Niewiarygodnie przykry był ten występ Widzewa w Gliwicach. Jeśli spodziewaliście się, że ekipa z Łodzi po przerwie reprezentacyjnej pokaże nam jakieś przyjemne oblicze, to jeszcze nie ten moment. Chyba że lubicie grę, z której nie wynika z przodu nic. A i z tyłu jest jakoś licho. W ogóle – jeśli lubicie słabą grę.
Tytułowy „tysiąc” jest tu oczywiście chwytliwą hiperbolą, ale gdy oglądaliśmy kolejne akcje Łodzian w pierwszej połowie, to szybko się ich grą po prostu znudziliśmy. Poza dwiema kontrami napędzonymi przez Fornalczyka – i tylko Fornalczyka, bo za nim nadążał jedynie schowany w gąszczu wracających rywali Bergier – goście oferowali piłki posyłane w pole karne z bocznych sektorów. Do przerwy mieliśmy aż 21 prób takiego zagrania. Z czego trzy celne.
Piast – Widzew 2:1. Wrzutka na wrzutce i wrzutką pogania
Równocześnie oglądaliśmy kilka pomysłowych akcji Piasta, który był o wiele bardziej różnorodny. Potrafił coś zagrać z klepki, groźny był przy kontratakach, czasem też coś wrzucił. I po jednym z dośrodkowań był bardzo blisko gola – Sanca świetnie dograł na głowę Ntamacka, ten znalazł się w strefie, w której obrońcy w ogóle go nie pilnowali i uderzył naprawdę nieźle, tyle że w słupek.
Była też kontra, którą celnym strzałem, faktycznie zmuszającym Drągowskiego do wysiłku, zakończył Boisgard. W ogóle to fazy przejściowe zdawały się mocną stroną Piasta i jednocześnie słabą Widzewa. Dynamiczne wyjścia, szybkie powroty na własną połowę – Gliwiczanie w tym aspekcie gry czuli się naprawdę nieźle.
Natomiast z bardziej kombinacyjnej gry Widzewa wyłoniła się chyba tylko jedna pomysłowa akcja, kiedy Kornvig podciętym podaniem spróbował obsłużyć Bergiera. Wszystko to wyglądało obiecująco, lecz rozbiło się o Twumasiego, który wygrał walkę bark w bark z napastnikiem gości i przejął piłkę.
Bilans pierwszej połowy? Cały jeden (tak, jeden) celny strzał, ten Boisgarda. Jeden strzał w słupek, ten Ntamacka. Poza tym niezliczone dośrodkowania piłkarzy Widzewa i lepiej lub gorzej zawiązywane kontrataki Gliwiczan. Nic specjalnego, więc i wynik niespecjalny, 0:0.
Gliwiczanie niepozorni, ale lepsi
Po zmianie stron szybko mogliśmy mieć jednak tak wyczekiwaną bramkę. Lima, który w przerwie zastąpił Lokilo, świetnie dośrodkował na piąty metr od bramki Widzewa, ale Sanca, niepilnowany, przestrzelił głową. Wściekł się zresztą na siebie za to wyjątkowo nieudane zagranie, ale my się wcale nie dziwimy – dobrych akcji było jak na lekarstwo. Przynajmniej do tamtego momentu.
Dwa kolejne celne strzały, aktywność Ntamacka i coraz gorsza gra Widzewa, który w ataku praktycznie przestał istnieć. Jedna akcja z udziałem Biuka i Świderskiego to za mało – Łodzianie mieli problem, żeby zbudować coś godnego uwagi i duża w tym wina teoretycznie odpowiedzialnego za kreowanie gry gości Alvareza. Dziś Hiszpan wszedł w tryb zupełnie bierny i wyglądał naprawdę cieniutko.
Nie zdziwiliśmy się więc specjalnie, kiedy proszącemu się o problemy Widzewowi w końcu problem się przytrafił. Po wstrzeleniu piłki w pole karne futbolówkę do własnej siatki skierował pechowo Papanikolaou. Nieco zaskakująca była natomiast odpowiedź Widzewa, który w końcu zrobił użytek z jakiegoś dośrodkowania. Grający średnie zawody Gazibegović z rzutu rożnego zaliczył asystę, do pięknego strzału głową złożył się Świderski i, no cóż, zdębieliśmy.
WYMIANA CIOSÓW W GLIWICACH!
Najpierw Giannis Papanikolaou pechowo trafił do własnej siatki, a chwilę później odpowiedział golem Karola Świderskiego!
Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/IKVUv93Wjc
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 11, 2026
Na szczęście Widzew nie krył już w swoim arsenale żadnych dodatkowych niespodzianek. Przeprowadził zresztą akcję, w której w ciągu minuty obejrzeliśmy aż pięć dośrodkowań – nic tylko nagrać, zapętlić i pokazywać młodym adeptom futbolu. Szkoda jedynie, że żadna z tych wrzutek nie była dobra…
Kara za bylejakość. W ataku kiepsko, w obronie też
Widzew pod wodzą Aleksandara Vukovicia nie robił wrażenia w ataku i to opinia trudna do podważenia. W tamtym sezonie Łodzianie jednak mieli bardzo solidną obronę, tym Vuković utrzymał zespół w Ekstraklasie. Na nowy sezon Serb chciał rozłożyć akcenty, co nie wychodziło mu najlepiej. I na razie nie wychodzi też Mateuszowi Stolarskiemu. Potencjał ofensywny Widzew ma, on istnieje, to nie jest yeti czy inny czupakabra. Gorzej, że rozregulowała się obrona, która dziś też wyglądała kiepsko, a dowodem jej bezradności jest gol Boisgarda na wagę wygranej gospodarzy.
Bo jasne – Lewicki posłał w pole karne Łodzian świetne podanie. Tak, Boisgard wbiegał w tempo, zachował się super. Ale strefowe krycie Widzewa nie działa i nie jest to pierwszy raz w tym sezonie, kiedy trudno uznać występ łódzkich obrońców za dobry.
𝐐𝐔𝐄𝐍𝐓𝐈𝐍 𝐁𝐎𝐈𝐒𝐆𝐀𝐑𝐃! 𝐆𝐎𝐎𝐎𝐋!
𝐏𝐈𝐀𝐒𝐓 𝐖𝐘𝐆𝐑𝐘𝐖𝐀 𝐙 𝐖𝐈𝐃𝐙𝐄𝐖𝐄𝐌!
https://t.co/6hZZn8BQTo
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 11, 2026
W ogóle trudno uznać występ Widzewa za dobry. Musi się otrząsnąć, bo wygląda bardzo licho i raczej nie zaburza tego obrazu 39 (!) prób dośrodkowania w pole karne.
A Piast? Piast swoje, do przodu, cały czas solidnie. Tu też bez zmian, ale zmiany chyba nie są wskazane.
4
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Tysiąc wrzutek, jedna dobra. Widzew kompletnie bez pomysłu pochodzi z serwisu weszlo.com.


Najpierw Giannis Papanikolaou pechowo trafił do własnej siatki, a chwilę później odpowiedział golem Karola Świderskiego!
Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/IKVUv93Wjc
𝐏𝐈𝐀𝐒𝐓 𝐖𝐘𝐆𝐑𝐘𝐖𝐀 𝐙 𝐖𝐈𝐃𝐙𝐄𝐖𝐄𝐌! 