Marek Papszun nie miał zbyt wesołej miny po spotkaniu w Katowicach (1:1). Legia Warszawa znów nie wygrała, nie wyszła ze strefy spadkowej i ustanowiła swój rekord w kolejnych meczach bez zwycięstwa w Ekstraklasie (12).
Legia co prawda objęła prowadzenie po składnej akcji, ale jeszcze przed przerwą je straciła. Znów nie potrafiła poradzić sobie przy stałym fragmencie gry przeciwnika.
Marek Papszun niezadowolony z drugiej połowy w Katowicach
– Tracimy bramki po stałych fragmentach. Popełniamy infantylne błędy. Mamy koniec pierwszej połowy. Wybroniliśmy się po rzucie rożnym, ale faulujemy w banalnej sytuacji. Piłkarze nie mogą zachowywać się w taki sposób. Muszą czuć sytuację, czuć moment. Wiedzieliśmy, że Bartek Nowak jest w życiowej formie i co nie kopnie, to jest to gol lub asysta. Dośrodkowanie i strzał to już konsekwencja tego zagrania. Musimy dalej pracować i uszczelnić defensywę przy stałych fragmentach – komentował Papszun, cytowany przez legia.com.
– Ja muszę przygotować ten zespół i cały czas go budować. To jest proces. Będę to mówił cały czas, chociaż wiem, w jakiej jesteśmy sytuacji. Pierwsza połowa pokazała, że idziemy w dobrą stronę. Nie utrzymaliśmy jednak tempa i to musimy poprawić. Mamy 1:0 – w takiej sytuacji musimy docisnąć, iść po więcej. Straciliśmy gola i nasz mental trochę siadł. To nie jest proste, ale wierzę, że to doświadczenie pomoże nam punktować w kolejnych meczach – analizował.
– Spodziewaliśmy się podejścia GKS-u tak, jak w drugiej połowie. W pierwszej odsłonie mieliśmy kontrolę, zdobyliśmy bramkę, ale dostaliśmy gola ze stałego fragmentu. Nie podnieśliśmy się z tego w drugiej połowie. Straciliśmy kontrolę nad meczem. GKS w drugiej odsłonie był lepszy, ale wytrzymaliśmy i ostatecznie zremisowaliśmy. Martwiące jest to, że ten stracony gol tak nas podłamał. Rywale podnieśli tempo gry i w drugiej odsłonie mieli przewagę – dodał Papszun.
Papszun krytycznie o Colaku, Kapuadim i Urbańskim
Nie bał się on lekko skrytykować poszczególnych zawodników. Antonio Colaka zmienił już po godzinie gry. – Z tego, co pamiętam, Antonio oddał jeden groźny strzał w pierwszej połowie. Na pewno mógł zachować się lepiej w defensywie przy straconej bramce. Poza tym, w tym spotkaniu, nie pokazał się więcej – podsumował grę Chorwata.
Zawiódł także Steve Kapuadi, który był bardzo nerwowy w tyłach. – To nie był dobry mecz Steve’a. Grał słabiej, zdecydowałem się na zmianę. To też nie jest dziwne. On wraca po długiej przerwie, zawirowaniach transferowych, kontuzji. To było widać. Nie możemy ustawić tego trzyosobowego bloku. Sprawdzaliśmy trzy warianty, a za tydzień prawdopodobnie sprawdzimy czwarty, bo Radovan będzie pauzował. Droga jest trudna, ale wierzę, że punkt po punkcie osiągniemy swój cel – ocenił Papszun.
Dość szybko ten mecz skończył się także dla Kacpra Urbańskiego. – Od Kacpra oczekuję więcej, on sam oczekuje od siebie więcej. Ciężko pracuje, aby to pokazać. Wierzę, że ten jego talent rozkwitnie w Legii. Dzisiaj miał przebłyski, ale potrzebujemy więcej konkretów od zawodników ofensywnych w trzeciej tercji – nie ukrywał szkoleniowiec.
Zdradził on, że piłkarze na starcie z GKS-em nakręcali się we własnym gronie. – Dzisiaj piłkarze sami wzięli się za część mentalną, jednak nie przyniosło to zamierzonego skutku. Próbowali, ale jak widać musimy poszukać innych metod – zakończył.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Wstyd, nie święto. Dzicz z Radomia znów robi chlew z Koroną
- Żenujące sceny po meczu w Radomiu. Rozcięta głowa i przepychanki
- Radomiak bił głową w kielecki mur. Korona zdobyła Radom
- Czy trzech (i więcej) trenerów w sezonie to pocałunek śmierci?
Fot. Newspix
Artykuł Papszun: Martwi to, że stracony gol tak nas podłamał pochodzi z serwisu weszlo.com.