Mecz Legia Warszawa – Wisła Kraków (2:0) budzi bardzo duże emocje, a najwięcej mówi się o sędziowaniu. Wydaje się, że goście zostali skrzywdzeni, bo w pierwszej połowie nie przyznano im rzutu karnego, a do tego uznano gola na 1:0 dla Legii, mimo że decyzja powinna być inna, nawet z dwóch powodów. Sędzia spotkania, Damian Sylwestrzak, postanowił wytłumaczył swój punkt widzenia i decyzje, które podjął przy Łazienkowskiej.
Damian Sylwestrzak, sędzia meczu Legia – Wisła, był gościem programu na kanale „Meczyki”. Najpierw odniósł się do okoliczności w jakich Legia zdobyła bramkę na 1:0. Przypomnijmy: wrzut z autu należał się Wiśle, a nie gospodarzom. Chwilę później Rafał Augustyniak wrzucał piłkę i w tym momencie jedna z jego stóp była nad ziemią. Tak przynajmniej wydaje się na podstawie powtórek.
– Jeżeli chodzi o wrzut z autu, to był błąd percepcyjny. Asystent, który był blisko, jest bardzo dobrym asystentem i podjął masę dobrych decyzji w ostatnich sezonach, tym razem się pomylił. Pomylił się w sytuacji dotyczącej wrzutu, nie karnego czy czerwonej kartki. A jeżeli chodzi o samo wykonanie wrzutu z autu, musimy mieć dowód i pewność, że zawodnik wykonujący wrzut nie ma kontaktu z podłożem. Tutaj tak naprawdę mamy kamerę oddaloną o 80-90 metrów i zrobiony zoom. Pamiętajmy, że najmniejsza styczność nogi z murawą powoduje, że to jest wciąż zgodne z przepisami gry. Z perspektywy boiska to są bardzo trudne sytuacje do oceny – tłumaczył Sylwestrzak.
– Jest to też sytuacja, która nie podlega analizie VAR. VAR sprawdza bramki, ale ani to, której drużynie został przyznany wrzut, ani sam sposób jego wykonania, zgodnie z protokołem VAR nie podlega weryfikacji, więc ta decyzja nie mogła być zmieniona. Tu jest po prostu nasz błąd, dotyczący kierunku wrzutu, a co do sposobu moim zdaniem nie ma jednoznacznego dowodu, jak ta piłka została wprowadzona do gry. Prośba, żeby zachować skalę, bo to nie jest błąd o braku czerwonej kartki czy faulu na bramkarzu, gdy piłka wpada do bramki. Tutaj mamy jeszcze sześciu, siedmiu zawodników w polu karnym i jest szansa, że zespół broniący nie doprowadzi do straty bramki – dodał.
Damian Sylwestrzak tłumaczy, dlaczego nie podyktował karnego dla Wisły Kraków: Były argumenty za, ale też przeciwko
Później w studiu zajęto się sprawą rzutu karnego, którego w pierwszej połowie nie podyktowano dla Wisły.
– Stałem bardzo blisko tej sytuacji. Przed momentem kontaktu zawodnik Legii lewą nogą blokuje piłkę, dotyka jej, a prawą nogę ciągnie po ziemi w sposób naturalny. Widziałem, że doszło do kontaktu, ale w mojej ocenie był to kontakt niewystarczający do podyktowania rzutu karnego. Nie jesteśmy w stanie zmierzyć tej intensywności i to są rzeczy, które czasami czujemy bardziej albo mniej na boisku, niż z perspektywy ciepłego fotela. Są na pewno argumenty za rzutem karnym i przeciwko. Argumenty za karnym: dochodzi do kontaktu, a przeciwko – to, co mówiłem, że obrońca Legii wcześniej lewą nogą dotyka piłkę. Pytanie jest o intensywność kontaktu. Gdy decydujemy się ewentualnie na karnego, bierzemy pod uwagę, kto doprowadza do kontaktu, czy występuje kontakt, jaka jest intensywność i czy ma to wpływ na dalszy ruch przeciwnika – wyjaśniał Sylwestrzak.
I dodał: – Ta noga nie jest wbita, nie jest zabrana, przeciwnik nie jest jednoznacznie przewrócony. Z perspektywy VAR są dwa scenariusze. Pierwszy – kiedy sędzia kompletnie nie wie, co się stało. To tzw. przeoczone zdarzenie. Sędzia wtedy mówi to VAR-owi i ten musi to wziąć pod uwagę przy ocenie sytuacji. Tutaj widziałem to i opisałem to w ten sposób sędziemu VAR, jak już mówiłem. Wtedy arbiter VAR bierze pod uwagę to, co usłyszał, i zaprasza sędziego do ekranu tylko, gdy widzi, że doszło do jednoznacznego faulu i chce, żeby arbiter główny to koniecznie obejrzał i przeanalizował.
Sylwestrzak sugeruje więc, że nawet teraz sytuacja z rzutem karnym dla Wisły nie jest dla niego jednoznaczna.
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Sędzia zabrał głos: Są argumenty za karnym dla Wisły i przeciwko pochodzi z serwisu weszlo.com.