Jeśli zaraz po tym, jak wydałeś na transfery trzynaście milionów euro – w całym sezonie zresztą nawet ponad dwadzieścia – zaliczasz łomot na inaugurację, to wiadomo, że będą uśmiechy, szpileczki i szyderka. Byłbym jednak ostrożny przy wyciąganiu wniosków na temat Widzewa na podstawie meczu z Jagiellonią. W tym przypadku „spokojnie, zaraz się rozkręci” nie rzucę prześmiewczo czy ironicznie.
Simon Kuper i Stefan Szymański, autorzy osławionej „Futbonomii”, lata temu dowiedli, że najlepszą predykcję ligowej tabeli stanowi zestawienie budżetów płacowych. Bo opowieści o dzielnych kopciuszkach, które wygrywają sposobem, zdarzają się i zapadają w pamięci, lecz brutalna prawda brzmi: najczęściej wygrywa bogatszy.
Tak, w Polsce to nie takie proste. Legii Warszawa w zasadzie co roku wyliczamy to, jak wiele wydaje i jak niewiele wygrywa. Ostatnio dowiedliśmy też, że faworyci w Ekstraklasie wygrywają tak rzadko, że mówimy o niechlubnym rekordzie w Europie.
Uważam jednak, że mimo to dyskusja o Widzewie powinna dotyczyć bardziej tego, kiedy Widzew zacznie wygrywać, a nie tego czy zacznie to robić. Bo jeśli masz taką przewagę finansową nad konkurencją, to wystarczy tylko dobrze wydawać pieniądze, żeby różnica stała się zauważalna nie tylko w zestawieniach Transfermarkt i raportach Grant Thornton, ale też na boisku.
W Łodzi już minus 13. Na boisku i w tabeli
Ekstraklasa. Widzew Łódź zaliczył falstart, ale zaraz się rozkręci
Tu mógłby się wkraść element dywagacji o tym, czy aby na pewno Widzew swoją fortuną dysponuje mądrze, czy może bardziej przypominana to trwonienie majątku bogatego właściciela. Nie mam pełnego przekonania co do tego, że strategia transferowa łódzkiego klubu to najlepszy wynalazek ludzkości od momentu, gdy Sycylijczycy wpadli na to, żeby serwować na ochłodę śnieg polewanym sokiem cytrynowym.
Widzę w niej trochę chaosu. Sporo nerwowych ruchów. Nutkę szaleństwa połączonego z ciągotkami do życia na pokaz.
Niemniej nie mówimy o kompletnym dyletanctwie i całkowitym braku spójności. Jeśli do drużyny trafiają kolejni skrzydłowi bazujący na szybkości oraz dryblingu, jeśli stoperzy też mają być względnie szybcy i nieźle wprowadzać piłkę podczas gdy boczni defensorzy powinni mieć inklinacje ofensywne – i tak dalej, i tak dalej – to… Zalążek pomysłu w tym jest. I wykonanie też przecież nie takie najgorsze, bo nikt nie powie, że Widzewowi brak jakości indywidualnej.
Nie twierdzę, że dwadzieścia milionów euro wydano w taki sposób, że na dziesięć przypadków pozostałe dziewięć powinno się skończyć odstawieniem ligi o kilka długości. Widzew sięga jednak po piłkarzy z półki, na którą większość ligi może tylko spoglądać z zazdrością. I w końcu znajdzie to przełożenie na ligową tabelę, bo – jak już wspomniałem – bogatszy zwykle wygrywa.
Dla Widzewa nie oznacza to jeszcze mistrzostwa, może nawet nie oznacza pucharów, ale oznacza, że wiosną parokrotnie przekonamy się, że jakość kadry tego klubu pozwoli ograć jednego, trzech, może czterech rywali, którym takowej brakuje i zaliczyć tym samym awans na bezpieczne, spokojne miejsce w stawce.
Widzew Łódź ma zbyt dużo jakości, żeby nie zacząć wygrywać
Widzew zrobi to pewnie też bez względu na to, co sądzimy o Igorze Jovićeviciu i jego pracy – bo o ile uważam, że trenerzy mają kluczowe znaczenie, zwłaszcza w tak konkurencyjnej lidze jak Ekstraklasa, tak jednak mówimy o sytuacji, w której naprzeciw kilku składom średniaków, solidnych ligowców, wyskoczy ekipa złożona z:
- dwóch reprezentantów Polski,
- czołowego ligowca w Norwegii,
- podstawowego piłkarza duńskiego hegemona,
- reprezentanta Szwajcarii,
- paru innych, o których można powiedzieć podobnie przyjemne rzeczy.
To może i są piłkarze częściowo przepłaceni, ale to nie oznacza, że są to piłkarze na tyle słabi, żeby nie ugrać punktów w tych – jak wspomniałem – dwóch czy trzech sytuacjach, w których znaczenie będzie miał nie kunszt taktyczny, tylko błysk indywidualny.
On gdzieś tam się chowa, tli. Może nie widać go dlatego, że Igor Jovićević ma przestrzelone pomysły. Może dlatego, że na przypominającej bardziej betonowy plac niż łąkę boisku przypadkowość czy losowość odgrywały znacznie większą rolę. Nie należy tego lekceważyć, nie należy stwierdzać, że komponowana w pośpiechu drużyna miała tak po prostu wyjść i przejechać się po rywalu.
Zwłaszcza gdy tym rywalem był fenomen społeczny w postaci Jagiellonii Białystok, która za Adriana Siemieńca oszukiwała rzeczywistość w sposób znacznie bardziej imponujący (mistrzostwo Polski!) niż wygrana w pojedynczym spotkaniu.
Rozumiem więc naturalną chęć do szyderki, zwłaszcza w postaci króciutkich tweetów, a nie rozbudowanych analiz. Sam sobie tego nie odmówiłem, rzucając, że włączyłem mecz, żeby zobaczyć zespół za dwadzieścia milionów euro i widać z daleka, że od Jagiellonii bije jakość. Natomiast, będąc zupełnie poważnym, ani trochę się o Widzew nie obawiam, nie martwię, nie kreślę czarnych scenariuszy.
Niewykluczone, że na dłuższą metę ten projekt będzie potrzebował większego pomyślunku, lepszego planowania, zdolniejszego trenera. Natomiast fakt, że napompowany milionowymi transferami Widzew przegrał po beznadziejnym meczu z Jagiellonią, niespecjalnie powinien kogoś dziwić, patrząc na miejsce, w którym są dziś obydwa kluby.
I nie powinien stanowić cenzurki tego, co w Łodzi wyczyniano zimą, bo całkiem możliwe, że w normalnych warunkach, po kolejnych kilku tygodniach razem w szatni, ci, którzy wieszczyli, że nic z tego nie będzie, będą musieli zjeść własny język. Bogatszy w końcu przecież zacznie wygrywać. Nawet u nas, w nielogicznej i zaciętej jak żadna liga Ekstraklasie, czwórkę najlepszych zespołów ostatniego pięciolecia stanowią przecież najlepiej płacące w tym okresie drużyny w stawce – kolejno: Raków, Lech, Pogoń oraz Legia.
WIĘCEJ O WIDZEWIE ŁÓDŹ NA WESZŁO:
- Falstart Widzewa. „Tak się demoluje źle wydane miliony”
- Czas na boisko! Wszyscy będą oglądać kilkanaście milionów Widzewa
- Potężne transfery Widzewa. Dobrzycki zaczął mocniej nawet od Cupiała?
- Carlos Isaac i Widzew Łódź: szczęśliwy zbieg okoliczności i coś jeszcze
SZYMON JANCZYK
Artykuł Widzew dostał łomot na starcie, ale spokojnie – zaraz się rozkręci pochodzi z serwisu weszlo.com.