Nie tylko pięć wypracowanych wiosną bramek sprawia, że Ali Gholizadeh stał się naczelnym kandydatem do miana najlepszego piłkarza Ekstraklasy. To także – może nawet przede wszystkim? – wrażenia wizualne. Piłkarski artysta, konkretny w statystyce bramek i asyst to połączenie idealne, wymarzone dla klubu. Gorzej, gdy ktoś taki dobija właśnie do końca kontraktu. Co Lech Poznań powinien zrobić z Alim i czy w ogóle może zrobić cokolwiek, jeśli odpowiedzią na pierwsze pytanie jest: zatrzymać za wszelką cenę?
Druga zagwozdka jest jak najbardziej słuszna, bo to Ali Gholizadeh jest władcą swojego losu. Nie chodzi nawet o to, czy troszkę zakochał się w Poznaniu, w samym Lechu. Bo tak, Irańczyk zżył się z klubem, z ludźmi w nim, lokalną społecznością. Na wadze, która rozstrzygnie o przyszłości Aliego, to istotny ciężarek przechylający szalę na korzyść Lecha.
W chwili, gdy nad Bliskim Wschodem wisi widmo wojny i – będąc nawet bardziej precyzyjnym – sam Iran spowija mrok możliwej rewolucji, kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje to, czy na przeciwnej stronie pojawi się drugi ciężarek, który kompletnie odmieni sytuację. Ten, który łączy w sobie nostalgię, tęsknotę, myśli o rodzinie i jej przyszłości. Życiowej oraz ekonomicznej.
Ekstraklasa. Ali Gholizadeh podpisze nowy kontrakt z Lechem Poznań? Kusi go powrót do Iranu
Rozkładając ładne, okrągłe zdania i hasełka na czynniki pierwsze – Ali Gholizadeh dosłownie za moment będzie celebrował trzydzieste urodziny. Jak słusznie zauważył artysta kryjący się pod pseudonimem Jeżozwierz, kiedyś człowiek myślał, że trzy dychy to trumna, natomiast z piłkarzami sprawy mają się trochę inaczej. Pozytyw wcale nie jest wyciszony jak bit na końcu płyty, to raczej okres peaku formy, szczytowego okresu, w którym myśl o końcu pojawia się raczej w kontekście tego, że to idealna chwila na złapanie ostatniego dużego kontraktu.
Żaden materializm czy egoizm, po prostu rozsądna kalkulacja, żeby spieniężyć to, na co pracowało się latami.
Gholizadeh o czymś takim oczywiście myśli. Chciałby zarobić jak najwięcej, zanim krzywa kariery na dobre zacznie pikować. Gdy dorzucimy do tego dwa pozostałe czynniki, które mają wpływ na jego decyzję co do przyszłości:
- rodzina, która chciałaby być bliżej ojczyzny, domu;
- klimat, który łączy się z rodziną, bo każdy chciałby żyć w ciepłym, przyjemnym miejscu…
To wiadomo, że Lech Poznań ma mizerne szanse na przekonanie Aliego, że warto związać się z klubem na kolejne parę lat. Nie oznacza to jednak, że mistrz Polski stoi na straconej pozycji. Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie działają na korzyść Lecha, jakkolwiek źle to brzmi, bo głupio rozprawiać o konflikcie, wojnie, ludzkich tragediach w taki sposób.
Problem Iranu. Wycofa się z mundialu po ataku USA i Izraela?
Niemniej fakt, że mówimy o niespokojnym, targanym problemami miejscu na ziemi, może sprawić, że Gholizadeh przemyśli plan powrotu do Iranu. Powrotu, przed którym przecież parokrotnie się wzbraniał. Persepolis, lokalny hegemon, kusi go mniej więcej co pół roku, składając Lechowi całkiem intratne oferty transferowe. W pewnym momencie część głosów sugerowała nawet, że nie ma co Aliego trzymać na pasku wypłat, skoro częściej leży na kozetce, niż biega po boisku. Lepiej wziąć kasę od Persów, uścisnąć mu dłoń i życzyć wszystkiego najlepszego.
Ali Gholizadeh to gwiazda Ekstraklasy. Jego wpływ na grę Lecha jest ogromny
Sytuacja zmieniła się diametralnie po poprzednim sezonie. Ali Gholizadeh był architektem mistrzostwa Polski z ośmioma golami, sześcioma asystami i pięcioma asystami drugiego stopnia na koncie. Często były to nie tylko kolejne punkty w klasyfikacji kanadyjskiej, lecz po prostu liczby zrobione w kluczowych dla Lecha momentach. Narracja płynnie przeszła z przepalonych pieniędzy, krytyki do zwrotu inwestycji, nawet jeśli uwzględnimy opóźnienie rzeczonego zwrotu.
I to nawet nie jest przytyk, wytknięcie tego – ot, naturalna kolej rzeczy.
Anioł spadł z nieba. Wraca Ali, znikają kłopoty
Gholizadeh w obecnych rozgrywkach potwierdza, że to nie był one season wonder. Cztery gole, dwie asysty, ważne punkty znów na koncie Lecha. Nawet gdy nie ma bezpośredniego udziału przy bramce, nie sposób nie docenić jego wpływu na grę drużyny. Można podeprzeć ten argument zestawieniem zaawansowanych liczb Hudl StatsBomb, z których wynika, że Ali na tle kolegów po fachu:
- ma wyższy współczynnik przewidywanych goli, oddaje więcej strzałów,
- zalicz więcej kontaktów z piłką w polu karnym,
- ma wyższy współczynnik przewidywanych asyst oraz wpływ podań na zwiększenie szans na strzelenie gola,
- dryblingiem, prowadzeniem piłki też zwiększa szanse Lecha na zdobycie bramki.

Mimo że Ali Gholizadeh stracił sporą część obecnego sezonu, zdołał zaliczyć dwadzieścia dwa kluczowe podania. Czyli takie, po których koledzy oddali strzał na bramkę. Świetnie wykonuje stałe fragmenty gry. Znakomicie odnajduje się między liniami. Doskonale gubi krycie, wyprowadza rywali w pole, kręci nimi, robi przewagę w najważniejszym sektorze boiska. Z której strony spojrzymy, tam Ali robi dobrą robotę, którą docenią nawet poza Brighton (pozdrawiam Mariuszy).

W Poznaniu więc doceniają. I też wyciągnęli z szafki wagę. Położyli na niej dwa istotne czynniki:
- wpływ Aliego Gholizadeha na zespół, jego jakość;
- podatność Aliego na kontuzje, potencjalne ryzyko kolejnych urazów.
Wynik może się jeszcze zmienić. Gdyby – odpukać w niemalowane – Irańczykowi znów coś się przytrafiło, jeśli znowu wypadnie z gry, to rozmów o nowym kontrakcie nie będzie. Natomiast wiele wskazuje na to, że temat zdrowotny Ali sobie już uporządkował. Dlatego obecnie z Poznania płynie prosty i klarowny przekaz: Lech zrobi wszystko, żeby Gholizadeha zatrzymać.
Lech Poznań chce zatrzymać Aliego Gholizadeha. Ma pewien plan
Teraz, na koniec, wypadałoby jeszcze wyjaśnić: co to właściwie znaczy „wszystko”? Lech skupi się na kwestiach, na które ma wpływ. To znaczy: klub jest gotowy zaoferować Aliemu Gholizadehowi bardzo dobry kontrakt. Trochę się ugiąć, nagiąć, być bardziej elastycznym. Skoro Irańczyk liczy na ostatnią intratną umowę w karierze i jednocześnie gra jak na gwiazdę ligi przystało, to w porządku – jeśli analiza lekarzy nie wykaże, że byłoby to zbędne ryzyko, zarobi jak gwiazda ligi.
To nie rozwiązuje wszystkich problemów, bo nawet z wysoką pensją Poznań nie stanie się Iranem. Ani żadnym innym krajem Zatoki Perskiej, Bliskiego Wschodu, gdzie Aliego Gholizadeha wraz z rodziną ciągnie. Ani nawet nie Półwyspem Apenińskim, gdzie – jak słyszymy – też mógłby zaczepić, łącząc porządne wypłaty z dobrym poziomem sportowym oraz wymarzonym klimatem dla całej familii.
Niemniej: nie demonizujmy, nieprzypadkowo Polska w ostatnich latach zyskuje opinię kraju uwielbianego, wychwalanego przez piłkarzy oraz ich rodziny. Każdy ma inny gust, każda kultura pragnie czego innego, lecz nie można zakwestionować prostych prawd:
- Polska to kraj bezpieczny, rodzinny,
- Poznań to dobre miejsce na mapie,
- Lech to klub, który przywiązuje ogromną wagę do opieki nad piłkarzami i ich rodzinami.
To wszystko też ma znaczenie. Gdyby Gholizadeh przeżywał w Wielkopolsce męki i skreślał dni do końca umowy, byłoby po temacie. Ali czuje się dobrze, czuje się kochany, chciany, ceniony. Dlatego się zastanawia, dlatego rozważa. Wspomniana świetna oferta z Lecha może pomóc mu rozwiązać tę zagwozdkę. Zwłaszcza że w Poznaniu mają swoje sposoby na to, żeby do siebie przekonać. Potrafią zapłacić bardzo konkretne, dobre pieniądze za samo przedłużenie umowy, są też skłonni do personalnych, nieoficjalnych umów i ustaleń, które respektują – i piłkarze to wiedzą.
Lech chce. Część Aliego chce, część się zastanawia. To już sporo. Scenariusz, w którym Gholizadeh podpisuje nową umowę, nadal błyszczy w Poznaniu, ale ma dogadaną furtkę, która pozwoli mu w pewnym momencie jako prawdopodobny i możliwy do spełnienia.
WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ NA WESZŁO:
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix
Artykuł Lech musi zatrzymać Gholizadeha. I bardzo chce to zrobić pochodzi z serwisu weszlo.com.