Jeszcze dwa sezony temu uznalibyśmy takie ogłoszenie za błąd w matriksie, ale teraz podchodzimy do niego z pewnym zrozumieniem. Pewnym, ale niepełnym. Dawid Szulczek najprawdopodobniej sporo ryzykuje, pakując się do sztabu Rakowa w roli asystenta, lecz nie jest powiedziane, że takim zagraniem musi przegrać wszystko. Jedno jest w tym momencie pewne – jego trenerska gwiazda rozbłysła szybko i równie szybko przygasła.
Najbliżej nam do tezy takiej, że aktualnie rynkowa pozycja Dawida Szulczka nie pozwoliłaby mu na więcej niż objęcie jakiegoś mniejszego klubu I ligi. Nic więcej, niewiele mniej. Bo może i jakiś mocny zespół II ligi skusiłby go ciekawym projektem i sam miałby ochotę pod jego wodzą walczyć o coś więcej. Ale powiedzmy sobie szczerze – takie perspektywy nie są specjalnie ekscytujące dla trenera, który zasmakował już Ekstraklasy i w przeszłości zdążył mieć w niej całkiem niezłą prasę. Popartą przyzwoitymi wynikami.
Zatem istotnie, były trener Warty Poznań i Ruchu Chorzów zaliczył zjazd, meldując się dziś oficjalnie w sztabie Łukasza Tomczyka w roli jednego z asystentów. Ale jest w Ekstraklasie, jest w europejskich pucharach, w jednej z czołowych polskich drużyn. Coś za coś.
Dawid Szulczek w Rakowie Częstochowa. Zalicza zjazd, ale może się odbić
Czy Raków to dobre miejsce dla trenerów? Cóż, generalnie tak. Sytuacja w klubie była przez ostatnie lata stabilna, trzęsienia ziemi udało się uniknąć nawet wówczas, gdy z posady pierwszy raz zrezygnował Marek Papszun. Na jego miejsce wskoczył dotychczasowy asystent, Dawid Szwarga, jakoś się to tak spokojnie kręciło dalej. Teraz zmiana wydawała się bardziej burzliwa, ale raczej z perspektywy Legii – Raków zabezpieczył swoje interesy bardzo szybko i momentalnie stało się jasne, że jest przygotowany na wejście do klubu Łukasza Tomczyka.
Cechuje więc klub z Częstochowy stabilność, której może (i nawet powinien) szukać trener na zakręcie. Takim jest bez wątpienia Dawid Szulczek, któremu ostatnie miesiące kompletnie nie wyszły. Spadek z Wartą bolesny, co sam potwierdzał po ostatniej kolejce sezonu, kiedy w przepaść strąciła go mistrzowska Jagiellonia. Etap kariery w Ruchu? Pod wielką presją i zakończony niepowodzeniem, do którego nie mieli w Chorzowie cierpliwości.
Dawid Szulczek i Ruch. Nie teraz, nie ten moment, nie ten trener? [CZYTAJ WIĘCEJ]
Pracę w śląskim klubie Dawid Szulczek stracił 5 sierpnia i miał od tego momentu mnóstwo czasu, by przemyśleć swoje ostatnie kroki. Zrobić solidną retrospekcję, rozważyć wszelkie za i przeciw. I wypłynąć na powierzchnię jako asystent dwa lata starszego trenera Tomczyka w Częstochowie. Mieście, w którym nie trzeba wcale przepaść bez wieści. Choć można zostać na lodzie.

Dawid Szulczek ostatecznie poległ w Chorzowie pod naporem oczekiwań
Dał przykład Szwarga, ale trzeba uważać
Drogi są dwie. Tą mniej wyboistą Dawid Szulczek podążyłby w ślad za Dawidem Szwargą, który swoją pracą w Arce zdaje się potwierdzać, że spokojnie możemy rozpatrywać go jako trenera na poziomie ekstraklasowym. Wcześniej dostał szansę nie do końca skrojoną do momentu kariery, w którym był, ale i tak wycisnął z niej bardzo dużo. Z asystenta stał się pierwszym trenerem i dzięki temu zaczął być rozpatrywany jako facet, który spokojnie może iść na swoje.
W tym ujęciu praca dla Medalików mogłaby być dla Szulczka swoistym czyśćcem, z którego powrót jest trudny, ale możliwy. Dużo zależy od tego, jaka opinia o jego pracy będzie krążyła po środowisku, ale o to nie powinien się na ten moment martwić. Będąc na czasowym bezrobociu podglądał już z bliska pracę trenera Tomczyka w Bytomiu, panowie mieli nawet nawiązać nić porozumienia. Chcą ze sobą pracować, są w podobnym wieku, mają wspólny cel. To prosta droga do tego, by ich współpraca wypaliła.
Szkopuł w tym, że sposób postrzegania Dawida Szulczka będzie zależał od… wyników Łukasza Tomczyka. Tego nie da się uniknąć, los byłego szkoleniowca Ruchu spoczywa w dużym stopniu w rękach jego nowego kolegi z pracy.
A i dobre wyniki Rakowa nie muszą być od razu dobre dla asystenta trenera. Bo nie on będzie zgarniał największe pochwały za taki stan rzeczy. Do końca sezonu ma w Rakowie posiedzieć Dawid Kroczek, przyszli z Bytomia Łukasz Ocimek i Mateusz Wrana, bliscy współpracownicy trenera Tomczyka. Zasługi rozłożą się na kilka osób, Szulczek w tej ekipie wydaje się trochę na doczepkę. to może być problem.
I to może być właśnie ta druga droga. 35-latek ryzykuje popadnięciem w zapomnienie, tym, że odbicia nie będzie.

Łukasz Tomczyk staje przed dużym wyzwaniem. Od jego wyników może zależeć także los Dawida Szulczka
Czyściec. Przed Szulczkiem trudny rok
W październiku pisałem tekst o losach trenerów młodej fali przelewającej się przez polską piłkę. O wzlotach, upadkach i typowej drodze, jaką przechodzą. Wskazałem pięć takiej drogi etapów, z których Dawid Szulczek pominął tylko jeden – próbę odbudowy w słabszym klubie z niezbyt dobrymi warunkami do pracy. Poza tym wszystko wygląda tak, jak w tym ukutym przeze mnie schemacie:
1. Wystrzał – przebicie się do świadomości kibiców i działaczy dobrą pracą w klubie z poziomu centralnego (w wypadku Szulczka były to Wigry Suwałki).
2. Pierwsza weryfikacja – praca w nieco większym klubie, na wyższym poziomie, pod większą presją (tutaj Warta Poznań).
3. Druga weryfikacja – tu poziom zależny od wyniku osiągniętego we wcześniejszej pracy (tu Ruch Chorzów).
4. Szansa – możliwość odbudowania się w klubie, w którym warunki nie są wcale najlepsze (Szulczek postanowił z niej nie korzystać, od razu przeskoczył do następnego punktu).
5. Czyściec – stąd jeszcze można wrócić, ale… łatwo nie będzie, czołówka jest wąska i przyda się kolejny wystrzał (asystent trenera Rakowa Częstochowa – nie brzmi to bardzo dumnie, ale obciachu też przecież nie ma).
Kryzys młodej fali. Polscy trenerzy wypływają i szukają oddechu [CZYTAJ WIĘCEJ]
Wygląda więc na to, że Dawid Szulczek domyka cykl życia młodego trenera, trochę z własnej woli. Postanowił wysunąć się przed szereg i od razu zapakował się w miejsce, w którym będzie miał trochę spokoju po ostatnich, trudnych dla siebie sezonach, ale i zniknie odrobinę z radarów. To jednak efekt jego… cóż, racjonalnego podejścia. Jeśli twardo stąpa po ziemi, to widzi na pewno, że znalazł się na ostrym zakręcie i przejedzie przez niego bez szwanku tylko jeśli bardzo zwolni i zrobi wszystko, by nie wpaść w poślizg.
Schowa się na moment, nabierze nowych sil, może odrobinę nowego spojrzenia. Paradoksalnie degradacja do roli asystenta może mu wyjść na dobre. Ale do tego potrzeba przekonania, że nowo obrana droga faktycznie dokądś prowadzi. Jeśli Dawid Szulczek je ma, to o jego powrót do samodzielnej pracy na poziomie centralnym możemy być spokojni.
– Uważam, że w życiu trzeba umieć się podnosić. To trochę jak z biznesie. Ile razy słyszysz, że ktoś został miliarderem, a wcześniej parę razy bankrutował i ciągle wychodził na powierzchnię? To się zdarza. W zawodzie trenera jest tak samo – mówił nam sam zainteresowany w październikowej rozmowie z Kubą Radomskim. Takie podejście może sugerować, że dobrze przemyślał swój kolejny krok i naprawdę wie, co teraz robi.
CZYTAJ WIĘCEJ O DAWIDZIE SZULCZKU NA WESZŁO:
- Dawid Szulczek zaprezentowany przez Raków. Został asystentem
- Dawid Szulczek: Mogę być w III lidze albo świętować tytuł [WYWIAD]
- Kolejny trener traci pracę! Dawid Szulczek zwolniony z Ruchu
Fot. Newspix
Artykuł Casus Szulczka. Smutny zjazd czy racjonalizm? pochodzi z serwisu weszlo.com.