24.01.2026

Stajnia Jakubasa. Czy trzeba się martwić o Motor Lublin?

Motor Lublin zimą nie przeprowadził jeszcze transferu. Szokuje to mniej, gdy przypomnimy sobie, że klub nie ma nawet dyrektora sportowego – ale to nikogo nie uspokaja, przeciwnie: wzmaga obawy o przyszłość. Zwłaszcza że na horyzoncie są też wygasające kontrakty. Nie dwa, nie cztery, lecz osiemnaście. Czy to czas, żeby martwić się o projekt Zbigniewa Jakubasa?

Złośliwy powie, że martwić to można się było trzy miesiące temu, bo teraz na to za późno. Odbiór obecnej sytuacji nieco poprawiło to, że Bartosza Wolskiego ostatecznie udało się namówić na przedłużenie umowy, ale tylko o kapkę – w końcu nerwy wywołało to, że w ogóle trzeba było o tym rozmawiać teraz, gdy legalnie do rozmów z kluczowym piłkarzem usiąść mógł każdy.

W Motorze mówią, że ten model pracy to nic nowego, że zawodnicy o tym wiedzą, bo zwyczajowo kontrakty przedłużano w okolicach stycznia. Części piłkarzy wprost nawet zapowiadano, że wtedy usiądą do negocjacji. Problem w tym, że zmieniły się okoliczności. Jeśli w Lublinie się do nich nie dostosują, kolejnych flar ostrzegawczych może nie być.

Ekstraklasa. Motor Lublin ma problem? 18 piłkarzy z wygasającym kontraktem

Na początek fakty. To nie tak, że wraz z końcem sezonu wspomniana na wstępie osiemnastka w całości mogłaby spakować walizki i opuścić Lublin. Liczbę wygasających umów wypominali sami kibice Motoru, lecz trzeba to uznać za pewne wzmocnienie przekazu. W praktyce najważniejsi ludzie na liście mają przy nazwisku gwiazdkę, która oznacza opcję przedłużenia kontraktu. O kolejny rok klub może prolongować umowy:

  • Herve Matthysa,
  • Ivo Rodriguesa,
  • Arkadiusza Najemskiego,
  • Marka Bartosa,
  • Mbaye Ndiaye,
  • Kacpra Karaska,
  • Renata Dadaszowa,
  • Gaspara Tratnika.

Ostatnia trójka może tego zaszczytu nie dostąpić, ale pięciu pierwszych na liście zapewne utrzyma miejsce w zespole. Co ważne: według naszych informacji większość przypadków to opcje, które klub po prostu może aktywować, więc w każdym momencie grono może się znacznie uszczuplić. Ciekawym przypadkiem jest Ivo Rodrigues, którego kontrakt zabezpieczono podwójnie i przedłużyć go może:

  • sam Motor, deklarując, że chce nadal korzystać z usług piłkarza,
  • rozegranie konkretnej liczby minut w Ekstraklasie.

Sprawa opcji gwarantujących przedłużenie umowy zabezpiecza jednak Motor przed utratą trzech z jedenastu najczęściej grających w tym sezonie zawodników. Spośród pozostałych ośmiu ważne umowy mają tylko Filip Luberecki oraz Karol Czubak. Wciąż mówimy więc o sytuacji, w której po pierwszej rundzie sezonu, w którym Motor walczy o życie w Ekstraklasie, połowa składu może prysnąć do innego klubu bez informowania o tym obecnego pracodawcy.

Tak zrobił Michał Król, czwarty najwięcej grający piłkarz w drużynie. Zawodnik, który – zdaniem niektórych – od tak dawna czekał na zasłużoną podwyżkę (jeden z niższych kontraktów), że stracił cierpliwość i znalazł kogoś, kto go docenił.

Piłkarze zmęczeni Zbigniewem Jakubasem. Narzekają na metody i styl rozmów z klubem

Sytuacja kontraktowa w Motorze nie zawsze wynika jednak z braku docenienia. Czasami po prostu z dezorganizacji. Zbigniew Jakubas bardzo sprawnie roztacza wizję projektu, który chciałby stworzyć w Lublinie, lecz ich rozwój najmocniej widać poza boiskiem. Infrastruktura, marketing, dzień meczowy – tym Motor może się chwalić. Budowa zespołu okazuje się trudniejsza.

Motoru nie da się traktować jak kopciuszka, który szuka sposobu na bogatszych. Dlatego chaos na stołkach dyrektorskich czy skauting w powijakach powinny razić bardziej niż w innych przypadkach – zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, jak chętnie Jakubas wyjaśnia wszystkim dookoła, jak powinien wyglądać proces budowy klubu.

Temat kontraktów został poruszony we wrześniu. Piłkarze są w klubie od dawna, wiedzą, jak działa. Wiedzieli też, że rozmowy zaczniemy w styczniu, to nie nowość – słyszymy z gabinetów Motoru.

Nie wiedzieliśmy, na czym stoimy. Rozmowy o przedłużeniu były latem, potem przegraliśmy sparing ze Stalą Rzeszów i stanęły – kontruje szatnia.

Po prawdzie to tak, takie tematy według prawideł powinno się zamykać do listopada – mówią w klubie, jednak bijąc się w pierś, że nie wszystko wygląda tak, jak powinno.

Dla Motoru nauczką powinna być sytuacja Samuela Mraza. Owszem – Karol Czubak okazał się napastnikiem niezgorszym. Zbigniew Jakubas w „Przeglądzie Sportowym” wręcz cieszył się, że nie byłoby go w klubie, gdyby został Mraz, ogłaszając sukces Motoru. Tyle że w tej samej rozmowie oznajmił, że „bardzo wysoki kontrakt” zaoferował mu po meczu z Radomiakiem.

Nieświadomym rozjaśnijmy – mecz z Radomiakiem kończył sezon, po którym wygasał kontrakt Samuela Mraza. Autora szesnastu goli w sezonie, najlepszego strzelca zespołu.

Samuel Mraz strzela sporo goli.

Jakubas stwierdził też, że na Servette FC napastnika namówił agent. Tyle że nawet wtedy, nawet na koniec sezonu, Mraz był gotowy zostać w Motorze. Gdy klub zaproponował mu nowy kontrakt, temat przenosin do Szwajcarii nie istniał – rozmowy z Servette FC zaczęły się potem. Zdecydowało podejście właściciela. Raz, że długo czekano na podjęcie tematu, co nie wypadło poważnie w oczach jakby nie patrzeć czołowego piłkarza zespołu.

Dwa, że wiele osób podkreśla, że negocjacje z Jakubasem bywają specyficzne. Gdy uprze się na jakąś kwotę, ciężko skierować rozmowy w inną stronę. I nie chodzi o to, że ktoś chce zarabiać dwukrotnie więcej. Tematy transferowe potrafiły się przeciągać z powodu różnic, które śmiało można nazwać „końcówką” miesięcznego wynagrodzenia. Bywa, że negocjacje się dłużą, bywa, że powodem tego są sprawy tak błahe, że druga strona ma po prostu dość.

Wielu męczy to, że po rozmowach ze Zbigniewem Jakubasem można spodziewać się wszystkiego i niczego. W zależności od nastroju, pomysłu, na który wpadnie, chęci. Z różnych źródeł słyszeliśmy, że w Motorze pewnym czegoś można być dopiero wtedy, gdy zostanie to oficjalnie ogłoszone, bo zdanie czy warunki mogą się zmienić w ostatniej chwili, cofając wszystko, co wcześniej dogadano.

Motor Lublin i sprawa Bartosza Wolskiego. Krok od odejścia i podwyżka bez przedłużenia umowy

Specyficzne podejście Zbigniewa Jakubasa popchnęło zresztą domino, które doprowadziło do tego, że Bartosz Wolski – kapitan klubu – był o włos od odejścia do GKS Katowice. Ostatecznie przystał na ofertę Motoru, w dodatku bez żadnej licytacji, podwyżek na ostatniej prostej. W Lublinie mają niebywałe szczęście, bo mało który zawodnik w takiej sytuacji ot tak wybrałby ofertę gorszą finansowo, nie próbując ugrać nic więcej.

W każdym razie ciekawostką jest fakt, że Wolski w pierwszym sezonie po awansie do Ekstraklasy podpisał nowy kontrakt z klubem. Wszystko było dogadane, umowa zostałaby przedłużona i nie byłoby tematu zmiany drużyny latem. Tyle że właściciel ostatecznie… zmienił warunki. Nie, nie finansowe. Piłkarz dostał po prostu podwyżkę bez przedłużania umowy. 

Można to traktować jak miły gest. Biznesmen docenił istotnego gracza, który w jego opinii zarabiał zbyt mało jak na to, co dawał na boisku. Natomiast trzeba też zauważyć, że z punktu widzenia klubu podwyżka bez prolongaty nie ma większego sensu. Co autor miał na myśli wie chyba tylko sam Jakubas – w każdym razie to tylko jeden z irracjonalnych błędów, które dotychczas nie wychodziły na światło dzienne.

Teraz wychodzą także dlatego, że sytuacja w Motorze wzbudza niepokój od wewnątrz. Nie będzie tajemnicą, że w szatni wieść o odejściu dwóch ważnych piłkarzy wraz z końcem sezonu wywołała niepokój. W Lublinie twierdzą, że nikt nie pozwoliłby im odejść już teraz, niezależnie od proponowanych przez ligowych rywali kwot odstępnego, ale kontrakty od lata wpłynęłyby na morale szatni oraz na rozmowy z pozostałymi zawodnikami.

Czy podpisywać nowy kontrakt, skoro niepewny jest i ligowy byt, i to, czy za rok klub nie będzie po prostu słabszy?

Dlatego Motor tak walczył o to, żeby jednak Bartosza Wolskiego zatrzymać, przekonać do zmiany zdania. Zwłaszcza że zaraz mogą posypać się kolejne komunikaty, które pozwolą się odbić, zmienić narrację. Bo bramkarz Ivan Brkic odchodzić nie chce, nastawia się na podpis pod nową umową. Deklarację dalszej gry w Motorze składa także Sergi Samper. Klub na pewno złoży wkrótce ofertę Jakubowi Łabojce, który także skłania się ku kontynuowaniu kariery w Lublinie.

Trzeba brać poprawkę na to, że od wyrażenia chęci do konkretnych ofert i dogadania się jest jeszcze kawałek drogi – zwłaszcza gdy po drugiej stronie stołu negocjuje Zbigniew Jakubas, który lubi grać twardo, zmieniać zdanie i pomysły – natomiast istnieje szansa, że rozmowy o problemach w funkcjonowaniu Motoru mogą więc zaraz ucichnąć. 

Kluczowe będzie jednak to, żeby nie powtórzyć ich za rok, za dwa lata, żeby nie było kolejnych okazji ku takim dywagacjom. Bo to też nie tak, że w Lublinie nie było skautingu. I w tym przypadku mówimy o dezorganizacji czy absurdach. Skauci w Motorze pracowali i spotkali się z podobnym podejściem, co piłkarze. Dział rozmontował się sam, kontrakty były, wygasły. O tych ludziach w pewnym sensie zapomniano – więc i tego problemu mogłoby nie być, gdyby tylko odpowiednio zadbano o tę działkę.

Pion sportowy Motoru Lublin to chaos. Brak stabilizacji wpływa na cały klub

Inna sprawa, że to robota pionu sportowego, który w Motorze Lublin jest wyjątkowo niestabilny. Posada, która powinna być najważniejsza w perspektywie sukcesu na boisku, jest problemem od początku przygody Zbigniewa Jakubasa z klubem:

  • Michał Żewłakow, pierwszy dyrektor sportowy, był dyrektorem z doskoku – w klubie bywał, gdy akurat wpadł na Lubelszczyznę z Warszawy;
  • Arkadiusz Onyszko klub prawie rozłożył, w środowisku śmiali się, że nie za bardzo nawet orientował się w przepisach i realiach pracy na tym stanowisku (nie dziwi, był trenerem, nie działaczem);
  • Paweł Tomczyk dyrektorem sportowym był i nie był – był prezesem, odpowiadał za transfery, ale dość szybko wybuchła afera z Goncalo Feio po czym dyrektora długo nie było;
  • Michał Wlaźlik zostanie zapamiętany głównie z aktywności na Twitterze oraz groźby, że wyleci z roboty jak będzie dalej rozmawiał z Weszło (spoiler: nie rozmawiał, ale i tak wyleciał);
  • Paweł Golański zabawił w klubie rok, został oceniony tak, że „nie było go na miejscu” i „nie zbudował struktur”.

Rozwiązaniem problemu, którym zdaniem Zbigniewa Jakubasa była dostępność i zaangażowanie Pawła Golańskiego ma być Veljko Nikitović, tyle że wybór kolejnego dyrektora też pchnął Motor w absurd. Oto po kilku miesiącach od momentu, gdy Golański usłyszał, że straci pracę, klub dyrektora sportowego nie ma.

Niby w zimowym okienku i tak planowano maksymalnie dwa, trzy ruchy, ale choćby temat wygasających kontraktów czy po prostu kolejnych posunięć w kontekście lata sugeruje, że jednak lepiej mieć osobę zarządzającą całym działem. Tymczasem w Motorze albo uwierzono, że Nikitović zimą opuści Arkę i zmieni pracę bez żadnych problemów, albo stwierdzono, że pół roku bez dyrektora to nie problem.

Obie wersje nie wystawiają najlepszej cenzurki włodarzom (włodarzowi) klubu z Lubelszczyzny.

Zresztą – odejście Pawła Golańskiego też źle zadziałało na szatnię. Raz, że znów stanęła ona przed widmem przebudowy, jakiegoś chaosu. Zwłaszcza przy świadomości wygasających umów. Dwa, że Golański bardzo dobrze dogadywał się z zespołem, rozumiał piłkarzy. W zamian dostali brak decyzyjności i niezrozumienie. 

Gdy Zbigniew Jakubas przyleciał na zgrupowanie do Turcji, przywitał się z piłkarzami i… tyle. Niektórzy oczekiwali, że rozmowy ruszą właśnie wtedy, tymczasem na koniec zgrupowania trener Mateusz Stolarski w klubowych mediach mówił tak: 

Kibice zadają pytania i mają prawo wiedzieć jak wygląda sytuacja kontraktowa. Tak naprawdę to był obóz, na którym wykonywałem podwójną pracę: od rana do wieczora zajmując się tematami treningowymi, transferowymi, rozmowami z zawodnikami i właścicielem klubu. Staraliśmy się wspólnie z prezesem zadbać o to, żeby trzon drużyny został w Lublinie.

To właśnie przydałoby się unormować, żeby przestać patrzeć na sportową stronę działalności Motoru jak na wieczne handlowanie wizją. Trzeba oczywiście brać poprawkę na to, że Zbigniew Jakubas ma nieco inne podejście do inwestowania w klub niż wielu pozostałych prywatnych właścicieli (nie tylko Roberta Dobrzyckiego), ale chyba sam zainteresowany zdał sobie sprawę, że tak dalej być nie może.

Zbigniew Jakubas nie będzie Robertem Dobrzyckim, ale ma nowy pomysł. Motor zyska „filozofię właścicielską”?

Tak przynajmniej słyszymy. Sygnałem do tego ma być zatrudnienie Piotra Sadowskiego na stanowisko szefa skautingu. Pod jego kuratelą mają się znaleźć kolejni skauci, wspomniany pion ma wreszcie zyskać odpowiednią strukturę.

Będzie liczył maksymalnie cztery osoby. Skauting idzie w inną stronę, dzisiaj mniej się jeździ na mecze, a około 40 do 60% to praca na wideo. Wszystko zależy też od tego, czy będziemy realizować szerzej pomysł właściciela o działaniu w Afryce i wyszukiwaniu tam zawodników. Powinno to kosztować ok. 500-700 tysięcy złotych w skali sezonutłumaczył prezes Łukasz Jabłoński w „Lidze Minus”.

Nie chodzi jednak o samo stworzenie działu, lecz o to, że Zbigniew Jakubas – jak słyszymy – „zrozumiał, że w klubie trzeba zaszczepić filozofię właścicielską”. Tak, żeby kolejne zmiany personalne w pionie sportowym nie sprawiały, że znika wszystko, co wypracowano, bo każda kolejna osoba przychodzi do pracy z nowym pomysłem.

Wspomniana filozofia właścicielska nie zmieni podejścia Jakubasa do inwestowania w Motor. Będą to pieniądze na fundamenty działania klubu, niekoniecznie nagłe, duże zastrzyki finansowe przeznaczone na transfery czy znaczące zwiększanie budżetu płacowego. To pewnie kibiców drażni – właściciela stać przecież na rozmach może nie taki, jak w przypadku Widzewa, ale taki jak w przypadku Korony: jak najbardziej.

Wydaje się jednak, że na ten moment absolutnie wystarczyłoby opanowanie bieżącej działalności. W temacie transferów trener Mateusz Stolarski może nie strzelał bezpośrednio w działania klubu, ale jednak otwarcie dał do zrozumienia, że sytuacja jest daleka od idealnej i wiele spraw musiał albo załatwić samemu, albo wychodzić.

Nie śpimy, robimy wszystko, co w naszej mocy. Sztab, nasi skauci, o których mocno zabiegałem w tamtej rundzie, podkreślając to parę razy. Wiadomo, że trochę późno jest ich przyjście, natomiast parę nazwisk zaproponowali. Widzę światełko w tunelu, że jeśli utrzymamy struktury, to lato będzie dobrym okienkiem, ale musimy żyć tu i teraz. Potrzebuję zawodników gotowych, którzy w miarę szybko będą się wdrażać w nasz system, a nie takich, którzy może wypalą – tłumaczył w klubowych mediach.

Przemysław Jasiński na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Przemysław Jasiński na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim. Fot. EkstraTrener

Sztab szkoleniowy Motoru Lublin „ogarnia” wiele tematów w klubie.
Tu wykład asystenta Przemysława Jasińskiego o pracy na liczbach. Fot. EkstraTrener

Zrozumiałe, że część zawodników, których umowy wygasają musi zapracować na to, żeby otrzymać nowe. Rzucając kompletnie przypadkowe nazwisko – Filip Wójcik rozegrał prawie 800 minut w Ekstraklasie, więc to pożyteczny zawodnik w rotacji. Tacy jak najbardziej muszą pokazać, że jest dla nich miejsce w klubie, który chce iść w górę. Inna sprawa, że niekoniecznie dobre jest w takiej sytuacji komunikowanie im przez szefa na łamach mediów, że w sumie to większość z nich się nie nadaje.

Zbigniew Jakubas musi jednak zrozumieć, że Motor nie tkwi już na zapleczu najwyższej ligi czy jeszcze o szczebel niżej, gdzie zainteresowanie piłkarzami, których umowy wygasają, jest niewielkim zagrożeniem. Gdyby trzy miesiące temu zamiast zapowiadać styczniowe rozmowy po prostu zaczęto negocjacje, Król nie byłby w Płocku, Wolski nie wahałby się nad wyborem Motoru lub GieKSy.

Liga rośnie, liga nie będzie przebaczała sytuacji, w której wyróżniający się zawodnik jest do wyciągnięcia „po kosztach” – bo tak trzeba traktować sytuację, w której można podpisać umowę w innym miejscu bez kwoty odstępnego.

Ba, nawet kwoty odstępnego przestały być problemem. Radomiak nieprzypadkowo dogadał się z Zie Ouattarą na usunięcie klauzuli z umowy – gdyby nie to, być może Widzew rzuciłby na stół milion euro nie za Carlosa Isaaca z Cordoby, tylko dla niego?

Nieważne, chodzi o to, że zimowe okno pokazało, gdzie tkwią braki i problemy Motoru Lublin, które trzeba rozwiązać, żeby zabezpieczyć się na przyszłość. Może przesadą było nazwanie sytuacji w klubie Stajnią Augiasza, ale właściwe będzie stworzenie pojęcia Stajni Jakubasa. Miejsca, którego pryncypał tak mocno wierzy w swój model zarządzania, że nie dopuszcza do siebie myśli, że wydajność mogłaby się nawet zwiększyć, gdyby tylko był odrobinę bardziej skłonny do kompromisów.

WIĘCEJ O MOTORZE LUBLIN NA WESZŁO:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Artykuł Stajnia Jakubasa. Czy trzeba się martwić o Motor Lublin? pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl