Co za mecz w Częstochowie! Raków objął prowadzenie, ale ostatecznie został rozbity przez Jagiellonię aż 5:2. Zespół Adriana Siemieńca po europejskim awansie potwierdził świetną dyspozycję, a gospodarze po raz kolejny pokazali, że znajdują się w poważnych tarapatach. Dawid Kroczek ma coraz mniej argumentów, by obronić swoją posadę.
W Częstochowie doszło do starcia dwóch ekip w kompletnie odmiennych nastrojach. Jagiellonia przyjechała pod Jasną Górę opromieniona pokonaniem Iberii Tbilisi i historycznym awansem do fazy ligowej Ligi Europy. Raków z kolei lizał rany po odpadnięciu w ostatniej fazie eliminacji do Ligi Konferencji przeciwko Hajdukowi Split. Dla klubu zarządzanego przez Michała Świerczewskiego oznacza to poważne konsekwencje finansowe i obniżenie oczekiwań względem pozyskania w końcówce okienka transferowego wartościowych wzmocnień.
Raków tonie, Jagiellonia płynie dalej. Lanie w Częstochowie!
Tym spotkaniem Raków rozpoczynał też niezwykle trudny tryptyk meczów w Ekstraklasie. Po starciu z Jagiellonią w czwartek czeka go bowiem mecz z wicemistrzem kraju Górnikiem Zabrze, a za tydzień wyjazd na stadion mistrza – Lecha Poznań. Dla trenera Dawida Kroczka może być droga zbyt trudna do pokonania, ale przeciwko Białostoczanom 37-latek podjął próbę choć częściowej odbudowy zaufania kibiców.
Jeśli chodzi o skład, nie wszystkie decyzje były jednak oczywiste. Zastanawiała choćby nieobecność w kadrze podstawowego wahadłowego Michaela Ameyawa. Sam klub poinformował przed spotkaniem, że powodem były względy sportowe, więc nie było w tym przypadku żadnego drugiego dna. W jego miejsce pojawił się 19-letni Jakub Jendryka, dla którego był to pierwszy tak poważny test w barwach Rakowa.
W ekipie Jagiellonii po pucharowych bojach w dalekiej Gruzji Adrian Siemieniec zdecydował się pozostawić na ławce Andersa Klynge i Bernardo Vitala. Z powodu kontuzji poza kadrą znalazł się z kolei Jeremy Agbonifo. W ich miejsce na placu gry pojawili się Rodrigo Conceicao, Eryk Kozłowski oraz Apostolos Konstantopoulos.
W mecz lepiej weszli pokiereszowani gospodarze. Już w 7. minucie znakomitą okazję zmarnował Mahir Emreli, który doszedł do czystej pozycji po zagraniu z prawej strony Adina Molnara. Azer strzelił jednak na dobrej wysokości dla Sławomira Abramowicza, który dał radę interweniować. Jagiellonia odpowiedziała niezłą szansę, gdy przytomnie górą dograł Eryk Kozłowski i strzał z bliskiej odległości oddał Rodrigo Conceicao. Kacper Trelowski przytomnie jednak odbił piłkę.
Długo na gole nie musieliśmy czekać i okazało się, że co się odwlecze, to nie uciecze. Drugiego gola w tym sezonie Ekstraklasy strzelił Emreli, który wykorzystał szybkie rozegranie Rakowa. Gospodarze wyprowadzili w pole rywali umiejętną wymianą w środku pola, dzięki czemu na wolną pozycję wyszedł aktywny przy tej akcji Koczergin. Interweniować próbowali Konstantopoulos oraz Kobayashi, lecz obaj stoperzy Jagi byli w tej sytuacji spóźnieni. Nieco lepiej pewnie mógł się też zachować Abramowicz, gdyż strzał Emrelego nie należał do idealnych.
To rozbudziło jednak mocniej Jagiellonię, która w ostatnich piętnastu minutach prezentowała w Częstochowie prawdziwie europejski poziom. Najpierw w 31. minucie rzut karny na gola zamienił Jesus Imaz. Patryk Gryckiewicz potrzebował konsultacji z VAR-em, ale po niej nie miał wątpliwości, że Jean Carlos Silva zagrywał ręką. Białostoczanie poszli za ciosem, dzięki czemu już sześć minut później było 2:1. Gola strzelił Nik Prelec, który dopadł do odbitej przez Trelowskiego piłki.
WYMIANA CIOSÓW W CZĘSTOCHOWIE!
Mahir Emreli trafił na 1:0 dla gospodarzy, a chwilę później Jesus Imaz wykorzystał rzut karny!
Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/wI2NSgRQNb
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 30, 2026
Jeszcze przed przerwą dwukrotnie w poprzeczkę trafił świetnie dysponowany tego dnia Kajetan Szmyt. Imponowała również dojrzałość oraz wizja gry 19-letniego Kozłowskiego. Wychowanek Jagi świetnie rozdzielał piłki do kolegów, a Raków głównie tylko biegał po murawie bezradnie przyglądając się poczynaniom rywali. Filozofia gry oparta na krótkim rozgrywaniu od własnej bramki oraz ruchliwości w bocznych strefach zdawała egzamin.
W przerwie z urazem musiał opuścić boisko Imaz, a w jego miejsce pojawił się Sergio Lozano. Z kolei Dawid Kroczek dokonał aż dwóch korekt, a ożywić poczynania jego zespołu mieli Oskar Repka oraz Marko Perović. Okazuje się, że poskutkowało, bo faktycznie kilka akcji lewym skrzydłem Czarnogórca mogło się podobać. Największy impuls dla Rakowa przyszedł jednak w 56. minucie. Wówczas po rzucie rożnym piłkę wypiąstkował Abramowicz, a zebrał ją Koczergin. Ukrainiec zauważył ustawionego po prawej stronie Jendrykę. Debiutujący w Ekstraklasie gracz oddał w tym momencie strzał, po którym doprowadził do wyrównania. Piłka odbiła się jeszcze od Guilherme Montoii, czym zmyliła golkipera Jagi.
Jagiellonia nadal dochodziła do sytuacji i wciąż gospodarze nie mieli pomysłu na powstrzymanie Szmyta. Dobrą okazję zmarnował też choćby Lozano. Po godzinie gry na zegarze nadal widniał remis, co stanowiło dla gości bolesne przypomnienie, że czasem chwile nieuwagi w piłce mogą znaczyć więcej niż długie momenty dominacji. A Raków nie zamierzał spuszczać nogi z gazu, bo w 67. minucie rozochocony Jendryka ponownie próbował zaskoczyć Abramowicza strzałem z dystansu. Golkiper gości zdołał jednak odbić piłkę do boku.
Po stronie Białostoczan aktywny był wprowadzony z ławki Lozano. To po jego strzale i rykoszecie od Repki piłka w jednej z akcji trafiła w słupek. Adrian Siemieniec do pomocy dołożył również niedawno pozyskanych Ousmane’a Sowa i Hampusa Finndella. Dla obydwu były to ekstraklasowe debiuty w barwach Jagiellonii. Tempo meczu cały czas było okazałe, a goręcej zrobiło się w 76. minucie.
Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka spadła na rękaw Oliwiera Kwiatkowskiego. Można było mieć wątpliwości, ale po konsultacji z centrum VAR arbiter Patryk Gryckiewicz podyktował drugi rzut karny w tym starciu dla Jagiellonii. Imaza nie było już na boisku, więc do piłki podszedł Montoia. Portugalczyk odsunął od siebie złe wspomnienia związane ze stratą gola na 2:2 i bez kłopotów pokonał Trelowskiego. Tym samym gościom udało się wrócić na prowadzenie, a już dwie minuty później mieli dwubramkową przewagę.
Aż trudno uwierzyć, jak wiele czasu i miejsca mieli Nik Prelec wraz z Ousmanem Sowem, którzy rozmontowali defensywę Rakowa. Francuski skrzydłowy przez pół roku w Brondby nie dołożył nic do klasyfikacji kanadyjskiej, a w Jadze już po pierwszym ligowym starciu dopisał trafienie. Zrobił to na stadionie, na którym przed rokiem jeszcze w barwach Górnika Zabrze również trafiał do siatki i zapewnił swojej ekipie zwycięstwo.
𝐃𝐖𝐀 𝐆𝐎𝐋𝐄 𝐉𝐀𝐆𝐈𝐄𝐋𝐋𝐎𝐍𝐈𝐈!
Guilherme Montóia i Ousmane Sow trafili do siatki i goście prowadzą już 4:2 z Rakowem!
Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/njJkIgwQNM
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 30, 2026
Po tych dwóch minutach grozy z perspektywy Rakowa, ekipa gospodarzy totalnie się posypała. Z przodu nie byli w stanie już wykreować absolutnie niczego, a z tyłu sprawiali wrażenie ekipy, której nie zależy już na pressingu. Skorzystał na tym rezerwowy Youssouf Sylla, który często nie grzeszył przecież skutecznością. Do tej pory w Ekstraklasie strzelił przecież tylko jednego gola, a w 89. minucie strzałem z dystansu podwoił swój dorobek. Piłkę próbował jeszcze odbić Trelowski, ale nie dał rady uchronić swojego zespołu przed utratą piątego gola.
Nic złego już Raków w tym meczu nie spotkało, ale po tym spotkaniu wydaje się, że już nic nie może uratować posady Dawida Kroczka. Za czasów Marka Papszuna twierdza Częstochowa była jedną z trudniejszych do zdobycia, a rywalom trudno przychodziło nawet nie tyle strzelanie goli, co nawet stwarzanie sytuacji. W niedzielne popołudnie Jagiellonia z pola karnego Rakowa urządziła sobie własny plac zabaw i nie miała kłopotów z dopisaniem trzech punktów. Po czterech kolejkach Raków okopuje się na dnie tabeli z zerowym dorobkiem punktowym.
Ekipa Adriana Siemieńca z czterech spotkań wygrała trzy i z optymizmem może patrzeć w górę tabeli. To na pewno ułatwi regenerację przed kolejnymi ligowymi i europejskimi wyzwaniami. Raków miał po odpadnięciu z europejskich pucharów zacisnąć zęby i ruszyć do przodu. Zamiast tego wykonał kolejny krok w przeciwnym kierunku. Jagiellonia przyjechała do Częstochowy zmęczona podróżą i europejskimi emocjami, a mimo to urządziła sobie na stadionie Rakowa festiwal strzelecki. Pięć goli, trzy punkty i kolejny bardzo wyraźny sygnał, że zespół Adriana Siemieńca ma tej jesieni naprawdę sporo do powiedzenia.
3
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix
Artykuł Lanie w Częstochowie! Raków tonie, Jagiellonia płynie dalej pochodzi z serwisu weszlo.com.


Mahir Emreli trafił na 1:0 dla gospodarzy, a chwilę później Jesus Imaz wykorzystał rzut karny!
Transmisja: 