Ekstraklasa stała się tak nieprzewidywalna, że Motor Lublin może jeszcze spaść. Nie ulega jednak wątpliwości, że drużyna Mateusza Stolarskiego w swoim drugim sezonie po awansie znajduje się dziś w znacznie lepszym miejscu, niż jeszcze niedawno można było zakładać. W praktyce wyszło, że stabilizacja kadry – nawet przeciętnej – to przy dobrym sztabie szkoleniowym naprawdę cenna rzecz.
Ta stabilizacja w znacznym stopniu odbyła się w sposób niezamierzony. Motor nie planował szaleć z liczbą transferów w zimowym okienku, ale zakładał więcej niż jeden bardzo późno dokonany ruch.
Motor Lublin pokonał kryzysy i znów może być rewelacją Ekstraklasy
Lublinianie przez niemal całe okienko szukali prawego obrońcy i skrzydłowego. Długo ich głównym kandydatem na pierwszą z wymienionych pozycji był Italo z portugalskiego drugoligowca Vizeli. Planem na wzmocnienie ofensywy był natomiast Killian Bevis z FK Radnicki, o czym pisaliśmy na Weszło. Reprezentant Gwadelupy ostatecznie wybrał znacznie lepszą finansowo ofertę z Chin i Motor został z niczym.
Klub nie wykluczał także pozyskania nowego napastnika, ale tutaj musiałoby najpierw dojść do pożegnania Renata Dadaszowa. Na reprezentanta Azerbejdżanu chętnych za bardzo nie było, więc został i wchodzi na końcówki za Karola Czubaka.
Czas leciał, kibice się irytowali. Dopiero 17 lutego udało się wreszcie sfinalizować transfer Thomasa Santosa z IFK Goeteborg, który nominalnie jest prawym obrońcą, ale może też występować jak wahadłowy lub skrzydłowy. Na razie gra jako zmiennik i jeszcze niczym specjalnym się nie wyróżnił.

Thomas Santos to jedyny zimowy nabytek Motoru Lublin.
Patrząc na zimowe zbrojenia w Ekstraklasie, nakręcane oczywiście przez Widzew, sytuacja Motoru jawiła się jako naprawdę nieciekawa, zwłaszcza że punkt wyjścia w jego przypadku nie był szczególnie ekscytujący. Przy tak spłaszczonej tabeli każdy szczegół wokół drużyny i klubu mógł zrobić różnicę.
Powrót do ustawień fabrycznych
Tymczasem Mateusz Stolarski znów się obronił. Skoro nie dostał tego, czego chciał, wyciska maksimum z tego, co ma. Kluczowy moment nastąpił znacznie wcześniej, w najbardziej gorącym okresie dla Motoru w tym sezonie, czyli w połowie października.
Posada młodego trenera zaczęła być zagrożona. O jego przyszłości mogły zdecydować dwa najbliższe domowe mecze – z GKS-em Katowice i Widzewem. Przed starciem z GieKSą Stolarski publicznie zakomunikował, że zespół wraca do ustawień fabrycznych i koniec z kombinowaniem na siłę.
– Zatraciliśmy swoją tożsamość. Ja to w dużej mierze spowodowałem. Uległem temu hałasowi, że Motor powinien tracić mniej bramek. Jak Motor ma zająć w tym sezonie 6.-7. miejsce w tabeli, niech traci tyle samo goli, co w poprzednim sezonie, bo przy tylu straconych bramkach byliśmy wysoko. Jeśli mamy mieć problem, żeby zagrać na zero z tyłu, to wygrajmy 4:3 lub 3:2 – mówił na konferencji prasowej.
– Skupienie się na tym, żeby bronić spowodowało, że tracimy mniej, ale nie jest to wielka różnica, a zdecydowanie mniej kreujemy. Ten Motor jest nijaki, co powoduje, że poza meczem z Rakowem – to była tragiczna gra, której nie akceptujemy, taki występ może się zdarzyć ze dwa razy w sezonie, więc na 24 spotkania zostało nam miejsce na jeden tego typu występ – do zdobycia trzech punktów zamiast jednego brakowało nam właśnie tej tożsamości. Pójścia w to, co powinniśmy, a nie w kalkulacje – podkreślił.

Na górze wytrzymali ciśnienie
Trudno było z nim polemizować, skoro fakty wszystko potwierdzały. Motor, mimo meczu zaległego do rozegrania, miał dopiero jedenastą defensywę ligi, za to ofensywa kompletnie kulała. Mniej goli strzelały tylko Arka Gdynia i Piast Gliwice.
Z GKS-em przestawienie wajchy skończyło się porażką 2:5 i jeszcze większą niepewnością co do przyszłości Stolarskiego. W klubie jednak wytrzymali ciśnienie, w następnej kolejce Motor rozbił Widzew 3:0 i zaczął regularnie punktować.
Ten rok znów przyniósł nutkę wątpliwości. Lublinianie rozpoczęli od pokonania Pogoni Szczecin, ale później wysoko przegrali w Białymstoku (1:4) i u siebie z Lechią Gdańsk (2:3). To właśnie była już połowa lutego, gdy transparent „gdzie som transfery?” wydawał się adekwatny jak nigdy wcześniej. Dwa dni później przyszedł Santos i to tyle. Sytuacja w tabeli zrobiła się naprawdę poważna.
Lepsi niż Raków i Jagiellonia
Motor jednak wytrzymał presję. Wygrał arcyważny mecz w Gliwicach i machina ruszyła. Ostatnich pięć kolejek przyniosło cztery zwycięstwa i jeden remis.
Datując od wspomnianej konferencji Stolarskiego, nowy-stary Motor byłby na szóstym miejscu w Ekstraklasie. Ok, miał w tym czasie mecz zaległy, ale dotyczy to połowy ligi. Nawet uwzględniając jedno dodatkowe spotkanie podopieczni Stolarskiego są za ten czas na równi z Lechem Poznań, a lepsi niż Raków czy Jagiellonia.

źródło: 90minut.pl
I jak można było się spodziewać, Motor znów dużo strzela (więcej bramek w tym czasie mają tylko Lechia i Lech) oraz dużo traci (jedynie Termalica, Arka i Górnik tracą więcej). Inna sprawa, że akurat cztery ostatnie mecze trzykrotnie udało się zagrać na zero z tyłu. Ivan Brkić jest wiosną jednym z najlepszych bramkarzy ligi i już kilka razy zrobił różnicę w najważniejszych momentach. W ofensywie szaleje natomiast Jacques Ndiaye, któremu wpada nawet centrostrzał.
Spokój z nadzieją na więcej
W efekcie Motor jest na siódmym miejscu w tabeli i ma już siedem punktów przewagi nad strefą spadkową. To jeszcze utrzymania nie daje, ale zapewnia spokój na najbliższe tygodnie. A kto wie, czy przy sprzyjającym splocie okoliczności nie uda się nawet powalczyć o coś więcej, skoro strata do czwartego Górnika Zabrze wynosi ledwie dwa „oczka”. Tak szybko zmienia się sytuacja w naszej lidze.
Rzecz jasna za trzy tygodnie może się okazać, że Motor przegrał z Radomiakiem, Rakowem i GKS-em Katowice, przez co jego walka o utrzymanie zaczyna się od nowa. To jest Ekstraklasa, tu nie ma kogoś, kto przez pół roku ciągle gra dobrze. Jednam sam fakt, że na tym etapie rozgrywek, po tylu zawirowaniach i symbolicznym uczestnictwie w zimowych zakupach, Lublinianie nie znajdują się w strefie spadkowej lub tuż nad nią już dziś zasługuje na docenienie. Mateusz Stolarski zresztą je otrzymał, zostając trenerem marca w Ekstraklasie.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Vuković nie ma lekko. Kontuzje, powroty z kadry i nieobecny Bukari
- Trener Radomiaka o celach zespołu: Nie bierzemy pod uwagę spadku
- Widzew już z nową murawą. „Klub poniósł większość kosztów”
Fot. Newspix
Artykuł Pochwała stabilności. Motor odzyskał siebie i ma efekty pochodzi z serwisu weszlo.com.