30.04.2026

Golański: Mogę być dumny z tego, co zrobiłem w Motorze [WYWIAD]

Paweł Golański pod koniec ubiegłego roku przestał być dyrektorem sportowym Motoru Lublin. Możliwe, że w najbliższym czasie znajdzie zatrudnienie w innym miejscu, ale w naszej rozmowie skupiliśmy się przede wszystkim na ponad rocznym okresie pracy w klubie finansowanym przez Zbigniewa Jakubasa.

Dlaczego jest dumny z tego, co zrobił w Motorze? Jakiego argumentu przy rozstaniu nie przyjął od właściciela? Za co najbardziej ceni Zbigniewa Jakubasa, a gdzie widzi pole do poprawy w jego zachowaniu? Jak to było z zainteresowaniem wielkich klubów Brightem Ede? Czy nie korciło go, żeby prosić o zwiększenie budżetu transferowego? Jaką przyszłość widzi przed Mateuszem Stolarskim? Zapraszamy.

*

Pojawiają się doniesienia, już nawet w trybie oznajmującym, że znów będzie pan dyrektorem sportowym Korony Kielce.

W mediach często pojawiają się różne wieści. Wiadomo, że z Koroną jestem też związany emocjonalnie i zazwyczaj, gdy dzieje się coś ważnego wokół niej, to w jakimś kontekście moje nazwisko się przewija. Ostatnio byłem na obchodach 20-lecia kieleckiego stadionu, zostałem też ambasadorem klubu.

Co do mojej pracy, mogę powiedzieć, że są zapytania z klubów Ekstraklasy. Mam dwa projekty, które naprawdę poważnie biorę pod uwagę plus jeden z I ligi. Na dziś nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że to m.in. Korona. Jestem po słowie z niektórymi osobami i jeszcze musimy poczekać. Ale myślę, że niebawem wrócę do Ekstraklasy.

Czyli od nowego sezonu wraca pan na dyrektorską karuzelę.

Zobaczymy, jaki scenariusz życie napisze. Ono potrafi być przewrotne, natomiast moje sprawy osobiste są już na tyle poukładane, że mogę się oddać w stu procentach nowemu projektowi. Najnormalniej w świecie brakuje mi takiego codziennego działania. Czas spędzony w Koronie i Motorze uważam za bardzo udany. Chciałbym wrócić na tę drogę i dalej walczyć.

Paweł Golański: Niemieszkanie w Lublinie to nie był dla mnie argument

Logistyka związana z życiem prywatnym w głównej mierze decydowała o pana pożegnaniu w Motorze, przynajmniej zdaniem Zbigniewa Jakubasa. Według niego dyrektor sportowy powinien mieszkać na miejscu i być dostępnym cały czas, a u pana nie było to możliwe. Czuł pan, że głównie o ten aspekt chodziło?

Gdy się rozstawaliśmy, też usłyszałem, że prezes oczekuje od ludzi w klubie, żeby właśnie tak to wyglądało. Powiedziałem panu Jakubasowi, że absolutnie się z tym nie zgadzam. Do swoich obowiązków podchodziłem rzetelnie i mieszkanie gdzie indziej nie miało żadnego wpływu na efekty mojej pracy. Oczywiście właściciel może mieć swoje spojrzenie na tę sprawę, ja przedstawiłem swoje argumenty i sprawa się zakończyła.

Uważam, że jeśli dyrektor sportowy dysponuje czasem tak, że wie o wszystkich wydarzeniach w klubie, to nie musi siedzieć na miejscu w biurze po osiem godzin dziennie. Nie takie jest jego zadanie. Działając w tej roli masz dużo wyjazdów na mecze czy spotkań z piłkarzami, agentami i tak dalej. Wszystko jest kwestią właściwej organizacji. Ja byłem zadowolony, jak to całościowo wyglądało. Miałem też świetny kontakt z drużyną, ze sztabem i prezesem Jabłońskim. Wyraziłem więc swoje zdanie, dla mnie niemieszkanie w Lublinie nie było argumentem, żeby się rozstawać, ale właściciel miał prawo do takiej decyzji.

Żeby była jasność: rozstaliśmy się w normalnych relacjach, bez palenia mostów. Kontakt zachowujemy. Może nie jakiś bardzo częsty, ale ostatnio była wymiana smsowa związana ze świętami.

Na początku taki układ nie był problemem dla Zbigniewa Jakubasa? Z jego wypowiedzi wynika, że stało się to dopiero po jakimś czasie, na podstawie jego obserwacji. 

Powtórzę: dla mnie praca dyrektora sportowego nie polega na siedzeniu w gabinecie od 8 do 16. Nie takie jest moje wyobrażenie co do tej funkcji i tak samo widzą to koledzy po fachu, z którymi nieraz rozmawiałem. Dyrektor tak naprawdę jest pod prądem 24 godziny na dobę. Czasami prowadzisz negocjacje transferowe w nocy, bo tego wymaga sytuacja.

W Motorze na początku w ogóle nie rozmawialiśmy na ten temat. Właściciel wywnioskował to sobie później i dzielił się tym w wywiadach. I to był tak naprawdę jedyny argument. Pan Jakubas powiedział jasno, że z mojej pracy był zadowolony. Z transferów trudno być niezadowolonym. Potem zresztą właściciel przyznał mi na spokojnie, że podjął tę decyzję pod wpływem emocji. Byłem trochę zaskoczony, ale przyjąłem to ze spokojem. Trzeba iść dalej.

Paweł Golański

Zbigniew Jakubas zmienił też chyba oczekiwania co do samych kompetencji dyrektora sportowego. Zaczął oczekiwać, że będzie on czuwał nad rozwojem całego klubu, monitorował rezerwy i postępy w akademii.

Można powiedzieć, że to akurat przeważnie mieści się w kompetencjach dyrektora, który odpowiada za cały pion sportowy. Nie można jednak dać się zwariować. W pierwszej rozmowie ze Zbigniewem Jakubasem powiedziałem, że bardzo mi zależy na rozwoju akademii. Podobnie zresztą jak drugiego zespołu, choć tu jego spojrzenie trochę rozmijało się z moim. Finalnie rezerwy Motoru udało się zachować.

Zaznaczałem jednak, że aby móc coś więcej powiedzieć o postępach w tej materii, potrzeba czasu. To, że Motor dzięki inwestycjom właściciela ma odpowiednią infrastrukturę, to jedno. Teraz dochodzi aspekt ludzki, czy akademia od razu jest na tyle mocna, żebyśmy mogli już oczekiwać sukcesów od drużyn młodzieżowych. W trakcie mojego pobytu w Motorze nastąpiła zmiana dyrektora akademii. Grzesiek Koprukowiak przeniósł się do Odry Opole, dlatego ściągnęliśmy Michała Świerszcza, mocno związanego ze sportem lubelskim. Położyłem duży nacisk na współpracę z lokalnymi klubami. Tego wcześniej nie było. Akademia Motoru ma być najmocniejsza w regionie, ale to jest proces, na efekty musimy poczekać. Nie zobaczymy ich z z roku na rok.

Często podaję za przykład akademię Lecha Poznań, której kulisy funkcjonowania poznaliśmy podczas kursu dyrektorskiego PZPN. Minęło tam siedem lat, zanim wytransferowany został pierwszy zawodnik wchodzący do dorosłej drużyny z akademii. Trzeba tu chłodnego spojrzenia, pewnych rzeczy się nie przyspieszy. Wszyscy chcielibyśmy, żeby już dziś w pierwszym zespole było 4-5 chłopaków z rocznika 2008 czy 2009, ale zazwyczaj nie jest to takie proste. Z każdym kolejnym rokiem powinno być coraz lepiej.

Paweł Golański: Założyliśmy, że Bright Ede nie odejdzie za mniej niż 10 mln euro

Między panem a Zbigniewem Jakubasem wystąpił jeszcze jeden rozdźwięk: komunikaty ws. stopnia zainteresowania Brightem Ede. Pan mówił, że są oferty od wielkich klubów i nie jest to wymysł mediów. Właściciel Motoru twierdził, że nie było żadnej oferty, przy czym coś takiego rozumie jako porozumienie uzależnione od przejścia testów medycznych.

Tę sprawę też potem poruszyłem z prezesem Jakubasem. Od początku trzymaliśmy się w klubie wersji, że Bright nie odejdzie od nas za mniej niż 10 mln euro. Tak ustaliliśmy i twardo przy tym obstawaliśmy. A zainteresowanie było naprawdę konkretne. Osobiście rozmawiałem z dyrektorem Manchesteru United, który był nawet na jednym z letnich sparingów Motoru, żeby oglądać Ede. Przez telefon padły wtedy bardzo atrakcyjne kwoty, natomiast powiedziałem mu o wspomnianych ustaleniach z właścicielem. Nie było szans, żeby Zbigniew Jakubas zmniejszył swoje żądania, więc nawet nie widziałem sensu w wysyłaniu mniejszej oferty.

Zbigniew Jakubas zakładał, że jeśli nie uzyska żądanej ceny, Bright zostanie, będzie się dalej rozwijał i być może kiedyś zgłosi się ktoś, kto spełni oczekiwania klubu. Moim zdaniem mówimy o obrońcy z ogromnym potencjałem. Oczywiście możemy go oceniać tylko na podstawie występu z GKS-em Katowice, po którym wylała się na niego fala krytyki. Ja go jednak widziałem przez półtora roku w treningu i wiem, jaki progres wykonał i jak duże ma możliwości. Skoro takie marki jak Chelsea czy Manchester United jeździły za nim, oglądały go i rozmawiały ze mną na jego temat, o czymś to świadczy. Wiele się wokół niego działo. I tak samo jest teraz. Ja już w klubie nie jestem, ale pewne wiadomości do mnie docierają. Na niedawnym meczu kadry U-19 z Włochami znów pojawiło się kilku wysłanników z zagranicznych gigantów i to nie skauci.

Co do naszej komunikacji w tej sprawie. Ludzie zawsze szukają pewnych nieścisłości i rzeczywiście one tutaj wystąpiły. Z perspektywy czasu zachowałbym się inaczej i powiedział zainteresowanym klubom, żeby wysłały ofertę na naszego maila i na pewno się do niej odniesiemy. Trzymałem się jednak twardo wyjściowych ustaleń, przez co może wyniknęło więcej medialnego zamieszania.

Szum transferowy chyba zaszkodził Ede. Od tamtej pory gra mniej, a jeśli już się pojawia na boisku, prezentuje się słabiej niż w swoich pierwszych meczach w Ekstraklasie.  

Czy mu to zaszkodziło? Kwestia interpretacji. Mówimy o wciąż bardzo młodym zawodniku. Czy media o czymś pisały czy nie, dochodziło do niego, że jeden czy drugi klub jest zainteresowany. Normalna sprawa w futbolu. Obniżone loty? Na pewno mniej teraz gra. Możemy mówić, że z GKS-em Katowice wypadł słabiej, ale wcześniej z Rakowem wypadł bardzo dobrze. Nie oczekujmy od chłopaka grającego raz na kilka tygodni, że nagle będzie najlepszy na boisku. Rzadko tak się zdarza. A u nas widzę, że jest to nagminne.

Przykład Oskara Pietuszewskiego. Porównujemy zdecydowanie wyższą półkę, Oskar jest na zupełnie innym etapie kariery, ale chodzi o schemat. Gdy założył koszulkę dorosłej reprezentacji Polski, wielu oczekiwało, że on nam od razu wygra mecz i będzie wymiatał. No nie, to są naprawdę wyjątkowe przypadki. Spokojnie, chłodna głowa.

Bright Ede

Jaki miał pan wpływ na zimowe okno transferowe w Motorze? Skończyło się na jednym późnym zakupie, plany były inne.

Nie miałem już żadnego wpływu. Przy rozstawaniu się wyraźnie powiedziałem właścicielowi, że nie chcę, żeby to spadało na mnie. Nie byłoby to uczciwe względem samego klubu. Skoro mnie miałoby już wtedy nie być, niech odpowiedzialność wezmą osoby, które wiedzą, że zostaną w Motorze.

Paweł Golański: Byłem rozczarowany tym, jak wyszło z Antonio Seferem

Motor nigdy nie imponował rozmachem transferowym na tle konkurencji. Nie korciło pana czasem, żeby namówić Zbigniewa Jakubasa na głębsze sięgnięcie do kieszeni – zwłaszcza że bez problemu mógłby sobie na to pozwolić?

Mieliśmy jasne ustalenia i się ich trzymaliśmy. Pamiętam, gdy wylało się na mnie dużo krytyki z pytaniem, dlaczego my nie ściągamy piłkarzy jak Widzew. Z prostej przyczyny: jest właściciel, który coś ustala, prezes, który wszystko nadzoruje i jesteśmy my, czyli pion sportowy. Ustalamy, że na zakupy mamy tyle i tyle, i w tym musimy się zmieścić. Koniec, kropka. Nie było mowy, żeby się obrażać i mówić, że pan Jakubas mógłby wyłożyć 2 czy 3 mln euro. Jeśli na wstępie na coś się godzimy, to szukamy piłkarzy pasujących do tych założeń.

Patrząc na zawodników, których ściągnęliśmy i przełożenie na punkty, mogę być niezwykle zadowolony i dumny z tego, co udało się zrobić. Ci piłkarze mają dziś olbrzymi wpływ na drużynę.

To proszę wymienić dwa nazwiska, z których jest pan szczególnie zadowolony i dwa największe rozczarowania.

W pierwszej rubryce tylko dwóch nazwisk nie wymienię, bo jest ich więcej. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Na pewno trzeba powiedzieć o ofensywie, czyli Karolu Czubaku, Ivo Rodriguesie i Fabio Ronaldo. To w tym sezonie główne armaty Motoru, z czego jestem dumny.

Przychodząc do Motoru, w kadrze pierwszego zespołu zastałem jednego młodzieżowca, Filipa Lubereckiego. Stwierdziłem w rozmowie z właścicielem, że jestem zwolennikiem ściągania młodzieży, o ile nie mamy odpowiednich chłopaków z akademii, bo ci mieliby pierwszeństwo. Takich jednak na tu i teraz nie mieliśmy, dlatego szukaliśmy na zewnątrz. Udało się sprowadzić Brighta, regularnego kadrowicza U-19. Udało się sprowadzić Paskala Meyera, który był transferem zdecydowanie nieoczywistym. Chłopak z rezerw Holstein Kiel, który ma niezwykły charakter i charyzmę, jesienią trafił do reprezentacji U-20. Uwielbiam takich zawodników. Ostatnio na meczu z Niemcami w Lublinie kibice skandowali jego nazwisko. Paskal poszedł im podziękować. Budujący widok.

W kadrze Motoru jest też Franciszek Lewandowski, rocznik 2008, pozyskaliśmy go z Championa Warszawa. Z tego także jestem niezwykle zadowolony.

Oczywiście w tej pracy wykonujesz też ruchy, z których nie jesteś dumny albo jesteś rozczarowany. Słowo „rozczarowanie” najlepiej pasuje do moich odczuć związanych z Antonio Seferem. Nie dał liczb i nie miał takiego wpływu na zespół, jakiego wszyscy się spodziewaliśmy. Nie winię za to tylko Sefera. Rozmawiałem o nim z Mateuszem Stolarskim, mamy kapitalny kontakt i przyznał on, że było też dużo naszej winy. Piłkarz został źle wprowadzony, a umiejętności ma naprawdę wysokie. Wrócił z Motoru do Izraela i zanim doznał kontuzji, znów grał i mocno się wyróżniał, dając konkrety z przodu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

W jakim sensie Sefer został źle wprowadzony?

Dostawał założenia nie do końca pasujące do jego atutów. Od razu został rzucony na głęboką wodę i już w drugim meczu wyszedł w podstawowym składzie na Koronę, z którą przegraliśmy. Potem zaczął grać mniej, jego pewność siebie spadała. Coś takiego od razu widać na treningach. Każdy zawodnik ma inny charakter i potrzebuje różnej obudowy. W jego przypadku mogliśmy tym lepiej zarządzić.

Teraz podobna sytuacja jest z Florianem Haxhą, ściągniętym latem. Chcę jednak podkreślić, że Motor za niego i Sefera nie zapłacił ani złotówki, a ich pensje nie wykraczały poza standardowe widełki płac w klubie. Haxha przychodził jako reprezentant Kosowa, ze świetnymi liczbami w drugiej lidze austriackiej. W Polsce się nie przebił, wystąpiły duże problemy mentalne. Miałem wrażenie, że cała sytuacja mocno go przytłoczyła.

Takie historie są niestety nieuniknione. Dyrektor sportowy mający 70 procent udanych transferów to już jest przekozak. Na szczęście w Motorze wielu pomyłek nie zanotowałem i jestem tym faktem usatysfakcjonowany.

Paweł Golański

Nie ma pan wrażenia, że największym wyzwaniem dla dyrektorów polskich klubów będzie nauczenie się wydawania naprawdę dużych pieniędzy? Na razie kilkumilionowe transfery rzadko przekładają się na wzrost jakości. To przeważnie są piłkarze z tej samej półki co dotychczas, tyle że trochę młodsi i mniej „powypadkowi”.

Transfer gotówkowy to nie jest pewniak, że dany piłkarz się sprawdzi i będzie wzmocnieniem. Na to musi się złożyć wiele czynników. Weźmy przykład Bukariego, kupionego do Widzewa za 5 mln euro. Myślę, że wszyscy w klubie musieli być w stu procentach przekonani, że on zrobi różnicę. Coś jednak nie zagrało i trzeba poszukać przyczyny. Czy jest zwyczajnie za słaby, czy źle się czuje w klubie, czy nie pasuje do systemu.

Najłatwiej mi mówić o ruchach, które sam wykonałem. Przez trzy lata mojej dyrektorskiej pracy w Koronie jedynym transferem gotówkowym był Mariusz Fornalczyk. Wyciągnęliśmy go z Pogoni Szczecin za bodajże 90 tys. zł. Takie były wtedy możliwości klubu. Nie mieliśmy pieniędzy i to się akceptowało. W Motorze można było wydać trochę więcej. Ściągnęliśmy za kwotę odstępnego Karola Czubaka i chyba wszyscy się zgodzimy, że okazał się strzałem w dziesiątkę. Podobne pieniądze zapłaciliśmy za Fabio Ronaldo i on także się sprawdza, z czego jestem bardzo zadowolony.

A czy musimy się nauczyć wydawania większych kwot? Ja bym to bardziej postrzegał w ten sposób, że trzeba się zawsze niezwykle uważnie zastanowić, czy dany piłkarz pomoże zespołowi. I to jest naprawdę trudne. W grę wchodzą nie tylko aspekty czysto piłkarskie, ale także charakterologiczne. Zawsze przywiązuję do nich wielką wagę.

Im więcej pieniędzy, tym mniejsza skrupulatność w skautingu? Pojawia się chęć pójścia w większym stopniu na gotowe?

Na pewno łatwiej wtedy pójść po bandzie. Ale jeśli w klubie jest spójna wizja i strategia, duży budżet może tylko pomóc. Najważniejsze, żeby klarownie określić, w którą stronę idziemy. Gdy ustalamy, że mamy kwotę „x” na najbliższe okienko i się tego trzymamy, można działać w przejrzysty sposób, bez niedomówień. W takiej sytuacji łatwiej zachować transparentność w klubie i łatwiej potem ocenić pracę dyrektora lub trenera.

Tak działaliśmy w Motorze. W pewnym momencie pojawiło się sporo krytyki, że nie ściągamy kolejnych zawodników, ale wynikało to z tego, że ja, Zbigniew Jakubas, Łukasz Jabłoński i Mateusz Stolarski cały czas wiedzieliśmy, w jakich realiach działamy. Nie szukałem więc piłkarzy w Serie A, żeby zabłysnąć i pokazać, jak wysoko celuję, bo wiedziałem, że nie ma szans na finalizację takiego transferu. Nie skarżyłem się, że klub nie ma większego budżetu, ponieważ wcześniej o tym wiedziałem i to zaakceptowałem. Do nikogo nie mogłem mieć pretensji. A gdybym miał, nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby pójść do właściciela i powiedzieć, że odchodzę.

Zbigniew Jakubas

 

Wspominał pan, że był trochę zaskoczony odejściem z Motoru, co z kolei zaskoczyło mnie. Bazując na samych doniesieniach medialnych wydawało się, że pana pozycja w klubie była niepewna od wielu miesięcy i taki scenariusz raczej prędzej niż później się wydarzy. Już w maju 2025 pisano, że do Motoru może przyjść Radosław Mozyrko.

To są zazwyczaj wymysły dziennikarskie. Gdy wypłynął wątek Radka Mozyrki, dowiedziałem się, jak to wyglądało. I nie było żadnego tematu. Nie wiem, który z dziennikarzy o tym napisał. Miałem nawet w planach mocniej to weryfikować, ale uznałem, że nie ma sensu. W każdym razie, to nazwisko realnie nigdy się w klubie nie przewijało. Prezes Jabłoński zresztą bardzo szybko to zakończył jasnym wpisem na X.

Do mnie nie docierały wieści, że coś się dzieje. Ze Zbigniewem Jakubasem rozmawiałem po kilka razy w tygodniu i doskonale wiedziałem, z czego był zadowolony, a gdzie widział coś do poprawy. Jakieś spekulacje zawsze będą. Na koniec byłem zaskoczony i jasno powiedziałem o tym właścicielowi, bo ja swoją pracę oceniałem naprawdę dobrze. Nie brzmi to najskromniej, ale nie przejmuję się tym. Wiem, co zrobiłem, jakich zmian dokonałem i jak prezentuje się wielu piłkarzy, których ściągałem. Z tego względu finalnie poczułem się trochę rozczarowany.

Paweł Golański: Cenię Zbigniewa Jakubasa za to, że nie działa na pokaz

Jak na co dzień pracowało się ze Zbigniewem Jakubasem? Za co najbardziej go pan ceni, a co mógłby jeszcze zmienić w podejściu do piłki?

Najbardziej cenię go za racjonalne zarządzanie klubem, o czym już mówiliśmy. Na coś się umawiamy i tego się trzymamy. To u niego nie podlega negocjacjom. Podobało mi się, że nie robił niczego na pokaz.

Co do rzeczy, które moim zdaniem mu przeszkadzają lub mnie zdziwiły… Nie zamierzam dyskutować z jego osiągnięciami biznesowymi, odnosi na tym polu niezaprzeczalne sukcesy, natomiast bardzo emocjonalnie podchodził do meczów i różnych boiskowych czy klubowych sytuacji. Czasami było to dla mnie trudne, musieliśmy dyskutować i jedno czy drugie wyjaśniać. Niejednokrotnie się ze sobą nie zgadzaliśmy. Ale o tym też mu powiedziałem przy rozstaniu, nie pozna tej opinii z naszej rozmowy.

Nie miał pan wrażenia, że latem Zbigniew Jakubas po świetnym pierwszym sezonie zbyt optymistycznie postrzegał możliwości drużyny? Przebąkiwał coś nawet o europejskich pucharach, a Motor przecież nigdy kadrą nie imponował. To było niezwykle odważne stwierdzenie.

Uważam, że kadra Motoru jest na bardzo dobrym poziomie. Trener na każdej pozycji ma dwóch piłkarzy o określonym potencjale. Nie zawsze pieniądze idą w parze z jakością. Widzimy dziś w Ekstraklasie, że to nie jest takie proste. Zbigniew Jakubas jako właściciel klubu ma prawo do wygłaszania swoich opinii i wyrażania oczekiwań. W klubie nie było takiego tematu i przeświadczenia, że gramy o europejskie puchary. Taki cel nie został nakreślony drużynie. Oczywiście jak w trakcie sezonu okaże się, że jest szansa, to warto iść za marzeniami. Na tę chwilę Motor nadal ma w zasięgu miejsca pucharowe.

Jestem jednak zwolennikiem pokory i ciężkiej pracy, a nie deklarowania zawczasu jak wiele chcemy osiągnąć. Takie rzeczy łatwo później wyciągnąć, że tak żeście się przechwalali i nic z tego nie wyszło.

Paweł Golański i Mateusz Stolarski

Tak spłaszczona tabela świadczy o Ekstraklasie dobrze czy źle?

Można na to patrzeć dwojako. Jest coraz więcej pieniędzy, mamy coraz więcej klubów z dużymi możliwościami, ale na razie często nie widzę na boisku różnicy jakościowej. Te możliwości jeszcze nie zawsze są optymalnie wykorzystywane, widać to gołym okiem. Nawet Korona Kielce wydała ostatnio na transfery 2 mln euro, co niedawno uznalibyśmy za abstrakcję. Całościowo jednak moim zdaniem idziemy do przodu.

Mateusz Stolarski wkrótce znajdzie się w czołówce polskich trenerów?

Ma olbrzymi potencjał. To niezwykle pracowity gość. Podoba mi się, że zdał pierwszy egzamin, gdy nie wszystko układało się dobrze. Samodzielnie zaczął prowadzić drużynę i odniósł sukces, bo takim był niespodziewany awans do Ekstraklasy i spokojne poradzenie sobie w niej w premierowym sezonie. Każdy, kto wywalczył awans zostawiał na boisku mnóstwo serca, ale z całym szacunkiem: to w dużej mierze byli zawodnicy z II i I ligi. Doszło do nich kilku piłkarzy i na dużym chciejstwie osiągnęli znakomity wynik.

Mateusz zebrał zasłużone pochwały. Mógł pierwszy raz poczuć, że jest wielkim trenerem, co niekoniecznie byłoby dobre. Na szczęście uniknął tego w takim stopniu, żeby się zmienić. A potem nadszedł kryzys, kilka porażek z rzędu i już pojawiła się krytyka. Zaczął być kwestionowany. Wytrzymał to, wyciągnął wnioski, wrócił do tego, co już dobrze funkcjonowało i dzięki temu Motor nie musi drżeć o utrzymanie. Przekonał się na własnej skórze, jak szybko może się zmienić odbiór jego pracy.

Niektórzy już nawet chcieli go zwalniać. Absolutnie o tym nie myślałem i to samo przekazałem właścicielowi. On nie ukrywał w wywiadach, że rozmawia z różnymi trenerami, m.in. z Aco Vukoviciem. Znamy się dobrze, graliśmy razem i nie wykonałem do niego pół telefonu. Sam Vuko mi potem powiedział, że szacunek, mam swojego trenera, którego szanuję i nie wydzwaniam za jego plecami. Uważam, że byłoby to nieetyczne. Najpierw sam Mateusz musiałby dostać od nas informację, że coś złego się dzieje, my to widzimy, chcemy rezultatów i może być tak, że zaczniemy inne rozmowy.

Odpowiadając do końca na pytanie: Mateusz ze swoją pracą, niesamowitym chciejstwem i wielką pasją jest kandydatem na naprawdę znakomitego szkoleniowca. Trzymam za niego kciuki, zwłaszcza że go lubię i do dziś regularnie rozmawiamy.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyK/Newspix

Artykuł Golański: Mogę być dumny z tego, co zrobiłem w Motorze [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl