Od roku głowimy się, co jest nie tak z Miletą Rajoviciem, a okazuje się, że rozwiązanie tej zagadki czai się tuż za rogiem. Oświecił nas asystent Marka Papszuna, który już wie, czego potrzeba, by Duńczyk odpalił. Nie będzie można nazywać Rajovicia nieskutecznym, jeśli Rajović zacznie być skuteczny.
Kibice Legii w ostatnim sezonie śmiali się – chociaż był to raczej śmiech przez łzy – z Rajovicia i jego kolejnych fatalnie zmarnowanych sytuacji. A jak widać, zupełnie niesłusznie. Jeśli Duńczyk wykorzystałby więcej swoich okazji, to miałby więcej goli na koncie i nikt nie mógłby mówić, że jest nieskuteczny. Taki błyskotliwy pogląd na łamach Legia.net przedstawił asystent Marka Papszuna, Artur Węska.
– Według naszych analiz Mileta miał w poprzedniej rundzie 13 sytuacji. Jeśli wykorzystałby osiem, to miałby około piętnastu goli w sezonie. I wtedy nikt nie będzie mówił, że jest nieskuteczny.
Problem w tym, że Węska najwidoczniej pominął fakt, że właśnie w tym był główny problem. Mileta Rajović był krytykowany właśnie za to, że nie wykorzystywał wielu sytuacji…
Artur Węska – Według naszych analiz Mileta miał w poprzedniej rundzie 13 sytuacji. Jeśli wykorzystałby osiem, to miałby w sumie około piętnastu goli w sezonie. I wtedy nikt by nie mówił, że jest nieskuteczny. Ma motorykę, bardzo dobrze porusza się w polu karnym, potrafi dochodzić…
— Legia.Net (@LegiaNet) July 24, 2026
Jeśli Rajović więcej, by strzelał, to byłby skuteczniejszy. A Legia może zostać zwycięzcą Ligi Mistrzów
Artur Węska używa słowa „jeśli” i właściwie to pozwala nam przepchnąć każdą możliwą tezę. Jeśli Legia wygrałaby cztery mecze więcej, to zostałaby mistrzem Polski. Jeśli wygrałaby wszystkie mecze w eliminacjach, a później w fazie głównej Ligi Mistrzów, to puchar Champions League przyjechałby do Warszawy. Ale wygrała o cztery mecze za mało do mistrzostwa i nie zagra w Lidze Mistrzów.
I dokładnie tak samo jest z Rajoviciem. Nie wykorzystał tych sytuacji i to jest fakt. Trudno jakkolwiek z tym dyskutować i snuć scenariusze, co by było, gdyby stało się inaczej. Się nie stało i przeszłości Artur Węska, czy mu się to podoba czy nie, nie zmieni. Jedyne, co może zrobić, to popracować nad tym, by Rajović w nowych rozgrywkach był bardziej skuteczny niż dotychczas.
– Musi sprawiać, że obrońcy się go boją. Mocno pracujemy nad tym, żeby Mileta miał odpowiednią pewność siebie, żeby reakcje otoczenia i to co dzieje się na zewnątrz nie miały wpływu na jego decyzyjność i sposób zachowania. To również dla mnie wyzwanie jako trenera. Spójrzmy na Roberta Lewandowskiego albo Erlinga Haalanda. Kiedy wychodzą na boisko, obrońcy już przed pierwszym gwizdkiem wiedzą, że będą mieli ogromny problem – dodał asystent Papszuna.
Jeśli Artur Węska z Milety Rajovicia zrobi przynajmniej połowę Erlinga Haalanda, to pokłonimy się nisko. Na razie Rajović nie wywołuje strachu, a bardziej śmiech i litość u rywali. Czyli dokładnie to samo, co ostatnie publiczne wypowiedzi przedstawicieli Legii. Niedoścignionym wzorem i tak pozostaje Marcin Herra.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Asystent Papszuna zadziwił. Rozwiązał problem Rajovicia pochodzi z serwisu weszlo.com.