07.09.2026

Agnero za chwilę może być niesprzedawalnym balastem || PrzeMyślenia #7

Każdy w życiu zasługuje na pewien kredyt zaufania. Wszystko jednak ma swoje granice. Czasami po prostu widać, że z tej mąki chleba nie będzie. Miałem takie poczucie, gdy oglądałem niedzielny występ Yannicka Agnero z Rakowem Częstochowa.

Nie chodzi tylko o to, że na koniec okropnie spudłował w akcji, w której do tego momentu wszystko zrobił dobrze. Najgorsze w grze tego napastnika jest to, że u niego nie ma zasady „coś za coś”. Można być słabym piłkarsko jak – nie przymierzając – Jordi Sanchez, ale dawać konkrety, umieć dostawić nogę lub głowę w decydującym momencie. Hiszpan do tego pobiega i powalczy, wykorzystując swoją siłę fizyczną. Można też posiadać wiele atutów technicznych, robić szum pod bramką rywali, napędzać wiele akcji i jednocześnie mieć problem z chłodną głową przy finalizacji. Wtedy pozostaje nadzieja, że koledzy coś z tego szumu skonkretyzują.

Yannick Agnero nie daje nadziei, że na dłuższą metę coś z niego będzie

Agnero nie ma tu niczego. Patrzy się na niego w jednym, drugim, trzecim, czwartym meczu i nie dostrzega się u niego żadnej cechy wiodącej, jakiegoś ważnego elementu, który jest powtarzalny na dobrym poziomie. Nie potrafi zrobić użytku ze swojego wzrostu (185 cm) i teoretycznej siły. Kiepsko gra głową, przegrywa większość fizycznych starć. Występują u niego problemy z szeroko pojętą koordynacją, sprawia wrażenie zawodnika bardzo łatwo tracącego równowagę. Na kimś takim trudno zawiesić grę i oczekiwać, że przynajmniej będzie odgrywał do partnerów ustawiając się tyłem do bramki. Często zawodzi pierwszy kontakt z piłką, utrudniający życie w dalszej fazie akcji. Brakuje mu też spokoju w polu karnym – im większa szansa się przed nim otwiera, tym większe prawdopodobieństwo, że dokona nieoptymalnego wyboru.

Piłkarz Lecha i tak poprawił się w stosunku do tego, co prezentował przez pierwsze miesiące, ale to za mało. Nawet jeśli zdarzą mu się naprawdę ciekawe przebłyski – jak gol piętą z Rakowem w tamtym sezonie czy bramka z Wieczystą na początku obecnego – nie następuje jakakolwiek kontynuacja. To się po prostu wydarzyło, potem na długi czas wracamy do kiepskiej normy, aż do kolejnego, pojedynczego powiewu świeżego powietrza w zatęchłej piwnicy. Na poziomie mistrza Polski trzeba oczekiwać więcej, znacznie więcej.

Gdyby jeszcze chodziło o kogoś naprawdę młodego. Niektórzy jednak chyba nie zdają sobie sprawę, że mówimy o 23-letnim chłopie. To już końcówka okresu, gdy wiek jest atutem i posiada się z tego tytułu realny potencjał sprzedażowy. Jeżeli Agnero nagle nie wystrzeli, to za rok czy dwa stanie się dla Kolejorza niesprzedawalnym balastem i przesądzoną wtopą.

I tutaj niestety potwierdzają się wyjściowe obawy, że Lech wcale nie kupił tak dużego talentu, jak mógł sądzić. Agnero już w momencie przychodzenia do Polski miał opinię napastnika strasznie nieskutecznego. W Szwecji strzelał mniej niż powinien względem różnych wskaźników. Na Bułgarskiej wyłożyli na niego rekordową wówczas kasę w oparciu o to, że w trzydziestu meczach szwedzkiej ekstraklasy zdobył dziewięć bramek. Wcześniej nie przebił się w Nordsjaelland, a na wypożyczeniach w drugiej lidze duńskiej w dziewiętnastu spotkaniach strzelił jednego gola. Tu naprawdę nie było wielkich podstaw, żeby sądzić, iż do Poznania właśnie zawitała jakaś nieoszlifowana perełka.

Agnero na razie ratuje to, że mimo jego indolencji drużynowo wszystko się zgadza, więc ta krytyka może być odbierana przez część kibiców jako czepialstwo. Lech jest w Lidze Europy, a w Ekstraklasie pięknie punktuje i prowadzi w tabeli, choć ma jeszcze mecz zaległy. Przed drużyną Nielsa Frederiksena jednak długa jesień na trzech frontach z dopiero wracającym do pełni sił Ishakiem i niegramotnym Iworyjczykiem na szpicy. Każdy inny wariant na „dziewiątce” to już będzie mniejsze lub większe rzeźbienie. Chyba ktoś tu lekko przysnął.

Daniel Myśliwiec i jego psychologia

Jak już kilka razy podkreślałem, cenię trenera Daniela Myśliwca. Ostatnie dni jego Piasta Gliwice wzbudzają podziw. Niczego to nie zmienia w ujęciu generalnym. Gliwiczanie pozostają jednym z głównych kandydatów do spadku, ale z Myśliwcem u steru nie są na niego skazani.

Widać, że zgrało się tu kilka ważnych rzeczy. Przede wszystkim szkoleniowiec dostaje od dyrektora sportowego Łukasza Piworowicza i działu skautingu zawodników pasujących mu do tego, czego oczekuje od zespołu, czyli bardzo wysokiej intensywności we wszelkich działaniach. Jak pamiętamy, w Widzewie był z tym problem. Myśliwiec uchodził za kogoś „wybrednego” przy transferach i był to jeden z powodów, dla których ta współpraca zakończyła się w kiepski sposób. Tutaj on sam przed kamerami Canal+ Sport chwali pracę dyrektora i jego ludzi. Budujące.

Daniel Myśliwiec

Jednocześnie nie można zapominać, jaka jest sytuacja kadrowa Piasta. Wystarczy jedna absencja na środku pomocy czy środku obrony i robi się olbrzymi problem. Trudno też uznać, że Ntamack, ciągle wracający do formy po rocznej przerwie Katsantonis i młodziutki Kucharski, zamykają temat obsady „dziewiątki”. Czasu na wzmocnienia jest już jednak ekstremalnie mało.

Na razie niech w Gliwicach żyją chwilą. W meczu z GKS-em Katowice piłkarze Piasta wyglądali na natchnionych, z wyłączonym układem nerwowym, z bezgraniczną wiarą w siebie. Nawet ci zazwyczaj słabi zagrali dobrze. Przypominało mi to obrazki z Polska – Portugalia za Beenhakkera, gdy Bronowicki z Golańskim uwierzyli holenderskiemu selekcjonerowi, że nie ma limitów i oni tamtego dnia naprawdę ich nie mieli.

Oczywiście taka motywacyjna psychologia ma swoje ograniczenia i często działa na krótką metę, ale, no właśnie: działa. Dopóki Myśliwiec ma wyniki, jego nieco teatralne gesty z jakimiś medytacyjnymi pozami po golu czy ekscentryczny sposób mówienia niczym lekko podchmielony marzyciel są sympatyczne, a nie groteskowe.

Grunt, że nie Feio w Rakowie

W życiu nie wymyśliłbym Tomasza Kaczmarka jako trenera Rakowa Częstochowa. Skoro jednak piszą o tym Marcin Borzęcki i Szymon Janczyk, nie mamy do czynienia z powtórką z Artura Derbina.

Kaczmarek na pewno jest świetnym teoretykiem, ładnie opowiada o piłce, ale ciągle jawi mi się jako momentami zbytni idealista, bardzo życzeniowo podchodzący do tego, co chce zobaczyć na boisku. Nie wiem, czy ktoś taki jest najlepszym rozwiązaniem dla drużyny będącej bez punktów po sześciu meczach ligowych. Tutaj potrzeba również świetnego psychologa. Co nie znaczy, że sugerowałbym Leszka Ojrzyńskiego.

Z drugiej strony, Raków mimo wszystko potencjał kadrowy ma większy niż Radomiak. Jeśli uda się odblokować zespół mentalnie, Kaczmarkowi z takim składem może być łatwiej o pewne rzeczy niż w Radomiu.

Grunt, że Raków nie weźmie Goncalo Feio. To byłaby porażka całej polskiej piłki.

Tomasz Kaczmarek

*

Ogromnie współczuję Piotrowi Samcowi-Talarowi pechowej kontuzji. Teoretycznie każdy mógł złamać nadgarstek, a musiało paść akurat na niego, gdy osiągnął życiową formę i jego powołania do reprezentacji nie byłoby zaskoczeniem.

Antybohaterem Montoia z Jagiellonii, który wcześniej w skrajnie bezmyślny sposób sprokurował rzut karny dla Śląska, wykorzystany zresztą przez Samca-Talara. Mnie, jako obserwatorowi, powoli kończy się cierpliwość do tego portugalskiego gagatka. Jeżeli ktoś regularnie popełnia takie babole nawet w meczach, w których długo gra dobrze, nie może być mowy o przypadku.

*

Bardzo mnie ucieszyły dwa gole Jakuba Żewłakowa. Nie dlatego, że kibicowałem Legii albo nie lubię Motoru, tylko dlatego, że młody prawie zawsze sygnalizował jakość swoimi występami, ale ktoś mógłby się czepiać, że nie ma liczb. No to już zaczyna mieć.

*

Zapowiadałem we vlogu, że Ondrej Lingr to duży transfer Korony. Miło, że Czech od razu zaczął to potwierdzać. Momentalnie pokazał jakość, będzie z niego pożytek.

Bardziej sceptycznie jestem nastawiony do Ameyawa. To znaczy: mówimy o znaczącym ruchu w kontekście rynku wewnętrznego Ekstraklasy i statusu zawodnika, ale dla mnie to od dawna był już ligowy przeciętniak. Czas i głębsza weryfikacja pokazują, że Ameyaw ma jednak wiele ograniczeń czysto piłkarskich. Więcej, niż być może na początku zakładano. Nadzieja w tym, że powrót do pozycji klasycznego skrzydłowego zadziała na jego korzyść.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. Newspix

Artykuł Agnero za chwilę może być niesprzedawalnym balastem || PrzeMyślenia #7 pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl