Tymoteusz Puchacz latem był o krok od powrotu do Ekstraklasy i wypożyczenia do GKS-u Katowice, ale w ostatniej chwili zmieniło się wszystko. Ostatecznie trafił do Sabah FK, z którym zmierza po mistrzostwo Azerbejdżanu. 15-krotny reprezentant Polski chwali sobie pobyt w Baku i przyznaje, że pilnie śledzi polską ligę. – Tak na papierze, obecny Lech jest najsilniejszy za mojego życia – mówi wychowanek Kolejorza w rozmowie z Weszło.
Tymoteusz Puchacz: Myślę, że Karabach byłby w Ekstraklasie w czubie
Marcin Długosz: Jest parę wątków do poruszenia, to może najpierw ogólnie. Potrzebowałeś tak po prostu zniknąć ze świecznika i wyjechać do Azerbejdżanu?
Tymoteusz Puchacz: Zawsze jest jakieś zainteresowanie mną. To, jaką mam rozpoznawalność do tego, jaką mam karierę w ogóle nie jest adekwatne. Jest wielu piłkarzy mających piękniejsze kariery w wielkich klubach, a zainteresowanie nimi nie jest takie jak moją osobą. A fakt, że ja trafiłem do Azerbejdżanu… Było w tym dużo przypadku. Rzeczy, na które ja nie do końca miałem wpływ. To wszystko dotyczyło negocjacji, wielu bzdur pozaboiskowych. To nie było tak, że ja sobie wybrałem coś z myślą o czymś. Tak po prostu się stało.
Opowiedz co to jest w ogóle za klub Sabah. Przeciętny polski kibic słyszał w Azerbejdżanie o Karabachu, może Neftczi Baku. Ale Sabah?
Neftczi to w ogóle kiedyś był Inter Baku. A Sabah? To klub ze znakomitym pionem sportowym. To jakich zawodników mamy, a ile oni są warci, to naprawdę…
Transfermarkt spośród wszystkich zawodników drużyny najwyżej wycenia ciebie.
Może i tak jest, ale na pewno nie jestem najlepszym zawodnikiem tej drużyny. Mamy takich kotów tutaj! Jest taki stoper, Steve Solvet, ma 29 lat. To jeden z najlepszych stoperów z jakimi grałem, a grałem z naprawdę dobrymi. Mamy dużo fajnych chłopaków, na przykład Aarona Maloudę, syna tego sławnego Florenta czy Chorwata Ivana Lepinjicę – nie wiem, czemu on gra tutaj, a nie gdzieś wyżej, ale często piłka pisze takie historie.
Negocjacje, kontrakty, czy ktoś ma kartę na ręku czy nie ma, ile trzeba mu zapłacić… Ktoś to po prostu potrafi dobrze wykorzystać, tak jak w Polsce robi to Jagiellonia. W Białymstoku nie ma największych pieniędzy i na papierze nie mają najsilniejszej kadry, a jako nieliczni grają bardzo atrakcyjną piłkę. Nasza piłka się rozwija, ale niektórym jeszcze nie idzie. Oglądałeś Pogoń – Widzew? Masakra, Widzew jakich piłkarzy kupuje i za ile, a jak grają. Różnie bywa.
A Sabah? To nowy klub, powstał w 2017 roku. Mamy świetną, nową bazę o najwyższych standardach europejskich. Najlepsza jaką kiedykolwiek miałem. Pokoje, stołówka, wyżywienie całodniowe, czysta, pachnąca siłownia… Cała baza jest mega.
Trener, Litwin Valdas Dambrauskas, tak z CV też wygląda na ciekawego – w przeszłości Hajduk czy Łudogorec.
Tu też mogę powiedzieć, że trener jest jednym z najlepszych, z którymi pracowałem. Wielki strateg. To, co mówi, później się dzieje na boisku. Plus generalnie rzadko się zdarza, mówiąc tak z doświadczenia, żeby trenerzy mieli aż taką wiedzę na temat przeciwnika i jak to wykorzystać. Potem wychodzisz na boisko i masz wrażenie, że powiela się wcześniejszy trening. Jest mniej improwizacji. Trener jest bardzo dobry i ogólnie sztab jest świetny. Mamy też takiego Włocha asystenta i szkoli fajnie przede wszystkim nas, obrońców. Cieszę się, że trafiłem w takie środowisko.

Trener Valdas Dambrauskas pracuje w Sabah od obecnego sezonu (fot. Newspix)
Baza fajna, stadion z tego co widziałem też, bo na kilkanaście tysięcy osób, ale frekwencja…
Nie no, nie ma…
Ponad cztery tysiące osób tylko na meczu z Karabachem, a tak to próżno szukać meczu, żeby choć tysiąc został przekroczony.
Nie chodzą tu kibice w ogóle, ale powiem ci szczerze, że nie przeszkadza mi to tak bardzo jak myślałem, że może mi przeszkadzać. Wiadomo, że wolałbym pełne stadiony, ale teraz z Karabachem graliśmy z kibicami i nie robi mi to już aż takiej różnicy. Jestem starszy, grałem już i z kibicami, i jak był COVID to bez kibiców. Podchodzę do tego już bardziej na chłodno. Jak byłem młodszy, to czułem większą adrenalinę przy ludziach, spełnienie dziecięcych marzeń, wiesz, o co chodzi…
Liga azerska. Jaki to w ogóle poziom? Jakbyś ją umieścił chociażby na tle Ekstraklasy?
Nie mam prawa aż tak tego porównywać, bo wyjechałem z Polski pięć lat temu. Inna Ekstraklasa niż dzisiaj. Nie chodzi mi teraz o to, że porównuję poziom, żeby mi ktoś zaraz nie wytykał, ale z samej charakterystyki grania to trochę przypomina Turcję. Bardziej się stawia na indywidualne umiejętności niż na taktykę, bronienie, fizykę. Więcej jest takiego po prostu czystego grania w piłkę. Jak byłem w Trabzonsporze, to pamiętam ten przeskok z Niemiec, gdzie wszyscy przestrzegali taktyki, byli wybiegani. A w Turcji trafiłem na dosłownie inny świat. Zabawa, budowanie, nie ma wybijania, gra od tyłu, przez to też dużo błędów.
Najlepszy przykład to ten nasz ostatni mecz z Karabachem I my, i oni chcieliśmy grać. Tak obiektywnie to powinno się skończyć z 4:4. Cios za cios. Są oczywiście bardzo słabe drużyny, ale są też takie jak my czy Karabach, które myślę, że poradziłyby sobie w Polsce. Patrzyłem na Karabach w Lidze Mistrzów i na to, jak sobie radzą. A tam był przecież test za testem. Chelsea, Ajax, Benfica… Myślę, że w Ekstraklasie byliby w czubie. Na pewno.
Mecz na szczycie ligi azerskiej pomiędzy Karabachem a Sabah zakończył się remisem 3:3
A tobie podchodzi bardziej taki styl o jakim mówisz, czy jednak ten poukładany, zachodni?
Wiesz co… Nie wiem, bo mam różne doświadczenie. W 2. Bundeslidze grałem sezon i było tam więcej taktyki, a wyglądałem bardzo dobrze. Miałem sporą liczbę asyst. Tutaj jest inaczej, ale też mam bardzo fajny sezon, te liczby się zgadzają. Więc to nie jest tak, że ja coś wolę. Ja się zawsze adaptuję. W Anglii na przykład, jak byłem w Plymouth, to wyglądało to jeszcze inaczej. Oddawaliśmy piłkę, mieliśmy 30% posiadania, ale też się adaptowałem. Na pewno więcej przyjemności sprawia mi jak wychodzimy na boisko i dominujemy, ale to chyba każdy woli czuć się lepszym od przeciwnika.
Po tym meczu z Karabachem, w którym zachowaliście przewagę w tabeli, cel jest jasny i idziecie po mistrzostwo? Wszystko, co poniżej będzie w klubie rozczarowaniem?
Wiem, że tak się gada, ale trener jest tak nakręcony na każdy kolejny mecz, że w ogóle nie patrzy na punkty. On wręcz mówi, że wynik to jego odpowiedzialność, a nas chce rozliczać z tego jak gramy. Z występów, a nie z wyniku. Powiedział nawet, że teoretycznie wolałby przegrać na swoich zasadach niż gdybyśmy zwyciężyli, ale się cofnęli i nie grali jak chcemy.
Tabela ligi azerskiej dostarczona przez Superscore
A ktokolwiek w ogóle w klubie – nie wiem, właściciel czy prezes – powiedział wam, że celem jest to pierwsze mistrzostwo w historii Sabah, czy w ogóle nie ma tematu?
Nie, atmosfera i rozmowy są takie same jak na początku sezonu. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Zawsze rozmawiamy na bieżąco i o tym, z kim teraz gramy, a nie o tym, co będzie za miesiąc. W piłce parę tygodni to jest wieczność.
Pod względem życiowym jak się czujesz w Baku? Dobrze ci się tam mieszka?
Super! Mieszkam na takim nowym osiedlu. Wielkościowo miasto trochę można porównać do Warszawy, chociaż Warszawa piękniejsza, wiadomo. Ale pod względem życiowym naprawdę polecam, jest tutaj fajnie. Mojej narzeczonej też się podoba.
Polecasz Azerbejdżan na wakacje jako nieoczywisty kierunek?
Na wakacje to już w ogóle, pewnie, że tak. Świetne miejsce, żeby je zwiedzić. Niepopularny kierunek, ale polecam jak najbardziej.
A jak ci się żyje pod względem wiary? Jesteś katolikiem w społeczeństwie muzułmańskim.
Tak, ale byłem już w takich miejscach, chociażby w Turcji. Nie doświadczam na co dzień jakichś różnic. Nie lubię się też zamykać, irytuje mnie to gadanie, że ja jestem katolikiem, protestantem czy prawosławnym. Wszystkie te odłamy powinny podążać za Jezusem i wyznawać tę wiarę, a nie się kłócić. Do czego zmierzam – jak ktoś wierzy w Boga, to czy to jest Allah, czy to jest Jezus, to czuć, że wierzy i każdy traktuje się jak brat. Muzułmanie tutaj często praktykują żywą wiarę i dobrze mi się z nimi żyje. Nikt nie ma tu z niczym problemu. Na klatce piersiowej mam wytatuowany krzyż, nikomu to nie przeszkadza.
Trwa ramadan. Jak rozwiązujecie w klubie tę kwestię?
Trenujemy popołudniami zamiast rano. W Turcji było tak samo. Żeby ci, którzy restrykcyjne przestrzegają postu, mieli trochę łatwiej. Ten miesiąc trzeba się przemęczyć. Ja i wielu piłkarzy wolimy mieć trening rano, wtedy jest najwięcej energii. Oczywiście jednak jakby mnie ktoś pytał o zdanie i wyrażenie zgody na przesunięcie treningów, to zawsze bym taką wyraził, jeśli to miałoby komuś pomóc.
Masz kontakt z Mateuszem Kochalskim jako dwójka polskich piłkarzy mieszkająca w Baku?
Nie, tylko taki jak się spotkamy na meczu. Ja dużo czasu spędzam w bazie treningowej, potem mam chwilę z narzeczoną i idę spać, więc nawet za bardzo nie byłoby na to czasu. Raz w życiu chyba przecięliśmy się na kadrze, ale nigdy się jakoś nie trzymaliśmy. Więc nasze relacje są od meczu do meczu.
Kontaktował się z tobą Jan Urban albo ktokolwiek ze sztabu reprezentacji odkąd jesteś w Azerbejdżanie?
Trener Urban napisał mi życzenia urodzinowe 23 stycznia. To była jego pierwsza wiadomość na WhatsApp do mnie, bo nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy. Pewnie gdzieś tam mnie oglądają i na jakimś radarze jestem, bo to nie żadna tajemnica, że w Polsce za wielu lewych obrońców nie ma. A co z tego wyniknie? No to zobaczymy. Wiadomo, że bym chciał (śmiech).

Tymoteusz Puchacz rozegrał w kadrze Polski 15 meczów, z czego ostatni jesienią 2024 roku (fot. Newspix)
Czyli nadzieja na powołanie się tli?
Tak bym na to nie patrzył. Po prostu się skupiam na tym, co mam do robienia na co dzień. Kiedyś patrzyłem na te powołania bardziej. Jak byłem w kadrze i walczyłem o to, by utrzymać swoje miejsce, to moment powołań przeżywałem dużo mocniej. Teraz na dwa-trzy zgrupowania wypadłem, zmienił się trener i skupiam się na tym, żeby odbudowywać swoją pozycję w piłce. Jakbym został powołany to super, ale nie jest tak, że to rozkminiam. Raczej to by było w formie miłego zaskoczenia.
W tym sezonie grasz jako lewy obrońca w czwórce, czyli trochę inaczej niż kadra obecnie.
Tak, chociaż my gramy różnie. Czasami schodzimy do środka, czasem gram na wahadle, czasem w trójce. System to tylko system, czym się różni wahadło od lewej obrony… Daj spokój. Jak ktoś potrafi grać, to odnajdzie się na lewej flance i w obronie, i z przodu. A już szczególnie, jak parę lat grało się w obu systemach. To nie jest takie trudne.
Zostałbyś na kolejne lata w Azerbejdżanie w przypadku wygrania mistrzostwa i potencjalnej walki o Ligę Mistrzów czy nie widzisz tego?
Ciężko mi powiedzieć na dzisiaj, ale dobrze się tu czuję. Mam fajną pozycję w klubie. Mogę grać i się rozwijać. Przy takiej lidze, jaka tu jest, czyli nienajlepszej, chciałbym występować w europejskich pucharach i konfrontować się z największymi potęgami. Aha, to od razu poruszę jeszcze jeden temat, jak już mówię o pucharach. Była debata jak powiedziałem, że Liga Konferencji to Puchar Tymbarku, czy jak ja to określiłem…
Najsławniejsze określenie to chyba Kamila Kosowskiego – Puchar Biedronki.
Wiadomo, że lepiej jest grać w Pucharze Biedronki niż w ogóle nie grać… Znaczy w tej Lidze Konferencji, już nie obrażajmy. Ale chodzi mi o to, że w fazie ligowej pojawiają się tam zespoły, których wcześniej nie znaliśmy. Ani ja, ani ty, ani pewnie Kamil Kosowski. Przeskok pomiędzy Ligą Konferencji a Ligą Europy, jak spojrzy się na firmy, jakie tam występują, to przepaść i to jest mało powiedziane w tym przypadku.
Chciałbym grać w pucharach i najlepiej w Lidze Europy czy Lidze Mistrzów, bo to najpoważniejsze rozgrywki. Wiadomo, że wolałbym grać w Lidze Konferencji niż w ogóle nie grać w pucharach, ale umówmy się… Parę meczów trafi się dobrych, ale jesteś polską drużyną, jedziesz gdzieś i kurs na ciebie jest 1.30. No to wiesz…
Z drugiej strony jak na przykład Jagiellonii trafił się już taki poważny przeciwnik, to potrafiła się pokazać w rewanżu.
Tak, oczywiście. I to, o czym ja mówię, to nie jest przytyk, że polskie zespoły grają w Lidze Konferencji. Po prostu uważam, że jesteśmy już na tyle mocni, że powinniśmy aspirować do Ligi Europy i rozpychania się w niej. A nie, że my podniecamy się, że pykamy sobie w Conference. Moim zdaniem takie drużyny z czołówki jak Jagiellonia, Raków, Lech… O, właśnie – Lech. Moim zdaniem oni mają teraz najsilniejszą kadrę, to w ogóle jest najsilniejszy Lech za mojego życia tak na papierze. No i grają też super.
No ale Liga Konferencji dla Polski to też trochę złoty system, bo nabite punkty procentują.
Nie przeczę, że Liga Konferencji dała nam dużo i zaraz pewnie znowu da. Mam nadzieję, że polskie zespoły niedługo będą grały minimum w Lidze Europy, a za chwilę w Lidze Mistrzów. Karabach pokazuje, że można grać w Champions League i dostać się do fazy pucharowej nie będąc hegemonem, a mając po prostu dobry zespół. Przykładem jest też Bodo/Glimt – dobry pion sportowy, struktury… I można.
Śledzisz, co się dzieje w klubie, z którym masz jeszcze dwa lata kontraktu – Holstein Kiel?
Śledzę, ja w ogóle śledzę teraz tyle lig. Mocno siedzę w piłce, aż tak to chyba nigdy nie siedziałem.
Pytam, bo narzekałeś kiedyś w wywiadach na trenera, że poczułeś się oszukany, a on wyleciał pod koniec lutego i w klubie nowe rozdanie. Dobrze dla ciebie?
Trudno wyrokować, bo to wszystko można analizować na wiele sposobów. Łączy mnie z nimi dwa lata kontraktu, zmienił się trener. Pytań jest wiele, ale serio jeszcze tego nie rozkminiałem. Żyję sobie tym, co mam tutaj teraz. Nie chce mi się tracić nawet na co innego energii, bo to nie ma najmniejszego sensu.
A tak już w temacie trenerów, to po tym jak na ostatniej prostej wysypało się twoje wypożyczenie do GKS Katowice, Rafał Górak powiedział, że – w dużym skrócie – tak się po prostu nie robi. Jak się do tego odniesiesz?
Przytoczę swoją historię. W Unionie Berlin też mi wydali zgodę na transfer, ja już byłem w Poznaniu i miałem trafić do Lecha przed mistrzostwami świata. Regularnie jeździłem wtedy na kadrę, nawet grałem u trenera Michniewicza. Chciałem pójść na wypożyczenie, żeby łapać minuty w Ekstraklasie i Lidze Konferencji. Dosłownie byłem umówiony na 16:00 na podpisanie kontraktu, a o 14:30 zadzwonił Urs Fischer, żebym jednak wracał, bo nie podpiszą innego zawodnika. Powiedział, że nie będę u niego grał, ale potrzebuje mnie jako opcji na ławce. Zagrałem u niego trzy mecze. Też miałem taką historię.
Nie dawałem wtedy żadnych wywiadów, tylko podkuliłem ogon, no i tam poszedłem. Miałem przecież ważną umowę. No i tak samo z GieKSą – byłem już dogadany, byłem w Katowicach, ale pojawiła się ta opcja z Azerbejdżanu i zadecydowałem, że dla mojej kariery będzie lepsza. Nie mam z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. To jest moja kariera, moje życie i ja patrzę na siebie. Jak ktoś nie patrzy na siebie, to mu po prostu życzę powodzenia. Ja patrzę na siebie, na swoją rodzinę i na to, co nam zapewni szczęście. A nie na innych. Nie będę kłamał – reszta mnie nie interesuje. Po prostu taki jestem.
Krótko jesteśmy tu na Ziemi i szkoda mi patrzeć na szczęście kogoś innego, zadowalając wszystkich dookoła. Raczej skupiam się na sobie. Rozumiem, że mogło to zaboleć trenera i rozumiem rozgoryczenie, ale nie mam z tym żadnego problemu. Też jak to przeczytałem, to nie miałem reakcji, że powiedział nie wiadomo co. No dobrze powiedział, ale czy mnie to jakoś dotknęło? Nie. Czy jest mi źle? Też nie. Przeczytałem i przyjąłem do wiadomości.
Mówisz, że jesteś na bieżąco z ligami, to jeszcze chwila o Ekstraklasie. Mistrzem Jagiellonia, Lech, Raków czy jeszcze ktoś inny?
Dużo jest teraz meczów w Polsce zajebistych, intensywnych, fajnych. Ale też parę takich, że nie idzie na to patrzeć. Wiesz, co mi się wydaje? Kiedyś te klasyki, na które się czekało, na przykład mecze Lecha z Legią wiały nudą i było 0:0. A teraz jest raczej taka tendencja, że tu 5:2, tam 4:3. Jak są dwa dobre zespoły, to wiadomo, że będą sytuacje, nikt się nie zamyka i na końcu się okazuje, kto lepiej gra w tę piłkę. Jak słabszy mecz się zdarza to wyłączam po pierwszej połowie. Jak jest zajebisty, to oglądam. A co do mistrzostwa… Dla mnie Lech jest zdecydowanym faworytem. Bez żadnych wątpliwości.
A na dole tabeli Legia i Widzew będą miały problemy do końca?
Ja uważam, że we dwójkę się nie utrzymają. Nie sądzę też, żeby obydwoje spadli, ale jeden z nich… Tylko na przykład co do Lecha to jestem pewny, że będzie mistrzem, a tutaj tak spekuluję, że albo Legia, albo Widzew spadnie.
Bliżej ci do myśli, że Marek Papszun uchroni Legię czy raczej miliony Widzewa zaczną się spłacać?
Bardziej wierzę w trenera Papszuna. Na Arce już było 0:2 w papę, na Jadze to samo i 2:2 wyciągnięte. Od razu zajeżdża mi to z daleka Markiem Papszunem. Nie wiem, jak on to robi, ale jest takim trenerem, że kojarzę go z powrotami, dobrymi wynikami. Myślę, że bliżej jest jemu i Legii do uratowania sytuacji niż Widzewowi. Legia już zaczęła grać na wahadła, widać jakiś pomysł na to. Coś kiełkuje. A Widzew nie wygląda na zespół, który wie, jak chciałby grać i co chciałby grać.
Rok temu mówiłeś, że wolisz kontynuować za granicą niż wrócić do Ekstraklasy. Cały czas stoisz na tym stanowisku czy już jesteś bardziej otwarty?
To miało inny wydźwięk niż mój zamiar. Miałem wtedy ofert z zagranicy – ze Slovana Bratysława, z Glasgow Rangers i jeszcze inne zespoły. Mając na tamten moment takie propozycje i kwoty, jakie były na stole, to po prostu wydawało mi się rozsądniejszym ruchem. A to nie tak, że ja byłem zamknięty na Ekstraklasę. Do Lecha wracali wychowankowie, klub grał w eliminacjach Ligi Mistrzów, liga się rozwija. To nie tak, że ja psioczyłem na Polskę czy coś takiego. Po prostu uznałem, że roztropny ruch leży gdzie indziej.

Powiedziałeś też, że choć uważasz Legię za wielki klub, to z szacunku do swojej historii w Lechu transferu do niej nigdy byś nie rozważał. A jakbyś dostał telefon na przykład od Widzewa, który teraz lubi otaczać się piłkarzami z ciekawszymi nazwiskami?
Widzew się nie lubi z Lechem, ale z Lechem nie lubi się też Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów… Jak ja bym szedł takim kluczem, to w prawie żadnym zespole w Polsce nie mógłbym grać, tylko w Cracovii i Arce. Jeśli Lech będzie mnie chciał, to u mnie zawsze otrzyma uprzywilejowaną pozycję. Ktoś musiałby mnie przekupić dużo lepszym projektem sportowym, co w Polsce jest raczej niemożliwe, albo dużo, dużo, dużo, dużo większymi pieniędzmi niż w Poznaniu, a tam się dobrze płaci. To musiałby być naprawdę słony rachunek, żeby mając do wyboru Lecha i inny klub nie postawić na powrót do Poznania.
Czyli co, twój plan jest prosty – w maju Lech Poznań mistrzem Polski, a Tymoteusz Puchacz mistrzem Azerbejdżanu?
Daj Bóg, to jest moje marzenie. Dużo o tym myślę i to cel, który stoi przede mną. Śnię o tym, mam w głowie prawie codziennie, bardzo bym tego chciał.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Widzew na żywo wygląda równie słabo jak w telewizji. Reportaż z Katowic
- Matty Cash zagrał kiepską połowę i opuścił boisko z kontuzją
- Bednarek może opuścić baraże o mundial. Jest diagnoza
Artykuł Puchacz: Obecny Lech jest najsilniejszy za mojego życia pochodzi z serwisu weszlo.com.