Kilka mocnych zdań rzucił po meczu z Legią Warszawa trener Mariusz Misiura. Mówił między innymi o tym, że to jeden z najtrudniejszych momentów w jego życiu, co głównie podchwyciły media. Albo że trudno mu się będzie obudzić z myślą, że Legia ma 15 punktów, a Motor zaledwie pięć. Ale powiedział też jedno zdanie, które nie zostało aż tak dobrze wyłapane, bo – wiadomo – wszyscy skupili się na zwycięzcach. Chodzi o… podglądactwo.
Proszę sobie teraz wyobrazić, że Marek Papszun na konferencji prasowej po porażce mówi tak: – Wiedzieliśmy też od piątku, że dziś Wisła Kraków/Pogoń Szczecin/Lech Poznań/Raków Częstochowa będzie miała trening w Warszawie. Kluczem dla nas było, żeby ten trening zobaczyć. Wszystkie te małe rzeczy udało się połączyć i dlatego zdawaliśmy sobie sprawę, że mogą wyjść w innej strukturze.
Byłaby burza z piorunami.
Przecież zaraz by zawrzało, że jak tak można podglądać. A tymczasem wystarczy w powyższym cytacie w miejsce klubów wpisać „Legia Warszawa”, a dalej „trening w Lublinie”. I wyjdzie nam rzeczywisty cytat Mariusza Misiury, który chyba sam zdał sobie sprawę, że trochę się wkopał i poleciał z tematem za mocno, aż ironicznie się uśmiechnął. Ale dokończył swoją wypowiedź. Tak, podejrzeliśmy trening Legii, udało się to zrobić. Dzięki temu wiedzieliśmy, że mogą wyjść inną taktyką.
Mariusz Misiura wczoraj na konferencji: Wiedzieliśmy od wczoraj, że dzisiaj Legia będzie miała trening w Lublinie i kluczem dla nas było, żeby ten trening zobaczyć.
YT Motor Lublin pic.twitter.com/1PGGIPB2TJ
— Polish Merkury (@Merkuury) September 6, 2026
Legia wygrała w niesamowitych okolicznościach, więc chyba nikt sobie nie zawracał tym głowy. Mariusz Misiura powiedział to jednak tak, jakby najzwyczajniej normalne i powszechne było szpiegowanie treningów przeciwników. Jak wyjście rano do piekarni i kupienie na śniadanie kajzerek.
Zresztą, żeby oddać trenerowi – nie wykazał się tu żadną hipokryzją, bo wcześniej nie krytykował postawy Legii Warszawa tak otwarcie jak choćby Ante Simundża. – Ja osobiście tego nigdy nie robiłem. Dla mnie to nie jest normalne – przyznawał szkoleniowiec Śląska, bo to właśnie przed meczem z jego ekipą przyłapano przedstawiciela Legii. Dla Słoweńca więc codziennością to nie było…
Legia podglądała i była afera
Przypomnijmy kontekst. Kiedy Legia przygotowywała się do starcia ze Śląskiem Wrocław w Ekstraklasie, to – jak ujawnił Piotr Potępa – jeden z analityków Legii – Dominik Ciarkowski – podglądał i nagrywał trening Wrocławian przed meczem z Legią. Wszyscy tylko czekali, jak skomentuje to Marek Papszun. Zrobił to raz.
– Robimy wszystko, żeby oczywiście jak najlepiej rozpoznać przeciwnika. Wszystko, co jest dozwolone. Jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia do nas, są odpowiednie komisje i tam należy je kierować, jeżeli ktoś uważa, że działamy poza przepisami. Ja zawsze mam takie podejście, żeby zrobić wszystko, co się da, żeby pomóc zespołowi i dobrze przygotować się do spotkania – mówił wtedy.
Spotkało się to z bardzo dużym oburzeniem. Papszun nie widział nic złego ani nieeleganckiego w szpiegowaniu Śląska.
Tak samo jak Mariusz Misiura w podglądaniu Legii.
Zresztą, szpiegostwo w Ekstraklasie to przecież nic, czego byśmy już nie znali. Choćby w ubiegłym sezonie sam Motor Lublin przyłapał członka sztabu Arki Gdynia na podglądaniu treningu za pomocą drona. Dawid Szwarga wysłał swojego asystenta Łukasza Wróbla na obóz, by ten nagrał dronem zamknięty sparing Motoru z Lechią Gdańsk, ale został on przyłapany. Misiury jeszcze w Lublinie nie było, ale do sprawy odniósł się Mateusz Stolarski, który przyznał, że załatwił temat telefonicznie ze Szwargą.
Dość śmieszne, że Motor w krótkim czasie był „poszkodowanym”, a później „beneficjentem” szpiegowania.
Fot. Newspix
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Misiura przyznał, że podglądali rywali. A co, gdyby tak powiedział Marek Papszun? pochodzi z serwisu weszlo.com.
YT Motor Lublin