Legia Warszawa wzorowo rozwiązuje problemy odtwarza znanego mema z cyklem życia. Aktualnie znajdujemy się w punkcie, w którym w stolicy głowią się nad tym, jak załatać dziurę w budżecie i przeprowadzić rewolucję kadrową za pół darmo. Bo pieniędzy na transfery – jak co parę okienek – nie ma.
Pomni tego, co było przed rokiem, gdy o pustkach w kasie Legii Warszawa pisał Łukasz Olkowicz i był przez klub rugany, że dach nie przecieka (poza tym wcale nie padało) zaznaczmy: zawsze jest szansa, że wzorem ubiegłego lata spanikowana Legia wpadnie na pomysł udobruchania kibiców i kosztem czegoś innego pieniądze na ruchy przychodzące wysupła. Źródła z klubu twierdziły wówczas, że to Marcin Herra forsował strategię wydawania dużej kasy, żeby pokazać, że Legia jest silna, bogata i nie ma mowy o kryzysie.
Spis treści
- Ekstraklasa. Legia Warszawa znów bez pieniędzy na transfery
- Transfery. Legia Warszawa chce zrobić rewolucję bez pieniędzy
- Starzy i przeciętni piłkarze. Ulubiony plan Legii Warszawa na transfery
- Ekstraklasa. Legia Warszawa bryluje w transferach starych piłkarzy. Szansy dla wychowanków znów nie będzie?
- CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
Ekstraklasa. Legia Warszawa znów bez pieniędzy na transfery
Ten sam facet mówił wówczas, że „zna przepis na mistrzostwo”, co potem próbowano zrzucić na przeprowadzających wywiad podkasterów z kanału „Kilka Słów o Legii”. Bo jak to się zestarzało — wszyscy wiemy. Brak mistrzostwa to jedno, ale skala utopionych w wyniku awanturniczej polityki transferowej pieniędzy, okazała się ogromna. Zaczynając od wyłożenia milionów na Miletę Rajovicia, którego wszyscy dookoła Legii odradzali, ale uznano, że trzeba reagować, bo kibice ogłosili protest i bez dużych transferów nie wrócą na trybuny.
W każdym razie — zobowiązania z poprzedniego roku w połączeniu z brakiem wyniku sportowego dobiły budżet Legii, więc wersja, w której narracja o kryzysie finansowym klubu jest przykrywana milionami na wzmocnienia na kredyt, tym razem jest naprawdę mało prawdopodobna. Zwłaszcza że w skupionym wokół Legii środowisku mówi się, że teraz trzeba działać odwrotnie i sprzedawać, żeby zasypać dziury i pokryć zobowiązania. Źródła twierdzą, że będzie to o tyle trudne, że nawet w samej Legii patrzą na swoją kadrę i stwierdzają, że nie ma w niej gości, na których można dobrze zarobić.
Zero zaskoczenia, bo do podobnych wniosków dojdzie nawet zwykły kibic. Legia Warszawa ma skład starszy niż średnia wieku Ekstraklasy (27,7 lat vs 27,13 według CIES Football Observatory), więc zamiast opędzlowania zdolnego młodziaka (wzorem Jana Ziółkowskiego) szykuje się próba wypchnięcia niewypałów i odzyskania części pieniędzy ze strzałów takich jak wspomniany Rajović. W środowisku mówi się też, że latem stolicę mógłby opuścić też Kamil Piątkowski, który niedawno zmienił agencję, ale traktujmy to jako plotkę. Wszak ogrom zmian w obronie sprawia, że Legia może chcieć zatrzymać tego, kogo zatrzymać się da.
W każdym razie: powszechną wiedzą jest, że Legia Warszawa na transfery ma zero złotych, zero euro i będzie starała się podpisywać wolnych zawodników. Meczyki przechwyciły zresztą dokument o planach transferowych, który to potwierdza – stoi w nim, że Legia chce transferów darmowych lub czasowych i inne są mało prawdopodobne.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Transfery. Legia Warszawa chce zrobić rewolucję bez pieniędzy
Nie oznacza to jednak, że ruchu w interesie nie będzie. Ot, trzeba się po prostu nastawić na zbieranie z rynku tych, którzy z jakiegoś powodu wylądowali w pośredniaku. Według informacji Meczyków plany są ambitne, bo dotyczą:
- napastnika,
- dwóch „dziesiątek” operujących za jego plecami,
- dwóch środkowych pomocników,
- dwóch obrońców.
I to tylko absolutnie priorytetowe ruchy, gdyby włączyć drugą grupę (niższy priorytet), mówilibyśmy o czterech kolejnych piłkarzach. Legia Warszawa rozpisała sobie oczywiście jakąś strategię, ale… Mamy nadzieję, że w stolicy używają wyłącznie egzemplarzy elektronicznych, bo drukowanie tego wszystkiego to ogromna strata dla planety. Szkoda makulatury i drzew, skoro co chwilę plany lądują w koszu.
Krótka historia planów Legii Warszawa na dwóch przykładach. Ameryki Południowej oraz Azji. W obydwu przypadkach źródłem TVP Sport.
„Zdaniem dziennikarza Piotra Kamienieckiego, w Warszawie chętnie zaczęliby sprowadzać zawodników bezpośrednio z Ameryki Południowej. Przede wszystkim z takich krajów, jak: Brazylia, Argentyna, Kolumbia i Peru. W tym celu nawiązano współpracę z osobami, które mają być odpowiedzialne za nadzór kolejnych rynków transferowych”.
„Warszawski klub celował w pewne projekty międzynarodowe. Legia mocno zaangażowała się w obserwację rynku japońskiego. Na Łazienkowską trafił Ryoya Morishita, a na celowniku było kilku innych zawodników”.
Nie chodzi nawet o to, że po Elitim i Morishita okazali się jednorazowymi strzałami. Chodzi o to, że teraz, według Meczyków, Legia Warszawa skupia się wyłącznie na piłkarzach z paszportem Unii Europejskiej, bo są tańsi w utrzymaniu. Projekty południowoamerykańskie oraz japoński można chyba uznać za zwinięte. Formalnie, bo że temat dawno nie istnieje, wiemy nie od dziś.
Starzy i przeciętni piłkarze. Ulubiony plan Legii Warszawa na transfery
Tym razem w strategii Legii Warszawa znalazło się na przykład to, że chciałaby ściągnąć za darmo lub wypożyczyć kompletnego napastnika, który biega minimum 33,5 km/h. Kto zna rynek dziewiątek, ten wie, że to wyzwanie na miarę wyprawy po złoto Smauga, ale zobaczymy – może Frediemu Bobiciowi i Piotrowi Zasadzie się to uda. Im, bo Michała Żewłakowa wśród osób podpisanych pod papierami nie ma. Może dlatego, że w środowisku są przekonani, że Legia Warszawa go spakowała i ma go zastąpić Radosławem Kucharskim, może z innych powodów…
W każdym razie plan Dariusza Mioduskiego, żeby dać Żewłakowowi drugą szansę, skończył się tak, że od paru miesięcy po rynku krąży informacja, że władze Legii nie widzą sensu w kontynuowaniu tej współpracy.

Mocne jest jednak to, że Legia chciałaby za darmo lub na zasadzie wypożyczenia pozyskiwać piłkarzy w wieku 20 – 28 lat. Kręć się, kręć wrzeciono: w zasadzie od dawna słyszymy na przemian, że Legia chce odmłodzić skład/w Legii brakuje doświadczenia. Brzmi to o tyle zabawnie, że z klubem z Warszawy łączeni (i prawdopodobnie dogadani, przynajmniej jeden z nich) są:
- 32-letni Zoran Arsenić,
- 31-letni Ivan Brkić.
Zaraz usłyszymy, że to wyjątki i reszta będzie w widełkach, ale… Słyszeliśmy to nieraz i zawsze kończyło się tak samo. Kompletnym brakiem spójności w ramach danej „strategii”. Chociaż gdyby akurat zechcieć poszukać punktów wspólnych planu Dariusza Mioduskiego na klub, to można zauważyć, że charakteryzuje go nie tylko konsekwentne obniżanie jakości zespołu, ale też zalewanie go starzejącymi się zawodnikami, którzy:
- rzadko są tani,
- rzadko są na tyle dobrzy, że są warci płaconych im pieniędzy.
Ekstraklasa. Legia Warszawa bryluje w transferach starych piłkarzy. Szansy dla wychowanków znów nie będzie?
Legia Warszawa od sezonu 2017/2018, gdy Dariusz Mioduski urządzał klub po swojemu, ściągnęła dwudziestu czterech piłkarzy w wieku dwadzieścia dziewięć plus. Od razu zaznaczam: uwzględniam 29-latków, bo w ich przypadku podpis pod kontraktem oznacza, że w trzydziestkę wejdą jako piłkarze Legii, więc oddaje to w pełni postarzanie składu. To naprawdę dużo oraz oczywiście więcej niż w analogicznym okresie wydarzyło się transferów U-21.
Pod względem transferów starzejących się piłkarzy, Legia wyróżnia się, wręcz dominuje w Ekstraklasie. Jeśli nie wierzycie, dodajmy szybkie porównanie. Naprawdę szybkie, uwzględniające największego w teorii rywala Legii Warszawa – Lecha Poznań – oraz dwa losowe kluby, które przez niemal dekadę rządów Dariusza Mioduskiego grały w Ekstraklasie – Jagiellonię Białystok i Piasta Gliwice. Wynika z niego, że:
- Legia Warszawa ściąga większą liczbę piłkarzy w wieku 29+ niż wszystkie trzy zespoły (i w zasadzie równą wynikowi łącznemu Piasta oraz Lecha),
- Procentów takich transferów w skali wszystkich ruchów też znacząco przerasta wynik każdego z klubów.

Legia Mioduskiego dziadzieje więc dosłownie i w przenośni. W dodatku raczej nie zamierza tego zmieniać, bo mówić można wszystko, ale o praktyce opowiadał nam przecież Przemysław Zych, który latami pracował w akademii. To, że młodzież była ignorowana i nie dostawała szans, było jednym z powodów jego odejścia z klubu.
– Nie chciałem czekać kolejnej dekady, aż moje marzenia związane z Legią się spełnią. One się nigdy nie ziściły i pewnie nie ziszczą. Nie chciałem czekać, aż ktoś na górze dostrzeże zawodników takich jak ci, którzy przez lata z niej odchodzili. Walukiewicz, Łakomy, Peda, Mosór, Potulski… Było ich wielu, za chwilę będą kolejni. (…) Żałuję, że nawet w momencie kryzysu sprzed kilku lat taka szansa dla młodzieży nie przyszła. Wydawało mi się, że mając przed sobą sezon przejściowy, można byłoby to zrobić. Było utrzymanie, jakieś zaufanie kibiców na rok czy dwa lata. Natomiast to się nie wydarzyło, pociąg wrócił na dawne tory. I za chwilę znów będzie taka sama sytuacja. Różnica jest taka, że teraz Legia ma nawet lepszych zawodników, którzy czekają na szansę, i ma ich więcej – mówił w wywiadzie z Weszło.
„Tworzył akademię Legii, wskazuje problemy. „Brakuje wspólnego modelu”
W klubie mają teraz masę wychowanków, niektórych nawet ogranych na zapleczu Ekstraklasy. Skoro nie ma pieniędzy na transfery, skoro trzeba płacić niższe pensje, można sięgnąć po kilku z nich. Tyle że podejście do wychowanków wygląda wiosną tak, jak się spodziewano. Przykładem Samuel Kovacik, którego wciągnięto do kadry pierwszego zespołu, przez co traci czas na ławce rezerwowych, nie grając ani w jedynce, ani w rezerwach, ani na jakimś wypożyczeniu.
Powodzenia z nową strategią, Legio.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Kozioł ofiarny. Kulisy nerwowych dni w Koronie Kielce
- Zaginął słuch o Przyborku. Dlaczego Polak nie gra w Lazio?
SZYMON JANCZYK
fot. FotoPyK
Artykuł Jak co jakiś czas… Legia nie ma na transfery (ale ma nową strategię!) pochodzi z serwisu weszlo.com.