Wkraczamy w czas, w którym oczy wszystkich piłkarskich kibiców nad Wisłą zwrócą się w kierunku walczącej o mundial kadry Jana Urbana. Tę chwilę spokoju ekstraklasowe zespoły często wykorzystują na doszlifowanie formy przed decydującym etapem sezonu. Przerwa reprezentacyjna ma swój mit, na którego fali drużyny z dołu tabeli chciałyby zbudować swoją nadzieję na utrzymanie. Mają podstawy, by wierzyć w moc marcowego resetu?
Dwa spokojne tygodnie na wytężoną pracę i znalezienie jakiegoś sposobu na wyraźną poprawę wyników. Brzmi jak sen każdego trenera znajdującego się dziś w wyraźnych tarapatach – myślę tu przede wszystkim o najgłośniejszych przypadkach Marka Papszuna i Aleksandara Vukovicia, czyli zarazem Legii i Widzewa. Obie te wielkie marki pocieszają się w ostatnich tygodniach płaską tabelą, sezonem pełnym statystycznych anomalii czy niesłabnącą wiarą w to, że maszyna w końcu odpali.
Marcowa przerwa reprezentacyjna to tak naprawdę ostatni moment na to, by odwrócić kartę. Wystrzelić na finiszu i uratować się przed katastrofą. Czy okres ten faktycznie może mieć jakąś niemal magiczną moc dla drużyn najpoważniej zamieszanych w walkę o utrzymanie?
Spis treści
Przerwa reprezentacyjna ostatniego ratunku. Czy to ważny moment sezonu?
Słuchając kolejnych pytań do ekstraklasowych trenerów dotyczących planów na najbliższe dwa tygodnie, zastanawiałem się, czy czasem nie przywiązujemy zbyt dużej wagi do tej całej przerwy reprezentacyjnej. Bo czy to faktycznie jakiś znaczący kamień milowy? Czy liga zmienia się jeszcze na ostatnie dwa miesiące, a karty nie zostały rozdane wcześniej?
Śmiem wątpić, ale sprawdziłem sobie ostatnie sezony, żeby poszukać jakiejś innej odpowiedzi niż ta poparta domysłem i sporą dawką „chyba”. Pierwsze spostrzeżenie – ostatnia piątka w ligowej tabeli kształtuje się całkiem podobnie. Wypłaszczenie ekstraklasowej stawki nie wpłynęło specjalnie na dystans dzielący szczyt strefy spadkowej od miejsc 14-15. A na tych lokatach też można było w przeszłości znaleźć przyszłych spadkowiczów. Pod tym względem dół tabeli zaczął nabierać normalnych kształtów, znanych już kibicom Ekstraklasy. Co nie znaczy, że walka o utrzymanie nie może się toczyć do ostatniej chwili.
Miejsca zajmowane przez spadkowiczów w czasie marcowej przerwie reprezentacyjnej:
- 2024/2025
14. Puszcza Niepołomice
15. Stal Mielec
18. Śląsk Wrocław - 2023/2024
14. Warta Poznań
17. Ruch Chorzów
18. ŁKS Łódź - 2022/2023
9. Wisła Płock
17. Lechia Gdańsk
18. Miedź Legnica - 2021/2022
16. Wisła Kraków
17. Górnik Łęczna
18. Bruk-Bet Termalica Nieciecza - 2020/2021
16. Podbeskidzie Bielsko-Biała
Czy trzech (i więcej) trenerów w sezonie to pocałunek śmierci?
W tym ostatnim przypadku to oczywiście przykład z ligi składającej się z szesnastu drużyn tuż przed ostatnią reformą. I tuż po sezonie, w którym marzec upłynął nam pod znakiem największego pandemicznego zamieszania. Warto zwrócić uwagę na fakt, że tylko raz w ostatnich pięciu sezonach spadkowicz nie znajdował się wśród pięciu najgorszych drużyn już na koniec marca. Tylko cztery razy nie był w czasie przerwy reprezentacyjnej w strefie spadkowej. Na trzynaście przypadków.
Scenariusz – na którego realizację liczą dziś pewnie będąca tuż nad kreską Legia, nadal tracący do niej punkt Widzew i towarzysząca mu w strefie spadkowej Arka – zakłada więc, że to rywali uda się zepchnąć do I ligi. Do tego potrzeba jednak niesamowitego wręcz punktowania, też mam konkretne przykłady.
W tamtym sezonie do I ligi zleciały Puszcza i Stal, których kosztem udało się utrzymać Zagłębiu i Lechii. Te ostatnie wymienione zespoły do końca marca punktowały na poziomie typowo spadkowym – odpowiednio 0,92 i 0,84 punktu na mecz. Więcej – pierwsza część rundy wiosennej nie zwiastowała wielkiego przełomu. Lechia zgarniała po punkcie, a Zagłębie niewiele ponad pół punktu na spotkanie. A potem…
Runda wiosenna sezonu 2024/2025. Ostatnia piątka przed przerwą i po przerwie reprezentacyjnej:
- Puszcza Niepołomice – przed przerwą reprezentacyjną: 1,00 punktu na mecz – po przerwie reprezentacyjnej: 0,33 punktu na mecz;
- Stal Mielec – 0,57 – 0,89;
- Zagłębie Lubin – 0,57 – 1,44;
- Lechia Gdańsk – 1,00 – 1,78;
- Śląsk Wrocław – 1,14 – 1,33.
A potem był wystrzał dobrej formy, na której najwięcej zyskała świetna Lechia Johna Carvera. Pamiętamy, niezmiennie doceniamy i będziemy jeszcze długo chwalić ten wyczyn Anglika. Finisz sezonu wyszedł mu perfekcyjnie. Takich efektownych końcówek, podlewających tylko mit przerwy reprezentacyjnej, jest jednak parę.
Poza Lechią i odmienionym Zagłębiem w tym zestawieniu znajdziemy jeszcze uciekającą przed ciężkim losem genialną Puszczę, niewiarygodny wręcz finisz Górnika Zabrze czy wyraźną poprawę wyników Cracovii.
Największy przyrost średniej punktów na wiosnę po marcowej przerwie reprezentacyjnej (ostatnich pięć sezonów, drużyny z pięciu ostatnich miejsc w tabeli):
- +1,22 punktu na mecz – Górnik Zabrze 2023,
- +1,21 – Puszcza Niepołomice 2024,
- +1,00 – Cracovia 2021,
- +0,87 – Zagłębie Lubin 2025,
- +0,78 – Lechia Gdańsk 2025,
- +0,73 – Ruch Chorzów 2024,
- +0,70 – Korona Kielce 2024.
Otwierający to zestawienie zespół ze Śląska po przerwie reprezentacyjnej był drugim najlepszym w całej Ekstraklasie. 2,22 punktu na mecz, kosmiczny wynik, szczególnie w zestawieniu z punktującą w tempie żółwi dzisiejszą czołówką Ekstraklasy. Śmiało można uznać, że to anomalia pokroju spadającej w tym samym roku z ligi Wisły Płock. A może po prostu anomalie chodzą parami?
Co tabela jesieni mówi o końcowej? Sporo… ale mamy pokręcony sezon
Próg bezpiecznego utrzymania. Cztery zwycięstwa to plan minimum
Największej sensacji raczej nie będzie – klub zajmujący na koniec marca ostatnią lokatę w ligowej tabeli, spada, nie oszukujmy się. Bruk-Betu szkoda o tyle, że zespół ten miał też niemałego pecha w kilku spotkaniach i gra w gruncie rzeczy lepiej, niż punktuje. Punktuje jednak tragicznie i na wiosnę nie ma już czego w Ekstraklasie szukać. Co innego Widzew czy Arka, które wiosenną średnią punktów mają całkiem przyzwoitą jak na miejsca zajmowane w tabeli. By jednak skończyć sezon nad kreską trzeba, jak uczy nas najnowsza historia Ekstraklasy, poprawić swoje wyniki osiągane do przerwy reprezentacyjnej średnio o 74,5%. Przy szczęśliwym układzie ligowego zestawienia wystarczyć może 44% przyrost, lecz to skrajny przykład punktującej świetnie przez całą wiosnę 2023 roku Korony.
Trzymajmy się więc uśrednionego wyniku z ostatnich pięciu sezonów. Trzeba grać o wiele lepiej i kropka – Arka i Widzew potrzebują więc w ośmiu ostatnich spotkaniach wykręcić punktową średnią na poziomie około 1,95 punktu na mecz. Podobny przyrost przyda się oczywiście Legii, która ma tyle samo punktów co rywale z Gdyni, więc tylko w teorii jest w położeniu odrobinę lepszym. Przy osiągnięciu takiego wyniku, śmiem twierdzić, nie trzeba się już będzie w ogóle oglądać na rywali.
W ten sposób wyznaczyłbym coś, co uznać można za próg bezpiecznego utrzymania. Nie takiego psim swędem, nie faktycznie minimalną potrzebną do tego wartość. Liczbę punktów, która na bazie najnowszej historii nie może dać w tym sezonie spadku z ligi.
I ta wartość to 45 oczek. Celowanie więc w 12-13 punktów w ostatnich ośmiu meczach jest obarczone pewnym ryzykiem, może sprawić, że w tym chorym sezonie nic nie da nawet osiągnięcie prognozowanego przez analityków bezpiecznego progu 42 punktów. Potrzebny jest jeszcze ten bufor, czyli jakieś 15-16 punktów do końca sezonu.
Co najmniej pięć zwycięstw i trzy porażki.
Albo chociaż cztery zwycięstwa, trzy remisy i porażka.
Tak czy siak, połowę spotkań trzeba Widzewowi czy Arce wygrać, a statystycznie tylko trzy na dziesięć zespołów dają radę wyskoczyć nad kreskę w ostatnich dwóch miesiącach sezonu. Jeśli odrzucimy czerwone latarnie, to w ostatnich czterech latach średnio jednemu z dwóch zespołów zajmujących na aktualnym etapie rozgrywek miejsca 16-17 udawało się utrzymać. Stawiacie na Arkę czy na Widzew? Kto wróci z przerwy reprezentacyjnej odmieniony, gotowy na realizację arcytrudnego scenariusza i wygranie czterech spotkań?
Zresztą Legia nie jest nawet w odrobinę lepszym położeniu. Będąc we właściwie identycznej sytuacji przed rokiem zleciała z ligi Stal Mielec. Też nad kreską utrzymywała się jedynie bilansem bramkowym, też miała za sobą dwie walczące jeszcze o życie drużyny. I starcie z nimi ostatecznie przegrała. Dlatego, ekipa ze stolicy, tak samo jak pozostali zainteresowani, musi wygrać cztery mecze. A że w całym sezonie wygrała w sumie sześć…
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Rzut rożny? Dla rywali Legii to wciąż wielki prezent
- Legia jest słaba, ale utrzyma się w lidze [KOMENTARZ]
- Widzew się boi
Fot. Newspix
Artykuł Przerwa reprezentacyjna ostatniej nadziei. Kto spadnie z Ekstraklasy? pochodzi z serwisu weszlo.com.