Może to nie ten najbardziej medialny transfer, ale zdecydowanie jeden z tych interesujących. Także dlatego, że zwyczajnie interesujący jest w tym okienku (i w ogóle!) Widzew. Lecz nie tylko z tego jednego powodu – Carlos Isaac ma za sobą parę fajnych piłkarskich doświadczeń i trochę już w futbolu posmakował. A że tylko na Półwyspie Iberyjskim? Cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz, a Ekstraklasa jest na Hiszpanów wyjątkowo otwarta. Szczególnie na takich, co ciągną za sobą worek wielu pochwał i umieli kupić sobie szacunek kibiców.
– Gwiazdy ustawiły się nad Wanda Metropolitano w jakiejś wyjątkowej konstelacji. Tylko dzięki niezwykłemu pakietowi zbiegów okoliczności 19-letni Carlos Isaac miał okazję zadebiutować w barwach Atletico – pisała 2 kwietnia 2018 roku hiszpańska „Marca”. Obaj boczni obrońcy, Juanfran i Vrsaljko, byli kontuzjowani. Gimeneza, który mógł zagrać na tej pozycji, trener też nie miał do dyspozycji. Połatał więc młodym, dając mu ogromną, ale to ogromną szansę.
I faktycznie ocenianie nowego nabytku Widzewa przez pryzmat jego wyjątkowego debiutu dla Los Colchoneros byłoby lekkim, a może i nawet ciężkim nadużyciem. Carlos Isaac ma bogatą karierę, trochę już w piłkę pograł, nie będziemy z niego robić zawodnika jednego momentu. Choć to był moment zdecydowanie wyjątkowy.
– Jestem bardzo szczęśliwy z powodu możliwości, jaką dał mi „Cholo” – mówił na gorąco po starciu z Deportivo La Coruna boczny obrońca. – Łatwo jest grać z tymi kolegami z drużyny, których mam, ponieważ są najlepsi na świecie – dodał jeszcze, całkiem zresztą przytomnie. Za plecami miał Jana Oblaka, obok Stefana Savicia, Diego Godina i Lucasa Hernandeza. Z jednej strony przywilejem jest możliwość gry z takimi kozakami.
Z drugiej – wielki to obowiązek, żeby na tle takich kolegów wypaść przynajmniej przyzwoicie: – Simeone powiedział mi, że nie muszę się denerwować i mam grać tak, jak zawsze. I to właśnie zrobiłem – podsumował 19-letni wówczas Isaac. Piękny moment, jedna z zaledwie dwóch okazji, by sprawdzić się na boisku w naprawdę wielkim klubie. Druga przyszła pięć miesięcy później z Huescą, raz było jeszcze grzanie ławy w starciu z Deportivo Alaves.
Momenty. Dla młokosa wielkie, niesamowite. Dla patrzącego już na nie z dystansu 27-latka pewnie tylko epizody, na których wspomnienie można się uśmiechnąć pod nosem.
Widzew zaciekle walczy o Duńczyka, ale kim jest ten Emil Kornvig? [CZYTAJ WIĘCEJ]
Spis treści
Hiszpan dołączył do Widzewa. Kim jest Carlos Isaac?
Trudno o czymś takim jednak zapomnieć, szczególnie jeśli każdy kolejny klub do którego trafiasz, przypomina całą sprawę w powitalnym komunikacie. Deportivo Alaves, Albacete, Real Oviedo, portugalska Vizela i oczywiście Widzew. Wszyscy zwrócili uwagę na ten jeden fragment kariery Carlosa Isaaca. Więc może jest on jednak niezwykle ważnym fragmentem? Wszak nowy piłkarz Widzewa choć przez moment był w miejscu, do którego nie doczłapie się całe mnóstwo grających w Ekstraklasie piłkarzy, zahaczył o wielką piłkę w wielkiej drużynie. I wiele wskazuje na to, że Diego Simeone mógłby go rozpoznać na ulicy.
– Obiecałem sobie, że jako trener Atletico będę dawał szansę młodzieży. Pochodzę z kraju, w którym jest to bardzo ważne dla klubów, a my teraz jesteśmy zespołem, który potrzebuje tego zasobu bardziej niż innych – przekonywał argentyński szkoleniowiec, tłumacząc się z postawienia na Isaaca w meczu z Deportivo La Coruna. Tu jednak uzasadnienie było jasne, bez względu na to, jaki makaron nawijałby na uszy dziennikarzy „Cholo”. Musiał grać młokosem i kropka.
Coś jednak w tym Isaacu było, bo z Huescą dało się zaradzić problemom w inny sposób. Można było od biedy przesunąć na prawą flankę wspominanego już Gimeneza, na ławce mecz zaczął Lucas Hernandez, typowy lewy obrońca, ale historia zna przypadki wystawiania takich piłkarzy po drugiej stronie boiska. Był jednak Isaac i znów znienacka dostał szansę. Ostatnią, lecz otwierającą w jakimś stopniu drogę do kolejnych klubów.
I znów podlaną paroma komplementami, bo tak o jego występie pisało „Mundo Deportivo”: – Prawy obrońca stał się prawdziwym utrapieniem dla defensywy rywali w pierwszej połowie. Tak często włączał się do ataku, że momentami wyglądał jak dodatkowy skrzydłowy. Jego śmiałość zaskoczyła wszystkich. W 18. minucie miał szansę na zdobycie gola po solowej akcji, ale nie zdołał jej wykorzystać. Podczas niektórych rajdów do przodu, zapuszczał się nawet na skraj pola karnego, aby inicjować ataki.
Dwa spadki, jedno trofeum. Drągowski za granicą mógł ugrać więcej [CZYTAJ WIĘCEJ]
Daleki będę od stwierdzenia, że nowy piłkarz Widzewa jedzie na picu i te dwa mecze w Atletico sprawiają, że wszystkim miękną przy nim nogi. Taka teza byłaby wyjątkowo krzywdząca. Jest jednak faktem, że klub z Madrytu dał mu bardzo dużo. Odpowiednie piłkarskie wykształcenie – najpierw na poziomie młodzieżowym, później poprzez regularną grę w ekipie rezerw i posmakowanie wielkiej piłki. Pełen pakiet doświadczeń, na którym spokojnie można było oprzeć całą późniejszą karierę rozwijającą się przede wszystkim na poziomie zaplecza La Liga.
Choć był i moment, w którym inna druga liga łagodnie się do Isaaca uśmiechała…

Carlos Isaac w La Liga. Tu akurat tyłem do fotografa
Druga liga fajna sprawa. Prawdziwy żołnierz zaplecza
– Na liście kandydatów do wzmocnienia prawej strony obrony Leeds z naszej perspektywy wyróżnia się przede wszystkim jedno nazwisko – pisał dwa lata temu dla El Cirre dziennikarz Pablo Andres Martin. Chodziło o bohatera tego tekstu, który wówczas spokojnie pykał sobie jeszcze w Albacete i nie spieszył się do zagranicznego wyjazdu. Dopiero zresztą wrócił z wojaży, był chwilę wcześniej w Portugalii.
Miał być podobno na jakiejś szerokiej liście potencjalnych następców odchodzącego wówczas do Middlesbrough Luke’a Aylinga – kapitana, który kilka miesięcy wcześniej zaczął tracić miejsce w składzie. To nie byłaby raczej wielka życiowa szansa, powiedzmy sobie szczerze. Raczej ciągła walka o przetrwanie, pierwszy skład, udowodnienie swojej wartości. Temat nie wyszedł jednak daleko poza ramy lokalnych spekulacji, Isaac pozostał w ojczyźnie, niedługo później przeniósł się do Cordoby, której kibice rozpaczają teraz nad swoją stratą.
Bo cenili 27-latka, tak po prostu. – Widzę go grającego na wysokim poziomie! Ale to nie tak, że będzie dla nas niezastąpiony – pisze jeden z kibiców na X. – Kolejny z najlepszych odchodzi – dorzuca inny. Mają prawo myśleć, że Widzew, wykorzystując wpisaną w kontrakt klauzulę odstępnego, podebrał im ważnego zawodnika, bo i tak faktycznie jest.
Samuel Akere zmarnowaną szansą. Już Widzewowi niepotrzebną [CZYTAJ WIĘCEJ]
Kolejne sezony Isaaca w La Liga 2:
- 2020/21 – 24 mecze, 1748 minut, dwie asysty;
- 2021/22 – 19 meczów, 1540 minut, gol;
- 2022/23 – 16 meczów, 820 minut, gol i asysta (pół sezonu w Portugalii);
- 2023/24 – 32 mecze, 1940 minut, gol i asysta;
- 2024/25 – 29 meczów, 2027 minut, trzy asysty;
- 2025/26 – 17 meczów, 1409 minut, gol i dwie asysty (druga połowa sezonu już w Polsce).
Najlepiej wiedzie się Isaacowi od powrotu z Portugalii, gdzie wszystko okazało się jednym wielkim nieporozumieniem. – Kiedy przeszedłem do Vizeli, cała sytuacja tam zmieniała się z miesiąca na miesiąc. Odeszli prezes, dyrektor sportowy i trener. Minął jakiś czas. Nie czułem się tam zbyt komfortowo. Gdy tylko nadarzyła się okazja, żeby przyjść do Albacete, nie zastanawiałem się ani chwili – mówił sam zainteresowany cytowany przez portal Queso Mecanico.
Powrót do Albacete, do tego klubu Isaac miał dwa podejścia, był też podyktowany niedokończonymi w Kastylii sprawami. Pierwsza przygoda zakończyła się spadkiem, nie było zbyt kolorowo. Teraz obrońca chciał wyrównać rachunki: – Chociaż tamten okres nie był najlepszy, kibice zawsze mnie wspierali, gdy szedłem ulicą i czułem się tu bardzo komfortowo – chwalił swój nowy-stary klub i jego fanów Hiszpan.
Nietrudno ich było kupić. A o tyle łatwiejsza była cała sprawa, że Isaac po prostu grał dobrze. I w Cordobie, i w Albacete. I najchętniej także teraz w Widzewie, choć wielu przekonuje, że czeka go walka o miejsce w składzie z Marcelem Krajewskim i Polak wcale nie jest w niej na straconej pozycji.
Łatwiej o aklimatyzację wśród swoich. A z nim Isaac już się kiedyś przeciął
Wraz z transferem prawego obrońcy powiększyła się nieco hiszpańska kolonia w szatni Widzewa. Isaac dołączył do Baeny, Visusa i Alvareza, a tego ostatniego miał już okazję całkiem nieźle poznać. Panowie przez pewien czas grali razem w Albacete, załapali się na wspólne pół roku, kiedy zakończyli z zespołem sezon w strefie barażowej. Tam wyraźnie lepsze w dwumeczu okazało się Levante, lecz od tego czasu drużyna nie potrafiła zakończyć rozgrywek na wyższej lokacie. Sezon później finiszowała trzynasta, po kolejnym roku dziesiąta, teraz plasuje się na czternastej lokacie i żyje wielkim zwycięstwem nad Realem Madryt w Pucharze Króla.
Igor Jovićević – od koktajlbaru, przez wojnę, aż do Widzewa [CZYTAJ WIĘCEJ]
A Alvarez i Isaac mają już zupełnie inne cele. – Jestem bardzo zadowolony z tego, że podpisałem kontrakt i że przyjechałem do Widzewa. Mam dużo ochoty do pracy z zespołem i do poznania tej ligi, o której słyszałem dużo dobrego – mówi świeżo upieczony ekstraklasowicz w rozmowie z klubowymi mediami. I jak myślicie, od kogo usłyszał „dużo dobrego”? Od Alvareza, co oczywiste, ale i pewnie od innych hiszpańskich piłkarzy, którzy w naszej lidze odnajdują dla siebie naprawdę dobre miejsce do piłkarskiego rozwoju.
Coś sprawia, że dobrze im u nas i chyba właśnie dzięki temu – w wielu wypadkach – są w stanie dać z siebie naprawdę wiele. Tak jak zaznaczyłem na wstępie, to zdecydowanie nie jest najgłośniejszy transfer tej zimy, Widzew nie ściąga kolejnego niesamowitego kozaka, który pozamiata ligę. Ale ściąga całkiem walecznego faceta. Takiego, co w komfortowych dla siebie warunkach potrafi się odwdzięczyć po prostu solidną grą, a tej na boku obrony nigdy za mało.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Trener Widzewa o transferach: Wielki klub nigdy nie śpi
- Stadion dla Rakowa? Ma być częścią „Przędzalni przyszłości”
- Pogoń Szczecin ma krótką listę celów transferów. Roszada na jednej pozycji
- Dyrektor Widzewa o transferach. „Odbiliśmy się od Polaków”
- Jagiellonia ma problemy, ale hejt na Masłowskiego jest obrzydliwy
Fot. Newspix
Artykuł Carlos Isaac z Widzewa: szczęśliwy zbieg okoliczności i coś jeszcze pochodzi z serwisu weszlo.com.