Arka Gdynia już naprawdę jedną nogą spadła z Ekstraklasy. Najwidoczniej nikt jej nie powiedział, że w tak trudnej sytuacji w tabeli ciężko już specjalnie kalkulować. Piłkarze Dariusza Banasika, żeby realnie liczyć się w grze musieli zdobyć trzy punkty. To im się nie udało, ale prawdę mówiąc średnio im na tym zależało. Zagrali o remis i to osiągnęli. Tyle że taki rezultat nie daje im praktycznie nic.
Arka pod wodzą Dariusza Banasika zaczęła obiecująco. Od zwycięstwa z Zagłębiem i niezłej gry w Krakowie, która dała remis. Tyle że efekt nowej miotły już minął i w ostatnich tygodniach beniaminek wygląda słabiutko.
- 0:3 z Jagiellonią,
- 1:4 z Piastem,
- fartowny remis z Lechem 1:1.
Teraz dopisujemy do dorobku bezbramkowy podział punktów z Górnikiem. Patrząc na klasę rywala wynik nienajgorszy, aczkolwiek przez sytuację w tabeli tragiczny. Arka, żeby myśleć o utrzymaniu musiałaby wygrać dwa ostatnie mecze. Nie chcemy być pesymistami, ale przy takiej grze sześć punktów w meczach z Bruk-Betem i Rakowem nie brzmi jak najbardziej realny scenariusz.
Arka Gdynia – Górnik Zabrze 0:0. Beniaminek postawił zasieki i zamurował dostęp do własnej bramki
Arka wymyśliła sobie, by w meczu z Górnikiem praktycznie powtórzyć to, co przyniosło jej punkt w ostatnim starciu w Poznaniu. Gospodarze oddali przestrzeń i głęboko się cofnęli, czekając na kolejne ataki przeciwnika. Wyglądało to tak, jakby nikt im nie powiedział, że w ich sytuacji muszą zrobić wszystko, by sięgnąć po trzy punkty. Remis beniaminka w żaden sposób nie urządzał.
Z założenia piłkarze Dariusza Banasika chcieli po odbiorze piłki błyskawicznie ruszać do kontry. W praktyce fazy przejściowe zbyt wielkiego zagrożenia nie przyniosły. Marcel Łubik w pierwszej połowie był kompletnie bezrobotny. Najgroźniej pod jego bramką zrobiło się gdy w pole karne dwukrotnie zapuścił się Hermoso, który w obu próbach fatalnie się pomylił.
Górnik sukcesywnie był wybijany z rytmu. Kolejne faule, przepychanki i opóźnianie wznowienia gry sprawiało, że goście mieli problem, by na dobre rozwinąć skrzydła. Najwięcej zagrożenia stwarzał Maksym Chlań. Ukrainiec był bardzo aktywny, szukał pojedynków, próbował strzelać, a raz świetnie zagrał do Erika Janży, którego płaskie zagranie do Sondre Lisetha jednak nie dotarło do adresata.
Trudno powiedzieć, by piłkarze Michala Gasparika przeprowadzali jakiś masowy szturm na bramkę Jędrzeja Grobelnego, ale mieli swoje okazje. Choćby po świetnym podaniu od Lukasa Sadilka złym przyjęciem sytuację zmarnował Lukas Ambros. Goście z czasem się rozkręcili i już pod koniec pierwszej części rywalizacji wyglądali znacznie lepiej niż w pierwszych minutach. Tuż przed zejściem do szatni po rzucie rożnym powinni wyjść na prowadzenie, jednak w ostatniej chwili na linii bramkowej zdążył zainterweniować Vladislavs Gutkovskis.
W każdym razie po pierwszej części rywalizacji wydawało się, że misterny plan Arki na bronienie bezbramkowego remisu zaczyna przeciekać. Beniaminek bronił się coraz bardziej rozpaczliwie i tylko na kwestię czasu wyglądało strzelenie pierwszego gola przez gości.
Arka zrobiła zdecydowanie za mało, by wygrać. Jedna sytuacja nie wystarczyła
Mogliśmy się łudzić, że może to taki plan, by przetrwać pierwszą połowę, a w drugiej rzucić się do ataku. Minuty mijały i mijały, a Arka wciąż skupiała się na tym, by Jędrzej Grobelny skończył mecz z czystym kontem. Była jedna próba Dawida Kocyły obroniona przez Marcela Łubika i przez długi czas to byłoby na tyle.
Po raz pierwszy groźnie pod bramką Zabrzan zrobiło się w 88. minucie. Podkreślmy to, w 88. minucie. Zespół, dla którego zwycięstwo w tym meczu było kwestią absolutnie fundamentalną pierwszą stuprocentową okazję stworzył sobie na dwie minuty przed końcem podstawowego czasu gry. Przed doskonałą szansą stanął Sebastian Kerk, jednak jego uderzenie mogło być znacznie lepsze, a tak piłkę zdołał odbić Marcel Łubik.
Sebastian Kerk mógł zapewnić Arce zwycięstwo w końcówce, ale nie wykorzystał świetnej sytuacji!
pic.twitter.com/XNSTDP29xI
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 13, 2026
Pamiętamy, jak za Dawida Szwargi Arka co prawda przegrywała jak leci na wyjazdach, ale już u siebie była niezwykle groźna. To właśnie w tym upatrywaliśmy szanse beniaminka na utrzymanie. Twierdza Gdynia w tym momencie już nie istnieje. Górnik o wynik realnie drzeć mógł przez jakieś 15 sekund, gdy piłka odbijała się w jego polu karnym i w końcu trafiła pod nogi Sebastiana Kerka.
Co do Zabrzan, też oczekiwaliśmy od nich znacznie więcej. Jak po pierwszej części mogliśmy znaleźć powody, by ich chwalić, tak po przerwie takich już było niewiele. Poza fragmentem w ostatnim kwadransie, gdy piłkarze Michala Gasparika mocniej zaatakowali, to nie widzieliśmy prób, które realnie mogły i przynieść powodzenie.
Tyle że Górnik wygrał już Puchar Polski i de facto nic nie musi. Na finiszu może powalczyć o miejsce na podium, realnie nawet o wicemistrzostwo, ale nawet jeśli skończy przykładowo czwarty, to nie będzie to żaden koniec świata. Zabrzanie mogli, a Arkowcy musieli. Nie wygrali, więc powoli mogą zacząć się oswajać ze spadkiem na zaplecze Ekstraklasy.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
Czytaj więcej o Ekstraklasie na Weszło:
- Augustyniak z nowym kontraktem. „Ważna jest stabilizacja”
- Ali Gholizadeh zostaje w Lechu! Pomogło wsparcie klubu i kibice [KULISY]
- Legia czyści kadrę! Napastnik może już szukać nowego klubu
Artykuł Arce nikt nie powiedział, że do utrzymania potrzebuje zwycięstw pochodzi z serwisu weszlo.com.