Czasem polskie kluby cierpią na taką jedną przykrą przypadłość, więc chwalmy tych, którzy unikają podobnego błędu. Po prostu nie przeciągają sprzedaży wartościowego piłkarza w nieskończoność. Doceńmy włodarzy Górnika Zabrze, którzy zamiast czekać na gołębia na dachu skorzystali z wróbla w garści, szybko decydując się na spieniężenie jednego ze swoich najlepszych w tym sezonie zawodników. Ousmane Sow nie poszedł za frytki, ten transfer powinien nas w Polsce cieszyć, nawet jeśli w głowach wielu komentatorów zbyt duży pokój wynajęła ostatnio kwota zapłacona Jagiellonii za Oskara Pietuszewskiego.
Przelew trafiający na konto ekipy z Zabrza oscylować ma gdzieś w okolicach trzech milionów euro i każdemu, kto narzekałby, że Górnik nisko się ceni, należy wskazać najbliższe drzwi. Broendby za 25-latka, który teraz wykręcił najlepszą rundę w życiu płaci kwotę godną i może nawet lepszą, niż można by było zakładać.
Bo pomyślcie sami – latem podniecaliśmy się transferami do Ekstraklasy za dwie bańki, a teraz mielibyśmy gardzić sprzedaniem zawodnika o połowę drożej? No bzdura, szczególnie że Ousmane Sow nie kosztował zabrzan fortuny, bez bonusów i przy pominięciu inflacji mają na nim w Górniku dziesięciokrotną przebitkę. To już brzmi co najmniej fajnie.
Spis treści
Jak nie zakisić potencjału. Górnik Zabrze trafił i sporo zyskał
Okej, niektóre źródła podają, że Sow kosztował właściwie 2,5 miliona. Nadal świetnie, za piłkarza, który zagrał teraz doskonałą rundę i… w sumie tyle. Niczego nie mam zamiaru mu ujmować, ale skoro trafia się taka okazja, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Teraz sieć obiegają wieści o podobnej ofercie za Sebastiana Bergiera, którego agent przekonuje, że przy zbliżonej kwocie napastnik mógłby opuścić Łódź. On ma jednak za sobą trzy dobre rundy, wydaje się być na fali, Widzew nie chce zarabiać. Tam mogą sobie pogardzić takim zastrzykiem finansowym, ale oni bazują na nieco innej koncepcji, działają w innych realiach.
Cała reszta ligi powinna zdawać sobie sprawę, że sprzedanie zawodnika z Ekstraklasy za taką kwotę to, mimo głośniejszych i bardziej dochodowych przypadków, sukces. Stanowczo postawmy się „sodówce” – za dyszkę to można sprzedać z polskiego klubu tylko nielicznych, a i oni nie okazują się ostatecznie całkowicie warci tych pieniędzy.
Odwróćmy też na moment kierunek – gdyby którykolwiek z polskich klubów sprowadził do naszej ligi piłkarza za trzy miliony, może nawet trochę mniej, pialibyśmy z zachwytu. Jasne, taki gość mógłby się okazać kolejnym Rajoviciem, ale to w naszych realiach duża kwota.
Tym samym interes jaki zrobił Górnik należy uznawać za interes naprawdę świetny.
Slisz, Sow i Brondby. Duńczycy płacą miliony, żeby odzyskać tytuł [CZYTAJ WIĘCEJ]
Sztuka doboru momentu. Czasem nie ma sensu zwlekać
Wiem, że to inni zawodnicy o nieco innych cechach wiodących, ale swego czasu chwalono włodarzy Widzewa za sprzedaż Imada Rondicia do Koeln. Słusznie, bo za zawodnika całkiem średniego wyciągnęli w Łodzi półtora miliona euro. Sporo. Bośniak miał wówczas po rundzie jesiennej podobny status co Sow – też był bardzo ważnym elementem w zespole, miał wyraźną charakterystykę, wyróżniał się na tle innych ekstraklasowiczów.
I wtedy półtorej bańki wydawało się genialnym biznesem, a Rondić był wówczas w tym samym wieku co Sow.
Raz jeszcze zaznaczę – inne pozycje, inna charakterystyka, inna potencjalna wartość dla zespołu. Ale mechanizm ten sam. Sprzedażowy majstersztyk, który zasługuje na pochwały i nie powinien przejść bez echa. Zarazem dowód na to, że są stany pośrednie pomiędzy wielkim transferem a gigantyczną wtopą. Takie przynoszące przy okazji solidny zysk.

Ousmane Sow
A można się było zagapić…
Jeszcze jeden wątek, ten dotyczący timingu. Górnik Zabrze udowodnił, że czasem nie ma sensu oczekiwać za piłkarzy z naszej ligi kwot przełomowych. Jasne, można się cenić – sam pisałem po transferze Ante Crnaca do Norwich, że to wyraźny sygnał dla ligi, że można stawiać zachodowi dobre warunki. W wypadku Sowa trzy miliony to dobre warunki. W przypadku młodszego, kupowanego jako „produkt rozwojowy” Crnaca jedenaście milionów to doskonałe warunki. Oba przypadki powinny cieszyć wszystkie strony.
W kontrze do takich oczekiwań stać może podejście Jagiellonii, która przegapiła już moment na zarobienie solidnej kwoty ze sprzedaży Afimico Pululu. Ten temat na czynniki pierwsze rozłożył już w kwietniu Przemysław Michalak, który czarno na białym wskazał podstawowe rynkowe wady napastnika. Wiek. Wahania formy. Długość kontraktu. Kłopoty, które latem sprawiały, że nikt nie wyłożyłby za Pululu kwoty, na którą liczył Łukasz Masłowski, czyli sześciu milionów.
6 mln euro za Pululu? Na dziś to raczej pobożne życzenia [CZYTAJ WIĘCEJ]
Można dyskutować, zastanawiać się, czy Pululu na boisku przez kolejny rok nie był i tak wart więcej niż oferty składane Jadze, ale jedno nie ulega wątpliwości. Wówczas przespano moment, zagapiono się i okazja na zarobek bezpowrotnie przeszła koło nosa.
Górnik miał… nosa właśnie. Jest oferta, jest decyzja, jest zarobek. Zabrzanie może i stracą na jakości, ale w dłuższej perspektywie należy ich za taki biznes głośno chwalić. Dziesięciokrotna przebitka, całkiem jak w przypadku Crnaca, który okazał się dla Rakowa żyłą złota. Skala mniejsza, ale miara sukcesu podobna.
CZYTAJ WIĘCEJ O GÓRNIKU ZABRZE NA WESZŁO:
- Ousmane Sow: Kupowałem tylko jedzenie i wodę. To mi wystarczało
- Ousmane Sow pożegnał kibiców Górnika. „Pozostaniecie moją rodziną”
- Lechia ukarana przez PZPN. „Rasistowskie zachowanie kibiców”
Fot. Newspix
Artykuł Nie przespać momentu. Prezentują Górnik Zabrze i Ousmane Sow pochodzi z serwisu weszlo.com.