Gdy rok temu Mateusz Skrzypczak wracał do Lecha Poznań z Jagiellonii Białystok, wydawało się, że jest to transfer idealny. Do Kolejorza wracał wychowanek, który nabrał ogromnego doświadczenia i, przede wszystkim, najlepszy obrońca PKO BP Ekstraklasy. Rzeczywistość zweryfikowała jednak ten ruch zgoła inaczej, niż się zapowiadał. Dyspozycja Skrzypczaka pozostawiała wiele do życzenia. Zdaje sobie z tego sprawę sam zawodnik, który opowiedział o tym w rozmowie z „Piłką Nożną”.
Lech Poznań jest tuż przed przesuniętym rewanżem trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy, w którym zmierzy się na wyjeździe z Klaksvik. Po przebojach związanych z podróżą na Wyspy Owcze lechici mają za zadanie co najmniej nie stracić jednobramkowej zaliczki z Poznania. Niemal pewne jest, że duet stoperów Kolejorza stworzą Wojciech Mońka i Terry Yegbe. Z rolą rezerwowego musi godzić się Mateusz Skrzypczak, który rozegrał w tym sezonie dwa spotkania.
– Nie będę ściemniał, że mam to gdzieś, bo to by oznaczało, że mi nie zależy. Oczywiście, że mam w sobie jakieś negatywne emocje, ale na razie podchodzę do tej sytuacji spokojnie. Rozegraliśmy dopiero kilka meczów. Wojtek Mońka i Terry Yegbe nie dali trenerowi powodu, żeby ich zmienić, a na razie jesteśmy na takim etapie sezonu, że markery zmęczeniowe świecą się na zielono. Za kilka lub kilkanaście tygodni tych rotacji pewnie będzie więcej – mówił obrońca Lecha w rozmowie z „Piłką Nożną”.
Słaby sezon Mateusza Skrzypczaka
Terry Yegbe i Wojciech Mońka są pewniakami do gry w Lechu. Jeszcze rok temu wydawało się, że takim pewniakiem będzie Skrzypczak, który wracał do Poznania z Jagiellonii Białystok jako najlepszy obrońca w lidze. Po transferze do Kolejorza jego notowania mocno jednak spadły. Wystrzał talentu Mońki to jedna sprawa, natomiast wiele zastrzeżeń można było mieć do gry starszego z wychowanków. To także był powód, dla którego Mońka grał coraz więcej.
– Mam świadomość, że to nie była najlepsza kampania w moim wykonaniu. Nie jestem z siebie zadowolony, aczkolwiek muszę też powiedzieć, że wróciłem do innego Lecha Poznań niż ten, z którego odchodziłem. W Jagiellonii Białystok również swobodnie operowaliśmy piłką, w naszym DNA była dominacja poprzez jej posiadanie, ale graliśmy inaczej niż u trenera Nielsa Frederiksena. Dla mnie czymś zupełnie nowym było to, jak ustawiamy się przy budowaniu akcji od tyłu. Przechodzimy wtedy na trójkę z tyłu, a tercet stoperów uzupełnia zazwyczaj Michał Gurgul. Musiałem nauczyć się zachowań w takiej strukturze, bo całe życie grałem w czteroosobowym bloku obronnym. Myślę, że wystawiłbym sobie trójkę – ocenił Skrzypczak.
Dwukrotny reprezentant Polski odniósł się także do ogromnej krytyki, jego zdaniem często przesadzonej.
– W ostatnim roku miałem mecze przyzwoite, miałem bardzo słabe, ale były też takie, po których czułem, że obrywa mi się za całą drużynę. Nie zrozum mnie źle – nie chcę robić z siebie kozła ofiarnego, bo na krytykę pewnie nawet zasłużyłem. Czasami jest jednak tak, że gdy ludzie się na ciebie uwezmą, to cokolwiek zrobisz, jesteś winny. Jeśli natomiast pytasz o to, czy trykot Kolejorza waży więcej niż koszulka innych klubów, to tak, nie ulega to wątpliwości – dodał zawodnik Lecha.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Mateusz Skrzypczak wystawił sobie ocenę. Odniósł się do krytyki pochodzi z serwisu weszlo.com.