02.01.2026

Ojrzyński: Skreślono mnie, a nie zasłużyłem na to [WYWIAD]

Wiedziałem, że przyjdzie jeszcze mój czas. Trzeba było rzetelnie na mnie spojrzeć. W Ekstraklasie wchodziłem ostatnio do trzech klubów w roli strażaka – do Wisły Płock, Stali Mielec i teraz do Zagłębia. Sytuacja była tragiczna i trzeba było to ratować. No i przez pierwszych pięć spotkań w Stali zrobiliśmy osiem punktów, w Wiśle Płock dwanaście oczek, w Zagłębiu 10. Czyli bierzesz gościa w beznadziejnym momencie i on gwarantuje średnio dwa punkty na mecz na początku swojej pracy. Można to obliczać, spojrzeć statystycznie i wyciągnąć sobie wnioski, czy facet jest dobry, nadaje się na Ekstraklasę, czy jest za słaby – mówi w rozmowie z Weszło Leszek Ojrzyński. Rozmawiamy o tym jak dźwignął Zagłębie, co czeka klub na rynku transferowym i jak trener widzi wiosnę w lidze.

Na początku muszę przyznać, że nie wierzyłem, że uda się panu praca w Zagłębiu Lubin, ale nie byłem w tym braku wiary sam. Czuł pan ten ogólny odbiór nieprzekonania po nominacji?

Nie. To znaczy – wiem, jaki był odzew, mam uszy, oczy, mam znajomych, którzy od czasu do czasu coś podeślą. Natomiast ja się zajmuję swoją pracą i jak dostaję zadanie, to próbuję wykonać je z jak największą starannością i przede wszystkim z dobrym efektem. Wierzę w siebie. Najłatwiej kogoś od razu skreślić i myślę, że mnie skreślono. A przecież w ostatniej swojej pracy zrobiłem awans z Koroną, kiedy nie miałem składu na Ekstraklasę – można zobaczyć, gdzie ci zawodnicy grają czy grali po odejściu z Korony. To nie był ten poziom, musiałem w takich warunkach pracować, no i było ciężko. Zostałem zwolniony i od razu skreślony z tej palestry ekstraklasowych szkoleniowców. Była dłuższa rozłąka w zawodzie, ale całe szczęście w Zagłębie spojrzało w moim kierunku. Teraz można powiedzieć, że jestem w połowie drogi, bo jeszcze ciężka wiosna przed nami.

Zawsze na ten pana argument o jakości w Koronie, mówi się, że Kuzera jednak to ogarnął.

Kuzera to ogarnął, bo miał pięciu nowych zawodników do pierwszego składu. To są fakty i jak się je zna, to można wyciągać wnioski. Tak powinno wyglądać życie, ale wygląda inaczej, bo w takim świecie żyjemy. Wiadomości szybko się rozpowszechniają, czasami są one nieprawdziwe, czasem nierzetelne, trzeba się z tym pogodzić.

A miał pan obawy, że nie wróci już do Ekstraklasy?

Nie, wiedziałem, że przyjdzie jeszcze mój czas. Trzeba było rzetelnie na mnie spojrzeć. W Ekstraklasie wchodziłem ostatnio do trzech klubów w roli strażaka – do Wisły Płock, Stali Mielec i teraz do Zagłębia. Sytuacja była tragiczna i trzeba było to ratować. No i przez pierwszych pięć spotkań w Stali zrobiliśmy osiem punktów, w Wiśle Płock dwanaście oczek, w Zagłębiu 10. Czyli bierzesz gościa w beznadziejnym momencie i on gwarantuje średnio dwa punkty na mecz na początku swojej pracy. Można to obliczać, spojrzeć statystycznie i wyciągnąć sobie wnioski, czy facet jest dobry, nadaje się na Ekstraklasę, czy jest za słaby.

Moment na tym bezrobociu był jednak długi i trudny, więc czy prawdą jest, że sporo musiał pan zejść z oczekiwań finansowych?

Nie chcę mówić, czy zszedłem, czy nie zszedłem. Wiedziałem, w jakiej sytuacji jestem, nie miałem w ręku mocnych kart, mimo że – jak mówiłem – miałem dokonania w klubach, które były w trudnym momencie. Mam doświadczenie, wiedzę, przedstawiłem, co chcę zrobić i doszliśmy do porozumienia – pewnie klub miał różne opcje, o tym się mówiło i spekulowało, natomiast ja w to nie wnikałem. Niemniej miałem w zasadzie jeden rzeczowy trening po podpisaniu umowy i już trzeba było grać z Koroną. Zdobyliśmy wówczas punkt.

To jaki jest sekret, że dźwignął pan to Zagłębie, o którym się mówiło, że jest rozleniwione?

Dużo rzeczy się na to złożyło, ale nie chciałbym o tym mówić publicznie, bo to też jest moja praca, spostrzeżenia, doświadczenie. Ale dobrze pan powiedział – dźwignąłem, żeby się utrzymać i dźwignąłem teraz, żeby jesień wyglądała lepiej. Jak przeanalizowałem sobie trzy ostatnie sezony Zagłębia, to na siedem spotkań w ostatnim miesiącu grania ono zremisowało jeden mecz i sześć przegrało. To była katastrofa, a my zrobiliśmy w dwóch spotkaniach sześć punktów. Mamy dzięki temu lepszą sytuacje w tabeli, natomiast ta jest spłaszczona, wiosna będzie ciężka, musimy naprawdę ciężko pracować, żeby nie było „tradycji”, to znaczy uwikłania się w grę o utrzymanie. Liga jest naprawdę mocna, poziom poszedł niesamowicie w górę…

Tutaj muszę przerwać – akurat jesień Ekstraklasy nie świadczyła o jej sile, tylko słabości. To, że tabela wygląda tak, jak wygląda, nie jest dowodem na moc ligi.

Ale ja mówię o jakości poszczególnych drużyn – zobacz, jak wyglądały zespoły, które rok temu walczyły o utrzymanie, a jaki skład ma na przykład Widzew, który jest w niezadowalającej dla siebie pozycji. Albo Legia? Wszyscy się zachwycali transferami, tym, że jest Żewłakow, Bobić, wyniki za tym nie poszły. Natomiast potencjał tam i tak jest, są byli i obecni reprezentanci, wciąż mogę walczyć choćby o puchary. Inny przykład – Korona. Oni wydali na transfery tyle, że wcześniej trzeba by chyba zebrać trzy albo cztery sezony, żeby się zbliżyć do takiej sumy. Nikt nie był przyzwyczajony tam do takich ruchów, nie ma co porównywać.

No tak, ale pan mówi o potencjale, a ja mówię, że ten potencjał nie jest wykorzystany, skoro liderem jest na przykład Wisła Płock, która ciągle remisuje.

Tak to się układa, że liga jest wyrównana – oprócz Jagiellonii czy Rakowa, który doskoczył, bo miał mizerny początek, to ci papierowi faworyci mają swoje problemy. Natomiast nie jest powiedziane, że wiosną to się nie odwróci, to znaczy, że wszyscy wrzucą odpowiedni bieg i wówczas rywalizacja będzie na naprawdę wysokim poziomie. Dzisiaj trudno kogokolwiek skreślać, nikt nie odpadł na tyle, żeby nie móc o czymś myśleć.

A wracając do tego dźwigania – to się udało też, jak mówi stereotyp, dzięki pana twardej ręce?

Dużo rozmawiam z zawodnikami, przede wszystkim patrzę na ich rozwój i daje im bodźce, bo taka jest moja rola. Muszę wymagać, ale i wspierać tych piłkarzy, tym bardziej gdy mam tak wielu młodych graczy, którzy są na początku swojej kariery. Role są więc różne: raz jesteś ojcem, raz bratem, raz wychowawcą, raz nauczycielem. Nie można być zero-jedynkowym, postępować według jednego szablonu, czasy się zmieniły. Kiedyś, 15-20 lat temu, trener to był guru w klubie, totalny szef, mógł sobie pozwolić na więcej, ale tak już nie jest. Też młodzież jest wrażliwsza i trzeba się do tego dostosować, zwracam na to uwagę, dużo czasu poświęcam na psychologiczne podejście do zawodników. Czasem przynosi to lepszy efekt, czasem gorszy. Ważna jest też rywalizacja i jak słyszę z różnych stron, to ona w Zagłębiu jest zdrowia – każdy może liczyć na swoją szansę, jeśli dobrze pracuje. To też jest kluczem do dobrego punktowania, ale mówię – na spokojnie trzeba do tego podejść, były już historie, że nawet ktoś był liderem, a potem spadał z ligi.

Ta praca z młodzieżą to jest dla pana coś nowego? Do tej pory nie słynął pan z takiej opinii.

Na początku swojej drogi stawiałem na młodych w Zniczu, natomiast potem byłem w biednych klubach, które miały problem ze stworzeniem pierwszej drużyny na Ekstraklasę, a co dopiero mówić o mocnej akademii. Jak masz porządną akademię, to przecież sama przyjemność z niej korzystać, tyle że w mojej karierze było o to trudno. Choć i tak grali u mnie młodzi Cebula czy Angielski. Natomiast na dłuższą metę nie jestem w stanie przecież produkować tych zawodników, to nie moja rola.

W każdym razie – wystrzelił na przykład Reguła. On jest już gotowy do zmiany klubu?

Zależy do jakiego środowiska by trafił i do jakiego trenera, nie ma jednego szablonu, trzeba być elastycznym. Są takie sytuacje, że dyrektor cię chce, ale trener już nie, no i szczególnie młody piłkarz musi tego unikać.

Załóżmy, że środowisko się zgadza i gdyby to było bez pana interesu – jako obecnego trenera – co by mu pan podpowiedział?

Myślę, że dobrze by zrobił, gdyby jeszcze przez pół roku został. Natomiast ja nie naciskam, jak ktoś ma inne plany na siebie, to jest jego życie i jego przyszłość. Ale też ta jest obecnie związana z Zagłębiem, bo Marcel ma tu kontrakt, a ja cenię to, że on nie pęka na robocie, ma charakter, pazerność. To jest człowiek, który może naprawdę szybko rosnąć.

Co do braku nacisku, to przyznał pan, że na Pieńkę nie naciskał.

Dokładnie – on już miał ponad 100 meczów w Ekstraklasie, swoje widział, jest młodzieżowym reprezentantem naszego kraju, Raków gra w pucharach, walczy o najwyższe cele. Trudno było tutaj coś blokować.

Potrzebował impulsu do rozwoju.

Tak. Gdyby wspomniany przeze mnie Cebula wcześniej odszedł z Korony, to by zrobił wielką karierę, ale odszedł za późno. Czasem jak nie wykorzystasz momentu na zmianę, to niestety życie może się potoczyć gorzej, trzeba odważnie do niego podchodzić. Ja przynajmniej tak patrzą na życie – masz szansę, to z niej korzystaj. Wiadomo, że inne czynniki mają wpływ, jak zdrowie, ale to jednak piłkarz ma większość kart w swoich rękach, od niego zależy 80-90% tego, jak potoczy się jego kariera.

Inny przykład młodego w Zagłębiu… Choć w zasadzie już nie młodego, bo mowa o Szmycie. 23-lata, w tej rundzie przebłyski, ale przecież może być lepiej.

No i tu się zgadzamy. Będę musiał nad nim popracować, to jest chłopak z ogromnym talentem, ale nie pokazuje go co mecz, dlatego też nie jest zawsze podstawowym wyborem. Czasami zaczyna mecz na ławce i liczę na dobrą zmianę w jego wykonaniu, tak jak to miało miejsce w ostatnim spotkaniu z Rakowem, gdzie szedł za każdą piłką, pokazał się z dobrej strony, walczył z Tudorem, raz dograł. Dla niego to akurat było ze szkodą, że skończyła się runda, bo mógł w kolejnym spotkaniu znów pójść w odpowiednim kierunku.

A on ma w ogóle świadomość, że czas leci i już nie jest talentem?

Tak jak wspomniałem, każdy jest kowalem swojego losu i musi wyciągać wnioski. Kajtek miał różne propozycje, grał w młodzieżówce, był na mistrzostwach, gdzie nasza kadra się dobrze nie pokazała i musi korzystać z takich doświadczeń. My jesteśmy tu po to, żeby mu pomagać. On ma jeszcze masę grania przed sobą. Ostatnio też parę klubów go obserwowało, więc nie jest z nim tak źle, a czy będzie tak dobrze jak na miarę potencjału – zobaczymy. To zależy od niego.

Co z Rochą, kiedy sprawa tego transferu się wyjaśni?

Powinno szybko. Rozmawiałem z dyrektorem i chciałbym, żeby wszystko było wiadome na początku roku, jak zaczniemy przygotowania. Nie chcę, żeby to się przeciągało, musimy wiedzieć, czy on wraca do Rakowa, czy jest naszym zawodnikiem. Jak będzie – świetnie, jak nie – szukamy następcy, mam coś z tyłu głowy.

A jest pan optymistą czy pesymistą w tej kwestii?

Optymistą.

Opcja rezerwowa to Jordi Sanchez?

Już rozpatrywaliśmy jego kandydaturę w poprzednik okienku transferowym, bo szukaliśmy zawodnika rosłego na pozycję numer dziewięć. Jeśli będzie wolny – rozpatrzymy tę opcję.

Chce pan też dziesiątkę. Są już konkretne opcje na stole?

Tak. Mamy czterech kandydatów i teraz pozostaje czekać, co wyjdzie z rozmów dyrektora: czy weźmiemy piłkarza numer jeden, dwa, trzy czy cztery. Natomiast to jest trudny moment, przerwa między rundami, nie ma wielu zawodników do wyboru, czasami trzeba kogoś wypożyczyć, może liczyć, że będzie bez kontraktu. Albo zapłacić, natomiast w naszym wypadku to może być problem. Tym bardziej że wierzę, że Rocha u nas zostanie, to wówczas wyczerpiemy pewien limit. Ale ja się nie zamartwiam tym wszystkim – kto przyjdzie, to będziemy pracować.

Na dziesiątkę szukacie zawodników z naszej ligi czy z zagranicy?

Różnie. Teraz odszedł Marek Mróz, który jest dobrym zawodnikiem, ale ja chcę lepszego i dlatego Marek mało występował, nasza gra też była trochę inaczej ułożona. Teraz chcemy pewne rzeczy zmienić i dlatego szukamy zawodnika na pozycję numer 10 z pewnym doświadczeniem i przede wszystkim jakością. Od niego mają się uczyć młodzi zawodnicy, jak Popielec, na którego bardzo liczę. On miał ciężki czas z kontuzją, ale jeśli wróci do formy, może być objawieniem. Generalnie różne takie pomysły są, myślę, że na przykład weźmiemy na obóz chłopaka z rocznika 2008. Musi być rywalizacja, dopływ z świeżej krwi, też ci młodzi z akademii muszą widzieć, że ich praca przynosi efekty.

Ktoś jeszcze poza Markiem Mrozem może odejść?

Myślę, że jeszcze trzech zawodników. Nasza kadra jest liczna, musimy patrzyć na budżet.

Strzelę, że może chodzić na przykład o Grzybka?

Nie, nie, nie. Na niego liczę! On jest po kontuzji, ale ma też wielki potencjał i to od niego będzie zależało, czy po tak poważnym urazie wróci do siebie.

Jeszcze jedno nazwisko: czy ściągnięcie Rafała Gikiewicza było sensowne?

Spodziewałem się, że zaistnieje w Ekstraklasie, nie tylko w Pucharze Polski. Postawiliśmy jednak na Buricia, wyniki mieliśmy dobre – poza wpadką z Pogonią – i zostaliśmy przy tym nazwisku. Teraz jednak jest czas na rywalizację, dalej liczymy na Gikiego, że pokaże się z dobrej strony. Czy będzie numerem jeden czy dwa… Ten okres przygotowawczy nam na to odpowie. Mamy pięć gier kontrolnych z bardzo mocnymi przeciwnikami, no i ci bramkarze będą mieli co robić

Kiedy wraca Hładun?

Tu się może niestety sprawa przeciągnąć, początek stycznia to może być dla niego za szybko.

Czyli rozmawialiśmy o napastniku, dziesiątce, bramkarzach. Jest jeszcze pozycja, którą chciałby pan wzmocnić?

Tak, ale tu może być problem i nie ma co tego poruszać, tylko skupić się na tym kogo mamy i to wszystko poukładać. Tym bardziej że pozostaje kwestia Leo – przed zakupem nikt nie liczył, że Raków będzie od razu tak zdeterminowany, żeby go przywrócić w swoje szeregi. Nie wiem, czy zmiana trenera to sprawiła, czy bardzo dobra jesień Leo, ale teraz musimy szukać pieniędzy, jeśli chcemy go zatrzymać u siebe.

WIĘCEJ O TRANSFERACH NA WESZŁO:

Fot. Newspix & FotoPyk

Artykuł Ojrzyński: Skreślono mnie, a nie zasłużyłem na to [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl