Dużo trudniej być radosnym zimą niż latem, bo z czego tu się cieszyć, że wiecznie piździ, jest ślisko, szaro i ponuro, niemniej nie odbierajmy ludziom radości o jakiejkolwiek porze roku. W lutym mimo wszystko też może być okej, na przykład jeśli jesteś piłkarzem i wygrałeś mecz. Dlatego mamy apel do Roberta Podolińskiego, niech będzie on parafrazą Jana Marszałka z Miodowych Lat: Panie Robercie, stop!
Podoliński powiedział bowiem w Kanale Sportowym tak: – Jestem dużym przeciwnikiem, żeby w ten sposób wyrażać swoją radość. Irytuje mnie to. Przybijasz piątkę i idziesz do szatni, tyle. Przyjeżdżasz na moje boisko i nie dość, że wygrałeś, to jeszcze nasikałeś mi na trawnik.
A wszystko przez tych nikczemnych piłkarzy Korony, którzy „nie dość, że wygrali”, to jeszcze mieli śmiałość się z tej wygranej cieszyć. Wydawało się jeszcze do piątku, że wygrywa się między innymi po to, żeby się z tego cieszyć, ale przez weekend polska piłka najwyraźniej przeszła transformację i wygrywasz po to, by się smucić.
Jeszcze gdyby piłkarze Korony przesadzali, prowokowali, krzyczeli do rywali „a wy co, kasztany, my mamy trzy punkty”, można by Podolińskiego – jako tako – zrozumieć. Ale nie, nie wydarzyło się przy tej okazji nic innego, czego nie widzieliśmy już wcześniej na setkach stadionów. Tymczasem to i tak ekspertowi przeszkadza.
To może jego apel o przybijaniu piątek też jest przesadą? W końcu jest to jakieś wyrażanie emocji. Pozytywnych emocji. A niepotrzebnie, niepotrzebnie…
Podoliński mówi też: – Mnie to strasznie irytuje w meczach dzieci. Że wchodzą do kółeczka i śpiewają „tak się bawi, tak się bawi”. (…) Mi się to nie podoba. Mnie to irytuje i mam prawo do swojego zdania.
Nieironicznie to jest wrażliwość społeczna, o którą akurat Podolińskiego trudno było podejrzewać, bo mu raczej światopoglądowo bliżej do prawa niż lewa. A tutaj proszę – nie cieszcie się, dzieci, przecież tamtym może być przykro. To już tylko krok od kończenia meczu przy 3:0, no bo bez przesady, nie ma co się znęcać, a potem kolejny krok i granie wszystkich spotkań w ogóle bez wyniku, żeby tylko kogoś nie urazić.
Na końcu spotkania ewentualnie pieczątki dla uczestników – słoneczko jak zagrałeś dobrze, słoneczko za chmurką jak zagrałeś trochę gorzej. I tyle. Księżyc nie wchodzi w grę, gdyż księżyc to noc, a noc to ciemność, no a ciemność to już potwory i niebezpieczeństwo, po co straszyć i wprowadzać dyskomfort u kogokolwiek, gdziekolwiek.
Niezwykłe są te opowieści Podolińskiego, naprawdę. Tym bardziej że kiedyś widzieliśmy takie sceny z jego udziałem:
Podoliński: jestem dużym przeciwnikiem tego żeby w ten sposób wyrazać swoją radość na środku(…)wchodzą do kółeczka i spiewają na boisku rywala.
Też Podoliński gdy jego Cracovia wygrała w Kielcach: https://t.co/0h6XNa5m3u pic.twitter.com/IdPhGNQd9y
— Kubak (@Kubakkubak) February 15, 2026
No, ale coś się od tego czasu zmieniło – mianowicie Podoliński przestał wygrywać jako trener. A skoro tak, niech inni – jak już muszą wygrywać – to niech się chociaż nie cieszą…
CZYTAJ WIĘCEJ O WYDARZENIACH W RADOMIU:
- Długosz: Zabezpieczenie meczu było na żenującym poziomie [WYWIAD]
- Wstyd, nie święto. Skandaliczne sceny na meczu Radomiak – Korona
- Zieliński: Piłkarz Radomiaka wymachiwał mi pięścią przed nosem
- Rafał Wolski zabrał głos po awanturze w Radomiu
- Promil alkoholu i atak na piłkarza. Jest komunikat policji po derbach
- Surowa kara dla Goncalo Feio? Miał zarzucić sędziom korupcję
Artykuł Piłkarzu, nie ciesz się z wygranej. Wkurza to Podolińskiego! pochodzi z serwisu weszlo.com.