28.05.2026

„Mówili: Przegrywy. Teraz chcą się wzorować”. Klimczak o sukcesie Lecha

Prezes Lecha Poznań Karol Klimczak w pierwszym dłuższym wywiadzie po drugim z rzędu mistrzostwie Polski opowiada o tym, jak zarządza klubem. W jaki sposób odczarowano wizerunek Lecha? Kto chce się na nim wzorować? Jak wyglądają finanse mistrza kraju i jakie rekordy na tym polu udało się pobić? Czy Lech ryzykuje na rynku transferowym? I wreszcie: czy istnieje chociaż cień szansy na to, że Robert Lewandowski znów zagra w Poznaniu? Zapraszamy.

W cyklu „Sekrety Futbolu” zajrzę za kulisy polskich i europejskich klubów. W wybrane niedziele (tym razem wyjątkowo w środę) będą na was czekać dłuższe teksty, analizy i wywiady, w których pokażę wam pracę ludzi pracujących na sukces na boisku lub w ciszy i cieniu.

***

Lech Poznań od kulis. Prezes Karol Klimczak o finansach, zarządzaniu i sukcesach klubu

Jak twardo stąpa pan po ziemi? 

Twardo, ale też nie tak asekurancko, jak czasami się zarzuca. W ostatnich latach klub wielokrotnie ryzykował, moja skłonność do ryzyka też jest na dość dużym poziomie. Pewnie dlatego, że latami konsekwentnej pracy zbudowaliśmy na tyle silne fundamenty, że jedno czy drugie zachwianie spowoduje perturbacje, ale nie zagrozi klubowi. Gdy tak jest, łatwiej ryzykować. Ogólnie nie jestem panikarzem, pojedyncze wyniki, bieżące sytuacje – to też mnie nie stresuje.

To już doświadczenie. 

Oczywiście, tak. Piotr (Rutkowski – przyp.) mówi, że naszą przewagą konkurencyjną jest to, że najważniejsi ludzie w Lechu są z nim długo związani. Jak wiesz, co zrobiłeś źle, to drugi raz tego nie zrobisz. Możesz popełniać nowe błędy, ale starych nie powtórzysz. To skala doświadczeń.

O kontakt z ziemią pytałem, bo ciekawi mnie, jaka była satysfakcja, gdy zobaczył pan swoje nazwisko na banerze kibiców. W pozytywnym wydźwięku. 

To było bardzo miłe, sympatyczne. Doceniam obiektywizm kibiców. Kiedy było za co pochwalić, to podziękowali. Prawie dwadzieścia lat to zajęło, ale mamy to! (śmiech)

Nie wiem, czy pan to obserwuje, ale hasło „Gablota wstydu” też zostało odczarowane. Jest „Gablota dumy”. 

Wygrać mistrzostwo Polski – świetna sprawa. Wygrać powtórnie – wielka rzecz. W dodatku było to trzecie mistrzostwo na przestrzeni pięciu lat, nie trzeba było długo czekać. Taka częstotliwość sprawia, że można powiedzieć: ostatnie pięć lat to są lata Lecha Poznań. Jesteśmy z tego dumni, bo to nagroda za trud, za wiele błędów. Musieliśmy nauczyć się pokory i przeanalizować, co chcemy robić. Jaki jest nasz przepis na budowanie silnego Lecha.

Więc jaki? 

Najbardziej w tym wszystkim cieszy konsekwencja. Nie ma rozchwiania emocjonalnego, pokusy, żeby docisnąć i zrealizować genialny pomysł. Robimy swoje, jesteśmy elastyczni, szybko podejmujemy decyzje, ale w tym nurcie, który sobie wyznaczyliśmy. Przez lata gablota była słabo wypełniona, do tego dochodziły porażki w pucharach – nie tylko nasze, polskie kluby miały z tym problem, to rzutowało na całą Ekstraklasę, która była źle oceniana, miała pejoratywną łatkę. Poziom się podnosił, ale zderzenie z europejskim topem wciąż powodowało szok poznawczy. Dlatego tak nas oceniano.

Karol Klimczak

Pejoratywne było też hasło o zielonym Excelu. Długo walczył pan z tym mitem i chyba się udało. 

Ten Excel nie zawsze był zielony. W ostatnich dwóch sezonach nie był. Świecił na czerwono, wielkimi liczbami… Nie ukrywaliśmy tego, ale nadal ryzykowaliśmy. W poprzednim sezonie wydaliśmy 8 milionów euro na transfery, żeby zawalczyć o Ligę Mistrzów i jak najdłużej grać na kilku frontach. Nigdy nie ukrywaliśmy liczb, sytuacji finansowej, chcieliśmy po prostu tłumaczyć kibicom, jakie są realne możliwości. Kibice nie zawsze to kupowali.

Może niezbyt dobrze tłumaczyliście. 

My regularnie się komunikujemy, niezależnie od okoliczności. W przerwach między rundami udzielamy wywiadów, spotykamy się z dziennikarzami, regularnie organizujemy też spotkania z kibicami, pojawiają się na nich kierownicy wszystkich działów, odpowiadamy na wszystkie pytania, tłumaczymy. Wie pan, różnica jest taka, że jak mówimy po mistrzostwie, to reakcja jest taka: „O, to ciekawe!”. A jak akurat sportowo nie jesteśmy na szczycie, to mówiąc te same rzeczy, słyszymy: „Dobra, dobra, nieważne, gdzie są transfery?” (śmiech). Tak już jest, że w sporcie ważna jest cierpliwość. Kibic chciałby sukcesu, tymczasem trzeba budować, poprawiać, dokładać. To chcieliśmy przekazać, ale gdy mówiliśmy, że inwestujemy na miarę naszych możliwości, to zarzucano nam sknerstwo, skąpstwo, zielonego Excela… Przykład. Jako pierwsi w Polsce od kilkunastu już lat co 3-4 sezony publikujemy audyt finansowy, więc kibice doskonale wiedzą, ile mamy pieniędzy, z jakich źródeł i jak je wydatkujemy. W tym roku wydamy kolejny, ale rozszerzony audyt, nie zabraknie w nim szczegółów dotyczących naszej działalności w kilku innych obszarach, nie tylko finansowym. Wszystko po to, żeby zarówno rynek piłkarski, jak i przede wszystkim nasi fani zrozumieli, w jaki sposób działamy. Wracając do pytania kwestii pieniędzy – model, który wymyśliliśmy, okazał się skuteczny.

To znaczy? 

Mamy tyle pieniędzy, ile sami wypracujemy. Nie mamy właściciela, który wyłoży nieograniczone pieniądze. Funkcjonujemy w zamkniętym kole – zarabiamy, żeby wzmacniać sport, akademię. Pierwszy zespół gra w Europie, wygrywa, więc mamy okna pogodowe: sprzedają się koszulki, bilety i znów wracają pieniądze na sport, akademię. To przynosiło efekty, ale teraz efekt skali jest większy. Pieniędzy przybywa i przybywa. Teraz największą odpowiedzialność stanowi ich umiejętne wydanie, bo widzimy, że duże pieniądze pojawiły się też w naszym ligowym otoczeniu i nie zawsze oznaczają sukces. Trzeba wybierać własne, najlepsze ścieżki rozwoju.

Strategia Lecha Poznań przyniosła sukces. „Konsekwencja jest na bardzo wysokim poziomie”

Ci, którzy najwięcej wydali, mówili nawet, żeby na Lechu się nie wzorować, bo to przegrywy… 

Nie jestem naiwny. Po mistrzostwie, składając pracownikom gratulacje, pisałem: są kryzysy, przegrane mecze, ale teraz macie moment celebracji i świętowania, bo na to zasłużyliście. Ale zdaję sobie sprawę, że to sport. To jest i piękne, i trudne. Za chwilę wszyscy będą mieli zero w tabeli i zaczynamy od nowa. Natomiast ci, którzy mówili, że jesteśmy przegrywami, teraz mówią: świetny model, świetna robota, chcemy się na was wzorować.

Powinni? 

Są różne najlepsze modele. Każdy musi brać pod uwagę lokalne uwarunkowania społeczne, gospodarcze. Poszukać swojej strategii po prostu.

Wydaje mi się jednak, że w odkłamaniu waszego wizerunku pomogły nie tylko wasze sukcesy, ale też porażki konkurencji. Bo na ich tle wasze rozsądne planowanie, inwestowanie, okazało się słuszniejsze. Widzimy Legię, która co chwilę jest w trudnej sytuacji sportowej i finansowej. 

Niezwykle ważna jest wewnętrzna spójność w klubie. Nie różne pomysły, wizje, w zależności od działu. Musi być jedno światło, wspólnota działań. Dla każdego działu, obszaru funkcjonowania klubu, sukces ma inną definicję, ale na końcu wszystko wpada w jeden model, który przetrwa lepsze i gorsze momenty. Mam nadzieję, że nie zabrzmię zbyt arogancko, ale uważam, że w Lechu konsekwencja jest na bardzo wysokim poziomie. I to od kilku lat. Robiliśmy błędy, ale nie zmienialiśmy strategii.

Karol Klimczak

Jakąś wyrwą w strategii był jednak Mariusz Rumak. 

Nie powiem tak. Znaliśmy trenera, jego warsztat, on znał nas. Wydawało nam się, że wystarczy, że dokona delikatnych korekt, bez zmiany stylu gry, dokręci śrubeczki, wyreguluje i jedziemy. Krótkoterminowo miało to zadziałać. Niestety, to się nie udało. Nie nazwę tego jednak odstępstwem, bo od początku informowaliśmy, że to trener tymczasowy, który ma pomóc w określonym terminie. My ten czas poświęcaliśmy na szukanie nowego szkoleniowca.

Dr Ian Graham twierdzi, że dane i informacje nie wykluczą błędu, ale ograniczą ryzyko. Nawet do 70%, więc warto. Wam firma zewnętrzna pomagała z wyborem trenera pierwszego zespołu, teraz pomaga to robić w rezerwach. 

To usługa o charakterze doradczym. Określiliśmy kryteria, parametry i firma, która ma dobrą prospekcję rynku, pomogła wyłowić kandydatów – było ich około trzydziestu. Reszta to nasze działania. Tutaj zadziałał nasz dział naukowy, który po analizie zaprezentować pięciu, sześciu z nich i tutaj już mieliśmy konkretne spotkania. Chcemy po prostu zwiększyć prawdopodobieństwo właściwego wyboru. To element budowania klubu opartego na liczbach, parametrach – tak to dokładnie brzmi w naszej strategii. Widać to na boisku, ale też w innych obszarach, bo dane pomagają w analizie sprzedaży, marketingu. Wiemy, co funkcjonuje, co eliminować, co podtrzymać. Jesteśmy coraz większą organizacją i musisz to kontrolować. Łapiemy się na tym, że lista uczestników klubowej imprezy po mistrzostwie to 451 osób. Bez nikogo z zewnątrz. Zaczynaliśmy z czterdziestoma.

Niels Frederiksen, Lech Poznań i praca na daych. „Trendy były dobre i to się sprawdziło”

Jednym z nich jest Niels Frederiksen. Dlaczego nie zwolniliście go w momencie, w którym byłaby decyzja nie tylko powszechnie akceptowalna, ale może nawet pożądana?

Z prostego powodu – pracujemy na danych. Wyniki nie były zadowalające, ale w liczbach wyglądało to ok, trendy były dobre. Wierzyliśmy, że jeśli damy mu czas, to zespół wróci na ścieżkę mistrzowską. I to się sprawdziło.

Trener podpisał nowy kontrakt. Podobno negocjacje były trudne. 

Powiedziałbym, że nie, bo zwykle mówi się to w kontekście finansów. W tym zakresie doszło do szybkiego porozumienia. Trener zostawił sobie furtkę, miał inne ciekawe oferty z rynku klubowego czy nawet reprezentacji. Mistrzostwo Polski i zaufanie, którym Niels nas darzy, sprawia, że wierzy, że nie spoczniemy na laurach, tylko będziemy chcieli osiągnąć kolejny cel. Wszystko to spowodowało, że trener z nami został, co bardzo cieszy. Rozwój klubu i pierwszej drużyny to sytuacja, w której nie chcesz wielu zmian, bo one stanowią element niepewności. Trener zdobył dwa mistrzostwa. Ma narzędzia i wiedzę.

Na pewno nie oceniacie samego wyniku. 

Performance jest bardzo ważny. Na Gali Ekstraklasy Niels powiedział coś, co dla nas jest równie ważne. Bardzo pochwalił akademię, jakość pracy z młodzieżą.

Czyli tego nie było w skrypcie.

Przeczytał, co było napisane, wiadomo! (śmiech)

Nie chodziło mi o pieniądze, lecz o to, czego Niels Frederiksen wymagał, co chciał mieć zagwarantowane. Klauzule, budowa zespołu… 

Klauzule się równoważą, tak bym powiedział. Trener dobrze to ujął na jednej z konferencji – każdy trener chciałby mieć opcję wyjścia, każdy klub chciałby mieć opcję wypowiedzenia. Szybsze wzmocnienia to coś spójnego z tym, czego sami chcemy. Bo chcemy być mocniejsi, ale jak najszybciej. To trudne, bo inni mają mundial, urlopy, my musimy być gotowi na start lipca. Poprzednie okno było trudne, byliśmy poharatani kontuzjami ważnych zawodników. Rozpoczynaliśmy sezon ze stratą jakości i… nie mieliśmy szczęścia w losowaniu. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale Crvena Zvezda i Genk to nie było łatwe losowanie. Wypracowaliśmy sobie punkty i rozstawienie, jednak na końcu szczęście wciąż się przyda. Dlatego zmienimy osobę, która jeździ na losowania!

Jak Lech Poznań zarabia na sukcesie? Karol Klimczak o rekordowych przychodach klubu

Wspomniał pan, że macie strukturę organizacyjną, która pozwala wam generować przychody po osiągnięciu sukcesu. W jaki sposób? 

Mamy taką własną teorię tzw. okien pogodowych. Gdy wszystko się zgadza, jest dobra atmosfera i sukces sportowy, to klub musi być gotowy na szybkie działania w tym także oczywiście ciekawą ofertę dla kibica. Wszystko musi być wykreowane, wymyślone, gotowe do wprowadzenia, żeby wycisnąć tę cytrynę na maksa. Ostatni sezon to absolutnie rekordowe liczby właściwie w każdym obszarze. Ponad 210 milionów złotych przychodów, prawie 30 tysięcy sprzedanych koszulek – co jest fajnym miernikiem tego, jak kibic postrzega klub – najwyższa frekwencja w historii Ekstraklasy średnio ponad 31 tys. kibiców na każdym meczu, do tego 26-27 milionów zł przychodów z handlu przy utrzymaniu dobrej marży. To są właśnie efekty bycia przygotowanym do tego, że okno się otworzy i jest dobra pogoda.

Przykładem są koszulki mistrzowskie. Ile możecie zarobić na takim produkcie? 

W tym sezonie sprzedaliśmy w tydzień kilkanaście tysięcy koszulek, razem pewnie sprzedamy 20 tysięcy albo więcej, cena znana – 80 zł. Marży nie ujawnię, ale wystarczy to na okrągło przeliczyć. I pamiętajmy, że dochodzą nowe elementy kolekcji mistrzowskiej. Ale to nie tylko chęć zysku, kibic chce świętować sukces, pokazać, że należy do rodziny Lecha. W Wielkopolsce jest świetna atmosfera wokół Lecha i każdy chce żyć tym sukcesem.

Kuba Szlendak na XYZ wyliczał, że przychody ze sprzedaży koszulek meczowych przekroczą 10 mln zł.   

Sprzedaż jest rekordowa i w następnym roku zapiszemy w budżecie wyższy poziom sprzedaży. Kiedyś patrzyliśmy, ile sprzedają kluby skandynawskie, czeskie i wydawało się, że liczby Slavii Praga są absolutnie nie do osiągnięcia, a teraz widzę to tak, że w następnych latach – jeszcze nie teraz, ale niedługo – naszym celem będzie 50 tysięcy sprzedanych koszulek. Taka pierwsza, większa baza.

Nie mówi pan o marży i zysku z tych gadżetów, więc powiedzmy chociaż, czy to realnie zwiększa budżet klubu? 

Patrzmy na budżet klubu jak na wspólny zbiór. Wiaderko, do którego spływają wszystkie pieniądze z biletów, transferów, praw telewizyjnych, dnia meczowego. One nie są znaczone. Z tego wiaderka trafiają na inwestycje, utrzymanie akademii, infrastrukturę, pensje pracowników i utrzymanie czy wzmocnienie pierwszego zespołu. Na koniec najczęściej w tym wiaderku niestety trochę brakuje, ale chodzi też o to, żeby skala tych wpływów, masa przychodów była coraz większa. I tutaj znowu wracamy do tego sprzężenia zwrotnego, więcej zarabiamy po stronie biznesowej, więcej inwestujemy w pierwszą drużynę, w akademię, infrastrukturę klubu, to więcej zarabiamy w sporcie, w rozgrywkach UEFA, ze sprzedaży zawodników, więcej sprzedajemy w biznesie. I tak dalej…

Jak zamierzacie zwiększyć wpływy z dnia meczowego? Frekwencję macie rekordową, ale w Polsce to Legia najlepiej wyciska matchday

To bardzo ciekawe, bo… zależy kto co liczy. W Lechu przychód z dnia meczowego to nie są bilety czy handel. To tylko to, co kibic wyda na konsumpcję na stadionie. I to nam dynamicznie rośnie, i także w tym obszarze notujemy najwyższe w historii przychody. Na meczach mieliśmy 370 tysięcy paragonów z cateringu, czyli obsłużonych kibiców jeszcze więcej.

Dlatego kupiliście spółkę Stadion Poznań? 

Z kilku powodów. Po pierwsze, żeby nabyć i posiadać kompetencje techniczno-technologiczne, bo my ten stadion na co dzień utrzymujemy, podnosimy jego standard, wykańczamy powierzchnie, które są wykorzystywane komercyjnie, ponosimy koszty facility management i to nas kosztuje kilkanaście milionów złotych rocznie. To jedna rzecz, druga to potrzeba kompetentnego podmiotu biznesowego, który właśnie sprzedaje Enea Stadion jako bardzo ciekawe miejsce, organizuje eventy, duże koncerty całostadionowe. Obiekt musi być wykorzystany na maksa, jak scena w teatrze. Kończy się mecz z Wisłą Płock, feta na murawie, o północy wchodzi firma, która zaczyna montować scenę na koncert.

Stadion musi żyć poza dniem meczowym. Na Parken mają biura i nawet ule na dachu, żeby zarabiać na czym tylko się da

Pierwsze skojarzenie – Bułgarska? Mecz Lecha. A to tylko część tego co dzieje się na Enea Stadionie. Mamy w strategii takie hasło: Stadion 365. To bardzo dużo aktywności i wydarzeń na Enea Stadionie, tych mniejszych i codziennych i tych większych, o których mówi cała Polska, to również komercjalizacja powierzchni, po wcześniejszym ich przygotowaniu do najemców. Podam kilka liczb. Stadion Poznań to 49 koncertów w Klubie Muzycznym B17 i 60 tysięcy uczestników tych wydarzeń, około 100 eventów na samym stadionie.

Karol Klimczak i Piotr Rutkowski

Karol Klimczak i Piotr Rutkowski. Fot. Newspix

Lech Poznań zarabia i… traci na Europie? Finansowe kulisy gry w pucharach

Spytam przekornie: dużo tracicie na Europie? Bo patrzę na porównanie wpływów z UEFA i kluby, które odpadły w fazie ligowej Ligi Europy zarobiły więcej niż Lech, który awansował w Lidze Konferencji. 

No tak… Liga Konferencji dała Ekstraklasie niesamowitego kopa. Jest wręcz stworzona dla nas na tym etapie: umożliwiła nam zebranie punktów i zarabianie pieniędzy. Natomiast trzeba zrobić kolejny krok. Pod względem atrakcyjności sportowej i finansowej Liga Europy jest ciekawsza, że o Lidze Mistrzów nie wspomnę. Za moment mistrz Polski automatycznie może grać w Lidze Mistrzów, ale wyzwaniem będzie ten ranking utrzymać. Bo w Lidze Konferencji punktujemy dobrze, ale w Lidze Europy możemy nie punktować, bo będzie mniej meczów choćby w eliminacjach, a potem rywale trudniejsi. Może być trudno utrzymać to miejsce, może być jakieś wahnięcie. Jako Lech chcemy iść krok po kroku. Marzymy o Lidze Mistrzów, chcemy się wzmocnić i zawalczyć.

Pójdę za ciosem w kwestii „strat” z Europy. Ile faktycznie kosztuje gra w Europie? Cała logistyka, system premiowy, koszty po waszej stronie? 

To jest oczywiście uzależnione od wielu zmiennych typu kierunki lotów, długość tych lotów itd., ale można przyjąć, że Europa kosztuje nas ponad 40 proc. wszystkich przychodów z Europy.

Patrzy pan na inne kluby w Europie od strony finansowej? Próbuje czerpać z ich rozwiązań? Ciekawy model ma wspomniana Slavia – ogromną część wypłaty stanowią bonusy.

Najlepiej, i to dotyczy pewnie każdej branży, posiadać jak najniższe, w miarę elastyczne koszty stałe i te zmienne determinowane poziomem sprzedaży, liczbą klientów, sprzedanych usług itd. Świat idealny. Ale z drugiej strony, każdy oczekuje gwarantowanej, pewnej, niezależnej od wszystkiego wypłaty. Nasz system to mix, kwota gwarantowana, na tyle wysoka, która umozliwia pozyskanie jakości i kwota zmienna, ktora daje nam tą elastyczność i bezpieczeństwo, bo uzależniona jest od tego ,,co na murawie”.

Inna sprawa, że ten ranking i rozstawienie dają komfort. Nie trzeba się obawiać, że jeden dwumeczu wywróci cały budżet. 

W poprzednim sezonie pierwszy raz w historii zaplanowaliśmy, że udział w Lidze Konferencji będzie wpisany w budżet. W tym roku zrobimy dokładnie to samo, bo to efekt naszej pracy i chcemy zachować spójność logiczną. Wydajemy duże pieniądze na transfery, z tego musi być zwrot w Ekstraklasie, frekwencji, ale też w Europie. Gdybyśmy zakładali, że wydamy 8 milionów euro i odpadniemy z pucharów… To byłoby oszukiwanie samych siebie.

Swoją drogą – wspomniane 8 milionów euro znacznie przekroczyło wasz pierwotny plan budżetu transferowego. 

Czyli byliśmy konsekwentni: nie ulegać emocjom, danej sytuacji, mieliśmy nie docisnąć i docisnęliśmy! Tak poważnie: wydaliśmy więcej, bo było nas na to stać. To nie tak, że pieniądze leżały w sejfie i wyciągnęliśmy jakieś oszczędności. Po prostu spojrzeliśmy na możliwości i powiedzieliśmy sobie: ok, wyłożymy zdecydowanie więcej na transfery, bo chcemy grać jak najdłużej w Europie. Mamy dobrego trenera, zawodników, dajmy sobie szansę na dobre występy w europejskich pucharach. Wiedzieliśmy, że nawet bez awansu do tych ważniejszych rozgrywek, mogliśmy takie pieniądze wydać, więc to nie był skok w nieznane. Byliśmy w stanie odrobić to z przychodów w kolejnym sezonie.

Filip Dutkowski mówił mi kiedyś, że zachodnie kluby potrafią wydać na najdroższy transfer 10-15% przychodów i to najbardziej różni zachodnie „ryzyko” od tego naszego.

Ale my robimy takie transfery, ale to jest znowu ta mało interesująca historia, bo robimy to krok po kroku, długie lata coś budowaliśmy. Czy zbudowaliśmy? Nie, budujemy dalej, po prostu jak wszyscy chcemy więcej, ale robimy to odpowiedzialnie i z głową.

Lech ma zdrowy wskaźnik wynagrodzeń do przychodów, ale koszty utrzymania drużyny wyraźnie wzrosły. Ma pan jakąś granicę bezpieczeństwa, której nie chcecie przekroczyć?

Ta granica bezpieczeństwa może być opisana wieloma miernikami uwzględniającymi poziom kosztów stałych, zdolność do obsługi zobowiązań w krótkim i długim okresie, miernikami na poziomie tylko pierwszej drużyny, ale też na poziomie ekonomii całego klubu, bo sport, w tym pierwsza drużyna, to nie jest samotna wyspa tylko element całego ekosystemu klubowego. Prostym syntetycznym miernikiem jest relacja kosztów wynagrodzeń zespołu do przychodów, więcej wydajemy w tej pozycji, bo wiemy, że nas stać na to, bo rosną przychody klubu.

W kwestii pucharów mam jeszcze ciekawostkę. Czemu pan nie jeździ na wyjazdowe mecze w Europie? 

Byłoby to ciekawe dla mnie jako kibica, intrygujące, natomiast w tym czasie pracuję w klubie. Zresztą nawet w Polsce nie jeżdżę na wyjazdy. Nie jestem przesądny, ale gdy pomyślałem pojadę do Radomia, taki ważny mecz, to stwierdziłem: skoro nie jeżdżę, to nie pojadę! (śmiech) Może teraz zacznę latać na mecze, ale mam sporo aktywności związanych z zarządzaniem klubem, do tego rada nadzorcza Ekstraklasy, zarząd PZPN, więc mam co robić.

Lech, Ekstraklasa i PZPN. Klimczak: Ze strony PZPN potrzeba dialogu. Mamy prawo być partnerem

Skoro o PZPN… Piłka klubowa w Polsce idzie w górę. Związek niekoniecznie dorównuje jej tempem wzrostu. 

Rzeczywiście sądzę, że – patrząc na budżety największych klubów – krzywe za jakiś czas się przetną i nasze budżety przekroczą wartość rocznego budżetu PZPN. To jest jakiś miernik rozwoju Ekstraklasy.

Umówmy się, że nie chodzi tylko o budżety, ale też o, nazwijmy to, kulturę organizacji.

PZPN jest stowarzyszeniem, pewne decyzje podejmuje się trudniej. Jest więcej interesariuszy, którzy uczestniczą w procesach decyzyjnych. W klubie ścieżka jest efektywniejsza. Natomiast jesteśmy członkiem PZPN i będziemy z nim współpracować.

On z wami też będzie? Bo ostatnio chciał wam zabrać Superpuchar, co spowodowałoby milionowe straty i ogromne zamieszanie. 

Oczekujemy takiej współpracy i takich decyzji, które nie będą nas zaskakiwać, które będą przemyślane, przedyskutowane. Decyzji, które będą zapadać z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie będziemy w maju rozmawiać o liczbie Polaków w składzie, gdy za chwilę jest okno transferowe, a kluby mają wieloletnie kontrakty z zawodnikami. Nie chcemy być zaskakiwani decyzją o zmianie lokalizacji meczu na dwa miesiące przed Superpucharem.

Cały czas są utarczki, nieścisłości. 

Wydaje mi się, że ze strony PZPN potrzeba więcej dialogu – tak jak choćby właśnie w temacie młodzieżowca. Obowiązku wystawiania nie ma, ale można podnieść solidne pieniądze z murawy. Chodzi nam o wsłuchanie się w głos Ekstraklasy, klubów. Dostrzeżenia, że to na tyle silni i znaczący partnerzy, że trzeba brać ich opinię pod uwagę, traktować po partnersku. Mamy do tego prawo w obszarach, które nas dotyczą i tego oczekujemy. Poza tym po prostu w wielu kwestiach jesteśmy ekspertami. Podam przykład tematu młodzieżowca. Po długich starciach zostało osiągnięte nowe porozumienie. Wygraliśmy tę klasyfikację, nasi młodzi gracze, wychowankowie, mocno przyczynili się do wywalczenia mistrzostwa. Zarobimy na tym ponad 2 mln zł.

Czy jako Lech czujecie szansę na bycie partnerem największej polskiej marki – Roberta Lewandowskiego? Wasze relacje się poprawiły, Robert zaprosił nawet pana i Piotra Rutkowskiego do Barcelony, ale nie udało się wybrać. 

Mam nadzieję, że będziemy zaproszeni w nowe miejsce. Tylko jeszcze nie wiemy gdzie!

Może do Poznania? 

Byłoby idealnie, ale wiemy, że tak się nie stanie. Może w przyszłości… Świetnie mieć dobre relacje z taką personą i takim zawodnikiem, taką marką jak Robert Lewandowski. Mogę być dumny z tego, że spędził dwa lata w Poznaniu. Nasze relacje się odbudowały, faktycznie. Myślę, że to kwestia czasu i tego, że otoczenie Roberta poznawało mnie, Piotra, widziało, jak pracujemy. I tego, że nie chcemy wykorzystywać marki Lewandowskiego do własnych celów, że nie oczekujemy niemożliwych rzeczy. Raczej po prostu chcemy przypominać, że to wielka część historii Lecha, że zawsze będzie pierwszoplanową postacią tej historii. Przełomem było stulecie, w którym Robert chętnie uczestniczył i pomógł budować rangę tego wydarzenia. Gdy mówimy o polskiej piłce klubowej to myślimy: Robert Lewandowski, Lech Poznań. I tego nikt nam nie zabierze.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Artykuł „Mówili: Przegrywy. Teraz chcą się wzorować”. Klimczak o sukcesie Lecha pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl