Porażki dwóch bezpośrednich rywali w walce o zajęcie pierwszego miejsca na przerwę reprezentacyjną, mecz przed własną publicznością z ostatnią w tabeli Bruk-Bet Termalicą, która w tym roku jeszcze nie wygrała. Znając prawa działające w Ekstraklasie brzmiało to dokładnie, jak przepis na katastrofę Lecha. Mistrzowie Polski zaskoczyli tym, że… niczym nie zaskoczyli. Poza momentem słabości w drugiej połowie, zagrali tak, jak powinien zagrać główny pretendent do tytułu przeciwko ligowego outsiderowi.
Termalica w pierwszej połowie była absolutnie fatalna, została wrzucona na poznańską karuzelę i gdy przestało jej sprzyjać szczęście oraz dobra dyspozycja Chovana, to w przeciągu czterech minut straciła trzy gole. Po przerwie, gdy Lech nieco spuścił z tonu przez chwilę go postraszyła, ale było to o wiele za mało. Piłkarze Nielsa Frederiksena całkowicie zasłużenie dopisali do swojego dorobku trzy punkty i przerwę reprezentacyjną spędzą na fotelu lidera.
Lech Poznań – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 4:1. Walec z Bengtssonem jako kierowcą
Lech w mecz wszedł dokładnie tak, jakbyśmy tego oczekiwali od drużyny walczącej o mistrzostwo Polski z ligowym outsiderem. Termalica miała jedną stuprocentową sytuację, której nie wykorzystał Jesus Jimenez, a poza tym broniła się przed huraganowym natarciem ze strony rywala. Piłkarze beniaminka zostali wrzuceni na karuzelę i tylko cud długo ratował ich przed utratą gola.
Zaczęło się od trafienia do siatki Patrika Walemarka z dobitki po zbyt lekkim uderzeniu Bengtssona, ale sędzia nie uznał tej bramki. Dopatrzył się przewinienia byłego piłkarza Feyenoordu na bramkarzu Słoników. Chwilę później słupek Ishaka po świetnie rozegranym rzucie wolnym, a dobitkę Bengtssona instynktownie wybronił Chovan. Słowak musiał się też mocno wysilić, by odbić piłkę po bardzo groźnym uderzeniu z dystansu Pablo Rodrigueza oraz atomowym huknięciu Michała Gurgula. Ogółem, pachniało golem mistrza Polski na kilometr.
W końcu Lech tak uderzył, że dobrze dysponowany Adrian Chovan nie miał nic do powiedzenia i mógł się tylko przyglądać. Cudownie z rzutu wolnego przycelował Leo Bengtsson. Piłka odbiła się od poprzeczki i wylądowała w bramce. Mistrzowie Polski tak się rozpędzili, że kilka minut później było już 3:0! Najpierw główka Ishaka, interwencja Chovana i skuteczna dobitka Bengtssona. Za moment kapitalne prostopadłe podanie Rodrigueza, nieudane wyjście z bramki golkipera Termaliki i do pustej piłkę wbił Ali Gholizadeh.
Dublet Bengtssona!
Lech podkręca tempo w walce o tytuł!
Mecz trwa w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/CC4qEmHJoT
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 22, 2026
Lech się bawi!
Ali Gholizadeh podwyższa na 3:0!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/DGgT5FfM9B
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 22, 2026
Jednym słowem, pogrom. Różnica klas była tak ogromna, że piłkarze z Niecieczy byli kompletnie bezradni. Wpadli pod poznański walec i tylko mogli trzymać kciuki, że rywal postanowi zmniejszyć tempo i nie będzie miał zamiaru iść po kolejne gole. Tyle, że lechici pazernie szli po następne trafienia. Najprawdopodobniej na przerwę udaliby się z czterobramkowym prowadzeniem, jednak strzał Bengtssona zablokował… Ishak.
Statystyki po pierwszych 45 minutach były wręcz zatrważające:
- Strzały – 18 Lecha – aż 12 z obrębu pola karnego – vs dwa Termaliki,
- Strzały celne – osiem do zera,
- Współczynnik xG – Lech ponad 2,20, a Bruk-Bet około 0,3,
- Posiadanie piłki – 67% po stronie gospodarzy.
Dominacja pod każdym możliwym względem. 3:0 do przerwy, to był najniższy wymiar kary.
Moment animuszu Termaliki zakończony przez czerwoną kartkę
Już po paru minutach drugiej połowy wręcz powinno być 4:0. Kapitalna kontra napędzona przez Ishaka i Gholizadeha, który tak zagrał, że Walemark mógł tylko wpakować piłkę z najbliższej odległości. Szwed jednak fatalnie spudłował. Na jego szczęście wynik był na tyle bezpieczny, że koledzy przyjęli to z uśmiechem na ustach.
Z czasem Lech nieco zmniejszył tempo, grał bardziej na utrzymanie wyniku, już tak mocno nie atakował, co w końcu się zemściło. Prosta strata na własnej połowie, Gabriel Isik pomknął z piłką i praktycznie nie niepokojony spokojnym uderzeniem po ziemii pokonał Bartosza Mrozka. Reprezentant Polski moment później musiał ratować swój zespół przed utratą drugiego gola. Poradził sobie ze świetnym uderzeniem Kubicy oraz równie groźną dobitką Fassbendera.
Goście walczą w Poznaniu! Gabriel Isik dostał „odrobinę” za dużo miejsca od obrony Lecha
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/jUlkfZVRXL
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 22, 2026
W końcu trafił Ambrosiewicz, ale raz, że chwilę wcześniej faulował Gurgula, a dwa, że i tak był na spalonym. Po tym animusz Termaliki wyraźnie osłabł, a ich szansę nawet na remis całkowicie przekreślił Krzysztof Kubica. Był kompletnie spóźniony i po faulu na Kozubalu zobaczył drugą żółtą kartkę w tym meczu.
Zwycięstwo Lecha efektownym gole z dystansu przypieczętował Taofeek Ismaheel, który udowodnił, że nie tylko w Lidze Konferencji, ale także w Ekstraklasie może się na coś przydać.
A tak Lech dobił rywala! Ismaheel ze świetnym uderzeniem z dystansu
Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/rUyES2gg2d
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 22, 2026
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Wiadomo, co z Papszunem. Mógł mu przepaść mecz z Rakowem
- Mecz okręgówki przeniesiony, bo… Arka przejęła boisko na trening
- Piłkarz Lecha o Ekstraklasie: Nie ma tu żadnego joga bonito
Fot. Newspix
Artykuł Nowy lider Ekstraklasy! Lech sprawę załatwił w cztery minuty pochodzi z serwisu weszlo.com.


Mecz trwa w CANAL+: 
