Legia Warszawa przystępuje do meczu z Widzewem Łódź po dotkliwej porażce w Poznaniu z Lechem, gdzie lider Ekstraklasy okazał się lepszy, wygrywając 4:0. Skutecznością w stołecznej ekipie dalej nie zachwyca Mileta Rajović, który wiosną strzelił tylko trzy gole. Na temat jego kiepskiej formy i decyzji Marka Papszuna o pozostawieniu na boisku w Poznaniu rozmawialiśmy w programie „Czarna eLka” na kanale Weszło TV.
Przypomnijmy: w 21. minucie rywalizacji z Lechem czerwoną kartkę za faul na Leo Bengtssonie obejrzał Rafał Augustyniak. Ostatecznie, została ona anulowana przez Komisję Ligi, co oznacza, że gracz Legii będzie mógł wystąpić w starciu z Widzewem. Przeciwko Kolejorzowi Marek Papszun musiał sobie przez dłuższą część meczu radzić jednak bez podstawowego obrońcy i chwilę po wykluczeniu dokonał zmiany w składzie.
Cierpliwość do Rajovicia się kończy. „On ma sytuacje, ale…”
Napastnika Rafała Adamskiego zmienił obrońca Artur Jędrzejczyk, a na boisku pozostał irytujący fanów Rajović. Zdaniem wielu, 26-latek często nie bierze udziału w grze i podczas budowania akcji można odnieść wrażenie, że Legia gra z nim w składzie o jednego mniej. – My widzimy to samo. Oczekujemy więcej od niego, aby utrzymywał piłki w prostych sytuacjach. Stać go na to, musi się bardziej skoncentrować – powiedział Papszun dodając jednak, że nie żałuje swojej decyzji z niedzieli.
– Zmianę z Lechem zrobiłbym taką samą, bo Adamski z sześciu piłek stracił pięć, więc nie rokowało to dobrze. Jest też słabszy w polach karnych i stąd taka decyzja. Z Rajoviciem nadal jednak pracujemy i wymagamy więcej. On potrafi się znaleźć w sytuacjach, nawet z Lechem doszedł do trzech okazji, gdzie był blisko, ale jednak bramka nie padła. Czekamy na to, aby te sytuacje monetyzował. O to finalnie chodzi – dodał 51-letni szkoleniowiec.
Logicznego uzasadnienia decyzji szkoleniowca próbował dopatrzeć się Marcin Szymczyk z portalu Legia.net. – Adamski nie gra na pozycji numer dziewięć u Papszuna. Jest nim Mileta i ewentualnie Nsame. Jeżeli chciał kogoś ściągać, to wiadomo, że nie zrobisz tego z jedynym napastnikiem. Nie da się jednak ukryć, że on był poza meczem często w tym spotkaniu.
– Zgadzam się z Papszunem, że Adamski nie zaliczył dobrego występu. Miał sporo strat, a koniec zirytował złym przyjęciem na pięć metrów, gdzie jeszcze sfaulował Oumę. Rajovic nie zrobił jednak w tym czasie nic specjalnego. Nie patrzyłbym więc tutaj na te 20 minut, a na 20 meczów, które ostatnio rozegrał. W porównaniu do Adamskiego dawał zespołowi zdecydowanie mniej. Czasem się zastanawiam z przymrużeniem oka, czy w umowie transferowej nie jest zapisane, że im zagra więcej minut, tym łatwiej będzie można ją anulować i Legia te wydane na niego pieniądze odzyska – dodał były piłkarz Legii Michał Kopczyński.
– Przy tej czerwonej kartce pewnie zastanawiałbyś się, czy nie przydałby się Legii jakiś szybkościowiec z przodu. Ktoś taki, kto powalczy w dryblingu i wywalczy faul. Tak jak w poprzednim sezonie robili to Luquinhas czy Ryoya Morishita. To jest główny problem tego klubu, że tak skonstruowana została kadra. Inna sprawa, że można też było wyjść z Nsame – podsumował Wojciech Kowalczyk.
Mimo wszystko, Rajović w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach strzelił 10 goli i jako jedyny piłkarz Legii osiągnął dwucyfrową liczbę trafień. Przed sezonem został pozyskany z Watfordu za 3 miliony euro.
O poprawę bilansu powalczy w piątkowy wieczór przeciwko Widzewowi Łódź. Rywalizacja będzie zacięta, gdyż Legia znajduje się tuż nad strefą spadkową z tylko jednym punktem przewagi nad rywalami. Początek meczu o godzinie 20:30.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Leśnodorski o Elitimie: Gra nerwów, mądry ruch Widzewa
- Tomas Pekhart wierzył w otrzymanie posady w Legii. Musiał obejść się smakiem
- Piłkarz Legii z nowym kontraktem. Oficjalnie przedłużono umowę
fot. FotoPyk
Artykuł „On ma sytuacje, ale…”. Cierpliwość do Rajovicia na wyczerpaniu pochodzi z serwisu weszlo.com.