15.08.2026

Trener Radomiaka chwali wejście w mecz. Gratulujemy optymizmu! [KOMENTARZ]

Wypowiedzi Tomasza Kaczmarka po meczu, w którym jego Radomiak poległ aż 0:5 przy Łazienkowskiej, można by w sumie sprowadzić do hasła: „Dziś było źle, ale w przyszłości mój zespół będzie grał ładnie i skutecznie”. Były też absurdalne słowa o dobrym wejściu w mecz. Szkoleniowiec mówił o graniu piłką, utrzymywaniu się przy niej, do czego dąży jego zespół, ale teraźniejszość w Radomiaku leży i kwiczy. I nie chodzi tylko o spotkanie z Legią i Bartłomieja Gradeckiego, który zanotował katastrofalny występ między słupkami. Radomiak to też fatalna postawa obrońców. W ogóle to drużyna, która przez dwie godziny grania w tym sezonie jest „zespołem – widmo”.

Kaczmarek zaczął pomeczową konferencję od słów, że Legia była dużo lepsza, a Radomiak przeżył trudny wieczór. Później mówił o tym, że jego drużyna trafiła na zespół, który jest na innym etapie, dużo lepiej przygotowany do grania na wysokim poziomie, m.in. dlatego, że Marek Papszun pracuje z nim dużo dłużej. Sugerował, że Legia to na razie za wysokie progi. Powtarzał też narrację, żeby zachować spokój, bo jego drużyna na pewno zmierza w dobrym kierunku.

Fragment wypowiedzi: – Celem tego meczu było, aby zagrać go w naszej tożsamości, tak, jakbyśmy chcieli grać w piłkę, czyli budując od tyłu, grając po ziemi, wyprowadzając piłkę, pokazując na każdym terenie odwagę, pressując. Będąc takim zespołem, jakim chcemy być.

I jeszcze drugi: – Takie trudne wieczory są częścią drogi, częścią rozwoju. W takich momentach najważniejsze jest to, żeby spokojnie pracować. Iść dalej w tym samym kierunku. Przed dzisiejszym meczem dobraliśmy kilka adaptacji, które bardzo dobrze pasują do tego zespołu i które w przyszłości będą dobrze wyglądały. Ale dzisiaj, ze względu na przebieg meczu, to się jeszcze na boisku nie potwierdziło.

Była też jeszcze jedna wypowiedź Kaczmarka, z Canal+Sport, ta już absurdalna. – Jeśli chodzi o pierwsze pięć minut, to dobrze weszliśmy w mecz. Cel był taki, żeby być przy piłce z większą pewnością – stwierdził szkoleniowiec, mówiąc o spotkaniu, w którym po 17 minutach jego drużyna dostawała już 0:3.

Widzę po reakcjach na jego wypowiedzi, że mało który kibic Radomiaka kupuje te słowa, tym bardziej, że padają już któryś raz, a gra jest na początku sezonu katastrofalna.

Nie dziwię się.

Obejrzałem jeszcze raz, na spokojnie, początek spotkania. Wiecie, jak wyglądało te pięć minut „dobrego wejścia w mecz” Radomiaka? Adrian Dieguez, walczący o piłkę z Łukaszem Zjawińskim, faulowany. Leży na murawie. Stoperzy podają sobie piłkę, niecelne podanie Conrado. Faul Luquinhasa. Niedokładne podanie Camary. Później Radomiak głównie biega za piłką. Gdy ją odzyskuje, po chwili traci. Faulowany Zie Ouattara. Strata Jana Grzesika, ale sędzia gwiżdże przewinienie Kamila Piątkowskiego. Rozgrywanie piłki z bramkarzem, osiem celnych podań i strata. Radomiak nie wychodzi z własnej połowy. Faul Ronaldo Lumungo. W kolejnej akcji piłkę ma bramkarz, Bartłomiej Gradecki. Próbuje rozegrać, ale myli się, trafia w Zjawińskiego. Ma szczęście, wtedy jeszcze się upiekło.

I to by było na tyle. Chwilę później padł pierwszy gol.

Sorry, ale to tak, jakby skoczek narciarski, który na mamucie w Planicy uzyskał 120 metrów, mówił na dole w wywiadzie: „Skok mi nie wyszedł, ale jestem dumny, bo świetnie odbiłem się z belki!”.

Przecież wszyscy by go wyśmiali.

Bartłomiej Gradecki był jak Emilian Dolha w meczu Wisła Kraków – Lech Poznań

Wiele osób było zaskoczonych, że w pierwszym składzie na Legię wyszedł Bartłomiej Gradecki. Przyznaję, że ja też. Podobno Kaczmarek zaplanował to jakiś czas temu. Po meczu podkreślał, że podczas przygotowań 26-latek prezentował się fantastycznie, dlatego szkoleniowiec miał już wcześniej wpaść na pomysł, żeby Filip Majchrowicz rozegrał trzy, może cztery spotkania, a później szansę dostał Gradecki. Ale czy tego typu rotowanie bramkarzami, już w sezonie, ma sens? Czy nie powinno się jednak działać bardziej na bieżąco, w oparciu o to, jak prezentuje się twoja „jedynka”?

Przecież Majchrowicz nie zawalił wcześniej spektakularnie żadnego z goli. Jeżeli ktoś się kompromitował, to przede wszystkim obrońcy. Kaczmarek jednak wymyślił, że dokona zmiany w bramce, jeszcze w meczu z mocnym i rozpędzonym przeciwnikiem, gdy twojemu zespołowi ostatnio nie idzie. Efekt widzieliśmy – najpierw błąd przy rozegraniu piłki i strzał Michala Sevcika, który był do obrony, ale piłka wpadła do siatki. Później Gradecki fatalnie odbił uderzenie po stałym fragmencie gry. Dobitka Rafała Augustyniaka i 2:0. Przy trzeciej bramce nie mógł za wiele zrobić, ale oba strzały Bartosza Kapustki, które znalazły drogę do bramki, to były przecież uderzenia z gatunku: „Solidny bramkarz musi to obronić”.

A była jeszcze sytuacja z drugiej połowy, w której 26-latek interweniował dziwacznie i bardzo nerwowo, co mogło doprowadzić do kuriozalnego gola.

Legia miała w tym meczu statystykę goli oczekiwanych na poziomie 1,65. Oddała siedem celnych strzałów, pięć wpadło do siatki, a szósty to uderzenie, które bardzo źle odbił bramkarz Radomiaka. Reszta niech będzie milczeniem.

Bartłomiej Gradecki w meczu z Legią

Bartłomiej Gradecki w meczu z Legią

Nie chcę jednak znęcać się nad Gradeckim. Postawiono na niego w pierwszym składzie nagle, w bardzo trudnym spotkaniu, gdy jeszcze ma wokół siebie bardzo źle prezentujących się kolegów. To nie są łatwe okoliczności. Nawet trochę mi go szkoda. Jego wywiad w przerwie pokazał, że już wtedy miał dość i podejrzewam, że najchętniej nie wyszedłby na drugą połowę. Nie do końca przekonują mnie tłumaczenia Kaczmarka, dlaczego po 45 minutach nie dokonał zmiany w bramce („Gradecki świetnie prezentował się na treningach, czasami przy 0:4 zmiany wcale nie są właściwym rozwiązaniem”).

Pamiętacie mecz Wisła Kraków – Lech Poznań z 2017 roku? W bramce Kolejorza wystąpił Emilian Dolha, który w kontrowersyjnych okolicznościach przeniósł się do Poznania właśnie z Wisły. I nie udźwignął spotkania. Do przerwy też było 0:4, a on zawalił trzy gole. Prowadzący wtedy Lecha Franciszek Smuda wymienił go po 45 minutach na Krzysztofa Kotorowskiego. Po meczu były selekcjoner tłumaczył, że widział w szatni gościa, który mentalnie po prostu nie nadawał się do gry.

Dla Gradeckiego spotkanie przy Łazienkowskiej było pierwszym na poziomie Ekstraklasy po ponad trzech latach. Poprzednie to 28 kwietnia 2023 roku, kiedy był bramkarzem Wisły Płock i… też był to mecz na tym stadionie. Legia wygrała wówczas 2:0, po golach Josue i Ernesta Muciego. Wtedy przy golach nie zawalił.

Radomiak Radom jest w tym sezonie zespołem – widmo. Nie chodzi tylko o bramkarza

Ale Radomiak to nie tylko problem z bramkarzem. To również fatalna obrona i dziwne wybory dotyczące składu. Spójrzmy na pierwsze mecze w sezonie.

Wygrali u siebie w pierwszej kolejce 2:1 z Wieczystą, ale w drugiej połowie beniaminek naciskał. Radomiak nie kontrolował spotkania, groźni byli zwłaszcza Lucas Piazon i Tobias Christensen. Spokojnie mogło się to skończyć remisem.

Później wyjazd do Katowic na spotkanie z GKS-em. Pierwsza połowa jako taka, na tle kolegów wyróżniał się strzelec gola, Ibrahima Camara. Ale druga? Gospodarze nacisnęli, ruszyli do przodu, a Radomiak przez 45 minut nie istniał. I wpadły trzy gole.

Mecz u siebie z Górnikiem? Goście w nieco eksperymentalnym składzie, w pierwszej jedenastce Paulo Bernardo i Peter Federico, ale obaj na tle Radomiaka wyglądali jak panowie piłkarze. Ofensywni zawodnicy zespołu z Radomia, którzy wyszli w pierwszym składzie – Fernand Goure i Che Nunnely – prezentowali się, jakby byli jeszcze zupełnie niegotowi na poziom Ekstraklasy. W pierwszej połowie w piłkę grał tylko Górnik. W przerwie ewidentnie zły Kryspin Szcześniak mówił, że to spotkanie miało wyglądać zupełnie inaczej.

Luquinhas w meczu z Legią, swoim byłym klubem

Luquinhas w meczu z Legią, swoim byłym klubem

No i mecz na Legii, gdzie Radomiak nie pokazał zupełnie nic przez pierwszych 30 minut. Wychodzi na to, że zespół Kaczmarka w tym sezonie przez 120 minut był nieobecny na boisku. Pozwalał przeciwnikom na wszystko. Radomiak przez dwie godziny grania był zespołem – widmo.

Można mówić o Gradeckim, który zawalił cztery gole, ale co przy bramce na 3:0 dla Legii zrobili obrońcy? Najpierw Ouattara nawet nie zaatakował dośrodkowującego Rubena Vinegre’a, a chwilę później Rafał Adamski miał mnóstwo miejsca, by oddać celny strzał, mimo asysty dwóch defensywnych piłkarzy Radomiaka. To był też kolejny bardzo zły występ Diegueza, który w meczu z Górnikiem praktycznie sprezentował rywalom dwa gole. Do tego w pierwszym składzie konsekwentnie wystawiany jest na lewej obronie Conrado, który o ile z przodu potrafi coś zdziałać, o tyle ma bardzo duży problem z bronieniem.

A to, chyba się zgodzicie, spory kłopot jak na obrońcę.

Wieczysta, Cracovia i Radomiak. W tych klubach Ekstraklasy pozycja trenera wydaje się najsłabsza

Kaczmarek mówi o kierunku, do którego Radomiak zmierza. Pamiętam, że przed spotkaniem z Wieczystą zaznaczał, że jego zespół będzie w pełni przygotowany dopiero za kilka tygodni. Nikt nie wymaga od niego już teraz pięknej, odważnej i skutecznej piłki, ale jednocześnie chyba nikt nie spodziewał się, że Radomiak będzie do tego stopnia „wyłączał się” w meczach, sam strzelał sobie gole albo przegrywał, również na skutek dziwnych decyzji kadrowych.

Jest jednak pewien dysonans między słowami szkoleniowca, a tym, co dzieje się na boisku.

Tomasz Kaczmarek

Tomasz Kaczmarek

Są w tej chwili w Ekstraklasie trzy drużyny, które – tak się wydaje – w ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni mogą zmienić trenera. To Wieczysta, Cracovia i właśnie Radomiak. Dodałbym może jeszcze do tej listy Raków. Ok, pokonali Hammarby, są w IV rundzie eliminacji Ligi Konferencji, ale czuję, że gdyby przegrali w najbliższej kolejce na wyjeździe z Cracovią, pod Jasną Górą znów może zrobić się nerwowo.

Nie zdziwię się, jeżeli to działacze Radomiaka nie wytrzymają i zareagują jako pierwsi. Cztery spotkania ligowe i aż 12 straconych bramek. Średnio trzy na 90 minut. Rację ma Wojciech Kowalczyk, który w piątkowym wieczornym programie na Weszło TV stwierdził, że Radomiak broni jak Lechia Gdańsk w ubiegłym sezonie. Były spotkania z drużynami, które reprezentują nas w pucharach – GKS-em, Górnikiem i Legią. Teraz przed Radomiakiem domowe mecze z Zagłębiem i Cracovią. Gdyby nie udało się wygrać żadnego z nich, perspektywa zmiany szkoleniowca znacznie się przybliży. Albo po prostu do niej dojdzie.

I wtedy nici z tych wszystkich pięknych słów i planów o tożsamości, swoim stylu i ładnej, do tego skutecznej grze w piłkę…

JAKUB RADOMSKI 

Fot. Newspix.pl 

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Artykuł Trener Radomiaka chwali wejście w mecz. Gratulujemy optymizmu! [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl