Nie mam kompletnie nic przeciwko temu, że Widzew wydaje pieniądze – póki to wszystko z prywatnej kieszeni i nie składamy się na zakupowe szaleństwo łodzian w podatkach, to nawet wypada się cieszyć, że ktoś na poważnie postanowił zainwestować w polską piłkę. Nie rozumiem jednak, tak zwyczajnie nie rozumiem, tych zakusów na obrońcę Legii. Nie umiem sam siebie przekonać, że Steve Kapuadi jest Widzewowi potrzebny, choć od wczoraj próbowałem. Znalazłem jakieś argumenty za takim transferem, ale kompletnie do mnie nie trafiają. Szczególnie kiedy zestawiam je z tymi przeciwko.
Zacznijmy od próby przekonania nieprzekonanych – w Widzewie brakuje lewonożnego stopera. Parę razy działacze podkreślali, że chcieliby takiego ściągnąć, ale jakoś w trakcie okienka udało się dopiąć temat przenosin Przemysława Wiśniewskiego i sprawa ucichła. Może, ale tylko może, w kuluarach cały czas uznawano, że reprezentant Polski to taki bonus, w związku z czym cel transferowy do linii obrony nie uległ zmianie. Lewonożny stoper, kropka.
Steve Kapuadi w pakiecie z lewą nogą przynosi też obeznanie w naszych ligowych realiach. Nie potrzebuje czasu na aklimatyzację, jest w Polsce czwarty rok, gra dla Legii, więc najpewniej rozumie, czym są oczekiwania kibiców i presja. A jak nie rozumie, to może załapie szybciej, niż jakiś piłkarz sprowadzany z zagranicy. No i wiadomo – jeśli stać Widzew na pięciu stoperów, to mogą tam mieć pięciu stoperów, to zawsze wygoda gdy któryś wypadnie przez uraz, kartkę czy inną okoliczność.
Tyle że gołym okiem widać inne potrzeby Widzewa, niż kolejny środkowy obrońca podobnej klasy.
Wichniarek skomentował transfer Kapuadiego. Mocne słowa o Widzewie
Steve Kapuadi w Widzewie. Po jakiego grzyba?
To mnie chyba gryzie najmocniej. Rozumiem, jakby Widzew miał do dyspozycji jednego dobrego stopera i resztę w klasie kasztanów. To byłby wyraźny jakościowy skok, wart wydanych na transfer pieniędzy i kolejnej sporej pensji. W łódzkiej szatni siedzą dziś:
- Przemysław Wiśniewski,
- Stelios Andreou,
- Ricardo Visus,
- i Mateusz Żyro.
Z całym szacunkiem dla Kapuadiego, na dziś nie widzę go w roli zawodnika, który wchodzi tam i robi własne porządki. To nie jest słaby piłkarz, pod wodzą Goncalo Feio to grał nawet dobrze, wcześniej wyróżniał się w Płocku, z tego transferu można by się było w Łodzi cieszyć, gdyby tylko okoliczności były inne. Lecz nie są. Trener Jovićević ma już do dyspozycji czterech zawodników na tę pozycję, defensywa względnie się unormowała, ostatnie dwa mecze zagrała na zero z tyłu. Duet Wiśniewski-Andreou wygląda przyzwoicie, nawet jeśli każdy z panów miewał w ostatnich meczach gorsze momenty. W tym sezonie w pierwszym składzie meldowali się też jednak i Visus, i Żyro. Ten drugi był nawet kapitanem Widzewa, jesienią grał prawie wszystko.
Zimą hierarchia w drużynie stanęła na głowie i na dziś Żyro jest najprawdopodobniej czwartym wyborem trenera na tę pozycję. No, może trzecim, zależnie od tego, czego akurat potrzebuje zespół. Po przyjściu Kapuadiego będzie jeszcze dalej od gry? No też właśnie – w kilka tygodni przejdzie metamorfozę z kapitana do roli piątego obrońcy. W tym samym Widzewie, którego trener regularnie podkreśla, że potrzeba czasu i stabilizacji. A kiedy już ją może złapał – z Wiśniewskim i Andreou w centrum bloku defensywnego – to teraz przyjdzie jeszcze jeden chętny do gry.
Dla mnie taki ruch to nonsens. Zyskać można na nim niewiele, o ile cokolwiek. Nie widzę w Kapuadim kogoś, kto jest tej drużynie potrzebny.
Lerager w trybie defensywnej bestii. Z Cracovią był wszędzie naraz
Jeszcze te pieniądze…
A jak jeszcze czytam, że Widzew podleje Legię prawie trzema milionami euro i planowanym milionem w bonusach, to już naprawdę trudno mi uwierzyć w sensowność tego ruchu. Raz jeszcze – nie zaglądam do portfela Roberta Dobrzyckiego. Zaglądam jednak do portfela Dariusza Mioduskiego i łączę kropki, zauważając, że to bardziej Legia potrzebuje pieniędzy niż Widzew obrońcy. Nie umiem oprzeć się wrażeniu, że klub z Warszawy robi biznes życia, a łodzianie… no właśnie nie wiem, co robią.
Chcą przejść na trójkę z tyłu? Tego już bym tym bardziej nie rozumiał, odbijanie się od koncepcji do koncepcji to całkowite zaprzeczenie stabilizacji.
Chcą zwiększyć rywalizację w zespole? Ta i tak jest duża, w rozmowie ze mną trener Jovićević sam zauważał, że przy wyborze składu ma ból głowy. Po transferze Kapuadiego będzie musiał ogarnąć sobie jakiś ibuprom.
Chcą pokazać siłę, wyciągając piłkarza z Legii? To trochę jak dodawanie sobie centymetrów gazowaniem swojego szybkiego auta, gdy stoisz na światłach. Potrzebne kompletnie do niczego.
Nie rozumiem, dlaczego drużyna potrzebująca spokoju, mająca na dziś względnie unormowaną sytuację w środku obrony, chce taki stan rzeczy zburzyć. Ja dałbym raczej kredyt zaufania Wiśniewskiemu i Andreou, pokazałbym, że stoję za nimi murem, że na nich stawiam i oni mają mnie utrzymać w Ekstraklasie.
Jeśli natomiast miałbym potrzebę wyruszenia jeszcze na jakieś zakupy, to raczej rozejrzałbym się za trzecim napastnikiem albo typową dziesiątką, której przy gorszej formie Frana Alvreza Widzewowi wyraźnie brakuje. Bo Lerager fajnie odbiera piłkę, Kornvig jest maszyną do biegania, a… kreować nie ma komu. Kapuadi tej luki nie zasypie nawet swoją lewą nogą.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Szymon Czyż: Jestem wdzięczny Widzewowi [WYWIAD]
- Krytyka zmotywowała graczy Widzewa. „Śmieją się nam w twarz”
- Widzew wydał miliony, żeby nic nie grać
Fot. Newspix
Artykuł Fajnie, Widzew ściąga Kapuadiego. Tylko po co? pochodzi z serwisu weszlo.com.