07.02.2026

Papszun szuka punktu zaczepienia. Remis to wciąż za mało dla Legii

Legia Warszawa urwała się ze stryczka i rzutem na taśmę uratowała remis w Gdyni z Arką. Stołeczny klub znalazł się w takiej sytuacji, że zdecydowanie musi ten punkt szanować. Przez większą część meczu niewiele bowiem zapowiadało bohaterski zryw w końcówce. To, że dokonał go wchodzący z ławki Antonio Colak również nadawałoby się do programu z sensacjami XXI wieku. Sytuacja dla drużyny Marka Papszuna nadal jest nie do pozazdroszczenia, ale wreszcie jest się czego chwycić.

Gdyby Arka dowiozła prowadzenie do samego końca uciekłaby rywalom z Warszawy już na pięć punktów w tabeli. Biorąc pod uwagę, że ma jeszcze mecz zaległy oznaczałoby to pokaźny łyk świeżego powietrza. W końcówce podopieczni Dawida Szwargi na swoje nieszczęście wzięli jednak przykład z postawy Legii tracąc dwa niemal identyczne gole po rzutach rożnych. Odpowiadający za stałe fragmenty gry w warszawskim sztabie Inaki Astiz mógł się wreszcie choć trochę uśmiechnąć, bo po 58. minutach gry Hiszpan był pierwszą osobą, którą fani Legii najchętniej wyrzuciliby z klubu zaraz po Dariuszu Mioduskim.

Remis to wciąż za mało dla Legii. Papszun szuka punktu zaczepienia

Prowadzenie Arki miało także twarz Nazarija Rusyna, który przecież w przeszłości zaliczył nieudany pobyt przy Łazienkowskiej, a teraz wydawało się, że pogrąża zagubionych Legionistów. To, co w sobotę działo się, jeśli chodzi o zachowanie gości przy golu Michała Marcjanika oraz później kiedy nie potrafili zorganizować się przy własnych rzutach rożnych, to istny kryminał. Rusyn tak naprawdę powinien mieć przecież dwa gole na koncie, bo wcześniej zmarnował dogodną sytuację, gdy piłka podskoczyła mu na kiepskiej murawie.

W kolejnym meczu Legia nie jest w stanie przypilnować zawodnika przed własnym polem karnym, a komunikacja bramkarza ze środkowymi obrońcami jest na dramatycznie niskim poziomie. Marek Papszun już po ostatnim meczu z Koroną mówił o szeregu irracjonalnych zachowań, ale starcie w Gdyni zdecydowanie przysporzyło mu kolejnych przygnębiających przemyśleń.

Nie jest łatwo stwierdzić skąd wzięła się nagła zwyżka formy Colaka. Gdy wchodził z ławki rezerwowych w 74. minucie zmieniając Kacpra Urbańskiego większość fanów z Warszawy pewnie zaczynała oswajać się z myślą kolejnej porażki. Być może jako byłemu piłkarzowi Lechii Gdańsk możliwość ukłucia gdyńskiego klubu dodała mocy i energii, bo przecież do tej pory jego wyniki strzeleckie w tym sezonie były jeszcze gorsze niż Milety Rajovicia. Dublet w takich okolicznościach musi sprawić, że w następnym starciu dostanie już szansę od początku, ale na słowa uznania zasługuje też autor dwóch asyst Ermal Krasniqi.

Wypożyczony ze Sparty Praga gracz nieco odkupił tym samym swoje winy za błąd przy golu Rusyna i udowodnił, że można właściwie dośrodkować piłkę z narożnika boiska. Wcześniej bowiem Damian Szymański czy Wahan Biczachczjan mieli z tym spore kłopoty, gdy piłka nie była w stanie minąć pierwszego ze stojących na skraju pola karnego graczy Arki. Jakości Legii brakowało również przy przyjęciu piłki w szesnastce, kiedy po rajdach Kapustki czy Urbańskiego kilkukrotnie odskakiwała ona ofensywnym piłkarzom. Marek Papszun mógł się wściekać i irytować, ale Legia wreszcie pokazała nieco charakteru, co daje mu nadzieję na przyszłość.

Pojawienie się w końcówce młodych Żewłakowa oraz Kovacika nieco ożywiło granie, choć zwłaszcza Słowak kilka razy przekonał się, jak trudna może być walka wręcz z rosłymi obrońcami. Papszun przed następnym starciem nie będzie miał jednak łatwego zadania, w jaki sposób optymalnie zestawić jedenastkę – tym bardziej, że Pawłowi Wszołkowi odnowił się uraz mięśnia dwugłowego. Wypatrywanie liderów w chaotycznej i niepewnej sytuacji w lidze nadal więc przy Łazienkowskiej trwa.

Po 20. kolejkach Legia ma na koncie 20 punktów, a więc o jeden mniej niż w sezonie 2021/22, kiedy wydawało się, że gorzej już być nie może. Wówczas po przygnębiającej porażce u siebie z Wartą Poznań, również nadszedł remis z Bruk-Bet Termalicą i dopiero później pojawiła się seria zwycięstw zapoczątkowana triumfem z Wisłą Kraków. Tamten mecz był zapowiedzią większych kłopotów dla Białej Gwiazdy, która ostatecznie spadła z ligi, a Legia była w stanie się uratować. Za tydzień sytuacja się powtarza, bo ekipa Papszuna znów zmierzy się z ekipą bezpośrednią zaangażowaną w batalię o utrzymanie, a więc GKS-em Katowice.

Czas zdecydowanie Legii ucieka, a wyszarpane remisy na dłuższą metę zdecydowanie nikogo w Warszawie nie zadowolą. Po dwóch tegorocznych meczach w Ekstraklasie jeszcze bardziej widać, że sama postać trenera Marka Papszuna nie wystarczy. Przez około 80 minut w tym meczu Legia nie różniła się niczym od typowej drużyny ze strefy spadkowej, więc żeby z niej wyjść potrzeba będzie czegoś więcej. Już za tydzień najdroższa kadra w Ekstraklasie dostanie kolejną szansę, aby to udowodnić.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

Artykuł Papszun szuka punktu zaczepienia. Remis to wciąż za mało dla Legii pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl