Sytuacje mają to do siebie, że można je oceniać z różnej perspektywy i podobnie jest z tym sezonem Ekstraklasy. Prawie wszystkie drużyny są blisko siebie. Kilku kandydatów na mistrza. Dwie wielkie firmy walczą o utrzymanie. Wygrywasz mecz i przeskakujesz o pięć, sześć pozycji w górę. Nie rozumiem głosów, że ta liga z tego powodu jest beznadziejna. Wydaje mi się raczej, że jej ogólny poziom rośnie. Wolelibyście jeden, ewentualnie dwa zespoły, dominujące nad pozostałymi? No właśnie. Poza tym pamiętajmy, że piłka to show, emocje generowane przez barwne historie, a tych mamy ostatnio w Ekstraklasie naprawdę sporo.
Legia Warszawa zajmuje 16. miejsce w tabeli, jest ulokowana w strefie spadkowej i ma jedynie dziewięć punktów straty do trzeciej Jagiellonii Białystok. Z ciekawości porównałem to z najlepszymi ligami Europy – w Anglii zespół numer 16 traci do trzeciego 24 punkty, a w Hiszpanii aż 29.
Wisła Płock, która, wygrywając na wyjeździe z Cracovią (bardzo szczęśliwie), przerwała passę pięciu kolejnych porażek, jest siódma i ma tylko pięć oczek straty do lidera, Zagłębia Lubin.
Zajmujące dwa czołowe miejsca ekipy – Zagłębie i Lech – przegrały w tym sezonie po osiem spotkań. Obie wygrały tylko 44 procent swoich meczów.
Takiego sezonu w Ekstraklasie jeszcze nie było i trwa dyskusja, o czym to świadczy. Mój redakcyjny kolega, Paweł Paczul, postawił tezę, że nasza liga jest w tym sezonie fatalna pod względem jakości i słaba pod kątem emocji. Oczywiście, rozumiem argumenty, że te silniejsze na papierze drużyny „człapią” i najlepsi w lidze mają mniej punktów na danym etapie, niż w poprzednich sezonach. Ale czy aby na pewno liga, w której jedna ekipa albo kilka zespołów wygrywa większość meczów i dominuje, jest z definicji silniejsza i zarazem ciekawsza, niż rozgrywki, w których prawie wszyscy są blisko siebie?
Ja mam wątpliwości. A oglądając Ekstraklasę w obecnym sezonie, naprawdę dobrze się bawię.
Dyrektor polskiej akademii: Poziom Ekstraklasy stale idzie do góry
Miałem niedawno okazję rozmawiać z dyrektorem jednej z piłkarskich akademii w naszym kraju. Zeszło właśnie na Ekstraklasę i on powiedział, że poziom rozgrywek stale idzie do góry, co głównie wynika z tego, że sporo drużyn ma więcej pieniędzy i ściąga raczej solidnych, sprawdzonych obcokrajowców, niż przypadkowych zawodników z zagranicy. Dodał, że pewien problem mogą mieć młodzi Polacy, których jego zdaniem w najbliższych latach nie będzie zbyt wielu, ale jednocześnie, jeżeli już któryś się wybije, możemy być świadkami częstszych transferów za pięć, czy nawet 10 milionów euro.
Patrzę na to podobnie. A gdy oglądam mecze Ekstraklasy i spoglądam w tabelę, bliżej mi do tezy, że to bardziej większość tzw. średniaków zrobiła postęp, a jednocześnie silniejsze na papierze zespoły, z różnych powodów, czasami nie do końca wykorzystują potencjał.
Ktoś może postawić tezę, że jeżeli Zagłębie Lubin prowadzi w tabeli, to ta liga musi być beznadziejna. „Jaki lider, takie rozgrywki” – coś w ten deseń. Dobrym sprawdzianem, czy tak rzeczywiście jest, był niedzielny domowy mecz z Lechem. Pierwsza połowa? Stało się to, co część osób przewidywała: totalna dominacja gości i Zagłębie, które nie potrafiło nic zrobić. Ale w drugiej połowie zobaczyliśmy już odmieniony zespół Leszka Ojrzyńskiego: ofensywny, atakujący, ze świetnym Marcelem Regułą i Sebastianem Kowalczykiem, który dał bardzo dobrą zmianę. Zabrakło szczęścia, żeby wyrównać. Jakość piłkarska była.
Zagłębie nie jest „liderem z czapy”.
Gdy patrzę na Lecha, nie przypominam sobie w ostatnich latach polskiego zespołu, który miałby tak jakościowych piłkarzy ofensywnych (Luis Palma, Ali Gholizadeh, Pablo Rodriguez, do tego Leo Bengtsson czy nawet Patrik Walemark). Do tego mamy Polaków – Antoniego Kozubala w środku pola i młodego, a już świetnego w wyprowadzaniu piłki i niezłego w odbiorze Wojciecha Mońkę. Nie zawsze na boisku to widać, ale pod względem indywidualnych umiejętności piłkarzy Lech to dla mnie najsilniejszy zespół ligi. A że przegrali u siebie gładko z Szachtarem Donieck w 1/8 finału Lidze Konferencji? Oglądając to spotkanie, miałem wrażenie, że tak grający zespół z Ukrainy przerasta jakościowo te rozgrywki. Że to raczej poziom Ligi Europy (i to też czołówki), a nawet Ligi Mistrzów.
To po prostu jeszcze nie ten poziom.
Legia Warszawa nie spadnie ligi. Ma za silny sztab i za dobrych piłkarzy
Raków Częstochowa? Było wiadomo, że nie jest łatwo wejść w buty Marka Papszuna. Pamiętacie pewnie, jak poszło w tej roli Dawidowi Szwardze. Łukasz Tomczyk radzi sobie trochę lepiej, niż pokazują to suche liczby (trzy zwycięstwa, w tym jedno po dogrywce, dwa remisy i cztery porażki). Raków to jedyny zespół wciąż pozostający w grze na trzech frontach, a we Florencji rozegrał spotkanie, w którym miał jednocześnie szczęście (okazje Fiorentiny) i pecha (ten głupi karny w ostatnich minutach).

Mecz Górnik – Raków z ostatniej kolejki
Gdyby spojrzeć na konkretne zespoły Ekstraklasy i pokusić się o ocenę, które w ostatnich miesiącach poszły do góry i proponują nam coś ciekawego, a które pikują w dół, według mnie więcej byłoby jednak tych pierwszych. Ok, Jagiellonia jest w ewidentnym kryzysie. Nie ma tego błysku, nie gra tak efektownie, zawodzi w obronie, ma dosyć wąską ławkę. Możliwości brakuje szczególnie na skrzydłach, gdzie wystąpił ostatnio Bartłomiej Wdowik. Ale czy ktoś powiedziałby teraz z pełnym przekonaniem, że zespół Adriana Siemieńca nie poprawi gry i nie sięgnie po mistrzostwo Polski? No właśnie.
Legia i Widzew są w strefie spadkowej, czego przed tym sezonem nikt nie zakładał. Ale jednocześnie Legia jako zespół, choć to proces powolny, pod wodzą Marka Papszuna wygląda coraz lepiej, a Widzew też zyskał sporo w ostatnich dniach. Coraz więcej minut będzie dostawał w klubie z Warszawy Jean-Pierre Nsame, więc coraz mniej beznadziejny Mileta Rajović. Kameruńczyk, grając obok Rafała Adamskiego, który okazuje się bardzo ciekawym ruchem, powinien stworzyć duet, strzelający więcej goli. Legia nie spadnie z tej ligi, bo ma zwyczajnie za silny sztab szkoleniowy i zbyt dobrych piłkarzy.
A Widzew? W jego kontekście nie powtórzyłbym z pełnym przekonaniem powyższego zdania. Zwolnienie demagoga i populisty Igora Jovićevicia i zatrudnienie Aleksandara Vukovicia było ruchem niezbędnym i logicznym, ale sam Serb zwraca uwagę na fakt, ilu w zespole jest nowych zawodników, a ich właściwe wkomponowanie wymaga czasu. Vuković uprościł grę, postawił z powrotem na Mateusza Żyrę na środku obrony, zaufał Franowi Alvarezowi i z Widzewem jest trochę lepiej.
Nijaki stał się na pewno Motor Lublin Mateusza Stolarskiego, ale ten zespół pada trochę ofiarą rozbudzonych oczekiwań po poprzednich rozgrywkach, a latem zabrakło odpowiednich transferów. Jeżeli już Stolarski dostał jakościowego piłkarza (Karol Czubak), potrafił wkomponować go do drużyny – tak, że ten ma już na koncie 14 bramek i może zostać królem strzelców.
Gdy GKS Katowice był trzeci w lidze, Platforma Obywatelska miała dwa lata
Z pozostałymi drużynami jest lepiej. O Zagłębiu Leszka Ojrzyńskiego już pisałem. Górnik Zabrze i Piast Gliwice (od kiedy ten drugi klub przejął Daniel Myśliwiec) robią postęp, choć to nie są zespoły grające pięknie dla oka. Ważna jest taktyka, wypełnianie zadań, mam wrażenie, że w Górniku na końcowym etapie sezonu może trochę zabraknąć kogoś błyskotliwego w typie Ousmane’a Sowa. Czeski środek pola, bardzo solidny i jakościowy, trzeba docenić.
GKS Katowice, jeśli pokona dziś Jagiellonię, wskoczy na trzecie miejsce w tabeli. Wiecie, kiedy ostatnio ten klub ukończył ligę na podium? W 2003 roku, gdy Platforma Obywatelska istniała przez ledwie dwa lata. Korona Kielce od pewnego czasu dokonuje jakościowych wzmocnień. Tamar Sveltin to bardzo ciekawy piłkarz i dobrze patrzy się m.in. na to, jak w środku pola współpracuje z Martinem Remacle’em. Lechia, gdyby nie kara minus pięciu punktów, byłaby dziś szósta czy siódma w tabeli i mówilibyśmy o jej szansach na europejskie puchary. John Carver stworzył zespół, który najczęściej dobrze się ogląda.
Arka? Pamiętajmy, że działacze z Gdyni działają w ograniczonych możliwościach, ściągając piłkarzy za darmo. Ale Dawid Szwarga rozwija ten zespół. To nie jest piękny futbol, Arka momentami zachowuje się jak drużyna futbolu amerykańskiego, walcząc o zdobywanie boiska i stałe fragmenty coraz bliżej bramki rywala (było to widać w meczu z Widzewem). Jednocześnie zespół z Gdyni ma najlepiej kopiącego ze stojącej piłki zawodnika tej ligi (Sebastian Kerk), do tego w składzie jest też dwóch bardzo ciekawych Polaków – Oskar Kubiak i Kamil Jakubczyk.

Spotkanie Arka – Widzew, pierwszy z prawej Sebastian Kerk
Ekstraklasa w ostatnim czasie generuje dużo barwnych historii
Cracovia postawiła na trenera ze świetnym CV w osobie Luki Elsnera, ale po dobrym starcie stała się nijaka. Mam wrażenie, że głównie przez problemy wewnętrzne, zamieszanie w środku i odejścia ważnych piłkarzy. Radomiak też zapragnął osobowości na ławce, co skończyło się nie najlepiej, ale to wciąż intrygująca i trochę nieobliczalna drużyna. Poza tym pamiętajcie, że ciekawość ligi to też pochodna emocji i historii, które ona generuje. Tematów, o których się rozmawia, bo czasami wykraczają poza samą piłkę. I o które się można pokłócić. W Radomiu mieliśmy trenera, którego od dłuższego otacza aura toksyczności. Mieliśmy szarpanie się z radnym, dwie różne wersje zdarzeń i w konsekwencji odejście Feio. I zostaje pytanie – czy ktoś poważny go teraz zatrudni? Czy w ogóle powinien zatrudnić?
Legia w najbliższej kolejce gra u siebie z Rakowem, musząc wydobyć się ze strefy spadkowej. Papszun kontra były zespół, który zapragnął porzucić, bo przyszła oferta z Warszawy. Goście, mający to w głowach i chcący odegrać się za porażkę z Górnikiem.
Widzew, budowany za gigantyczne pieniądze, będący przedostatni w tabeli. Niby gra lepiej, ale ma trudny terminarz. Najpierw Górnik u siebie, a następnie wyjazd do Częstochowy. Jak będzie? Czy wszyscy w łódzkim klubie wytrzymają presję?
GKS Rafała Góraka z fantastycznym Bartoszem Nowakiem. Gdzie się zatrzymają? Gdzie jest ich sufit?
Jest Lukas Podolski, który już od pewnego czasu testował cierpliwość, ale i odwagę sędziów. W meczu z Piastem Gliwice Paweł Raczkowski nie ukarał go tak, jak powinien. W ten weekend ten sam sędzia wyciągnął jednak czerwoną kartkę.
Zagłębie z Leszkiem Ojrzyńskim, który przez prawie dwa i pół roku był bez pracy, nie skusił się w tym czasie m.in. na ofertę poprowadzenia KTS Weszło, a teraz trochę zerwał ze swoim wizerunkiem i ma szansę na coś dużego. Zespół z Lubina, w którym jest też Mateuz Grzybek – gość, który w listopadzie 2024 roku doznaje bardzo poważnej kontuzji, łamie kość, wraca po roku do grania i w siedmiu spotkaniach strzela trzy gole.
Widowisk i historii dostarcza też Pogoń Szczecin. Trochę ze względu na Alexa Haditaghiego, który regularnia się „odpala”, czy to na ligowych rywali, czy to na Izrael lub USA. Haditaghi nie zawsze działa racjonalnie, co sprawia, że Pogoń jest drużyną, po której trochę nie wiesz, czego się spodziewać. Może być bezbarwna, nierówna, ale może też ruszyć na wymianę ciosów, jak w drugiej połowie ostatniego meczu z Koroną, co skończyło się happy endem. No i ma Natana Ławę, 16 lat. Warto zapamiętać to nazwisko, choć kibice Pogoni i tak je pamiętają, bo to syn Bartosza, ważnej postaci w szczecińskim klubie.
O polskiej lidze pisał dziennikarz prestiżowego „The Athletic”. Nazwał ją dzikimi rozgrywkami
Mam wrażenie, że mało jest rozgrywek w Europie, które dostarczają tylu historii. Nie dziwię się, że niedawno Colin Millar, dziennikarz „The Athletic” poświęcił tekst właśnie Ekstraklasie. „Witajcie w dzikiej polskiej lidze, w której wszystkich 18 drużyn może sięgnąć po tytuł albo spaść” – taki dał tytuł.
Z tym, że wszyscy, to trochę przesadził, bo Bruk-Bet Termalica Nieciecza do tej ligi – takie mam wrażenie – trochę nie pasuje. Analiza matematyka Piotra Klimka, którą zamieścił na X, ocenia prawdopodobieństwo spadku zespołu z Niecieczy na 98,2%. Myślę, że nie jest przesadzona.
25/34
MI JAN KA
Oprócz tego kocioł w środku tabeli i GieKSa z realnymi szansami na EuropęTen próg mi koło 39 wychodzi, z 42-43 się praktycznie nie spadnie pic.twitter.com/oIBMhY4EtJ
— Piotr Klimek (@pklimek99) March 16, 2026
Działacze Bruk-Betu postawili na Marcina Brosza, który robi, co może, a w niektórych meczach – patrz ostatni z Motorem – jego zespół razi nieskutecznością. Ale Termalice też zwyczajnie po prostu brakuje piłkarskiej jakości.
Gdyby ta liga była przeraźliwie słaba, Bruk-Bet byłby w sporo lepszej sytuacji.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Imponujące liczby Bartosza Nowaka. Polak w czołówce
- Boniek o Marciniaku: Wydaje mu się, że może robić, co chce
- Arka – Widzew. To był festiwal losowych decyzji sędziego Sylwestrzaka
Artykuł Nudna i słaba Ekstraklasa? Ten sezon to emocje, ale też jakość [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com.