Bruk-Bet fajnie wyglądał, fajnie pressował, stwarzał fajne okazje, był fajnie zorganizowany… Tylko co z tego? Znowu w dziób. Ekipa Brosza zagrała taki sam mecz, jak zawsze. Ten zespół dobrze funkcjonuje, nie jest w kryzysie, a mimo to jest głównym faworytem do spadku z Ekstraklasy.
Wygląda na to, że to sytuacja tragiczna. Nawet gdyby państwo Witkowscy zdecydowali się na drastyczny ruch – czyli zmianę trenera – to raczej nic by to nie dało. Brosz dobrze to poukładał. Jego drużyna gra tyle, ile potrafi. Po prostu widocznie to za mało, żeby się utrzymać. Brosz musiałby wyczyniać cuda, żeby zagrać w następnym sezonie w elicie, ale przecież nie można tego od niego wymagać.
Bruk-Bet – Motor 1:2. Strzelona bramka nic nie daje
Czternaście razy. Tyle razy w tym sezonie Bruk-Bet wychodził na prowadzenie. I wygrał zaledwie pięć z tych meczów. Miał też cztery remisy i pięć porażek. Igor Jovićević zaskoczył niedawno teorią, że 80% meczów w Ekstraklasie wygrywa ten, kto pierwszy strzeli gola. Akurat zespół z Niecieczy częściej takie starcia przegrywa. Zwycięża zaledwie 36% takich spotkań.
I dzisiaj też jako pierwszy wyszedł na prowadzenie, wykorzystując głupotę zawodników Motoru. I to głupotę podwójną, bo już Brkić lekko się zagalopował, wchodząc w drybling z pressującym Fassbenderem, by później ledwo odkopać piłkę do Mathysa. Ten jednak postanowił wzniecić jeszcze większy pożar i zupełnie bez sensu zagrał do środka, gdzie na jego kolegę naciskał Kubica i wspomniany Fassbender. To modelowy wręcz przykład wrzucenia kogoś na konia – piłkę przechwycił Kubica i strzelił łatwego gola. Albo stoper Motoru zbyt mocno uwierzył w swoje (bądź kolegi) umiejętności, albo zlekceważył możliwości rywala. Tak czy inaczej – pokarało go.
Natomiast to, że Bruk-Bet wychodzi na prowadzenie, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Motor tak szybko odrobił straty, że już na przerwę schodził z prowadzeniem. Jego pierwszy gol to karny z gatunku takich, których sędziowie nie lubią odgwizdywać. Ronaldo wbiegł między dwóch piłkarzy i ewidentnie czekał, aż ktoś podłoży mu nogę, a może nawet swoim upadkiem uprzedził o setne sekund kopnięcie.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Drugi gol sprawił lublinianom takie trudności, jak wstanie po pilota do telewizora (czytaj: żadne). Wolski łatwiutko poklepał sobie z Ndiayem, potem strzelił z ostrego kąta, a zawodnicy z Niecieczy solidarnie postanowili im nie przeszkadzać.
Na drugą połowę Motor wyszedł z założeniem: mamy wynik, więc pograjcie sobie. I Bruk-Bet sobie pograł, jak zwykle. Jak przed szansą stanął Binek, to trafił w Zapolnika. Kubica przestrzelił główkę z czterech metrów. W kilku innych akcjach na wysokości zadania stanął Brkić. Ta dobra gra musi frustrować kibiców z Niecieczy, skoro nie daje ich drużynie punktów.
Na przeciwległym biegunie jest Motor, który gra mądrze, solidnie, ale też bez fajerwerków. Miał walczyć o utrzymanie, a tymczasem zameldował się na… szóstym miejscu. Tuż za Górnikiem, wyżej niż Cracovia, Korona, Wisła czy GieKSa. Dziś trudno postrzegać go jak kandydata do degradacji, choć w naszej szalonej lidze sytuacja ta może się zmienić już za trzy kolejki.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Oficjalnie: Capita odchodzi z Radomiaka. Rekordowy transfer do MLS
- Odejście Feio, powołanie dla Mońki i niechciany Sousa [Zibi Top]
- Rajović nadal najbardziej nieskuteczny. A kto tuż za nim?
Fot. newspix.pl
Artykuł Bruk-Bet – przeklęta drużyna. Znów gra dobrze, znów nie wygrywa pochodzi z serwisu weszlo.com.