Po meczu Widzewa z Bruk-Betem wiemy trzy rzeczy. Po pierwsze – nie ma bata, Słoniki muszą spaść. Po drugie – Widzew podłączył się do tlenu w grze o utrzymanie. Po trzecie – nie znaczy to, że nagle zaczął grać lepiej. Wygląda tak samo mizernie, jak wyglądał, ale dzisiaj miał po swojej stronie Arkadiusza Kasperkiewicza, który normalnie dla łodzian nie gra.
Trzeba bowiem to spotkanie podzielić na dwie części. W pierwszej jest jedenastu na jedenastu i Widzew gra to samo, co przez cały sezon, czyli nic. Na początku spotkania chce pokazać, że jest w gazie, wrzuca (niecelnie), strzela (niecelnie), jest wszędzie (i nigdzie), co mimo wszystko działa na wyobraźnie, jeśli chodzi o wrażenia artystycznie. Dużo szumu, chaos, jazda, jazda, panowie! Jednak kwadrans szybko mija, Widzew flaczeje i nie potrafi nic wykombinować. Tak działo się w tym roku wielokrotnie, było i tak dzisiaj z Bruk-Betem.
Gdy Widzew się wyszumiał – jak reprezentacja Michała Probierza, ona też grała często tylko pierwszy kwadrans – to goście zaczęli dochodzić do głosu. To oni schodzili na przerwę z dwoma celnymi strzałami, owszem, niezbyt groźnymi, ale jednak, tym bardziej że Widzew miał ich zero.
Widzew Łódź – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:0. Wielki triumf łodzian
Po przerwie długo nic się nie zmieniało, Widzew był tragiczny, męczący, głównie z takim pomysłem, by sędziego nabrać na rzut karny. Próbował Kornvig, próbował Fornalczyk, który nadepnął Boboca i potem sam udawał, że go boli i trzeba wskazać na wapno. Kuriozum. Jak cały ten sezon w wykonaniu przepompowanego pieniędzmi Widzewa.
Ale… Nadeszła 68. minuta i z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Kasperkiewicz. Z Bruk-Betem w dziesięciu lepiej wyglądałby już chyba każdy zespół tańca i śpiewu, no więc wyglądał i Widzew, który zaczął cisnąć. Miał przed sobą jednak Chovana, który:
- świetnie obronił strzał Kapuadiego
- rewelacyjnie wyczekał Kornviga
- KAPITALNIE – bo brakuje już słów – zablokował drugie uderzenia Kapuadiego
Słowak miał też szczęście, gdy w poprzeczkę uderzył Bergier, niemniej wyglądał znakomicie, nie pierwszy raz w tym sezonie i spokojnie mógłby zostać w Ekstraklasie na kolejny rok. No, ale Chovan to jedno, a Widzew po prostu musiał coś wcisnąć, inaczej by się skompromitował, tysięczny już raz.
Udało się. Nie skompromitować, a wcisnąć.
Fornalczyk zamiast się kłaść, to wszedł w udany drybling, wrzucił i niepilnowany Bergier walnął głową na 1:0 przy euforii trybun.
Przy 11 na 11 było wątpliwe, że ten mecz tak się skończy, ba, to Bruk-Bet prędzej mógł liczyć na zwycięstwo. Ale przy 11 na 10 Widzew jednak okazał się lepszy. Wydać tyle pieniędzy, żeby po mękach okiełznać dziesięciu zawodników z Niecieczy? To trochę rozrzutność.
Ale dobrze, dziś liczą się punkty. Być może kolejni rywale też będą grać w dziesięciu? Kto wie…
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
Fot. Newspix
Czytaj więcej na Weszło:
- Jaga ma problem. W taki sposób mistrzostwa nie zdobędzie
- „Nie nastąpi rozłam w klubie”. Były reprezentant o przyszłości Widzewa
- W Lechii przeżywali śmierć Magiery. „Bez względu na wynik, byłoby smutno”
Fot. Newspix
Artykuł Widzew po mękach lepszy od dziesięciu piłkarzy Bruk-Betu. Brawo!!! pochodzi z serwisu weszlo.com.