23.08.2026

Katowice to twierdza! GKS u siebie jest maszyną

W tym sezonie oglądamy dwie wersje GKS-u Katowice. Jest ta gorsza wyjazdowa. Ona póki co nie potrafi wygrać meczu, a nawet zremisować. Dostała w czapkę w Żylinie, Krakowie, Miszkolcu oraz Lublinie. Ale mamy też tę drugą, którą oglądamy w spotkaniach przy Nowej Bukowej. Ekipa Rafała Góraka u siebie gra efektownie, z rozmachem i wygrywa wszystko jak leci!

Stadion przy Nowej Bukowej to prawdziwa twierdza. W tym sezonie jeszcze nie znalazł się zespół, który byłby w stanie poradzić sobie z gospodarzami. Kto przyjeżdża do Katowic, ten dostaje oklep. Żeby znaleźć ostatnią domową porażkę ekipy Rafała Góraka trzeba cofnąć się do listopada 2025 roku! Tym razem przyjemnie wyjazdu na Śląsk nie będzie wspominać Wisła Płock.

GKS Katowice – Wisła Płock 5:0. Goście próbowali atakować, gospodarze strzelali

Po pierwszym kwadransie piłkarze Adama Majewskiego mogli czuć sporą niesprawiedliwość. Wisła bardzo dobrze weszła w mecz i praktycznie zamknęła rywala na jego połowie. GieKSa miała spore problemy, by utrzymać się z piłką dłużej niż kilkanaście sekund. Mocno aktywny w tych pierwszych fragmentach był Adam Radwański, który nie tylko dogrywał, ale i próbował samodzielnie zaskoczyć Gabriela Kobylaka. Zresztą, gdyby nie rykoszet, to jeden z jego strzałów prawdopodobnie zakończyłby się golem.

A jednak, wystarczył jeden atak tego stłamszonego GKS-u, by wynik uległ zmianie. Borja Galan rozegrał piłkę z Emanem Markoviciem, a ten drugi korzystając, że Żan Rogelj nie kwapił się do specjalnego podejścia, uderzył praktycznie w samo okienko. Gol naprawdę zacnej urody.

Dla GKS-u była to bardzo wygodna sytuacja. Nie musiał forsować tempa, a wręcz przeciwnie. Spokojnie mógł bronić się przed rywalem, który już nie atakował z takim animuszem jak przed stratą pierwszego gola, i czekać na okazję na szybkie ataki. A te regularnie się pojawiały.

Po jednym z nich Bartosz Nowak zagrał do Ilyi Szkurina (przy okazji linię spalonego złamał Marcus Haglind-Sangre), a ten próbował mijać Rafała Leszczyńskiego. Skończyło się bezsprzecznym faulem i rzutem. Z 11. metra oczywiście nie pomylił się Arkadiusz Jędrych.

Prawdę mówiąc, wynik do przerwy powinien być jeszcze wyższy. A to za sprawą Emana Markovicia, który skutecznie minął Rafała Leszczyńskiego, jednak jego strzał na pustą bramkę obronił Marcus Haglind-Sangre, który odkupił swoje winy za drugiego gola. Bardzo dobrą okazję zmarnował też Marcin Wasielewski.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Wisła miała przewagę w pierwszej połowie. W końcu dłużej utrzymywała przy piłce, więcej przebywała na połowie rywala, jednak tak naprawdę praktycznie nic z tego nie wynikało. Ciężko mówić o sytuacjach, w których sprawdzona została czujność Gabriela Kobylaka.

A GKS był wyjątkowo konkretny. Jak już wychodził z akcją, to było wiadomo że zaraz może zrobić się naprawdę groźnie. Spokojnie może policzyć z cztery okazje, które miały realne szanse skończyć się golem. Brakowało jedynie minimalnie lepszej skuteczności.

GKS rozjechał rywala w drugiej połowie. Goście byli bezradni

W drugiej połowie zamiast to Wisła pójść do jeszcze odważniejszego ataku, to GKS bardziej przeniósł grę na połowę rywala. Naprawdę trudno zrozumieć, jak to się stało, że piłkarze Rafała Góraka na początku tej drugiej części nie wpakowali piłki do siatki. Goście rozdawali przeciwnikom kolejne prezenty.

Choćby Rafał Leszczyński podał piłkę prosto pod nogi Bartosza Nowaka, jednak ten nie zorientował się w sytuacji. Dosłownie chwilę później coś bardzo podobnego zrobił Marcin Kamiński. Doskonałą okazję miał rownież Ilya Szkurin, jednak tym razem na posterunku stanął bramkarz Nafciarzy. Z kolei Emanowi Markoviciowi zabrakło spokoju w kluczowym momencie akcji.

Tak można byłoby jeszcze wyliczać, ale wszystko sprowadza się do tego, że gospodarze mieli wszystko pod swoją kontrolą. Byli zwyczajnie zespołem lepszym, bardziej jakościowym i nie popełniającym prostych błędów. W pewnym momencie nabraliśmy przekonania, że jedyną kwestią do rozstrzygnięcia jest wynik, bo zwycięzcę poznaliśmy dużo przed końcowym gwizdkiem sędziego.

GKS mógł wygrać nawet bardziej okazale lecz finalnie skończyło się na 5:0. Show w końcówce dał Bartosz Nowak. Najpierw dośrodkował na głowę Pau Resty, następnie wyłożył piłkę Ilyi Szkurinowi, a wszystko zwieńczył dograniem do Jakuba Kokosińskiego.

Ekstraklasa

5. Kolejka

GKS Katowice

5
0
Zakończone

Wisła Płock

5
Kobylak
7
Resta
1
6
Jedrych
1
5
Klemenz
6
Galán
1
7
Kowalczyk
6
Wolski
5
Wasielewski
yellow-card
8 +
Nowak
3
6
Shkurin
1
6
Markovic
1

Zmiany:

icon-swap
Erik Jirka
4
Marcin Wasielewski
icon-swap
Szymon Bartlewicz
Eman Markovic
icon-swap
Mateusz Wdowiak
Borja Galán
icon-swap
Jakub Kokosinski
I. Shkurin
1
icon-swap
Sebastian Milewski
M. Kowalczyk

Legenda

yellow-card

Żółta kartka

red-card

Czerwona kartka

yellow-card
red-card

Dwie żółte / czerwona kartka

Zdobyte gole

Gole samobójcze

Asysty

Asysty drugiego stopnia

5.0

Ocena meczowa

+

Plus meczu

Minus meczu

swap

Zawodnik zmieniony

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Fot. Newspix

Artykuł Katowice to twierdza! GKS u siebie jest maszyną pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl