Wygrana w Białymstoku sprawiłaby, że Lech wjechałby na autostradę do mistrzostwa Polski, ale cóż, tak się nie stało, bo Kolejorz tylko zremisował. Ale właśnie: czy aby na pewno „tylko”? Podział punktów z Jagą dla poznaniaków wciąż jest bardzo przyjemny i Lech ma wszystkie karty w swoich rękach.
Oczywiście, ktoś może zauważyć, że jeśli przykładowe Zagłębie wygra z Arką, to doskoczy do Lecha tylko na jeden punkt i trudno tu mówić o jakichkolwiek rozstrzygnięciach, niemniej jeśli przypomnieć sobie mecz Zagłębia z Lechem, no to różnica w jakości była wyraźna na korzyść tych drugich. Miedziowi grają super sezon, bardzo się rozwinęli, natomiast ich obecność w wyścigu o mistrzostwo jest też związana z dziwnością tegorocznej kampanii. Rok temu 41 punktów po 26 kolejkach nie dawałoby żadnych szans na tytuł, a że teraz czołówka jest, jaka jest… No to Zagłębie jeszcze się liczy.
Wysoko wciąż jest Górnik, ale jego aspiracje mistrzowskie to podobna historia jak ta Zagłębia – rok temu o tej porze Górnik miał ledwie dwa punkty mniej i był siódmy, dziś gra o medale.
Mamy więc dwóch kandydatów, w których można powątpiewać – choć kibice oczywiście będą mieć inne zdanie – a dalej już raczej nikogo nie należy liczyć, bo na przykład – nazwijmy to – kandydat z urzędu, czyli Raków, po zmianie trenera gra tak, że w zasadzie nie ma o czym gadać.
Lech nie ma z kim przegrać?
Na logikę głównym rywalem Lecha powinna być więc Jagiellonia, ale ona jest po prostu w słabej formie. Nie wygrywa, a w tak ważnym meczu jak wczoraj nie zaprezentowała się jakoś szczególnie dobrze. Nie gniotła przeciwnika, nie wyglądała na drużynę, która musi wygrać za wszelką cenę, te dwa punkty uleciały za łatwo. Lech miał swoje okazje, nie wpadło, ale też wiedział, że remis jest w porządku.
Wydaje się, że Jagiellonia cierpi dzisiaj – co dawno się jej nie zdarzyło – ze względu na braki kadrowe. Jeśli porównać ofensywę Lecha do Jagi… No jest różnica. Dość powiedzieć, że goście wpuścili Palmę na ostatnie trzy minuty, a u gospodarzy grałby od początku. Ba, Palma. Ismaheel też pewnie byłby podstawowym graczem, a może i Hakans. Doceniamy nos Łukasza Masłowskiego, ale na razie opcje, które zaproponował zimą na skrzydła – Szmyt czy Nahuel – raczej nie przybliżają Jagielloni do tytułu.
Trzeba sobie powiedzieć – Lech w odpowiedniej formie może zaprezentować poziom nieosiągalny dla reszty stawki. Za dużo tam się zgadza, za dużo jest jakości, szczególnie z przodu. No i Kolejorz łapie rytm – była wpadka w Łodzi, ale poza tym jest sześć zwycięstw w ośmiu meczach. To robi wrażenie, w takim tempie Lech tym mistrzem po prostu zostanie.
Jego terminarz wygląda tak:
- GKS Katowice (dom)
- Pogoń Szczecin (wyjazd)
- Legia Warszawa (dom)
- Motor Lublin (wyjazd)
- Arka Gdynia (dom)
- Radomiak (wyjazd)
- Wisła Płock (dom)
Zaprzepaszczenie tytułu przy takiej ścieżce byłoby po prostu głupotą. Oczywiście, jest tutaj kilka potencjalnych min – GKS to dobry zespół, Motor jest w formie – ale Lech nie musi przecież wszystkiego wygrać. Nie będzie w tej lidze drużyny, która do końca wygra osiem spotkań, nie będzie też takiej, która wygra siedem, wątpliwe, że ktoś wygra sześć, a może i pięć. Tutaj naprawdę nie ma tempa, obserwujemy wyścig, kto mniej razy wywróci się o własne nogi.
I Lech ma wszelkie predyspozycje, by wpadek zaliczyć właśnie najmniej. To już ten moment, że można pisać, iż sporą wpadką byłoby nie dowiezienie tego tematu do końca. Jesteś dziś najmocniejszy kadrowo, nikt nie goni, terminarz masz całkiem spokojny.
Lech powinien to wziąć i zaryzykuję (choć czy to wielkie ryzyko…): Lech to weźmie.
WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:
- Byli w czeluściach, teraz walczą o awans. Losy klubu Polaków
- Fenomen Bodo/Glimt. Jak technologia pomaga robić transfery?
- Trenerzy Lecha i Jagiellonii doceniają remis
Fot. Newspix
Artykuł Paczul: Lech powinien wziąć mistrzostwo. I myślę, że to zrobi pochodzi z serwisu weszlo.com.