Koniec czekania, koniec rozpamiętywania kolejnych porażek. Śląsk Wrocław wreszcie dał swoim kibicom powody do radości. Piotr Samiec-Talar dwukrotnie otworzył kolegom drogę do bramki, a gospodarze pokonali Wieczystą 2:0. Dla zespołu z Krakowa to jednak znacznie więcej niż stracone punkty. Widmo strefy spadkowej stało się rzeczywistością, a terminarz wcale nie zwiastuje poprawy nastrojów.
Obydwa zespoły w ostatnich pięciu meczach Ekstraklasy wykręciły w sumie zawrotne cztery punkty i wszystkie były dziełem Wieczystej. Śląsk zanotował komplet porażek i osunął się niemal na samo dno tabeli. Ostatni Raków Częstochowa wyprzedzał tylko dzięki lepszej różnicy goli. Wiadomo było przed sezonem, że beniaminek z Wrocławia raczej nie zawojuje górnej połówki tabeli, ale i tak taki wynik jest zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Wieczysta dziurawa jak szwajcarski ser, Samiec-Talar i Śląsk czarowali
Będący pod presją trener Ante Simundza przede wszystkim liczył na poprawę gry w defensywie. To, co wyczyniali ostatnio defensorzy Śląska wołało o pomstę do nieba, więc Słoweniec dokonał kilku zmian. Od początku zobaczyliśmy choćby Dominika Szalę, który zmienił Jehora Matsenkę. Zabrakło też zawieszonego za żółte kartki Marca Llinaresa, za którego zagrał Jan Jurcec. Wrocławianie mocno chcieli wreszcie wytrzymać i nie przegrać ze względu na gole tracone w końcówkach meczów, tak jak było przeciwko Motorowi Lublin i Wiśle Kraków.
Wieczysta po trzech meczach zawieszenia znów mogła liczyć na obecność przy linii bocznej trenera Zeljko Kopicia. Chorwat dalej nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Stefana Feiertaga i Mateusza Wieteski, a na przełamanie czekał Efthymios Koulouris. Król strzelców z sezonu 2024/25 po powrocie do Ekstraklasy nadal nie strzelił gola, co z pewnością było jedną z przyczyn kiepskiego startu sezonu Wieczystej.
Rok temu na inaugurację rozgrywek Betclic 1. Ligi w meczu tych ekip we Wrocławiu padł remis 1:1. Tak samo było zresztą w rewanżu, gdy po nieco większej kanonadzie było 3:3. Teraz zarówno dla Śląska, jak i dla Wieczystej chcącej się przełamać po dwóch porażkach z rzędu, takie wyniki raczej nie byłyby czymś, co spowodowałoby nadmierną euforię.
W mecz lepiej weszli goście, którzy już w 5. minucie byli w stanie oddać celny strzał. Niemczyckiego próbował pokonać Koulouris, ale golkiper Śląska dobrze wybronił uderzenie Greka. Jeszcze bliżej podopieczni Kopicia byli trochę później, gdy próbował Piazon. Brazylijczyk dobrze wszedł z piłką w pole karne, zejściem do środka wyprowadził w pole aż trzech rywali, lecz znów górą przy strzale rywala był golkiper Wrocławian.
Śląsk był zdecydowanie bardziej konkretny i dzięki temu schodził na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem. Znów królował Piotr Samiec-Talar. Kapitan gospodarzy dwa razy magicznie dotknął piłkę i zaliczył dwie asysty przy trafieniach Malaly’ego Dembele oraz Przemysława Banaszaka.
W pierwszej sytuacji z 24. minuty ogrom pracy fizycznej musiał wykonać jeszcze Francuz, który poradził sobie z próbującym go powstrzymać Antonio Miliciem. Patrząc na to, jak wygląda w tym sezonie chorwacki stoper zdecydowanie można już zrozumieć, dlaczego Lech Poznań nie chciał przedłużyć z nim kontraktu na poprzednich warunkach. 32-latek odbił się od byłego zawodnika tureckiego Sariyer, a później Dembele precyzyjnym strzałem od słupka nie dał szans Kochalskiemu.
ŚLĄSK WROCŁAW PROWADZI Z WIECZYSTĄ!
Dembele wygrał pojedynek z Miliciem i trafił na 1:0!
Transmisja meczu: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/PwhRDlI55a
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
Ręce same składały się do oklasków również przy drugim trafieniu dla Śląska, które padło tuż przed przerwą. Wydawało się, że Dembele ma na tyle przestrzeni przed polem karnym, że sam może pokusić się o uderzenie z dystansu. Francuz inteligentnie podał jednak piłkę do Samca-Talara, a ten zauważył w szesnastce niepilnowanego Banaszaka. Ten znakomicie wykończył i choć sędzia Piszczelok przez chwilę zastanawiał się jeszcze przy pomocy VAR, czy nie było w tej sytuacji spalonego, to uznał bramkę. Po raz drugi trybuny we Wrocławiu mogły świętować.
Drugi gol Śląska i druga asysta Piotra Samca-Talara!
Tym razem do siatki trafił Przemysław Banaszak!
Transmisja meczu: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/h02Iz5TInH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
Wieczysta miała przewagę w posiadaniu piłki, ale niewiele z tego wynikało. Krakowianie mogli być nieco rozżaleni po sytuacji, gdy w polu karnym po starciu z Jurcecem padł Koulouris. W pierwsze tempo można było odnieść wrażenie, że gościom należał się rzut karny, lecz po analizie powtórek wynika, że Grek przy próbie uderzenia sam kopnął Chorwata w nogę, więc sędzia nakazał grać dalej.
Po przerwie minuty mijały i można było odnieść wrażenie, że bliżej jest gola na 3:0 dla Śląska niż trafienia kontaktowego dla Wieczystej. Trener Kopić próbował ożywić swój zespół zmianami, ale początkowo nie byli oni w stanie postawić pozytywnego stempla na grze swojej ekipy.
Śląsk po raz kolejny skorzystał z kolei z przerażających luk w defensywie rywali w 57. minucie. Bramka co prawda nie padła, ale było tego bardzo blisko, kiedy z prawej strony podawał Andersson, a wprost przed bramką znalazł się Banaszak. Na szczęście dla Wieczystej napastnik Śląska nie uderzył piłki do końca czysto.
Po godzinie gry z boiska zszedł najlepszy na boisku Samiec-Talar. Być może to efekt oszczędzania go po złamaniu ręki, jakie odniósł jeszcze na początku września przeciwko Jagiellonii, a być może dmuchanie na zimne przed meczem Pucharu Polski, który już w czwartek Śląsk rozegra z Odrą Opole. Kapitana zastąpił 18-letni Adam Ciućka, który w 67. minucie oddał groźny strzał na bramkę. Piłka po jego uderzeniu odbiła się jeszcze od Milicia, więc Kochalski musiał wyciągnąć się jak struna, aby pozostawić swoim kolegom jeszcze resztki nadziei na resztę meczu.
Chwilę później obudził się Semedo. Rezerwowy Wieczystej po podaniu innego zmiennika – de la Rosy stanął oko w oko z Niemczyckim. Były gracz Radomiaka sprytnie próbował pokonać bramkarza rywali płaskim strzałem, lecz bramkarz Śląska po raz kolejny potwierdził, że jest jednym z najlepszych zawodników swojej ekipy w tym sezonie i złapał piłkę.
Młody Ciućka do samego końca nękał defensywę Wieczystej. Wychowanek ŻAPN-u Żywiec był zdecydowanie najjaśniejszym punktem ofensywy Śląska po wejściu z ławki i dzięki niemu obrońcy gości do samego końca nie mogli czuć się pewnie. Dobre wejście zaliczył również Luka Marjanac, ale kolejne gole już nie padły. Śląsk przełamał fatalną passę, a Ante Simundza odsunął czarne chmury znad swojej głowy. Wrocławianie długimi fragmentami mieli kontrolę nad spotkaniem, co zdecydowanie nie było dominującą cechą ich działań w ostatnich tygodniach.
A Wieczysta? Odniosła ze wszech miar zasłużoną porażkę i po tym meczu znalazła się w strefie spadkowej. Problemy się piętrzą, a szukanie punktów w najbliższych dwóch starciach przed przerwą na reprezentację – z Jagiellonią i Górnikiem, z pewnością obliczone jest na niski stopień prawdopodobieństwa. Kolejna zmiana trenera? Cóż, być może Wojciech Kwiecień oraz Sławomir Peszko uznają, że zawsze jest to jakiś pomysł.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix
Artykuł Samiec-Talar i Śląsk czarowali, Wieczysta dziurawa jak szwajcarski ser pochodzi z serwisu weszlo.com.
Dembele wygrał pojedynek z Miliciem i trafił na 1:0! 
Transmisja meczu: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/PwhRDlI55a
