Wisła Płock znalazła sposób na zatrzymanie najgroźniejszej ofensywy Ekstraklasy. Po wyrównanym meczu gospodarze pokonali Lechię Gdańsk 1:0, a o losach spotkania przesądził błysk indywidualny Kyriakosa Savvidisa. To zdecydowanie nie był mecz pełen fajerwerków, ale ekipa Mariusza Misiury zdecydowanie przypominała najlepszą wersję siebie z rundy jesiennej. Lechia będzie żałowała zmarnowanych okazji, choć z drugiej strony w ich grze na pewno było zbyt dużo chaosu.
Początek spotkania nie był rozgrywany w przesadnie wysokim tempie, ale jeśli już ktoś starał się narzucać swoje warunki, to bardziej była to Lechia Gdańsk. Groźną sytuację w 20. minucie Matejowi Rodinowi wypracował po dośrodkowaniu z lewej strony Matus Vojtko, ale uderzenie głową byłego gracza Rakowa z bliskiej odległości wyłapał Rafał Leszczyński. Golkiper gospodarzy tym samym uspokoił nieco nastroje po tym, jak chwilę wcześniej niepewnym wyjściem stworzył szansę dla Tomasa Bobcka.
Wisła znalazła sposób na Lechię. Najlepszy atak ligi zatrzymany
Najlepszy strzelec tego sezonu Ekstraklasy oszczędził jednak rywali i jego uderzenie po rykoszecie wylądowało poza linią końcową boiska. Wcześniej Leszczyńskiego próbowali pokonać po strzałach z dystansu Tomasz Wójtowicz oraz po podaniu z głębi pola ponownie Rodin, ale piłka nie chciała wpadać do płockiej siatki.
Lechia była groźna zwłaszcza po lewej stronie boiska, gdzie nieźle w piątkowe popołudnie czuł się Vojtko. Spore kłopoty miał z nim Zan Rogelj, natomiast Słoweniec z lepszej strony pokazał się w ofensywie. To on w 13. minucie wypracował okazję dla Daniego Pacheco, gdy po jego podaniu Hiszpan posłał piłkę ponad bramkę. Były gracz Liverpoolu wrócił do wyjściowego składu Płocczan po trzech meczach przerwy i od początku był wyróżniającą się postacią ekipy Mariusza Misiury.
Po okresie naporu Lechii to dzięki zagraniu Pacheco w 30. minucie gospodarzom udało się napędzić swój atak. Piłka trafiła do Wiktora Nowaka, którego strzał zablokował Rodin. Później jednak Chorwat podobnie jak jego koledzy zamienili się w role statystów. Do spółki z Ivanem Żelizką, Maksymem Diaczukiem oraz Kacprem Sezonienką próbowali powstrzymać szarżującego Kyriakosa Savvidisa. Grek odnalazł w sobie jednak wewnętrznego Cristiano Ronaldo i po solowej akcji wpakował piłkę do siatki.
Kyriakos Savvidis otwiera wynik w Płocku!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/RHGF9NCeUm
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 10, 2026
Do tej pory pozyskany zimą ze Slovana Bratysława gracz dał się poznać jako solidny defensywny pomocnik, ale po tak spektakularnej akcji, wszyscy w Ekstraklasie będą już wiedzieć, że drzemią w nim także spore walory ofensywne. Trudno się dziwić, że trybuny kipiały od ekstazy. Fani Wisły Płock mogli być bardzo zadowoleni z tego, że pierwszy strzał Savvidisa w Ekstraklasie od razu okazał się być tak wyjątkowym.
Wisła Płock prowadziła i do końca pierwszej połowy, jak to ma w zwyczaju, oddała inicjatywę rywalom. Lechia nie potrafiła jednak przekuć jej w konkrety i dosyć jednostajnie rozgrywała piłkę od lewej do prawej strony. Było sporo dośrodkowań, ale obrona pola karnego w wykonaniu gospodarzy wyglądała wzorowo. Poza obrońcami w pracy bez piłki brylował zwłaszcza Łukasz Sekulski, który bardzo często był faulowany przez rywali i zyskiwał cenne chwile wytchnienia dla kolegów.
Japoński sędzia Koki Nagamine nie doliczał zbyt wielu minut i zaprosił piłkarzy na przerwę. John Carver miał kwadrans na to, aby znaleźć sposób na obudzenie swojego zespołu w meczu, który zdecydowanie toczył się na warunkach Wisły Płock. Ani jeden ani drugi trener nie zdecydowali się jednak od razu na dokonanie żadnych zmian. Zawodnicy poczuli chyba jednak, że są coś kibicom winni za niezbyt dynamiczną pierwszą połowę, bo pierwsze minuty po przerwie wrzuciły oglądających na niezłą karuzelę.
Na boisku pojawiło się więcej miejsca do kontrataku oraz szybszych wymian piłki. Lechia szukała szczęścia po rzutach rożnych. Po jednym z nich w wykonaniu Aleksandara Cirkovicia bramkarz Wisły musiał przerzucać piłkę nad poprzeczką, a po drugim ofiarną interwencją przed utratą gola swój zespół uratował Marcin Kamiński. Gospodarze odpowiedzieli w 50. minucie, gdy celnie strzelał Sekulski, natomiast czujnie wybronił to Paulsen. Nowozelandzki golkiper Lechii stanął również na wysokości zadania kilka minut później, kiedy musiał wyjść z bramki i odbić strzał z bliska oddany przez Deni Juricia.
Czas uciekał, a Lechia starała się coraz wyżej podchodzić pressingiem. Miejsca dla siebie szukał na boisku także Camilo Mena, który nie potrafił zaprezentować swoich atutów. Dynamiczny skrzydłowy Lechii był w tym meczu mocno przytłumiony i zmieniał nawet stronę przechodząc czasem z prawego skrzydła na lewe. Po ponad godzinie gry Mariusz Misiura i jego ekipa zdecydowanie mogła mieć poczucie dobrze wykonywanej roboty. Pewność siebie wzrastała z każdą kolejną minutą, a najbardziej emanował ją Nemanja Mijusković.
34-letni reprezentant Czarnogóry na dobre wskoczył do wyjściowej jedenastki Płocczan po zimowym odejściu Andriasa Edmundssona i do tej pory wiosną miał różne momenty. W piątkowe popołudnie fani gospodarzy zdecydowanie nie musieli jednak wzdychać z tęsknoty do obecnego gracza Hellasu Verona. Były gracz Miedzi Legnica nie odstępował na krok Bobcka i wielokrotnie interweniował we właściwym miejscu i czasie.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Przez ostatnie 20 minut trwał napór Lechii i momentami było gorąco pod bramką Wisły. Tak jak choćby w 81. minucie, gdy piłka spadła pod nogi Wójtowicza, a ten z powietrza uderzył – bardzo niecelnie. Niebezpiecznie z perspektywy gospodarzy wyglądała również interwencja Savvidisa, który próbował powstrzymać strzał Bobcka. Można było odnieść wrażenie, że strzelec gola z pierwszej połowy wszedł w nogi Słowaka nakładką, ale innego zdania był arbiter z Japonii i nie podyktował rzutu karnego.
Wisła z rzadka zapuszczała się pod bramkę Paulsena. W jednej z takich sytuacji żółtą kartkę za faul na Quentinie Lecoeuche’u zarobił Diaczuk, który zdecydowanie nie rozgrywał wybitnego spotkania. Nowak próbował po rzucie wolnym dokręcić piłkę do bramki, ale inteligentnie na linii strzału znalazł się Bobcek i przydał się we własnym polu karnym.
Wydawało się, że końcówka meczu nie przyniesie żadnego przełomu, ale w tym meczu miało się wydarzyć coś jeszcze, co podkręci emocje wszystkich na stadionie. W doliczonym czasie gry piłkę w pole karne Płocczan dośrodkował Cirković. Nie było to jednak kolejne nieudane podanie, które pada łupem obrońców gospodarzy. Szybszy od nich był tym razem Rodin, który zgrał piłkę do nabiegającego Tomasza Neugebauera. Rezerwowy Lechii z najbliższej odległości posłał jednak piłkę Panu Bogu w okno i niepocieszony skrył twarz w dłoniach.
To była piłka meczowa i ostatnia szansa dla gości na wywiezienie choćby punktu z Płocka. Chwilę później sędzia zakończył mecz i okazało się, że najskuteczniejsza ofensywa ligi została zatrzymana w Płocku. Wisła wytrąciła rywalom wszystkie argumenty z rąk i coraz większą nadzieją może spoglądać w kierunku europejskich pucharów. Savvidis okazał się bohaterem, ale tak naprawdę każdy z zawodników z Płocka zostawił na boisku mnóstwo zdrowia. A Lechia? Cóż, po raz kolejny udowodniła, że przewidywanie ich wyników przed meczem to w tym sezonie zabawa dla ludzi o mocnych nerwach.
Dla Wisły to zwycięstwo może okazać się czymś więcej niż tylko trzema punktami — to sygnał, że drużyna wraca na właściwe tory w kluczowym momencie sezonu. W Płocku znów widać było organizację, cierpliwość i jakość, które jesienią stanowiły o jej sile. Lechia natomiast musi jak najszybciej znaleźć odpowiedzi na powtarzające się problemy, bo sama przewaga w posiadaniu piłki i liczba prób nie wystarczą, by myśleć o stabilnych wynikach.
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Legia rezygnuje z pokazu świetlnego po śmierci Magiery
- Trener Lecha czujny przed GKS-em. „Będą gotowi”
- Piłkarz GKS-u po meczu z Rakowem: Coś niesamowitego
fot. Newspix
Artykuł Najlepszy atak ligi zatrzymany. Wisła znalazła sposób na Lechię pochodzi z serwisu weszlo.com.
Oglądaj w CANAL+: