ale generalnie będą siedzieć.

Nic z tego, od pierwszego gwizdka Wojciecha Mycia nie było na to szans. O dziwo – chłopaki nie narzekali i wciągnęli się w mecz.

Na trybunach gorąca atmosfera, sektor przyjezdnych zapełnił się do ostatniego miejsca. Padało sporo bluzgów z obu stron, ale cóż, było to wkalkulowane.



Mimo wszystko nastawiałem się na komplet publiczności, a w sektorach po drugiej stronie wolnych miejsc zostało sporo.

Późna pora zrobiła swoje. Nawet w autobusie wiozącym ludzi na mecz (kursował co 10 minut) toczyły się dyskusje, że jeśli dojdzie do karnych, powrót do domu nastąpi o 1 w nocy. Dokładnie tak było w przypadku moim i syna. Próg mieszkania przekroczyliśmy właśnie po 1, a rano przecież trzeba było wstać do szkoły. Witalnie dzień spisany na straty, ale będzie co wspominać. Po raz pierwszy obejrzeliśmy serię rzutów karnych na żywo i to w starciu o naprawdę wysoką stawkę.

Widzew? Panowie szlachta

W drugiej połowie kibice GieKSy zaprezentowali racowisko, które spowodowało przerwanie zawodów na kilka minut. Syn stwierdził, że chciał wreszcie naocznie zobaczyć takie zadymienie i przerwę w grze. Zakładam, że ma na liście ciekawsze rzeczy do odhaczenia, ale ok, ten podpunkt ma już zaliczony.



Byłem ciekawy tego stworzonego za grube miliony euro Widzewa w wersji stadionowej. Z perspektywy trybun często niektóre rzeczy wyglądają inaczej. Jedne rzeczy są łatwiej dostrzegalne, inne trudniej względem transmisji w telewizji, ale na pewno jest to coś innego.

W tym przypadku jednak generalne wrażenie z obu perspektyw przedstawia się podobnie: Widzew nie jest dobrze funkcjonującym mechanizmem. W Katowicach miał obiecujący początek obu połów, gdy potrafił przycisnąć i zyskać coś na wysokim pressingu, ale to tyle.

Ciągle odnosi się wrażenie, że w Łodzi stworzono zbieraninę zawodników mających o sobie wysokie mniemanie, którzy permanentnie są zniesmaczeni faktem, że rywale nie pozwalają im czarować na boisku i zamiast tego trzeba z nimi walczyć o każdy centymetr murawy. Piłkarze Igora Jovicevicia chcieliby robić rzeczy wielkie, a na razie muszą ogarnąć te najbardziej przyziemne, więc każde nieudane zagranie potęguje frustrację. Nie stanowi zresztą tajemnicy, że kolejni przeciwnicy zaczęli się wyjątkowo mobilizować na Widzew, chcąc utrzeć nosa panom milionerom.

A jednocześnie ta drużyna jest strasznie skostniała i przewidywalna. W oczy rzucał się permanentny brak ruchu w ofensywie, często zawodnik z piłką po prostu nie miał opcji do ciekawszego zagrania. Jedni irytowali się na drugich. Andi Zeqiri już po dwudziestu kilku minutach był mocno wkurzony i emocjonalnie gestykulował w kierunku partnerów z linii pomocy. Łódzcy kibice jeszcze przed przerwą zaczęli z całych sił skandować „Widzew grać!” – z wiadomym zakończeniem.

Bartosz Nowak na żywo też imponuje

Brakowało kogoś, kto błyśnie czymś nieszablonowym. Osman „5 mln euro” Bukari nie dostał szansy nawet w dogrywce. W niej wszedł w końcu Mariusz Fornalczyk i dopiero on wprowadził element nieprzewidywalności w poczynaniach gości. Po jego szarży zwycięskiego gola mógł strzelić Fran Alvarez.

W GKS-ie chwilami klasą dla siebie był Bartosz Nowak. Naoczna obserwacja potwierdziła, że znajduje się on w świetnej formie i aż kipi pewnością siebie. Gdy przyjęciem ze zwodem zgasił długo spadającą piłkę, wywołał aplauz na trybunach, a wszystko działo się akurat przy zajmowanym przez nas sektorze. Nowak zaimponował również wykonaniem swojego karnego. Zdecydował się na strzał panenką, ale nie na zasadzie ślepego losu – a nuż się uda – tylko do końca wyczekał Drągowskiego i dopiero wtedy uderzył. Coś takiego robi tylko zawodnik w pełni przekonany o własnej wartości.

Po raz pierwszy w tym roku Nowak skończył mecz bez ofensywnego konkretu, ale tu pretensje należy kierować do Ijli Szkurina. Pomocnik GieKSy tuż przed przerwą w tłoku białych koszulek odnalazł białoruskiego napastnika, ten był ustawiony idealnie na środku względem bramki, a jednak strzelił tak, że Drągowski zaliczył najlepszą interwencję od chwili przejścia do Widzewa.

Wielkie nerwy podczas rzutów karnych

Katowiczanie byli pozytywnie naładowani energią. Wasielewski, Jędrych czy Czerwiński bohatersko interweniowali w defensywie, Milewski rozpędzony potrafił efektownie przejąć piłkę w środku. Takie momenty często definiują zespół. W Widzewie podobnej heroiczności brakowało – być może z wymienionych wcześniej względów.

Raz bardzo groźny wysoki odbiór zaliczył Kornvig, ale Sebastian Bergier zmarnował dobrą sytuację. Kolejny raz każdy jego dłuższy kontakt z piłką oznaczał morze gwizdów ze strony miejscowej publiczności, która jeszcze niedawno oklaskiwała jego gole w koszulce GKS-u. Gdy Bergier schodził przy takim akompaniamencie, fani Widzewa w kontrze zaczęli skandować jego nazwisko.

No właśnie, trudno zrozumieć, dlaczego Bergier zszedł w drugiej części dogrywki, skoro jest głównym wykonawcą rzutów karnych, a wszystko wskazywało na to, że za chwilę do nich dojdzie. Jovicević na konferencji tłumaczył się, że tak wyszło z jakichś analiz, ale chyba nikt nie potraktował tego poważnie. Facet swoimi reakcjami na ławce zdaje się przeżywać mecze, wygląda, jakby mu zależało, lecz przeczy temu coraz więcej jego decyzji i wypowiedzi. One zdają się sugerować, że już mu wszystko jedno i czeka na zwolnienie z sowitą odprawą.

Bez Bergiera przy strzałach z jedenastu metrów pomylili się zaczynający Alvarez i kończący Fornalczyk. Kibice GieKSy wpadli w szał radości.



Wcześniej widać było, ile ten moment dla nich waży. Facet rząd niżej wolał się odwrócić i poczekać na okrzyk, że wpadło. Inny nerwowo wypalał papierosa, można było go zrozumieć. GKS ma bogatą historię w Pucharze Polski – trzy trofea i pięć gier w finale – ale wszystko zawiera się w latach 1985-1997. Zamierzchłe czasy. Teraz jest szansa na coś niesamowitego.

A Widzew właśnie przegrał sezon, PP miał być przepustką do Europy. Teraz pozostaje jedynie pytanie, czy ta porażka nie przerodzi się w katastrofę w postaci najdroższego w dziejach naszego futbolu spadku do I ligi.

Tekst, zdjęcia i video: Przemysław Michalak

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Artykuł Widzew na żywo wygląda równie słabo jak w telewizji. Reportaż z Katowic pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl