O tym, że Adrian Siemieniec i Jagiellonia to wyjątkowo dobrana para, wiemy od dawna. Temat przedłużenia umowy i kontynuowania współpracy z trenerem stanowi po prostu kolejny dowód profesjonalizmu obydwu stron.
Nie, żebyśmy w ten profesjonalizm wątpili, ale jednak trochę nieprzyjemności się w ostatnim czasie zdarzyło. Raz, że wyniki Jagiellonii pierwszy raz od dawna nie stawiają klubu w roli fenomenalnego kopciuszka, który do maksimum wykorzystuje swoje możliwości. Dwa, że temat kontraktu Adriana Siemieńca – w ogóle jego przyszłości – stał się tematem coraz żywszych dyskusji.
Jagiellonia nie korzystała z przysługującej klauzuli, która pozwalała jednostronnie przedłużyć umowę. Siemieniec podpisał umowę z dużą agencją menedżerską. Pojawiły się logiczne plotki, że interesują się nim w Belgii czy Holandii, gdzie agencja SEG operuje i często umieszcza swoich trenerów.
Można było zakładać, że zmierza to w kierunku końca wspólnego projektu. I wiecie, może nadal zmierza, bo obwarowania nowej umowy zostawiają na to furtkę. Niemniej trener i Jagiellonia znów zaprezentowali się jako wzór do naśladowania, załatwiając ten temat, a potem komunikując to w sposób po prostu perfekcyjny.
Ekstraklasa. Jagiellonia Białystok i Adrian Siemieniec przedłużyli współpracę. Kontrakt idealny dla obu stron?
Gdy byliśmy z Jagiellonią Białystok w Alkmaar, dało się usłyszeć, że klub nie korzysta z opcji automatycznego przedłużenia, bo na Podlasiu zdecydowali, że Adrian Siemieniec zasługuje na coś więcej. Czytaj – nowy, lepszy, ale przede wszystkim nieco inny kontrakt. Choć w międzyczasie pojawiło się sporo szumu, to prace nad nim trwały przez cały ten czas, kończąc się prezentem, komunikatem o prolongacie, gdy w kalendarzu upływała właśnie kolejna rocznica wspólnej pracy.
Maciej Szymański był wtedy w Holandii, lecz dopiero zaczynał pracę w nowej roli. Teraz, na konferencji prasowej, mówił to, co sugerowali ludzie z dłuższym stażem pracy w Białymstoku:
– Gdy ludzie dobrze się czują, to lepiej pracują. Proszę sobie zadać pytanie, czy suche przedłużenie umowy spotkałoby się z aprobatą człowieka.
I trener, i klub zdali sobie sprawę, że zmieniły się okoliczności. Adrian Siemieniec u Tomasza Ćwiąkały mówił, że w pierwszych latach nie przywiązał ogromnej wagi do kwestii finansowych, warunków umowy. Nie to, że pracował za pół darmo, nie to, że nie był odpowiednio doceniony, ale bez wsparcia menedżera naturalnie wszelkie rozmowy musiały wyglądać inaczej.
Jagiellonia mogła skorzystać z tego, co wypracowała. Siemieniec przecież się na to zgodził, umowę podpisały obie strony. Tylko czy to byłoby uczciwe, tak – jak to powiedział Szymański – po ludzku? Gdy komuś układa się wspólne życie, to decyzje też podejmuje wspólnie. Ten cytat z trenera sugeruje, że klub doskonale to rozumiał i nie dążył do tego, żeby ustawić się w rozmowach z pozycji siły.
– Zawsze rozmawiałem w perspektywie prośby, żeby klub zrozumiał, w jakim jestem położeniu. Jeżeli masz po drugiej stronie partnerów i siadasz z nimi do stołu, rozmawiasz na argumenty, to mogę się tylko cieszyć, że jestem w tym miejscu – stwierdził Siemieniec.
Bo przecież Jagiellonia mogła to rozegrać tak, że ogłasza przedłużenie kontraktu trenera i dopiero wtedy zaprasza go do stołu, skoro chce rozmawiać o innych warunkach pracy. Rezygnując z tej przewagi, klub zyskał coś cenniejszego. Zwykłą, ludzką wdzięczność. Adrian Siemieniec to potwierdził.
– W ciągu roku będę pracował albo w Jagiellonii, albo w zagranicznym klubie, albo będę siedział w domu, bo Jagiellonia mnie zwolni. Żadnej innej opcji nie ma. To wyraz szacunku, wdzięczności za to, co wszyscy razem zrobiliśmy.
Niezależnie od tego, kiedy i jak skończy się ich wspólna historia, ciężko sobie wyobrazić, że będzie to rozstanie tak trudne jak w przypadku innego człowieka, który zbudował potęgę klubu z dalszego szeregu. Może się to kiepsko zestarzeć, może się okazać, że mimo konkretnych zapisów co, gdzie, kiedy, do kogo i za ile, Jagiellonia i tak zacznie przeciągać linę, gdy dojdzie do konkretów. Tak jak to było z Rakowem Częstochowa i Markiem Papszunem.
Można jednak założyć, że mimo wszystko mówimy o innym człowieku, o innych ludziach. Słowo, które sobie dali, relacja, którą teraz umocnili, sprawia, że trudno wyobrazić mi sobie taki scenariusz.
Siemieniec nie musi się spieszyć. Jagiellonia oferuje więcej niż holenderski średniak
Zwłaszcza że wydźwięk konferencji Adriana Siemieńca nie pozostawiał złudzeń – trener z Białegostoku wcale się nie wyrywa.
– Obecność tej klauzuli nie oznacza, że chcę odejść z Jagiellonii. Oznacza, że chcę otworzyć swoje nazwisko na rynek zagraniczny i zobaczyć, co się wydarzy. Bo obecność takiej opcji nie oznacza, że z niej skorzystam. Jagiellonia nie przestaje być dla mnie atrakcyjna, ale jako trener mam świadomość momentu, w którym jestem. Kapitału trzydziestu meczów na europejskim poziomie. Chcę zobaczyć, jak jestem odbierany przez zagraniczne kluby. Co nie znaczy, że każdy projekt będzie mnie interesował, bo oferty mogą być różne. To tylko furtka – podkreślił sam zainteresowany.
I trudno mu się dziwić, bo czy Jagiellonia stała się dla niego tak ciasna, że trzeba szukać przestrzeni, żeby odetchnąć świeżym powietrzem? Ostatnio, w rozmowie z Larsem Gundersenem, trochę dziwiłem się, że wciąż nie zrobił tego Kjetil Knutsen. Gundersen odparł, że nie było powodu, żeby ewakuować się z projektu, który pnie się w górę, zapewnił sobie miejsce w Champions League.
Jagiellonia w takim miejscu rzecz jasna nie jest, ale…
- walczy o czołowe miejsce w lidze, która rośnie;
- regularnie gra w Europie i – z racji, że liga rośnie – jest naturalne, że raczej nie przestanie tego robić;
- może sobie pozwolić na coraz więcej pod względem finansowym, inwestuje w warunki na miejscu.
Trzeba będzie wymagać, że skoro Siemieniec zostaje, to dostanie lepszych piłkarzy niż dotychczas, żeby mógł spełniać ambicje swoje, klubu. Niemniej, gdy patrzymy na to, kto się nim interesował, to według spekulacji medialnych są to:
- AZ Alkmaar,
- Sparta Rotterdam,
- FC Utrecht,
- NAC Breda.
Posada w AZ byłaby bardziej atrakcyjna, otwierałaby wiele możliwości. Co do tego nie ma wątpliwości, nawet historia trenerów tego klubu wprost dowodzi, że to świetna trampolina. Tyle że o tę posadę łatwo nie będzie. Realnie brzmią pozostałe opcje, które nie brzmią już tak ciekawie.
O ile można zrozumieć, że drogę do kapitalnego projektu na zachodzie też trzeba sobie otworzyć i uwiarygodnienie się w średniaku ligowym byłoby w tym pomocne, tak, nie oszukujmy się, holenderski czy belgijski średniak w porównaniu z czołowym klubem Ekstraklasy wcale nie brzmi jak szansa, na którą czekasz. Lepiej dać sobie kolejny rok, dwa, potencjalnej gry w Europie i walki o medale w Polsce, niż wpakować się na minę.
Siemieniec nie wyklucza zresztą nawet kolejnych dziesięciu lat. Bo skąd wiedzieć, czy Jagiellonia nie rozwinie się tak, że Siemieniec stanie przed takim samym dylematem jak Knutsen?
W każdym razie teraz zadowoleni są wszyscy. Jagiellonia zabezpieczyła się przede wszystkim przed zakusami bogatszych lokalsów. Nieprzypadkowo zaczęto plotkować o Siemieńcu i Lechu. Widzew ze sportowego punktu widzenia może i atrakcyjny nie jest, ale ciężko nie patrzeć na niego przez pryzmat niespotykanych możliwości finansowych. Ale trener mówi wprost: na teraz w Polsce mogę pracować jedynie w Białymstoku.
Sam Siemieniec natomiast – poza, zapewne, niuansami umowy, które gwarantują mu sporo drobnych, lecz istotnych spraw w codziennej pracy – ma gwarancję, że jeśli w określonym momencie agent przedstawi mu konkretną, ciekawą ofertę, nie będzie się z nikim szarpał, nie zburzy żadnego pomnika.
CZYTAJ WIĘCEJ O JAGIELLONII BIAŁYSTOK NA WESZŁO:
- Nowy kontrakt dla Adriana Siemieńca! Jest klauzula
- Gdzie zniknął Kamil Jóźwiak?
- Cała prawda o transferach Jagiellonii! Szef skautingu odsłania kulisy
fot. Newspix
Artykuł Związek idealny trwa. Jagiellonia i Siemieniec wzorem do naśladowania pochodzi z serwisu weszlo.com.