11.04.2026

Niezatapialni. Ruch Radzionków znów powstaje z kolan [REPORTAŻ]

Trzy sezony Ruchu Radzionków w Ekstraklasie to jedna z najsympatyczniejszych historii w naszej piłce ligowej. Klub z niespełna 20-tysięcznego miasteczka, które do 1997 roku było jedną z dzielnic Bytomia, wielu kibicom zapadł w pamięć tak mocno, że do dziś wspominają gole 40-letniego Mariana Janoszki czy inauguracyjne i absolutnie sensacyjne 5:0 z Widzewem Łódź.

Gdy ta sympatyczna historia zakończyła się spadkiem z elity w 2001 roku, kilka razy wydawało się, że jest po Cidrach i tym razem już nic ich nie uratuje. One jednak ciągle się odradzają i czekają na lepsze czasy. Aktualnie trwa kolejne wychodzenie z dołka i względny powrót do równowagi, choć na niskim poziomie. Odwiedzieliśmy Radzionków, żeby sprawadzić, jak sobie z tym radzą.

Ruch Radzionków. Historia kolejnej odbudowy

Opiszmy pokrótce tę sinusoidę. Ruch po pożegnaniu z najwyższym szczeblem rozgrywkowym, spędził na zapleczu Ekstraklasy dwa sezony i znów zleciał. Przez kilka następnych lat kursował między III a IV ligą, aż nagle między 2008 a 2010 rokiem wywalczył trzy awanse z rzędu i w 2010 roku ponownie oglądaliśmy go na drugim najwyższym poziomie w Polsce. Przez Radzionków przewinęli się wtedy tacy zawodnicy jak dopiero zaczynający poważniejsze granie Łukasz Skorupski, bracia Mak, Michał Nalepa (ten z Zagłębia Lubin) i Miłosz Przybecki oraz weterani Piotr Rocki i Jacek Wiśniewski. Trenerami byli Rafał Górak czy Artur Skowronek.

Wszystko, co dobre dla Ruchu skończyło się wraz z sezonem 2011/12. Sportowo drużyna zajęła dziewiąte miejsce w I lidze, lecz ze względu na fatalną sytuację finansową klub musiał się wycofać z rozgrywek, tym samym ratując przed spadkiem Polonię Bytom. Rezygnację złożył wieloletni prezes i główny sponsor Tomasz Baran.

W tamtym momencie Cidry w zasadzie na rok przestały istnieć i nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady. Nie rywalizowały na żadnym poziomie i dopiero w sezonie 2013/14 wystartowały w grupie opolsko-śląskiej III ligi. Nie utrzymały się i od tamtej pory ich naturalnym otoczeniem stała się IV liga.

Ruch Radzionków

Historyczny awans i pożegnanie stadionu Ruchu Radzionków

Z jednym wyjątkiem – w sezonie 2017/18 Ruch niespodziewanie wygrał swoją grupę i jeszcze bardziej niespodziewanie wszedł do III ligi po barażowym dwumeczu z Polonią Bytom (1:1 na wyjeździe i 2:1 u siebie). Decydujący bój przeszedł do historii również z tego względu, że był ostatnim meczem, który rozegrano na stadionie przy ul. Narutowicza w Bytomiu-Stroszku. Inwestor, który przejął cały teren, dawał klubowi 2,5 roku na wyprowadzkę i ten czas właśnie wtedy minął. Latem 2018 zaczęła się jego rozbiórka. Dziś stoi tam centrum handlowe noszące nazwę „Park Handlowy Stary Stadion”.

Już bez swojego domu Ruch trzecioligową rywalizację rozpoczął jako gospodarz na stadionie w Orzechu, który na własną rękę dostosował do wymogów na tym szczeblu. Z kolei jego tymczasową siedzibą był niepozorny budynek w Bobrownikach – dzielnicy Tarnowskich Gór.

Po kilku miesiącach zespół przeniósł się na boisko radzionkowskiej akademii i gra tam do dziś. Boisko, dodajmy, sztuczne. Na takiej nawierzchni zawodnicy też przeważnie trenują, co u siebie robi różnicę. W Radzionkowie powstała twierdza, mało kto jest w stanie tu zapunktować. Ruch od sezonu 2023/24 przegrał zaledwie cztery domowe mecze. Sytuacja zmienia się na wyjazdach, gdy trzeba biegać po naturalnej trawie. Ruch wtedy rzadko ma powody do radości. Tylko w tym sezonie z jedenastu delegacji przywiózł raptem dwa zwycięstwa, za to aż sześć razy przegrał.

Marzenia o nowym domu

Przez lata nic się nie zmieniło. Radzionków wciąż nie ma ani jednej naturalnej, pełnowymiarowej murawy na swoim terenie. Dyskusja na ten temat trwa od dawna. W klubie liczą, że w końcu coś się ruszy, ale tak samo liczyli trzy czy pięć lat temu. A już marzeniem jest własny, choćby najskromniejszy stadionik.

 – Nie oczekujemy cudów, tylko obiektu skrojonego pod nas, nawet z bieżnią i tak dalej. Dziś gramy na boisku akademii, które nie za bardzo nadaje się do organizacji meczów piłkarskich na profesjonalnym poziomie. Od początku traktujemy to jako rozwiązanie tymczasowe – mówi kibic Piotr.

Gdy jesienią 2018 roku spotykałem się w Bobrownikach z ówczesnym prezesem Cidrów, Marcinem Wąsiakiem, drużyna zajmowała spokojne miejsce w środku tabeli III ligi. Wiosną nastąpiło jednak załamanie formy i doszło do szybkiego spadku. Od tamtej pory Ruch nie wychyla nosa poza IV ligę.

Ruch Radzionków, rezerwowi

Już było dobrze z pieniędzmi

To jednak nie był największy problem. Wąsiak zbierał coraz więcej krytyki, aż w końcu na początku marca 2020, czyli tuż przed pandemicznym zamknięciem kraju, zrezygnował z pełnionej funkcji.

„Jestem przyzwyczajony do wybujałych oczekiwań kibiców, oznak niezadowolenia, ale w ostatnim czasie wylała się na mnie fala hejtu i oszczerstw” – tłumaczył swoją decyzję zmęczony prezes.

Portal ultrasruch.com pożegnał go chłodno. „Przez 8 lat jedynym sukcesem Ruchu pod wodzą Marcina Wąsiaka był awans do III ligi, gdzie niestety po jednym sezonie spadliśmy znowu do IV ligi” – takim zdaniem zakończono krótki komunikat na jego temat.

Marcin Wąsiak

Marcin Wąsiak, były prezes Ruchu Radzionków. 

Niezaprzeczalną zasługą Wąsiaka było wyjście na finansową prostą. Kiedy przejmował stery w klubie, długi wynosiły 1,6 mln zł, a na koniec zostały praktycznie wyczyszczone. Problem w tym, że kolejny prezes Witold Wieczorek nie tylko nie poszedł za ciosem, ale fatalnym zarządzaniem doprowadził do powrotu wszystkich problemów.

Poprzedni prezes zmarnował dorobek Marcina Wąsiaka

Pojawił się nowy wizjoner, który zostawił Ruch z katastrofą finansową. Dziś przebywa za granicą i jest poszukiwany przez organy ścigania. Jeśli pojawi się w Polsce, grozi mu odsiadka za różne kwestie podatkowe – mówi mi Marcin Filipczyk, obecny wiceprezes Ruchu.

Została stworzona organizacja, w której on wraz ze swoim ojcem-wiceprezesem – według naszego klubowego statutu kluczowe decyzje są podejmowane przez dwóch członków zarządu – w zasadzie sami rządzili klubem. Ruch strukturalnie zaczął się rozłazić i nie było wiadomo, gdzie te pieniądze znikają. Kibice mocno się tu przysłużyli, bo z czasem doprowadzili do zmiany prezesa i całego zarządu. Nikt już jednak nie chciał tego sprzątać. Stan klubu po poprzednim zarządzie od strony finansowo-organizacyjnej był taki, że trudno to nawet opisać – dodaje Filipczyk.

Najgorszy okres po poprzednim prezesie to był kwiecień-maj 2024, czyli na początku zmiany rządów w klubie. Wiele trupów powypadało z szafy. Kibice powołali nowy zarząd i zebrali jednorazowo 20 tys. zł na wsparcie klubu, żeby ugasić największe pożary. Szczerze mówiąc, krótko po starcie nie dawałem żadnych szans, że to wszystko uda się pospinać. Mieliśmy 40-tysięczną dziurę budżetową. Wydawało się, że nie ma czego ratować – nie ukrywa wiceprezes Cidrów.

Ruch Radzionków. Milion złotych zadłużenia

Z nim oraz z prowadzącym klubowe media Łukaszem Michalskim i cytowanym już kibicem Piotrem od słynnej ostatnio przyśpiewki („Kiedy umrę, bracia, nie palcie mi zniczy…”) spotykam się na pierwszym piętrze niepozornego budynku w Radzionkowie. Na parterze działa pizzeria. Żeby dostać się wyżej, trzeba przejść przez zagracone podwórko do tylnego wejścia. Dziś „siedzibą” klubu jest jeden z pokoi. Stoi w nim duży stół z krzesłami oraz klubowe gabloty i pamiątki. Nic więcej.

Jak wspomniał nasz rozmówca, 2,5 roku temu na prośbę kibiców podjął się on misji wręcz beznadziejnej. – Prowadzę swoje spółki i działalności. Nie jestem ze środowiska kibicowskiego. Zawsze jednak interesowałem się klubem i przez 20 lat grałem w nieistniejącej już sekcji piłki ręcznej na poziomie trzecioligowym. Pieniędzy nigdy z tego nie było. Potem sekcja się rozpadła i została wchłonięta przez MOSM Bytom. Stare dzieje – wspomina Marcin Filipczyk.

Jego misja ratunkowa już trochę trwa, ale na razie nie jest nawet w połowie drogi do wyjścia na prostą. – Po tych dwóch latach zmniejszyliśmy zadłużenie do ok. miliona złotych. Dogadaliśmy się z urzędem skarbowym, ZUS-em, miastem i innymi wierzycielami. Mamy długofalowy projekt wychodzenia z kryzysu. Myślę, że w ciągu 5-6 lat jesteśmy w stanie wyjść na zero – referuje wiceprezes.

Naszym największym wierzycielem jest ZUS, ale mamy już rozpisane jego spłacanie do 2030 roku. Ze skarbówką powinniśmy być „wyczyszczeni” do marca przyszłego roku. Trwają rozmowy z miastem. Trzeba mu oddać, że zrobiło duży ukłon wobec klubu, czekając na odpowiedni moment i nie wyciągnęło konsekwencji od razu. Dzięki temu mogliśmy spokojnie zacząć działać. Poprzedni zarząd niczego z nikim nie konsultował. Nie wiem, na co tamten prezes liczył. Że nikt tego nie zauważy i sprawa rozejdzie się po kościach? – wciąż nie dowierza, jak źle działali jego poprzednicy.

I dodaje: – Brakuje nam niewielkiej kwoty do zbilansowania budżetu, który miesięcznie wynosi ok. 100 tys. zł. Aby się wszystko spinało, potrzeba 107 tys. zł.

Łukasz Michalski: – Co do tego budżetu. Ludzie często czytają takie rzeczy i myślą sobie „kurde, 107 tys. zł na IV ligę”, ale zaznaczmy, że z tego mniej niż połowa idzie na kwestie czysto sportowe.

Kibice uratowali Ruch Radzionków

Patrząc na Ruch Radzionków przez pryzmat sportowy nic wyjątkowego się nie dzieje, bo to środek tabeli IV ligi, ale wyjątkowy jest sposób, w jaki dochodzi do kolejnej odbudowy. – Za ratowanie wzięli się kibice. I to nie krzycząc, że Ruch Radzionków jest ważny, tylko zorganizowali się, wyjęli spośród siebie najmocniejsze jednostki, które się zaangażowały. Każdy swoimi kompetencjami w wolnych godzinach zaczął brać odpowiedzialność ratowania tego wszystkiego i wychodzenia z milionowych długów oraz uratowania kadry drużyny. Gdyby była ona inaczej skonstruowana, mogłaby nam się już rozejść – podkreśla Michalski.

Marcin Filipczyk rozwija tę myśl. – Znaczna część dzisiejszej kadry to piłkarze, którzy zostali z nami, mimo że w pewnym momencie zaległości wobec nich wynosiły nawet pół roku. Jesteśmy im za to ogromnie wdzięczni. Mieliśmy już nawet poblokowane konta, komorników na głowie, pisma z urzędu skarbowego i tak dalej. Chłopaki nam jednak zaufali i praktycznie wszyscy zostali. A mogło się już wydawać, że nie ma to najmniejszego sensu. Sądzę, że na koniec tego sezonu ze wszystkimi zawodnikami będziemy już całkowicie rozliczeni. Oczywiście bieżące zobowiązania regulujemy terminowo, kolejne długi nie powstają – mówi wiceprezes.

Rzeczywiście, w kadrze nie brakuje postaci mocno związanych z klubem. Obrońca Marcin Kowalski pamięta jeszcze czasy I ligi w Ruchu, podobnie jak trener Marcin Trzcionka.

Marcin Trzcionka

Marcin Trzcionka, trener Ruchu Radzionków. 

Niektórzy mówią o nim, że stał się już drugą największą legendą klubu po Marianie Janoszce. Ten ostatni zresztą nadal jest czynnie związany z radzionkowskim futbolem.

Naprawione relacje

 – Jest klub, akademia i uczniowski klub sportowy. Ecik pracuje w szkole, jest gospodarzem w zasadzie, cały czas znajduje się przy klubie, zajmuje się boiskiem i tego typu rzeczami – tłumaczy wiceprezes.

Dogadanie się trzech różnych podmiotów co do użytkowania jednego sztucznego boiska nie zawsze przychodzi łatwo, zwłaszcza że trzeba było naprawić również kwestie relacyjne.

Marcin Filipczyk: – Bardzo dużo czasu zajęło nam naprostowanie tych relacji. Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu pod każdym względem. Teoretycznie reprezentujemy trzy różne podmioty, ale w praktyce jako konsorcjum gramy do jednej bramki, jako spadkobiercy naszej historii. Jesteśmy także na etapie zaawansowanych rozmów z miastem, które mocno otworzyło się na współpracę. Wcześniej mogło zgasić światło i tego nie zrobiło, wyciągając rękę. Dziś nasze relacje są bardzo dobre.

Cieszy go, że Ruch Radzionków jako całość znów zaczyna być poważany. – Zagraliśmy w otwarte karty. Musieliśmy być w pełni transparentni, żeby ktoś nam jeszcze zaufał. I po dwóch latach okazuje się, że coraz więcej firm się do nas przekonuje. Staram się wyjść z radzionkowskiej skorupki i rozszerzyć nasze współprace. To warunek konieczny, żeby organizacyjnie iść do przodu. Rozmawiamy z coraz większymi firmami. Mamy już na przykład umowę z Toyotą, gdzie herb Ruchu Radzionków jest obok herbu Górnika Zabrze. Uważam, że to nasz duży sukces, zwłaszcza wizerunkowy – cieszy się wiceprezes, nie kryjąc, że wspomnienia z lat 1998-2001 u wielu jego rozmówców wciąż są żywe i pomagają w negocjacjach.

Marcin Filipczyk

Marcin Filipczyk, wiceprezes Ruchu Radzionków. 

Targowisko głównym źródłem utrzymania

Dziś klub utrzymuje się przede wszystkim z targowiska, którego prezes Marek Zorzycki jednocześnie zarządza klubem. On jako jedyny pobiera za to wynagrodzenie, pozostali działają tu na zasadzie wolontariatu, a czasami nawet dokładają.

– Jak jest dobra pogoda, wszystko nam się domyka. Jeśli warunki są trudniejsze, a taka była ostatnia zima, wpływy z targowiska spadają. Na szczęście przetrwaliśmy, przyszła wiosna i powinno być lepiej, bo handel będzie większy. Targowisko to jest około 70% budżetu całego klubu, 30% to są sponsorzy i kibice, którzy założyli Patronite i co miesiąc wpłacają jakieś kwoty. Średnio miesięcznie wychodzi 5-6 tys. zł. To duży zaszczyt dla nas – przyznaje Filipczyk.

 – Uważam, że jest to coś specjalnego. Momenty zrywu z Patronite często kończą się po 2-3 miesiącach, tymczasem ci ludzie są już z nami dwa lata i regularnie oddają klubowi jakąś cząstkę swojej pensji – podkreśla Łukasz Michalski.

Ruch Radzionków nie ma presji na szybki awans

Klub zyskał więc długo wyczekiwane minimum stabilizacji pozaboiskowej. A jak to wygląda na boisku? – Sportowo jesteśmy w zdrowym miejscu, na miarę naszych możliwości. Dwa poprzednie sezony były ponad stan, gdy pojawiła się nadzieja na sprawienie niespodzianki na finiszu. Docelowo IV liga nie zaspokaja ambicji Ruchu, ale na dziś – po reformie rozgrywek regionalnych na Śląsku – jest naprawdę wymagającym miejscem organizacyjnie i sportowo, zwłaszcza że gramy głównie chłopakami stąd. Oczywiście kibice łatwo się z tym nie pogodzą i zawsze będą uważać, że trzeba grać o coś więcej. I dzięki temu Ruch funkcjonuje, że te ambicje są. Ale sądzę, że jest teraz zrozumienie na trybunach, w jakim położeniu znajduje się klub – komentuje Łukasz Michalski.

Ruch Radzionków zespół

Kibic Piotr potwierdza: – Ambicje są bardzo duże, ale trzeba twardo stąpać po ziemi. Zgadzam się, że dwa poprzednie sezony były ponad stan i to w ocenie wszystkich. Zalegaliśmy zawodnikom z wypłatami, więc potencjalny awans byłby tak naprawdę gwoździem do trumny. III liga to zupełnie inne wymagania.

Marcin Filipczyk jako wiceprezes patrzy przede wszystkim na liczby. – Jeżeli chodzi o cały budżet płacowy, na poziomie IV ligi jesteśmy 3-4 drużyną od końca. U nas tak naprawdę kokosów nie ma, ale obecnie przynajmniej wszystko jest na czas. Nie obiecujemy dużo, ale to, co dajemy, to płacimy.

I dodaje: – Mam to policzone i potrzebujemy góry pieniędzy, żeby w zdrowy sposób wyrwać się z IV ligi. W moim odczuciu 1,5-2 mln zł budżetu to byłoby minimum. Musielibyśmy w pełni przeorganizować klub i zrezygnować z kontraktów półamatorskich, żeby zawodnicy mogli już skupić się głównie na trenowaniu. U nas chłopaki łączą granie z pracą, a mimo to trenują cztery razy w tygodniu plus mecz. Znacznie zwiększyłyby się też koszty wyjazdów, w III lidze można już podróżować po 400-500 kilometrów. Wyjeżdżanie do takiego Gubina skoro świt w dniu meczu i granie niemal od razu po pięciu godzinach w autokarze, a potem natychmiastowy powrót, mijałoby się z celem. Trzeba byłoby gdzieś nocować, czyli mamy kolejne koszty. Awansowanie po to, żeby się znów zadłużyć i spaść, byłoby bez sensu.

Ruch Radzionków. Przyśpiewka, która zrobiła furorę

Jak na czwartoligowca Cidry mają imponujący marketing (w ofercie klubowego sklepu m.in. figurki z Marianem Janoszką) i media społecznościowe. Vlogi pomeczowe czasami trwają ponad 20 minut.

W ostatnich miesiącach wielu obserwatorom polskiej piłki nazwę Ruch Radzionków niezamierzenie przypomniała nowa przyśpiewka autorstwa kibica Piotra, która niesamowicie poniosła się w internecie.



Przyznacie, że już samo czytanie jej tekstu zachęca do zanucenia:

Kiedy umrę bracia nie palcie mi zniczy, niech zapłoną race, to się dla mnie liczy…
Nanana nanana nanana nanana eee eee eee nanana nanana

Gdy w kalendarz kopnę, niech się każdy dowie, chce na wieki spocząć, w moim Radzionkowie…
Nanana nanana nanana nanana eee eee eee nanana nanana

Dwa ruchu szaliki wrzućcie mi do grobu jeden będzie dla mnie drugi wręczę Bogu…
Nanana nanana nanana nanana eee eee eee nanana nanana

Ruch Radzionków kibice

Jak powstała przyśpiewka Ruchu Radzionków? Jedna korekta i poszło w świat

 – Pomysł pojawił się na bazie krótkiego filmu w internecie z przeróbką jakiejś bałkańskiej melodii. Dotarliśmy do oryginału i uznaliśmy, że można spróbować coś zrobić. Tekst od razu był zrozumiały dla Polaka, wiedziałem, o czym śpiewają. Z pomocą tłumacza doprecyzowałem wszystko i łącząc kropki, pasowało to do przyśpiewki kibicowskiej. Napisałem jeden wers, następnego dnia drugi i trzeci wers – opowiada autor polskiej wersji.

 – Po pierwszym meczu, gdy przeprowadziliśmy test, dokonałem jednej korekty. Chodziło o kwestię językową. Dziś mamy „chcę na wieki spocząć w moim Radzionkowie”, a pierwszy szkic miał „chcę być pochowany w moim Radzionkowie”. Nie byłem do końca pewny, czy „pochowany” nie jest wzięte z gwary śląskiej i czy jest stuprocentowo poprawne językowo, do tego coś mi nie pasowało w brzmieniu. Ostatni szlif jest znacznie lepszy – tłumaczy drobną zmianę.

Wideo z tą przyśpiewką okazało się hitem na skalę ogólnokrajową. – Nagrałem filmik, który poszedł na TikToka i nasze media społecznościowe. Totalnie niespodziewana fala zainteresowania nadeszła jakoś po tygodniu czy dwóch. To nie zażarło momentalnie, ale udostępnił to jeden portal kibicowski, potem następny i się rozeszło. Nasze sociale zrobiły wyniki, których nie miały od bardzo, bardzo dawna. Nawet jeśli inni pójdą naszym śladem, w Polsce ta melodia już zawsze będzie się kojarzyła z Ruchem Radzionków – podsumowuje z dumą Piotr.

Ruch Radzionków, oprawa kibiców

Na swoim stadionie, z normalną siedzibą

Niedawno miał jeszcze jeden powód do zadowolenia, bowiem klub wrócił do herbu, który w bardzo dużym stopniu nawiązuje do swoich korzeni. – Odkąd jestem przy klubie, zawsze o to walczyliśmy. Każdy zarząd mówił, że nie da się tego zrobić. Dopiero, gdy współpracujący z nami ludzie weszli do Ruchu, okazało się, że nic nie stoi na przeszkodzie. Lata walki się opłaciły.

Zza burzowych chmur powoli wychodzi słońce, choć na razie nie oznacza ono historycznych momentów. Gdzie zatem nasi rozmówcy widzą Ruch Radzionków za 10 lat?

Łukasz Michalski: – Za 10 lat widzę Ruch w stabilnym położeniu i ambicjami gry o coś, na swoim stadionie, z normalną siedzibą klubu. Już mniejsza o to, o którą ligą by chodziło. Byle coraz wyższą. 

Marcin Filipczyk: – Marzy nam się powalczenie w Pucharze Polski i przeżycie pięknej przygody, trafiając na mocnego przeciwnika.

Na razie celem jest pokonanie w ten weekend ROW-u Rybnik. Dla Ruchu Radzionków to aktualnie najważniejsze mecze w sezonie.

WIĘCEJ REPORTAŻY O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix/własne

Artykuł Niezatapialni. Ruch Radzionków znów powstaje z kolan [REPORTAŻ] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl