Poprzedni sezon przyniósł masę frustracji kibicom Legii Warszawa, nowy się jeszcze nie zaczął, a fani Wojskowych już mają powody do narzekania. Gdzie bowiem nie spojrzą, to trwają zbrojenia z myślą o rozgrywkach 25/26, a w Legii? No w Legii jest bardzo skromnie, by nie powiedzieć, że biednie.
Oczywiście należy pamiętać, że mamy dopiero 24 czerwca i miesiąc do startu rozgrywek, może jeszcze Legia się ruszy i zacznie przed sezonem wyglądać jak naturalny kandydat do mistrzostwa, ale póki co trudno w to wierzyć. Na dzisiaj zespół z Warszawy wygląda jak ligowy średniak, który tylko z zazdrością może patrzeć na działania innych.
- Lech wzmacnia się przed pucharami, rozbił bank, wykupując Luisa Palmę, ugotował już dwa transfery, szykuje kolejny
- Widzew ściągnął do siebie reprezentanta Polski, Karola Świderskiego, teraz wzmocnił się w gabinetach między innymi Łukaszem Masłowskim, co daje nadzieję, że morze pieniędzy w końcu nie pójdzie w piach
- Korona Kielce zaszokowała wszystkich, ściągając z Górnika Zabrze Patricka Hellebranda, bijąc swój rekord transferowy
- Górnik Zabrze też pobił swój rekord transferowy
- GKS Katowice najpierw w ostatniej chwili zabrał Legii miejsce w pucharach, a jeszcze zasilił się Bartoszem Wolskim, co jest ruchem bardzo logicznym, Wolski to niezwykle solidny ligowiec, który może katowiczanom dużo dać
- Raków i Jagiellonia nie szaleją, ale i tak mogą patrzeć na Legię z wyższością, no bo tam są puchary, a w Legii nie ma
- Pogoń Szczecin daje pstryczka w nos i wyciąga Nsame…
Cóż, no kiedyś to inaczej wyglądało, po prostu. Kiedyś to Legia rozstawiała wszystkich po kątach, jeśli gdzieś się szukało hitów transferowych i działań z pozycji siły, to u niej, niegdyś to Mioduski z olbrzymią butą przekonywał, że mniejsze kluby powinny oddawać piłkarzy do Warszawy, bo im się to opłaci.
Dziś? Dziś klub kusi głównie marką, masą oddanych kibiców i meczową atmosferą, ale czy kolejni piłkarze mogą mieć poczucie, że właśnie tam zagrają o najwyższe cele i za największe pieniądze? To pierwsze – raczej nie, to drugie – zdecydowanie nie.
Natomiast to, że będzie ciężko, było wiadome od dawna, choćby od momentu, w którym klub przedłużał umowy z Kapustką i Augustyniakiem. To nie są źli piłkarze, ale po pierwsze – są to twarze przeciętności Legii, po drugie – są to zawodnicy mimo jakiejś klasy na tyle przeciętni, że w dobrych czasach nie mieliby miejsca w klubie. A niedawno Legia stanęła przed dylematem: żegnamy ich i szukamy następców, czy godzimy się, że o następców chociażby na tym – nie jakimś wysokim – poziomie będzie trudno, bo po prostu nasz budżet jest mizerny?
No i wybrała przedłużenie obu panów. Na tamten moment: nic dziwnego, patrząc na całość: jednak smutne.
Transfery… No są takie, jakich można by oczekiwać od ligowego średniaka. Przeorany kontuzjami Arsenić, niechciany już w Rakowie. Pierwszoligowy Zjawiński, który nie tak dawno od Ekstraklasy się odbijał i to w trzech różnych klubach. Brkić, bramkarz dość nierówny, wyrwany z Motoru, z którego ucieczki są na porządku dziennym. No i obrońca z rezerw Bayernu. Aż się przypomniał Marcel Zylla.
Oczywiście istnieje szansa, że Arsenić jako żołnierz Papszuna odkryje w sobie drugą młodość i zacznie wyglądać rewelacyjnie. Że Zjawiński pójdzie śladami Adamskiego i też nie zawiedzie. Że Brkić stworzy świetną konkurencję w bramce. Że Deziel będzie odkryciem na miarę Oyedele.
Natomiast jeśli tworzysz kadrę w oparciu o politykę transferową rodem z lat słusznie minionych w tej lidze, to znaczy, kiedy kasy było w skali Europy tyle, co kot napłakał i nawet ruch za 500 tysięcy euro budził podziw, to musisz mieć mega farta, by ze wszystkim trafić.
Legia Warszawa przed sezonem Ekstraklasy 25/26. Wygląda to źle!
Nawiązując do początku: lepiej może jednak nie być. Papszun mówi: – Czy wierzę w kolejne transfery przychodzące? Dobre pytanie. Chciałbym wierzyć, ale obserwując naszą sytuację finansową, bardziej skupiam się na chłopakach, których widzicie państwo dzisiaj na treningu. Układam sobie to w głowie tak, że transferów nie będzie.
Nie brzmi to optymistycznie.
A jeszcze dochodzi historia Nsame, który zgodził się na obniżkę kontraktu i to wyraźną, ale Legia i tak miała obawy, więc została uprzedzona przez Pogoń Szczecin. To – co widać w social mediach – mocno wkurzyło kibiców, bo taka historia po prostu nie wygląda dobrze, a klub zostaje z kwartetem napastników Colak, Zjawiński, Adamski, Rajović, co można ubrać zgrabnie w skrót CZAR, ale czarów to chyba z tego wielkich nie będzie.
Zresztą co to za czasy, żeby Legia nie miała szans na rynku transferowym z tak wieloma polskimi klubami i żeby jeszcze te kluby bez żadnego problemu Legię rozkupywały. Teraz Nsame, wcześniej Kapuadi…
Tak naprawdę największą nadzieją Legii pozostaje Marek Papszun. Ale jeśli z tak mizernego krajobrazu zmontuje coś pięknego, to po prostu będzie trenerskim geniuszem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Inni rosną, a Legia się kurczy. Smutny widok na miesiąc przed ligą pochodzi z serwisu weszlo.com.