02.03.2026

Jovićević nad przepaścią. Kto mógłby go zastąpić?

Coraz mniej wskazuje na to, by Igor Jovićević miał jakikolwiek pomysł na to, jak stworzyć w Widzewie Łódź drużynę zdolną do utrzymania się w Ekstraklasie. Jeśli jego podopieczni we wtorek odpadną z Pucharu Polski, to już naprawdę trudno sobie wyobrazić, by Chorwat miał utrzymać się na stanowisku. Pospekulujmy zatem – kto może zastąpić „Pana Czapeczkę” na ławce trenerskiej Widzewa?

Byłby to już czwarty szkoleniowiec łódzkiej ekipy w obecnym sezonie (wcześniej prowadzili ją Żeljko Sopić i Patryk Czubak).

Rzecz jasna nie wiemy, co siedzi w głowach Roberta Dobrzyckiego, Michała Rydza, Dariusza Adamczuka czy Piotra Burlikowskiego. Być może nadal niezachwianie wierzą oni w Jovićevicia i nie zamierzają się z nim rozstawać? A może ściągną w jego miejsce trenera, którego nazwisko w tej chwili w ogóle nie przyjdzie nam na myśl? Niewykluczone, ale jest jednak na rynku paru bezrobotnych szkoleniowców, którzy na pewno będą w najbliższym czasie intensywnie z Widzewem łączeni.

Ligowy wyjadacz

Choćby Aleksandar Vuković pod wieloma względami wydaje się być doskonałym kandydatem, by wkroczyć do szatni łódzkiego zespołu.

Po pierwsze – doskonale zna ligowe realia, nic go w Ekstraklasie nie zaskoczy, nie będzie potrzebował czasu na wdrożenie się. A że jest to istotne, widać choćby na przykładzie obecnego szkoleniowca Widzewa. Igor Jovićević wciąż wypowiada się bowiem w takim tonie, jakby dopiero odkrywał Ekstraklasę. Może sobie nawet przybić piątkę z drogowcami, ponieważ zaskoczyła go również sroga zima. – Mieliśmy plan, nad którym pracowaliśmy w Turcji, ale warunki pogodowe zmusiły nas do zmiany stylu gry – opowiadał po styczniowej porażce z Jagiellonią. Inna sprawa, że zrobiło się już znacznie cieplej, a jego zespół dalej gra niebywały piach.

Vuković ma również doświadczenie z walki o utrzymanie w klubie o wielkich ambicjach. To przecież właśnie on wyciągał Legię Warszawa z bagna w pamiętnym sezonie 2021/22. A wiadomo, że gra o uniknięcie degradacji w drużynie, która liczyła na miejsce w czołówce, to trochę inna para kaloszy. Trzeba umiejętnie przestawić mental całego zespołu. Sprawić, by piłkarze – często z mocno napompowanym ego – zaczęli twardo stąpać po ziemi i szarpać się z rywalami o każdy punkcik.

Dobrzycki nie myśli o spadku z Ekstraklasy. A może powinien?

Wcześniej Serb potrafił jednak także sięgnąć ze stołeczną ekipą po mistrzostwo Polski (2019/20), a Piast Gliwice mimo finansowych kłopotów był za jego kadencji nieźle poukładanym zespołem środka tabeli. A raz – konkretnie: w 2023 roku – drużynie z Górnego Śląska udało się nawet uplasować na piątym miejscu w stawce.

Oczywiście hasła takie jak „spokój” czy „stabilizacja” mogą się wydawać mało seksowne z perspektywy kierownictwa Widzewa, ogarniętego transferowym szaleństwem. Ostatecznie samemu Robertowi Dobrzyckiemu w niedawnym wywiadzie dla TVP Sport nie przeszło nawet przez gardło przyznanie, że jego zespołowi realnie grozi spadek z Ekstraklasy. No ale mijają kolejne tygodnie, Widzew wciąż tkwi pod kreską, a konkurencja przecież nie śpi, tylko punktuje. Prędzej czy później strach przed spadkiem zajrzy zatem w oczy nawet największych optymistów w łódzkim klubie i zmusi ich, by schować do kieszeni dumę. Przynajmniej na jakiś czas.

Otwartym pozostaje pytanie, jak na ewentualne zatrudnienie „Vuko” zareagowaliby kibice Widzewa. Ostatecznie mówimy o trenerze – a wcześniej piłkarzu – przez lata związanym z Legią, która na dodatek także jest zagrożona w tym sezonie spadkiem. No ale to już chyba nie ten moment sezonu, by w ten sposób wybrzydzać.

Robert Kolendowicz po meczu w Łodzi

Stary znajomy

Pełnomocnik zarządu ds. sportu – Dariusz Adamczuk, wcześniej Pogoń Szczecin.

Szef działu skautingu – Sławomir Rafałowicz, wcześniej Pogoń Szczecin.

To co, może jeszcze były trener Portowców na dokładkę?

Robert Kolendowicz zademonstrował w minionym sezonie, że potrafi pracować w niełatwych warunkach. Kiedy szczecińska drużyna trzeszczała w szwach, a klub uginał się pod ciężarem finansowych zobowiązań, 45-latek nie dopuścił do tego, by zespół popadł w rozsypkę. Mało tego, osiągnął z Pogonią wyniki ponad stan. Awansował z nią bowiem do finału Pucharu Polski, a w Ekstraklasie szczecinianie do samego końca rozgrywek bili się o miejsce premiowane grą w Europie. Potem było już gorzej, fakt, ale też dało się wyczuć, że nie ma chemii między Kolendowiczem a nowym szefostwem klubu. Trener był jednak człowiekiem z poprzedniego rozdania.

Warto też podkreślić, że wiosną 2025 roku Pogoń pod wodzą Kolendowicza potrafiła prezentować naprawdę efektowny, ofensywny futbol. Choć oczywiście można się też zastanawiać, ile było w tym zasługi szkoleniowca, a ile fenomenalnie dysponowanego Efthymiosa Koulourisa, który napędzał cały zespół swoimi golami.

Haditaghi przypomniał o wywiadzie Weszło! „Minął prawie rok”

Tak czy owak, Kolendowicz długo uchodził za obiecującego trenera, latami przygotowywał się do objęcia pierwszej drużyny Pogoni. Można przyjąć, że Dariusz Adamczuk wysoko go ocenia i ma do niego zaufanie. – Na naszych treningach Jens [Gustafsson] prowadził te najważniejsze momenty sesji, takie 20-25%, ale to Robert był w większości tych treningów na pierwszym miejscu. W tym zawodzie ryzyko zawsze jest, ale cztery lata z Kostą [Runjaicem] i dwa lata z Jensem… Myślę, że żaden trener w Polsce nie ma takiego doświadczenia. Tutaj nie ma żadnego znaku zapytania – mówił Adamczuk latem 2024 roku w Kanale Sportowym.

No ale jeśli chodzi o unikanie degradacji, doświadczenie Kolendowicza jest akurat relatywnie niewielkie.

Czesław Michniewicz

Były selekcjoner z Widzewem w CV

Widzew zaliczył pod wodzą Czesława Michniewicza nadzwyczaj udaną końcówkę sezonu 2010/11. Uplasował się wówczas na dziewiątym miejscu ligowej stawki, choć gdy późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski obejmował łodzian, szwendali się oni w okolicach dna tabeli. W klubie liczono zatem na dalszą współpracę z Michniewiczem, ale negocjacje kontraktowe zakończyły się fiaskiem. – Spotkaliśmy się z trenerem i rozmawialiśmy o przedłużeniu kontraktu. Niestety nasza propozycja umowy nie została przez trenera zaakceptowana. Rozbieżności dotyczyły przede wszystkim wynagrodzenia. Dlatego dziś Czesław Michniewicz zakończył pracę w naszym klubie – skwitował Mateusz Cacek, ówczesny wiceprezes Widzewa, na łamach „Dziennika Łódzkiego”.

Z ustaleń Weszło wynikało jednak, że kolejność zdarzeń była nieco inna. Michniewicz w istocie chciał przedłużyć umowę i nawet dogadał się na konkretne warunki, a właściciel klubu zdążył nawet oznajmić, że trener zostaje na trzy lata. Tylko że warunki z czasem zaczęły się zmieniać na niekorzyść szkoleniowca.

Zdrady, konflikty, kryzysy. Bolesne rozstania Czesława Michniewicza

Nie o pieniądze poszło, lecz o zasady – tłumaczył Michniewicz. – Moja rozmowa z panem Sylwestrem Cackiem na temat wynagrodzenia trwała pół minuty. Pół minuty. Od razu doszliśmy do porozumienia, nie miałem żadnych wygórowanych żądań. To jest tak – jeśli sprzedajesz samochód na giełdzie i umawiasz się, że ktoś ci zapłaci 40 tysięcy, a potem ten ktoś przychodzi na podpisanie umowy i mówi, że przyniósł nie 40 tysięcy, tylko 20 i ani grosza więcej, to targu nie dobijacie.

Cóż, w 2026 roku takich cyrków w Widzewie trener by raczej nie doświadczył.

Biorąc pod uwagę skomplikowaną sytuację drużyny, powrót Michniewicza do Łodzi nie wydaje się wcale głupim pomysłem. To przecież klasyczny trener-wynikowiec, na ogół bardzo skuteczny specjalista w zakresie przepychania zwycięstw kolanem. Krótkofalowo: powinien w miarę sprawnie uporać się z wyciągnięciem zespołu z dołka. No ale nie jest też przypadkiem, że 56-latek od niepamiętnych czasów nie zakotwiczył w żadnej drużynie na dłużej. Zatrudnienie go w Widzewie mogłoby zatem – to bardzo prawdopodobne – zażegnać obecne kłopoty klubu, ale kolejny kryzys właściwie od razu zacząłby majaczyć na horyzoncie.

***

Swoją drogą – do hasła „były selekcjoner z Widzewem w CV” pasuje także… Michał Probierz, który łódzką ekipę prowadził w latach 2006-2007. Do klubu sprowadzał go Zbigniew Boniek, żegnał Andrzej Pawelec. – Bardzo dużo krzyczał – w szatni i przede wszystkim na ławce – wspominał Bartosz Iwan. – Reagował impulsywnie i żywiołowo, często gwizdał na zawodników. Nie każdy dobrze to odbierał, ale trener się tym nie przejmował i robił to, co uważał za słuszne. Jeżeli komuś taka forma bodźcowania odpowiadała, z trenerem współpracowało mu się dobrze. Jeśli ktoś potrzebował innego traktowania, wyważonego, to pojawiały się problemy.

„To trener na trudne czasy”, „chciał mnie zniszczyć”. Ciemna i jasna strona Michała Probierza

Po latach Probierz opowiadał w formie anegdoty, że chciał wtedy ściągnąć do Widzewa obiecującego ofensywnego pomocnika Schalke 04, niejakiego Mesuta Oezila, ale Niemcy oczekiwali dwóch milionów euro odstępnego, co rzecz jasna odstraszyło łódzkich działaczy. Robert Dobrzycki by się pewnie nie zawahał!

Mówiąc już poważnie, to nie chce nam się jednak za bardzo wierzyć, by szefowie Widzewa mogli teraz na poważnie rozważać zatrudnienie Probierza. Koszmarna końcówka jego kadencji w reprezentacji Polski jest jeszcze chyba zbyt świeżym tematem, a sam trener – choć historycznie sprawdzony w roli strażaka, trzeba mu to oddać – po prostu w ostatnich latach nie zasłużył swoimi osiągnięciami na angaż w klubie o takim – mimo że na razie trwonionym – potencjale.

Nenad Bjelica, Michał Probierz

Opcje zagraniczne

No i w sumie pomału kończą się mocne nazwiska wśród polskich trenerów niemających obecnie klubu. Bo kogo moglibyśmy jeszcze dołożyć do wyliczanki? Szymona Grabowskiego, Artura Skowronka, Adama Majewskiego, Macieja Stolarczyka, Dariusza Banasika? A może blisko 70-letniego Adama Nawałkę? To nonsens. Jednak jesteśmy w stanie sobie wyobrazić także scenariusz, w ramach którego przedstawiciele Widzewa kuszą również szkoleniowców posiadających obecnie pracodawców. Ostatnio padła w przestrzeni medialnej pogłoska o Adrianie Siemieńcu, a nie można też zapominać o Macieju Skorży, który jest mocno krytykowany przez fanów Urawa Red Diamonds. Niewykluczone zatem, że czterokrotny mistrz Polski wkrótce pożegna się z ekipą z Saitamy.

Tylko że to nie są raczej pomysły do realizacji „na już”. Raczej. – Wiem to z wewnątrz łódzkiego klubu. Widzew stać, żeby wykupić kontrakt Siemieńca – przekonuje Przemysław Iwańczyk z Polsatu Sport. Trener Jagiellonii odniósł się do sprawy krótko i wymijająco: – Trudno jest komentować mi jako trenerowi wszystko, co się dzieje w mediach, każdą plotkę. Skupiam się na tym, na co mam wpływ: na przygotowaniu drużyny.

Najlepszy polski trener. Fenomen Macieja Skorży w Japonii [REPORTAŻ]

Jeśli jednak w Łodzi postanowią raz jeszcze zwrócić się w stronę krajów byłej Jugosławii, to bez pracy od grudnia 2024 roku pozostaje Nenad Bjelica. Kilka miesięcy temu Chorwat rozmawiał luźno z Legią Warszawa, ale do drużyny Wojskowych finalnie nie trafił. – No cóż, czy możemy powiedzieć, że to było konkretne zainteresowanie, skoro klub dzwoni, rozmawiamy, a potem już się nie odzywa? Coś takiego właśnie było z Legią – przyznał były trener Lecha.

A skoro jesteśmy przy starych znajomych z Ekstraklasy, to bez posady są także:

  • Besnik Hasi (ostatnio Anderlecht)
  • Edward Iordanescu (ostatnio Legia)
  • Iwajło Petew (ostatnio Baniyas)
  • Ricardo Sa Pinto (ostatnio Esteghlal)
  • a nawet… Żeljko Sopić! (ostatnio Osijek)

Umówmy się jednak, że ta lista już na pierwszy rzut oka ma całościowo charakter żartobliwy.

Może należałoby jednak zerknąć jeszcze wyżej? Skoro przykładowa Cracovia ma na ławce trenera z doświadczeniem wyniesionym z pracy w Ligue 1, to dlaczego po fachowca podobnego albo i większego kalibru nie miałby sięgnąć również Widzew ze swoim monstrualnym budżetem? Tutaj można już naprawdę popuścić wodze fantazji, wszak bez klubu są obecnie – dajmy na to – Ralph Hasenhuttl, Alberto Gilardino, Dino Toppmoller, Sandro Schwarz, Ivan Jurić czy Bo Svensson. Trenerzy, którzy zasmakowali wielkiego futbolu. Tylko że broniący się przed spadkiem Widzew – niezależnie od liczby zer zapisanych w kontrakcie – zapewne nie wydałby im się atrakcyjnym kierunkiem. Nie w tej chwili. Dlatego woleliśmy się skoncentrować jednak na szkoleniowcach zaprawionych w ekstraklasowych bojach.

***

Jak sądzicie, czy Vuković, Michniewicz, Kolendowicz lub Probierz zdołaliby uratować Widzew przed spadkiem? A może lepszym rozwiązaniem dla łodzian będzie znalezienie kolejnego trenera poza Polską, albo – po prostu – pozostawienie na ławce Igora Jovićevicia, wierząc, że efekty jego pracy nadejdą już wkrótce?

Dajcie znać w komentarzach!

Pucharowe starcie GKS Katowice – Widzew Łódź już we wtorek o 20:45. Po nim wiele się wyjaśni.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. NewsPix.pl

Artykuł Jovićević nad przepaścią. Kto mógłby go zastąpić? pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl