Mecz z Vallettą nie był przypadkiem w wykonaniu Rakowa Częstochowa. Bolesnej lekcji pucharowiczowi na jego własnym boisku udziela Wisła Płock, która pokazała, że chce być znacznie ciekawszą drużyną niż w zeszłym sezonie.
Raków Częstochowa – Wisła Płock 1:2. Rzuty z autu dalej w cenie
Niektórzy trenerzy obawiali się, że nowe wytyczne sędziowskie zabiją ich najważniejszy pomysł na strzelanie bramek – dalekie rzuty z autu. Przypomnijmy – wedle najświeższych zaleceń, zespoły mają, podobnie jak na mundialu, zaledwie pięć sekund na wrzucenie piłki zza linii bocznej. W ligowych realiach, czasem schodziło się z tym nawet i kilkadziesiąt sekund.
Okazuje się, że jest to przepis martwy już w pierwszym weekendzie od wprowadzenia go. Przez całą kolejkę oglądamy szarże stoperów w pole karne i pieczołowicie przygotowane wrzuty. Może ciut bardziej dynamiczne, ale jednak znacznie dłuższe niż przepisowe pięć sekund. Aut, po którym Wisła strzeliła pierwszego gola, był wyrzucany przez dokładnie 23 sekundy. To prawie pięć razy dłużej niż przewidują wytyczne…
Po co wprowadzać przepisy, skoro nie egzekwuje się ich już w pierwszych dniach, w których obowiązują?
Przecież to bezsens.
Dzięki obecności stoperów w szesnastce, Wisła ukłuła Raków. Pomógł Repka, który może sobie dopisać asystę przy golu Flisa, przedłużając wrzucenie z autu. Sam obrońca z Płocka elegancko przymierzył, nie dając bramkarzowi szans.
Pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem Wisły. Rakowowi wychodziło dużo, o ile nie wszedł w okolice pola karnego rywala. Bo tam – absolutna kaplica. Przez 45 minut pucharowicz zagroził jedynie główką Makucha, choć słowo zagroził powinniśmy na dobrą sprawę wziąć w cudzysłów. Częstochowianie byli tak kreatywni jak media społecznościowe państwowych spółek. Potwierdzali, że mecz z Vallettą wcale nie był przypadkiem, a realnym odzwierciedleniem aktualnej formy.
Zakręcony Malec
W drugiej połowie przyszedł kolejny kataklizm – wielki błąd 17-letniego Wiktora Żółneczko, który stanął w bramce po raz pierwszy na poziomie Ekstraklasy. Młody bramkarz nie zdołał złapać prostej wrzutki z lewej strony, wypluł piłkę, dopadł do niej Rogelj i wbił ją do pustaka. Szkoda chłopaka, nie zamierzamy się nad nim pastwić, pewnie stres związany z debiutem nie pomógł, no ale musimy ocenić go uczciwie. Wyraźnie obniżamy notę, bo łapanie prostych wrzutek to bramkarskie abecadło.
Podobała nam się Wisła. W odróżnieniu od drużyny Mariusza Misiury, wersja po liftingu Adama Majewskiego chciała mieć piłkę przy nodze. Nawet gdy prowadziła dwoma bramkami, to starała się trzymać grę z dala od swojej bramki. Nie zabijała meczu, nie broniła się w sposób rozpaczliwy. I dzięki temu to ona schodzi z boiska zwycięska. Raków nie zdołał się rozpędzić, a bramkę strzelił jedynie po indywidualnym błędzie Prsira, który głupim wślizgiem spowodował jedenastkę.
I tu na chwilę zatrzymajmy się przy pracy Pawła Malca, bo trochę się zakręcił.
Arbiter z Łodzi nie dostrzegł tego karnego w pierwsze tempo. Przyznamy, była to sytuacja niecodzienna. Zawodnik Wisły wykonał wślizg z wyprostowaną nogą, ale nie trafił nią ani w piłkę, ani w rywala. Przewinienie było jednak ewidentne, bo wykonał interwencję z dużym impetem i wjechał tyłkiem w nogę Jeana Carlosa, uniemożliwiając mu kontynuowanie akcji. Pomógł VAR, sprawiedliwości stało się zadość, jedenastkę wykorzystał Makuch. Na marginesie, po raz kolejny ów zawodnik jest najjaśniejszym ogniwem Rakowa. Napędzał akcje, w końcówce trafił w słupek, był też bliski wykorzystania błędu Leszczyńskiego przy wybiciu piłki.
Wracając do spraw sędziowskich, chwilę po faulu Prsira, ale jeszcze przed wideoweryfikacją, żółtą kartkę obejrzał Tudor. Mimo że Malec wrócił do akcji z faulem, nie anulował kartki Chorwata. To o tyle istotne, że kilkanaście minut później pokazał mu drugą żółtą i wyrzucił z boiska. Drugą żółtą, jak się okazało, zupełnie z czapki. I tu po raz drugi arbitra uratował VAR, który od tego sezonu może interweniować także w sytuacjach, gdy sędzia wyrzuca piłkarza z boiska wskutek niesłusznej drugiej żółtej kartki. I jest to zmiana w przepisach, której z pełnym przekonaniem przyklaskujemy.
A zatem Raków wyglądał blado. Jedynym pozytywem po tym meczu – no, poza formą Makucha, o której wspomnieliśmy – jest całkiem poprawny debiut Jerzego Napieraja, który pojawił się na boisku w 24. minucie za kontuzjowanego Svarnasa. Poza jedną sytuacją w końcówce, nie popełniał większych błędów i nieźle radził sobie w rozegraniu. To jednak mało, by myśleć o sukcesie w pucharach. Znacznie łatwiej wskazać tych piłkarzy, którzy wyglądali słabo – dziś zwłaszcza Tudor, Koczerhin, Pieńko czy Repka.
3
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. newspix.pl
Artykuł Valletta nie była przypadkiem. Wisła udziela Rakowowi lekcji pochodzi z serwisu weszlo.com.