Gdy mecz dwóch drużyn walczących o utrzymanie (w optymistycznym wariancie: środek stawki) rozstrzygają dwa gole po rzutach rożnych, to nikt nie ma prawa być zdziwionym. Legia Warszawa nie przegrała od sześciu spotkań, ale cztery z nich to remisy.
Kiko Ramirez przed meczem z Legią Warszawa z uśmiechem mówił, że murawa Radomiu coraz ładniej się zieleni, ale nie zmienia to faktu, że radomskie boisko nadal zawiera co najwyżej śladowe ilości trawy. Czy więc powinno nas dziwić, że nie zmienia się i to, że gdy Radomiak podejmuje gości w swoich skromnych progach, na znaczeniu zyskują stałe fragmenty gry?
Ekstraklasa. Radomiak Radom — Legia Warszawa na remis po rzutach rożnych
Niespecjalnie. Zresztą ostatecznie dało nam to znakomite otwarcie spotkania, bo na przestrzeni pięciu minut padły dwa gole. Pierwszy w powietrze wzbił się Maurides – wyszarpał sobie pozycję gdzieś pomiędzy Wojciechem Urbańskim i Rafałem Augustyniakiem, po czym zrobił to, co potrafi najlepiej, czyli załadował z dyńki. I gdyby tylko Brazylijczyk zrobił to samo we własnym polu karnym, Radomiak miałby wszystko pod kontrolą, z perspektywą na istotne zwycięstwo.
Ale nie zrobił.
Gdy z narożnika dogrywał Juergen Elitim zamiast Rafała Wolskiego, umiejętności walki o piłkę w powietrzu Mauridesowi nie pomogły. Radovan Pankov go wyprzedził i skorzystał z podania na bliższy słupek, doprowadzając do wyrównania.
Ależ początek w Radomiu!
Maurides i Pankov z bliźniaczo podobnymi golami! Już w 7. minucie mamy 1:1!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/CjI4DL54p3
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 13, 2026
Bardzo szybko okazało się też, że na takim placu sposoby Marka Papszuna są skuteczniejsze niż hiszpańsko-portugalska myśl szkoleniowa. Długie podanie było pomysłem absolutnie najlepszym – zwłaszcza, gdy akurat lądowało tam, gdzie kręcił się Rafał Adamski, nie Mileta Rajović. Do niedawna pierwszoligowiec nakręcił jedną akcję, drugą, trzecią, połówkę spuentował bardzo dobrym strzałem z dystansu.
Legii nic co prawda nie wpadło, ale o ile często mówiliśmy, że Radomiak tracił punkty, gdy wyglądał przyjemnie, tak tym razem walory estetyczne, przewaga, były po stronie gości.
Gdyby mecz Radomiak – Legia skończył się w przerwie, nikt by nie zauważył
Tyle jednak z tego było, bo po przerwie śladowe były też ilości futbolu. W Radomiaku nie funkcjonował środek – czy to w obronie, czy w rozegraniu Ibrahima Camara i Romario Baro powodowali więcej szkód niż pożytku. Legii też brakowało faceta, który kreatywnością, przebojowością zrobiłby różnicę. Nikt nawet nie czekał z nadzieją na to, że zaraz się rozkręci, bo wiadomo było, że się nie rozkręci. Jednych i drugich stać było na dwa, trzy momenty.
Rafał Wolski nie trafił z rzutu wolnego po faulu Kacpra Chodyny na Elvesie Balde.
Tenże Balde celownik miał lepszy, lecz tylko troszkę – zszedł z piłką do środka, z szesnastu metrów obił słupek.
Inny rezerwowy, Jean-Pierre Nsame celownik miał najlepszy, bo po tym, jak Adamski obsłużył go w polu karnym, przynajmniej zmusił bramkarza do interwencji. Tyle że Filip Majchrowicz stanął na wysokości zadania, więc jeśli Radomiak i Legia są bliżej nieba – znaczy utrzymania – to tylko o punkt.
Noty wkrótce
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Rajović najbardziej nieskuteczny w lidze. Kto tuż za nim?
- Szalony sezon w Europie. Ojrzyński najlepszy, Legia prawie najgorsza
- Bruk-Bet Termalica – przeklęta drużyna. Znów gra dobrze, znów nie wygrywa
fot. FotoPyK
Artykuł Człap, człap do utrzymania. Radomiak – Legia na remis pochodzi z serwisu weszlo.com.


Oglądaj w CANAL+: