Mamy pomysł dla Widzewa Łódź na to, jak w łatwy sposób może ograć Lechię Gdańsk w kluczowym meczu. Wystarczy wyjść w dziesięciu – wówczas Lechia nie ma pojęcia co robić i jest dużo mniej groźna niż przy grze w równych składach.
Wydawałoby się, że gdy rywal jest w osłabieniu, no to drużynie powinno być łatwiej, bo tamci – ze względu na liczbowe ograniczenie – mogą zgubić krycie, źle się ustawić, albo paść kondycyjnie, skoro trzeba wyrobić kilometry za tego jednego, który zszedł. Dla Lechii działa to jednak inaczej. Ona chyba wolałaby prosić sędziego, żeby ten nikogo u przeciwnika nie wyrzucał, bo to dla niej tylko kłopot. Widzieliśmy to wczoraj, kiedy przy jedenastu na jedenastu Lechia straciła jednego gola, a przy jedenastu na dziesięciu już dwa i przegrała bardzo ważny mecz z Radomiakiem.
Ale oczywiście to nie przypadek, tylko reguła:
- Lechia vs Piast. Gospodarze grają z przewagą od 24. minuty i strzelają jedną bramkę, ale jedną też tracą i kończy się remisem
- Lechia vs Korona. Tutaj udało się wygrać, natomiast gdy Korona grała w pełnym składzie, nic nie strzeliła, a gdy straciła zawodnika, walnęła dwie bramki
- Lechia vs Cracovia. Ekipa Carvera prowadzi 1:0, ale goście uciekają się do podstępu – za dwie żółte kartki z boiska schodzi Knap. Podstęp popłaca, osłabiona Cracovia strzela gola i mecz znów kończy się podziałem punktów
- Raków – Lechia. Na tablicy wyników 1:1, Raków nie chce stracić nic z puli, więc też musi coś wymyślić. Boisko – niby przymusowo… – opuszcza Struski i wszystko idzie już jak z płatka, jest wygrana 2:1. Co ciekawe, ale czy znowu takie zaskakujące, Lechia oddaje mniej celnych strzałów w przewadze niż oddała przy równych składach
Lechia nie potrafi grać w przewadze i to też wina trenera
Sami widzicie, mecz w Radomiu nie był wypadkiem przy pracy, tylko naturalną konsekwencją tego, że Lechia grając jednego więcej nie dowozi tematu. Może to wynikać z wielu rzeczy, ale na pewno jest obciążające dla trenera. Wydaje się bowiem, że Carver nie potrafi przygotować swojego zespołu na taki przebieg spotkania – gdy trwa strzelanina, akcja leci w jedną i drugą, to Lechia jest mocna, bo ma mocny przód. Natomiast ta ofensywa nie wygląda już tak okazale, kiedy rywal w dziesięciu skupia się w pierwszej kolejności na defensywie, a dopiero w drugiej na atakowaniu. Wówczas ci piłkarze już głupieją.
A też od tego jest trener, by swoich podopiecznych na takie sytuacje przygotować. Tymczasem Lechia nie wygląda na drużynę, która jest przygotowana, kiedy przecież czerwona kartka w futbolu to nie jest święto lasu, tylko dość regularna historia.
Wykorzystując grę w przewadze w meczach z Piastem czy Cracovią, Lechia miałaby już cztery punkty więcej i nie musiałaby z takim przerażeniem patrzeć na czerwoną kreskę. Dodając do tego, powiedzmy, po punkcie z Radomia i Częstochowy, sytuacja byłaby jeszcze lepsza. To były faktyczne łupy, wszystko zależało od Lechii. Teraz trwają marzenia, by pięć punktów odjęte przed sezonem wróciły na konto, ale tam sędzią będzie ktoś inny niż sami piłkarze i trener.
Niestety wygląda to na dużego kalibru głupotę, która po prostu może kosztować Lechię pobyt w Ekstraklasie. Zaraz mecz z Widzewem, który przy wygranej łodzian zepchnie Lechię do strefy spadkowej, a przecież akurat u siebie Widzew punktuje ostatnio dobrze.
Jeśli jeszcze wyjdzie na boisku w dziesięciu… Oj, może być krucho z biało-zielonymi.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Piłkarz Radomiaka oczyszczony z zarzutów w sprawie gwałtu
- Baltazar nie myśli o Europie z Radomiakiem. „Musimy być poważni”
- Baltazar naprawił Radomiaka po Feio. Kapitalny mecz w Radomiu!
fot. Newspix
Artykuł Pomysł dla Widzewa na mecz z Lechią. Niech zagra w dziesięciu! pochodzi z serwisu weszlo.com.