11.01.2026

Oliwier Zych: „Raków to wyzwanie, którego potrzebowałem” [WYWIAD]

Dwa miesiące bez gry, IV liga w rezerwach i nagła szansa w Ekstraklasie – takie było ostatnie pół roku dla Oliwiera Zycha. Kiedy już jednak 21-latek wskoczył do bramki Rakowa Częstochowa to miejsca nie oddał do samego końca. Wcześniej w Aston Villi mógł podpatrywać choćby, jak funkcjonuje na co dzień mistrz świata Emiliano Martinez oraz jak idą próby nauki języka polskiego Matty’emu Cashowi. 

W Polsce o talencie Zycha kibice Ekstraklasy mogli się przekonać już na wypożyczeniu w Puszczy Niepołomice. Wpadł wtedy w oko samemu Michałowi Probierzowi, który powołał go na zgrupowanie kadry przed EURO 2024. Potem rok spędził jednak na ławce w Aston Villi, gdzie mógł jednak z bliska przyjrzeć się, jak działa klub grający w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Po przyjściu do Rakowa jego perspektywy na granie nie wyglądały zbyt okazale, ale na koniec roku to Kacper Trelowski musiał pogodzić się z rolą rezerwowego.

Oliwier Zych: „Potrzebowałem takiego wyzwania, jak Raków” [WYWIAD]

W rozmowie z Weszło Oliwier Zych opowiada o tym, jak blisko było latem, aby wrócił do Aston Villi, jak odebrał zamieszanie związane z odejściem Marka Papszuna do Legii, gdzie widzi podobieństwa pomiędzy Papszunem, a Unaiem Emerym oraz jak widzi swoją przyszłość po zakończeniu wypożyczenia w Częstochowie. Zapraszamy!

Opuściłeś pierwszy sparing Rakowa w tym roku z Salzburgiem, więc zacznijmy po prostu od pytania, jak się czujesz?

Wszystko w porządku, to było bardziej działanie profilaktyczne. Miałem już po przylocie do Turcji pewien kłopot żołądkowy, ale poza tym bez perturbacji. Zdążyłem się już stęsknić za piłką przez dwa tygodnie przerwy. Po raz pierwszy miałem taką sytuację, że mogłem spędzić Boże Narodzenie w domu. Wcześniej nawet gdy grałem w Puszczy, to musiałem wrócić do Aston Villi na treningi w tym czasie.

Teraz nie było takiego pomysłu?

Był, ale ostatecznie nie doszedł do skutku. Wyszło jednak nieźle, bo brakowało mi takiego czasu spędzonego z rodziną. Mama jest kobietą, której zawsze mocno na tym zależało, więc przylatywali z bratem do Anglii i staraliśmy się tam podtrzymywać wszelkie tradycje. Dziadkowie to już jednak starsi ludzie, więc oni nie mogli dotrzeć. Teraz byliśmy razem w Wigilię, otwieraliśmy wspólnie prezenty. Miły czas.

Co ciekawego dostałeś?

Strój na saunę, a więc szlafrok, ręczniczek i specjalne nakrycie głowy. Jestem dużym fanem, więc bardzo mnie to ucieszyło. Dostałem też sporo książek.

Może o Robercie Lewandowskim, bo teraz to był dość popularny prezent?

Nie, nie. Bardziej o samorozwoju i kwestiach mentalnych. Udało się też wypocząć w okolicach Sylwestra, bo polecieliśmy z dziewczyną do Islandii.

Nieoczywisty kierunek…

Tak, ale chcieliśmy trochę połączyć się z naturą. To było przesłanie, które nam przyświecało. Zupełnie inny świat. Sporo przejechaliśmy, byliśmy w różnych miejscach, pozwiedzaliśmy. Świetna odskocznia od codziennego życia.

Co zrobiło największe wrażenie?

Zorza polarna. Akurat mieliśmy szczęście, że nam pogoda dopisała i było czyste niebo. W zimę różnie z tym na Islandii bywa, ale przez cały nasz pobyt było dużo słońca, mało wiatru i dobre warunki.

O Islandii się mówi, że to wyspa ognia i lodu. Faktycznie było tego mnóstwo, w zasadzie to wodospad za wodospadem i to też zrobiło na mnie wrażenie. Takiej natury nie widzi się w innych krajach europejskich. Dużo jest pozostałości po wulkanach i lawie, która spływała tysiące lat temu.

Radziłeś sobie z nazwami miast?

No z tym trochę trudniej, bo język jest specyficzny. Pamiętam Reykjavik, to jest oczywiście stolica Islandii. Było też miasto Hofn, to jest na południowym zachodzie. Tam jest takie miasteczko wikingów, gdzie wiele filmów zostało nagranych. Naprawdę cała masa niesamowitych wrażeń.

Widzę, że już mini-przewodnik chyba możesz tworzyć. A jaki był dla ciebie miniony rok?

Zdecydowanie nie należał do najłatwiejszych. Rozszerzyłbym go jeszcze na wcześniejsze pół roku, bo zanim trafiłem do Rakowa, to cały sezon spędziłem jako rezerwowy w Aston Villi. Próbowałem odejść na wypożyczenie, ale w Birmingham mieli jednak inne zamiary. Wykorzystałem też trochę ten czas żeby się podleczyć, bo cały czas gnębiły mnie mniejsze kontuzje.

Dużo się też nauczyłem będąc parę razy w składzie na Ligę Mistrzów. Mogłem podpatrzeć, jak wygląda praca, kiedy są mecze co trzy dni i jest spory natłok zajęć. Przydaje mi się to teraz w Rakowie.

Oliwier Zych podczas sparingu w Aston Villi

Oliwier Zych rozegrał kilka sparingów w pierwszym zespole Aston Villi

Co wyciągnąłeś z pracy z Emiliano Martinezem?

Pewność siebie. Odkąd Emi został mistrzem świata z Argentyną, to widać było jak bardzo zyskał pod tym kątem. Kilka razy był nawet kapitanem w Aston Villi, co wcześniej się nie zdarzało. Stał się jedną z głównych postaci w klubie, sporo podpowiadał także na treningach.

Miałeś inne propozycje przed dołączeniem do Rakowa? Jakie kluby się tobą interesowały?

Raków był najbardziej zdeterminowany, bo tak naprawdę przez cały poprzedni sezon już dostawałem od nich telefony. Rok temu zimą był też temat Wolfsburga, kiedy kontuzji doznał Kamil Grabara. Wtedy jednak starszy bramkarz, Joe Gauci odszedł na wypożyczenie z Villi i mnie nie chcieli już puścić.

Byłeś lekko zirytowany?

Na pewno różne myśli się pojawiały, ale mocno wierzę w teorię, że wszystko się dzieje po coś. Starałem się na to spojrzeć pozytywnie – rok w Villi na pewno mi nie zaszkodził. Pojawiały się również tematy klubów z League One. Od czerwca cel był już jednak jasny. W Anglii też mieli taki plan i przyspieszyły prace związane z wypożyczeniem. Padło na Raków.

Zdawałeś sobie sprawę, że podejmujesz rywalizację z jednym z najlepszych bramkarzy sezonu? Kacper Trelowski co prawda statuetki nie dostał, ale tak naprawdę nie było między nim a Bartoszem Mrozkiem z Lecha Poznań wielkiej różnicy.

Oczywiście, odkąd byłem w Puszczy, znacznie mocniej śledzę Ekstraklasę i wiedziałem, jak dobrym jest bramkarzem. Nie myślałem jednak o tym przy podejmowaniu decyzji. Przekonała mnie wizja gry w europejskich pucharach.

Miałem też znowu opcje pójścia do League One. Oczywiście ma to też sens, bo jest tam mnóstwo meczów i można zebrać doświadczenie. Gra w Europie to jednak coś więcej. W momencie przyjścia chciałem po prostu podjąć wyzwanie, ale nieco więcej wątpliwości pojawiło się po kilku tygodniach bez gry.

Jak blisko było latem żebyś wrócił do Villi? W Anglii też chyba nie byli zadowoleni z twojej sytuacji.

Trudno mi powiedzieć, ale Villa na pewno się starała, żeby to doszło do skutku. Po wielu telefonach, rozmowach czy nawet ofertach z ich strony stało się jednak inaczej. Byłem zdenerwowany, że nie gram, ale w pozytywny sposób. Przyświecało mi, aby mocniej pracować i wkładać więcej wysiłku na treningach. Chciałem pozostać cały czas w gotowości.

Nie było łatwo, gdy musiałeś zagrać w rezerwach w IV lidze z Przemszą Siewierz czy Unią Turza Śląska?

Na pewno to spory kontrast, bo jeszcze rok wcześniej byłem na ławce rezerwowych w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium. Idea tych meczów była jednak taka, żebym po prostu cały czas był w rytmie. Rozumiałem to i skupiałem się na tym, aby się jak najlepiej zaprezentować.

Rozmawiałeś wtedy o swojej sytuacji z trenerami?

Tak, bardzo dużo – zarówno jeśli chodzi o trenera Papszuna, jak i trenera bramkarzy Macieja Sikorskiego. Trochę czasu mi zajęło, aby zrozumieć wszystkie zasady, jakimi kieruje się Raków w swojej grze. Wszyscy wiedzą, że nie jest to łatwe do przyswojenia. Przekaz od trenerów był jasny, nad czym powinienem pracować i w czym się poprawić, aby wskoczyć do bramki. Nie było tu żadnego problemu.

Oliwier Zych, Kacper Trelowski, Jakub Mądrzyk

Jesienią Oliwier Zych doświadczył mocnej rywalizacji o miejsce w bramce – w klubie byli przecież Kacper Trelowski i Jakub Mądrzyk

Były duże różnice względem tego, czego doświadczyłeś w Aston Villi?

Na pewno nie powiedziałbym, że to są systemy podobne. Przede wszystkim formacja jest inna, ale również cel rozgrywania piłki. Wiadomo, że zawsze chodzi o to samo, czyli strzelenie gola (śmiech). Aston Villa i Raków dochodzą jednak do tego różnymi drogami.

Często zresztą, gdy miałem w tym sezonie analizy z trenerami bramkarzy z Aston Villi to patrzyliśmy na poszczególne sytuacje meczowe. Pytali się mnie oni, jakbym się zachował w danej sytuacji, gdybym grał dla nich. Chodzi głównie o grę nogami i rozgrywanie, gdzie czasami przydarzały mi się pomyłki.

W Częstochowie od bramkarza wymaga się bowiem więcej zarządzania przestrzenią. To oznacza czasem grę dłuższym podaniem. Muszę mieć otwartą głowę i rozgrywać w różny sposób w zależności od tego, gdzie pojawia się miejsce. Czasem ludzie zarzucali nam, że to lagowanie i wybijanie bez sensu do przodu, ale jeśli drużyna rywali zostawia dużo miejsca za linią obrony, to dlaczego tego nie wykorzystać? Takie były założenia i robienie tego w przemyślany sposób, to zupełnie co innego.

W Aston Villi było z kolei bardziej nastawienie, aby grać krótko, w trójkątach czy z wykorzystaniem defensywnego pomocnika.

Jeszcze z czymś innym spotkałem się natomiast w Puszczy Niepołomice u trenera Tułacza, więc jak na młody wiek, kilka szkół bramkarskich już poznałem i musiałem się dostosować.

Trening bramkarski też się różni?

Z trenerem Sikorskim bardziej pracujemy pod kątem odwzorowania sytuacji meczowych. Oczywiście, z trenerem Javim Garcią w Aston Villi również to robiliśmy, ale on jest Hiszpanem, a tam mocniej stawia się na refleks, zwinność i sprawność. Dwa różne style układania treningów i z każdego coś można wyciągnąć.

Poczułeś ulgę, kiedy wreszcie zagrałeś z Lechią?

Uważam, że cały czas moje nastawienie było bardzo dobre, ale czekałem na to przez dwa miesiące. Minęło 18 meczów, więc gdy trener mnie o tym poinformował, to nie pozostało mi nic innego, jak zagrać i pomóc drużynie. Cieszę się, bo chyba się udało i wygraliśmy.

To był w ogóle taki okres przełomowy, bo cały Raków poszedł do przodu w momencie, gdy wskoczyłeś do bramki. Co się poprawiło w drugiej części rundy?

Zabrzmi to może banalnie, ale po prostu wyniki. Pracowaliśmy cały czas tak samo. Widzę w tym zakresie podobieństwa między Unaiem Emerym, a trenerem Papszunem. Gdy przytrafi się porażka albo nawet seria słabych rezultatów, to nie ma zbyt długiego rozpamiętywania. Następnego dnia robimy analizę, a później jest już przygotowanie do kolejnego wyzwania. Czasu nie ma przecież zbyt dużo.

Aston Villa też miała kiepski moment na początku sezonu i teraz jest w czubie. Nie chodzi o to, aby szukać wielkich zmian. Jeśli wypracowałeś zasady oraz schematy, które funkcjonowały wiele lat, to trzeba temu zaufać. Dało to wiele pięknych chwil w Częstochowie w ostatnich latach i wierzę, że teraz będzie podobnie.

Oliwier Zych i Maciej Sikorski

Rozmowy z Maciejem Sikorskim przyniosły dla Zycha pozytywny efekt

Które mecze z jesieni utkwiły ci w głowie najmocniej?

Przywołałbym starcie z Jagiellonią na wyjeździe. Wygraliśmy po ostrej walce 2:1, była też przerwa związana z transparentem i trzeba było zachować czujność. Moim marzeniem od zawsze było jednak zagrać na Arce Gdynia i to się udało. To w tym klubie stawiałem pierwsze kroki.

Spotkałem choćby trenera z tamtych czasów, który teraz jest przy pierwszym zespole, a więc Kubę Frydrycha. Żartował, że dziś cały sektor jest mój, bo przyszło mnóstwo znajomych i członków rodziny. Wygraliśmy wtedy 4:1.

Wszystko ułożyło się więc idealnie.

No właśnie nie do końca. Bardzo chciałem zachować czyste konto i bramka zdobyta przez Navarro śniła mi się po nocach. Ostatecznie trzy punkty jednak dopisaliśmy, więc nastrój był bardzo dobry.

Mecze w Lidze Konferencji były wyjątkowe?

Czuć, że jest to pewne okienko wystawowe na Europę. 2. miejsce w fazie ligowej tuż za Strasbourgiem to było dla klubu duże wydarzenie. Otoczka jest wyjątkowa.

Jest duży przeskok w porównaniu z meczami Ekstraklasy?

Różnie, bo choćby starcie ze Spartą Praga na wyjeździe było bardzo trudne, ale już z Rapidem u siebie niekoniecznie. Oni wtedy już chyba nieco odpuścili i wyszli na mecz drugim składem. Wtedy na pewno ten poziom był niższy niż w Ekstraklasie.

Cieszymy się z wejścia do TOP8. Jeszcze niedawno po eliminacjach liczyliśmy w szatni, ile punktów może wystarczyć, aby to osiągnąć i bardzo dobrze, że się udało.

Pierwszy raz w karierze doświadczyłeś też grania co trzy dni…

To chyba największa lekcja, jaką wyniosłem z pobytu w Rakowie. Początek po moim wskoczeniu do bramki miałem dobry, ale później niektóre mecze były średnie i to był okres, w którym sporo zrozumiałem. Wiem, na co zwracać uwagę i co może mi dać pełne przygotowanie na boisku.

Jestem taką osobą, która dużo czasu poświęca na trening. Kobe Bryant powiedział kiedyś, że jeśli trenujesz mocniej niż grasz, to potem mecz jest łatwiejszy i to motto mi przyświeca. Wiadomo jednak, że gdy mecze są co 3 dni, to tego czasu na zajęcia nie ma zbyt dużo i też musiałem sobie z tym poradzić.

Jaki masz kontakt z Kacprem Trelowskim? To dobra relacja czy jednak panuje nieco ostrzejsza rywalizacja?

Nigdy nie miałem kłopotu z innymi bramkarzami i teraz jest podobnie. Wszystko jest w porządku, tak samo było też z Kubą Mądrzykiem, który odszedł do GKS-u Tychy. Cała szatnia jest zgrana. Wiadomo tworzą się różne grupki, w zależności od języka, jakim kto się posługuje. Jest ekipa bałkańska, portugalska i nasza, polska, ale wszyscy się przenikamy. Atmosfera jest dobra.

Marek Papszun przed meczem z Rapidem

Przed meczem z Rapidem Wiedeń Marek Papszun ogłosił, że chce zostać trenerem Legii Warszawa

Wielu zastanawiało się, czy nie wpłynie na nią historia z odejściem trenera Papszuna jesienią i wielotygodniowe negocjacje z Legią. Jak to odbierasz już z pewnej perspektywy czasu?

Chyba ludzie na zewnątrz bardziej próbowali nam wmówić, że to może u nas wywołać kłopoty niż faktycznie tak się wydarzyło. Uważam, że właśnie wtedy nasze wyniki były najlepsze, więc na pewno nie wpłynęła na nas negatywnie ta informacja. Wiadomo, że było lekkie zaskoczenie, zwłaszcza na tej słynnej konferencji prasowej przed meczem z Rapidem. Nigdy nie miałem sytuacji, że trener odchodzi w połowie sezonu, ale podszedłem do tego spokojnie.

Rozumiałeś go?

W pełni. Każdy ma swoje marzenia i aspiracje, więc nie mam z tym żadnego problemu. Trener z nami porozmawiał, podobnie jak ludzie z zarządu. Wyjaśniliśmy sobie, że prawdopodobnie na tamten moment to nie dojdzie do skutku, ale będą trwały rozmowy i zapewne trener Papszun odejdzie. Tak się wydarzyło na koniec rundy i tyle.

Jak będziesz wspominał trenera Papszuna?

Ma bardzo silną etykę pracy i w tym zakresie również mogę porównać go do Emery’ego. U jednego i drugiego widać tę obsesję na punkcie piłki, każdego detalu, każdego zagrania, każdej akcji i każdego etapu meczu. Oczywiście początki były trudne, bo nie dostałem niczego za darmo i musiałem sobie to wywalczyć. To jednak normalne, zresztą trener zawsze to powtarzał. Odbyliśmy wiele pouczających rozmów, nie tylko o piłce. Może gdybym dostał takie pytanie 2-3 miesiące temu moja odpowiedź brzmiałaby inaczej, ale teraz na pewno mogę powiedzieć, że będę go wspominał pozytywnie.

W jego miejsce został zatrudniony Łukasz Tomczyk, a więc trener, który zna Raków jak własną kieszeń. Wychowywał się w tym klubie, pracował jako trener młodzieży. Jak pierwsze wrażenia?

Na razie zbyt wiele nie powiem, bo mieliśmy tylko kilka treningów, ale da się zwrócić uwagę, że jest nieco więcej posiadania piłki, a mniej grania przestrzenią. Bardziej trenera Tomczyka i jego pomysł kojarzę ze sparingu z Polonią Bytom, który graliśmy w październiku. Widać było, że nie sprawia im kłopotu operowanie piłką i rozgrywanie jej krótszymi podaniami. Teraz u nas wygląda to podobnie, ale oczywiście to dopiero początki i zobaczymy, co będzie dalej.

Masz jeszcze kontakt z Mattym Cashem?

Tak. Po zakończeniu rundy pojechałem do Villi na dwa dni testów. Ocenialiśmy też z trenerami pół roku w Rakowie. Widzieliśmy się wtedy i porozmawialiśmy. Pogratulowałem mu nowego kontraktu i ostatnich występów. Widać, że przeżywa niezwykły czas. Jest w znakomitej formie.

Wierzysz jeszcze, że załapie jeszcze kiedyś ten język polski?

Chyba nie. Często sam zagadywał mnie w klubie o pojedyncze słówka, ale nadal poza „dzień dobry” czy „pierogi” zbyt wiele nie potrafi powiedzieć. Utrzymuje więc stabilny poziom (śmiech).

Jakie wnioski mają ludzie w Aston Villi na twój temat?

Odbyliśmy długą odprawę z trenerami bramkarzy, Javim Garcią i Markiem Naylorem. Trwała prawie dwie godziny i byli bardzo zadowoleni. Zwracali uwagę na sytuacje, w których wyszedłem obronną ręką – dosłownie i w przenośni.

Co to znaczy?

Decyzja o tym, aby pójść do Rakowa była głównie podjęta przeze mnie. Z racji tego, że spędziłem z nimi cały rok w Villi dali mi wolną rękę. Dlatego też na początku było mi trochę źle z tym wszystkim, że nie gram, bo klub mi zaufał, a wychodziło na to, że być może będzie problem.

Tłumaczyłem im to, że europejskie puchary są dla mnie szansą, przybliżyłem trochę sylwetkę Rakowa. W Birmingham też mieli świadomość, jaki to jest klub, zresztą sama Aston Villa niedawno grała w Lidze Konferencji z Legią i w jednym meczu nawet przegrała. Uważają, że zrobiłem progres i to najważniejsze.

Jaki jest poziom Ekstraklasy z ich perspektywy?

Na pewno go doceniają, ale większy potencjał widzą w grze w europejskich pucharach. Podejmując decyzje o moich wypożyczeniach, oni patrzą też przez taki pryzmat, że docelowo mam być bramkarzem Aston Villi w Premier League. Dlatego też chcieliby, abym złapał trochę doświadczenia w angielskiej piłce. Uważam, że Puszcza i Raków też były jednak mi potrzebne, a rozmowy z nimi to potwierdzają.

Oliwier Zych na rozgrzewce przed meczem Bournemouth – Aston Villa w Premier League

Raków byłby w stanie wykupić ciebie z Aston Villi?

Nie wydaje mi się. Wiem zresztą, że próbowali zapisać sobie opcję wykupu, ale Villa się na to nie zgodziła. Czuję, że mają tam na mnie plan i odkąd przyszedłem do klubu w wieku 16 lat, jest konsekwentnie realizowany. Gdybym wrócił latem, to pewnie kolejnym celem byłoby dalsze zbieranie doświadczenia na następnym wypożyczeniu, a może już jako dwójka w Villi.

Zobaczymy, jak to się wszystko potoczy, bo najpierw jest jeszcze sporo do wygrania z Rakowem. Później nie wiem jednak, czy w ogóle chciałbym odchodzić z Aston Villi, patrząc też na to, jak klub się rozwija.

Jesteś zaskoczony, że w tym sezonie znowu tak odpaliło w ich przypadku?

Niekoniecznie. Oczywiście, na początku sezonu było trochę chaosu. Późno choćby pojawiły się transfery. Pamiętam ostatni dzień okienka, kiedy akurat byłem w klubie ze względu na kontuzję pleców. Wtedy też był ten okres, gdy Villa chciała mnie ściągnąć z powrotem. Minąłem się wówczas z Harveyem Elliotem i Victorem Lindelofem, którzy dołączali do klubu. Ostatecznie i tak nie oni odgrywają kluczowe role, ale cieszę się, że sprawdzeni liderzy, jak McGinn, Watkins czy Rogers znów grają świetnie.

Marzysz o reprezentacji Polski? Już kiedyś dostałeś powołanie, co pewnie pokazało, że to wcale nie musi być tak odległe.

To prawda, po dobrym sezonie w Puszczy dostrzegł mnie trener Michał Probierz przed EURO 2024. Wszystko zadziało się bardzo szybko, ale też momentalnie przyszło zderzenie z rzeczywistością, bo doznałem kontuzji. To nie było łatwe doświadczenie, ale wierzę, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

Na razie przebicie się przed Sławomira Abramowicza czy Marcela Łubika w kadrze U21 to bardziej realny cel?

Na pewno grając regularnie będzie o to łatwiej i cieszę się, że gdy wskoczyłem do bramki, to dostałem powołanie.

To było dla mnie kolejne ciekawe doświadczenie, bo jednak przez ten czas trochę wypadłem z rytmu i znów trzeba było się przestawić. Od powrotu ze zgrupowania był tak naprawdę jeden dzień do meczu w Ekstraklasie. Szybko trzeba było zagrać 90 minut na wysokim poziomie. Dużo nauki.

Ostatnio gracie naprawdę fenomenalnie, więc w czym tkwi sekret tej reprezentacji? Zwycięstwo z Włochami zrobiło ogromne wrażenie.

Zauważyłem na zgrupowaniu, że styl gry oparty jest na dużym ryzyku i chłopaki mają zgodę na wydobycie z siebie najlepszych umiejętności dla drużyny. Jest dużo luzu. Wiadomo, że są też założenia taktyczne, ale jest na pewno stawianie na kreatywność.

Bardzo dobre wrażenie wywarł na mnie również trener Brzęczek. Potrafi powiedzieć odpowiednie rzeczy we właściwych momentach. Nawet gdy odprawy prowadzi któryś z asystentów, to on zawsze coś dodawał. Trafiał w punkt i każdy z nas dobrze to rozumiał. Odprawy przedmeczowe również prowadzi z jasnym przekazem i zostają one w pamięci.

Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore

 

Jakie cele na wiosnę?

Postawiliśmy siebie w bardzo komfortowej sytuacji po gorszym początku sezonu. Rywalizujemy na trzech frontach i chcemy zajść jak najdalej, czy to w Pucharze Polski, czy Lidze Konferencji czy Ekstraklasie. Chciałbym zdobyć jakieś trofeum, bo w seniorskiej piłce jeszcze takiego nie mam i wiele by to dla mnie znaczyło. Podniosłoby to moją wartość i taki jest mój cel.

Wiadomo jednak, że trzeba podchodzić do tego na spokojnie i najważniejszy jest każdy kolejny mecz. Chcę utrzymywać miejsce w składzie, a klucz do tego tkwi w codziennej pracy. W ten sposób wskoczyłem do bramki jesienią, zasłużyłem na to i teraz chcę utrzymać swoje miejsce. Oby udało wycisnąć się z tego okresu jak najwięcej.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

Artykuł Oliwier Zych: „Raków to wyzwanie, którego potrzebowałem” [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl