Arka Gdynia w tym miesiącu zadziwiła wszystkich – łącznie ze sobą – i wygrała na wyjeździe z Wisłą Płock, w dodatku bardzo wysoko, bo 3:0. Jeśli jednak jej kibice liczyli, że teraz karta się odwróci i na wyjazdy żółto-niebieskich będzie można patrzeć z większym optymizmem, to chyba nic z tego. Arka bowiem co dała, to szybko zabrała, gdyż sama dostała w łeb 0:3 od Korony.
I oczywiście ktoś może powiedzieć, że to nie było spotkanie na tak brutalny wynik, ponieważ Arka faktycznie miała swoje okazje, ale świetnie bronił Dziekoński, czy to w drugiej części gry, czy – najważniejsze – w pierwszych minutach. Gdyby wtedy Gutkovskisowi wpadło, kto wie, kto wie, jak ten mecz by się potoczył. Ale nie wpadło i tyle, mogą sobie goście wracać do tej sytuacji w myślach i marzeniach, ale punktów z tego nie będzie.
Łupy mogła dać solidność w defensywie, jednak jej nie było:
- najpierw słabe krycie przy rzucie wolnym i wrzutce Błanika
- potem pozwolenie Davidoviciowi na strzał z dystansu, do którego Węglarz rzucił się jak chłop na kanapę po powrocie z pracy
- na koniec głupi rzut karny, który wykorzystał Stępiński
Korona Kielce – Arka Gdynia 3:0. Pewne zwycięstwo gospodarzy
Ta liga jest tak wyrównana, że właściwie nie zdarza się, by jeden zespół gromił drugi trzema bramkami jeszcze przed zmianą stron. Nawet jeśli gra faworyt do mistrzostwa z potencjalnym średniakiem – ale któż tu nie jest potencjalnym średniakiem, a kto jest faworytem do mistrzostwa – to i tak te rezultaty są na styku. Dużo to więc mówi o postawie Gdynian, którzy szybko pożegnali się z marzeniami o choćby remisie.
Po przerwie, jako się rzekło, parę razy spróbowali napocząć Koronę, wpadło nawet Kerkowi, ale wcześniej był spalony. Niemniej te próby Arki wynikały też z postawy Korony, która złapała wielki luz, czasem pewnie zbyt wielki, natomiast jeśli mowa o okazjach przyjezdnych, to przecież drużyna Zielińskiego też je miała (Długosz, Stępiński z metra, gdy przeszkadzał mu Kocyła). Tak więc jeśli miałaby istnieć narracja, że mogło tu być 3:2, to należy ją szybko pacyfikować, bo równie dobrze mogłoby być 6:2.
Arka przez tę porażkę może na przerwę reprezentacyjną udać się jako zespół spod kreski. Korona? Jest dalej w grze o mistrza. Albo o puchary. Albo o środek tabeli. Albo ucieka od spadku. Cholera wie.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Radomiak zmienia trenera! Kiko Ramirez na wylocie
- Jest życie bez Meny i Bobcka!
- Piątek czy Czubak? Katar czy Ekstraklasa? Kto mocniejszy?
Fot. Newspix
Artykuł Korona wygrała z Arką i jest w grze o mistrza, puchary, środek lub spadek pochodzi z serwisu weszlo.com.