24.03.2026

Lech na autostradzie do mistrzostwa. Brak tytułu będzie katastrofą

Przed startem sezonu Lech był wskazywany jako jeden z głównych kandydatów do mistrzostwa. Nie stracił tego miana po jesieni, mimo że pojawiło się w tej kwestii wiele znaków zapytania. Na osiem kolejek do końca Kolejorz jest zaś w sytuacji, gdy sprawę trzeba już postawić jasno: każdy inny wynik niż pierwsze miejsce będzie gigantycznym rozczarowaniem.

Lech jest olbrzymim beneficjentem wyścigu żółwi, jaki ma miejsce w tym sezonie ligowym, to oczywiste. Wiosną jednak to on dyktuje tempo i jeśli nie zdecyduje się na drzemkę niczym pewny zwycięstwa zając z bajki Ezopa, to wydaje się, że nie ma za plecami drużyny, która byłaby w stanie go dogonić.

Lech Poznań ma wszystko w swoich rękach. Główni rywale zawodzą 

Przed przerwą zimową sytuacja rysowała się zgoła inaczej. Kolejorz miał przed sobą sześciu rywali, z czego dwoma z nich byli jego główni konkurenci do tytułu – Raków i Jagiellonia (przy czym Raków miał jeden mecz rozegrany więcej niż Lech i Jaga). Ba, jeszcze po dwóch pierwszych meczach na wiosnę jego strata do zespołu z Podlasia wynosiła aż sześć punktów (a Jaga wciąż miała mecz zaległy). O ile można było sobie wyobrazić sytuację, w której Wisła Płock czy Górnik Zabrze – których gra od pewnego momentu była słabsza niż wskazywało na to miejsce w tabeli – z czasem swoją przewagę stracą, tak w kwestii Rakowa i Jagiellonii takie wyobrażenia byłyby przejawem dużego optymizmu.

A jednak dla Lecha ten optymistyczny scenariusz się ziścił.

Jeśli chodzi o Raków, Kolejorz może podziękować za to Legii Warszawa i Markowi Papszunowi. Medaliki nie przeszły bowiem suchą stopą przez zmianę na stanowisku trenera – od momentu objęcia drużyny przez Łukasza Tomczyka Raków jest jedną z najgorzej punktujących drużyn w stawce. Trzeba tu jednak podkreślić zasługi samego Lecha, bo to wygrana z Rakowem w Poznaniu sprawiła, że jego przewaga nad ekipą spod Jasnej Góry wynosi dziś sześć punktów.

Jak z nieba spadł też Lechowi kryzys Jagiellonii. Od momentu, gdy Kolejorz zaczął wiosną wskakiwać na właściwe obroty, drużyna Adriana Siemieńca zaliczyła zmianę w odwrotnym kierunku – z ostatnich siedmiu ligowych spotkań wygrała jedno. Na podstawie formy obu drużyn moment na bezpośrednie starcie w Białymstoku jest więc dla Lecha wymarzony. A to, teoretycznie, największe wyzwanie, jakie ma jeszcze przed sobą poznańską drużyną.

Lech ma zatem sytuację, o której na tym samym etapie w zeszłym sezonie mógł śnić. Wtedy zespół Nielsa Frederiksena miał po 26. kolejce pięć punktów straty do prowadzącego Rakowa i oczko mniej od drugiej Jagiellonii. I o ile Jagiellonia miała trudniej, bo wciąż grała na dwóch frontach, a w międzyczasie miała jeszcze mecz o Superpuchar Polski, tak Raków był w tym samym położeniu co Kolejorz – skupiał się już tylko na lidze. Wówczas o sukcesie Lecha zadecydowała praktycznie bezbłędna końcówka, ale triumf wisiał na włosku do ostatnich minut finałowej serii gier. Tym razem Lech nie musi niczego odrabiać, a po obecnych Rakowie i Jagiellonii trudno oczekiwać, że praktycznie nie będą się mylić.

Niels Frederiksen

Niels Frederiksen

Lech na wiosnę to inny Lech

Kiedy mówimy o Ekstraklasie, nigdy nie możemy wykluczyć, że zmaterializuje się scenariusz najmniej logiczny, jednak oceniając aspekty sportowe, wszystko przemawia za Lechem. Ponieważ forma rywali to jedno, drugie to forma samego Kolejorza – w ostatnich siedmiu meczach zespół Frederiksena zaliczył sześć zwycięstw. Na wiosnę nikt nie punktuje lepiej od niego. Jasne, niewiele gorzej z ciułaniem punktów radzą sobie ostatnio GKS Katowice, Motor Lublin i Piast Gliwice, jednak przy całym szacunku dla tych drużyn, w tym gronie trudno upatrywać konkurentów Lecha w walce o tytuł.

Paradoksalnie, argumentów za tym, że poznański zespół musiał prędzej czy później trafić na fotel lidera, można szukać nawet w jego porażkach. O ile pierwszy mecz w tym roku, przeciwko Lechii u siebie, to była całkowicie zasłużona przegrana, tak już w kolejnym spotkaniu z Piastem była ona efektem dużego pecha – Lech tworzył sytuacje, ale był po prostu absurdalnie nieskuteczny. Trzeciej porażki, z Widzewem, nie zaliczylibyśmy do najgorszych spotkań Lecha w tym sezonie, a trzeba wziąć też poprawkę na rotacje wynikające z gry na trzech frontach i to, że mecz był toczony w trudnych warunkach, na fatalnej murawie w Łodzi.

Pogoda i wynikający z niej stan boisk to zresztą kolejny aspekt na korzyść Lecha, tłumaczący też jego lepsze wyniki. Można mówić, że warunki zawsze są takie same dla obu drużyn, ale nie można pominąć, że jednym drużynom takie warunki sprzyjają, a innym przeszkadzają. Kolejorz, jako drużyna utrzymująca się przy piłce, budująca akcje precyzyjnymi podaniami po ziemi, na zmarzniętych lub zniszczonych boiskach cierpiała. Traciła dużo ze swojego największego atutu. Wraz ze wzrostem temperatur rośnie więc liczba meczów Lecha, w których oglądamy jego lepszą wersję.

Jeśli mielibyśmy zatem wybrać – na podstawie przebiegu spotkań – czy Lech wiosną był bliżej tego, by mieć na koncie więcej punktów, bo zasługiwał na to z gry, czy mniej, bo zaliczał fartowne zwycięstwa, to zdecydowanie należy wskazać tę pierwszą opcję.

Świętujący Ali Gholizadeh z Lecha

Ali Gholizadeh

Gholizadeh znów czaruje, Mońka dźwignął defensywę

Nie byłoby tak dobrych wyników Lecha, gdyby nie powrót i znakomita forma jego ofensywnego lidera. Ali Gholizadeh był kluczowy dla Kolejorza wiosną ubiegłego sezonu i nie inaczej jest tym razem. Rok temu Irańczyk w rundzie rewanżowej rozegrał 16 spotkań, w których zanotował pięć bramek i trzy asysty. Teraz jest bliski wyrównania tego osiągnięcia już po dziewięciu meczach – ma cztery bramki i trzy ostatnie podania. Lech z Alim w składzie jest drużyną o klasę lepszą.

Zdecydowanie przesadzone są opinie o słabej formie Mikaela Ishaka. Jasne, patrząc na suche liczby, Szwed nie trafia do siatki tak często jak jesienią, ale w kluczowych momentach – jak w meczach z Górnikiem i Zagłębiem – można na niego liczyć. O reszcie zespołu pozytywie zaś świadczy to, że już nie zależy od goli Ishaka tak mocno, jak w poprzedniej rundzie. Jesienią bramki 32-latka stanowiły 35 procent wszystkich goli strzelonych przez Lecha w lidze. Teraz ten wskaźnik wynosi 18 procent. Co ważne, nie jest też tak, że Lech strzela mniej.

Na wiosnę Kolejorz ma bowiem średnią goli na poziomie 1,89. To zdecydowanie bliżej średniej z poprzedniego, mistrzowskiego sezonu (2,00) niż 1,71 z rundy jesiennej.

Ofensywa Lecha jest jego olbrzymią siłą, jeśli weźmiemy pod uwagę klasę poszczególnych piłkarzy i szerokość składu. Jeśli w przypadku Jagiellonii problemem jest brak jakościowych skrzydłowych, to Lech ma w tej kwestii kłopot bogactwa. Słabsza forma Palmy? Konkrety daje Bengtsson. Trzeba dać odpocząć Gholizadehowi? Ismaheel daje alternatywę. Powrót Walemarka – choć Szwedowi przydałyby się liczby – dał Frederiksenowi opcje na oba skrzydła i pozycję numer dziesięć. Rodriguez potrzebował czasu, by się rozkręcić, ale teraz to filar Lecha w środku pola. Pozytywy znajdziemy nawet u Agnero. Wyśmiewany przez kibiców Iworyjczyk jako zmiennik Ishaka ma w tej rundzie dwa gole w lidze – tylko o jednego mniej niż kapitan Kolejorza.

Drugą stroną medalu jest defensywa, zdecydowanie największa bolączka Lecha z jesieni. Ale tutaj również widać progres. Zespół jesienią tracił średnio 1,53 gola na mecz, co w porównaniu do 0,91 z ubiegłego sezonu stanowiło przepaść. Wynik z dziewięciu meczów wiosennych – 1,22 – jest wciąż daleki od ideału, ale to godna odnotowania poprawa. Powodów tego stanu rzeczy należy upatrywać w znalezieniu nowego lidera środka obrony – Wojciecha Mońki.

Podkreślmy więc: nie jest tak, że Lech jest w tym miejscu, w którym jest, wyłącznie dzięki słabej formie konkurentów. Oczywiście, skwapliwie z tego korzysta, natomiast w pierwszej kolejności sam musiał podnieść swój poziom.

Wojciech Mońka

Wojciech Mońka

Z kim Lech może przegrać? Głównie z samym sobą

Jednak ile byśmy nie znaleźli argumentów za tym, że Lech jest zdecydowanym faworytem do mistrzostwa, zawsze pozostaje kwestia: czy ktoś może mu zagrozić? O Jagiellonii i Rakowie, teoretycznie głównych konkurentach już pisaliśmy. Wydaje się, że obie drużyny z utęsknieniem wyczekiwały na przerwę reprezentacyjną, bo to dla nich ostatni dzwonek, by wrócić na właściwe tory i jeszcze nacisnąć na Kolejorza.

W teorii bliżej tego jest Raków – jego gra nie wygląda tak źle, jakby wskazywały na to wyniki. Medaliki są do bólu nieskuteczne, Lech też miał ten problem na starcie rundy i go przezwyciężył. Natomiast skoro ten problem trwa od dłuższego czasu i niewiele się w tej kwestii poprawia, to trudno mówić o przypadku. Pozostaje też kwestia, że obecnie zespół Łukasza Tomczyka do Lecha traci już sześć punktów.

Jagiellonia? Tutaj strata punktowa jest mniejsza (trzy oczka), z kolei gra w ostatnich tygodniach mocno rozczarowywała. Jak bumerang powraca temat braków na skrzydłach i uzależnienia drużyny od Jesusa Imaza i Afimico Pululu. Może kiepskie wyniki zespołu to kwestia zmęczenia i poprawią się po przerwie, natomiast to wróżenie z fusów. Jadze ostatnio nie brakuje bowiem szczęścia, skuteczności, tylko jakości.

Nietaktem byłoby pominięcie w tym miejscu Zagłębia Lubin, Górnika Zabrze i Wisły Płock, bo każda z tych drużyn, skoro jest w pierwszej piątce, zasłużyła na to, by mówić o nich w kategorii zespołów walczących o tytuł. Trudno jednak traktować ich wysokie miejsce w tabeli inaczej niż efekt anomalii, z jaką mamy do czynienia w tym sezonie. Ktoś z tego grona prawdopodobnie zajmie miejsce dające udział w pucharach, ale mistrzostwo? Te rozgrywki są pokręcone, ale nie aż tak.

Dla Lecha to niewątpliwie poważny sprawdzian. Musi uważać na rywali, ale w obecnych okolicznościach będzie walczył głównie z samym sobą. W teorii ma wszystko – po odpadnięciu z Pucharu Polski i Ligi Konferencji może się w pełni skupić na Ekstraklasie, ma mocną i szeroką kadrę, jest w dobrej formie i ma trenera, który wie, jak osiągnąć sukces. Stawką, poza tytułem, jest dostarczenie kibicom dowodu na to, że Kolejorz odkleja łatkę klubu-mema. Na razie nikt nie uwierzy na słowo, że przy Bułgarskiej już nie czai się słynna mokra szmata.

Forma drużyny dostarczony przez Superscore

 

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Artykuł Lech na autostradzie do mistrzostwa. Brak tytułu będzie katastrofą pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl