Może i faktycznie byliśmy w tej kolejce świadkami jednego z brzydszych meczów całego sezonu, ale i w wiaderku pełnym piasku może trafić się jakiś bursztyn. Widzew i Cracovia – na naprawdę beznadziejnym boisku – niespecjalnie zachwyciły, lecz to starcie było jasnym dowodem na to, że Lukas Lerager faktycznie może wprowadzić do Ekstraklasy nową jakość.
Nie chcę iść zbyt daleko w swoich osądach, ale to w grze Duńczyka upatruję narzędzia całkowitej kastracji ofensywnych możliwości Pasów. Lerager był dosłownie wszędzie i zademonstrował na przestrzeni jednego meczu pełną gamę atutów klasycznego defensywnego pomocnika. Pokazał format gracza z Ligi Mistrzów, w której przecież jeszcze w tym sezonie grał, mierząc się z BVB czy Tottenhamem.
Piłkarza klasycznego, czyli skupionego na destrukcji, a nie budowaniu, w którym na razie nie wykazał się wielką biegłością. Cóż jednak z tego, skoro w wymiarze defensywnym jest zawodnikiem świetnym, a na realia Ekstraklasy to chyba nawet wyjątkowym. On swoje zadania wypełnił.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore
Lukas Lerager kontra Cracovia. Pokaz siły Duńczyka
Zacznijmy od tego, że zwykle na stadiony przyciągają piłkarze kreatywni, ofensywni. Tacy, którzy strzelają gole, popisują się techniką, dryblingami podrywają kibiców z krzeseł. Nie dziwi jednak, że większa wrzawa niosła się wczoraj po łódzkim stadionie także w momentach, w których do rywali dopadał wygłodniały Lukas Lerager. Także dlatego, że lubimy w Polsce walecznych zabijaków, którzy nie odstawiają nogi. W Anglii takie „kasacje” są wyjątkowo uwielbiane przez trybuny. Często kończą się oklaskami. Lerager robi wszystko, by podobnie było w Łodzi.
Pomocnik jest kimś zdecydowanie więcej. To nie jest facet od wbiegania w rywali na rympał i liczenia na szczęśliwą przebitkę. U niego wszystko ma swój odpowiedni czas, fałszywe ruchy są ograniczone do minimum. A ruch do piłki – albo raczej do rywala, który ma piłkę dostać następuje zanim pozostali w ogóle nadążą za akcją. Przewiduje, jest krok przed innymi. Ktoś powie, że to mała próbka, bo zagrał w Widzewie dopiero czwarty mecz. To są jednak cechy, których nie stracisz. Wiedza i doświadczenie, rozumienie gry, gotowość do reakcji i przewidywanie kolejnych ruchów na planszy. Nawet tak pokierszowanej jak murawa na stadionie w Łodzi.
Zwróćcie uwagę na tę sytuację z 22. minuty. Przed chwilą gospodarze – chyba nawet Lerager – wybijali piłkę z własnego pola karnego. Ta spadła do Klicha, który właśnie zgrywa Al-Ammariemu (najdalej z lewej). Leragera podkreśliłem na czerwono, za jakieś dwie sekundy zabierze on piłkę sprzed nosa Praszelikowi (kolor niebieski).

Żółtym kolorem wyróżniłem Juljana Shehu, który też mógł wykonać tę samą robotę co Lerager, lecz… no nie wykonał. Jestem gotów zaryzykować tezę, że jedynym zawodnikiem na boisku, który jest absolutnie pewny, że piłka zaraz spadnie pod nogi Praszelika jest Lerager. Zobaczcie kolejne stopklatki.


Inni zawodnicy właściwie nie zmieniają w tej akcji swojego położenia. Stoją tam gdzie stali albo – w najlepszym przypadku – zrobili ze dwa kroki i tyle. Lerager jest tym jedynym mobilnym elementem. Duńczyk wybija piłkę i idzie za ciosem. Za dokładnie cztery sekundy jego ofiarą będzie Dominik Piła, który spróbował go przedryblować. Z marnym skutkiem, bo Widzew odzyskał futbolówkę.
Sztuka dobrego momentu. Lerager po prostu to ma
Czasem zerkacie na jakiegoś piłkarza i czujecie, że coś w sobie ma. Nie potrzeba wtedy dokładnych tłumaczeń i analiz. Tak, ten tekst jest być może niepotrzebny. Ale jasno pokazuje, dlaczego za najważniejszy z zimowych transferów Widzewa uznawało się przed startem rundy właśnie Lukasa Leragera. Pod względem defensywnym był w meczu z Cracovią o półkę wyżej niż wszyscy inni piłkarze. Czytał rywali jak wierszyki o Ali, która ma kota. Ostatecznie wykręcił naprawdę doskonałe statystyki, bo piłkę zabierał rywalom regularnie.
- 12 wygranych pojedynków
- 9 odbiorów
- 6 przechwytów (za Superscore)
Genialne liczby. Dla porównania, taki Taras Romanczuk- co do którego jakości na tle Ekstraklasy nie można mieć zastrzeżeń – ma na swoim koncie 25 odbiorów, tyle że w 20 występach. Lerager w jednym wykręcił dziewięć. Również dlatego, że gra w zespole zdecydowanie gorzej poukładanym od Jagiellonii i na dodatek trafił mu się mecz, w którym sporo było kopania się po czołach, a pięknej, skutecznej piłki już trochę mniej.
Nie zmienia to jednak faktu, że dostaliśmy piękną wizytówkę Duńczyka. Jego aktualny dorobek pod względem odbiorów i przechwytów można porównać z kilkoma pomocnikami z Ekstraklasy (bardziej lub mniej defensywnymi):
- Lukas Lerager – 4 mecze, 11 przechwytów, 18 odbiorów;
- Taras Romanczuk – 20 meczów, 27 przechwytów, 25 odbiorów;
- Oskar Repka – 20 meczów, 12 przechwytów, 15 odbiorów;
- Antoni Kozubal – 20 meczów, 14 przechwytów, 38 odbiorów;
- Patrik Hellebrand – 20 meczów, 23 przechwyty, 55 odbiorów (za Superscore).
Jednak same te liczby nie są jedynym wyznacznikiem klasy. Czynników, które pozwoliły Leragerowi tak błyszczeć przeciwko Cracovii w defensywie było całe mnóstwo, ale dobrze, że się pojawiły. Bo mamy całą garść dobrych przykładów dla każdego młodego defensywnego pomocnika.
Lerager nigdy nie zawodził. „Jestem jak korek, zawsze wypłynę” [SYLWETKA]
Sztuka walki bez walki, czyli podpuścić i skasować
Jeśli zatem płynie jakakolwiek wartość z rozegrania meczu Widzewa z Cracovią, to właśnie taka dydaktyczna. Lerager pokazał, jak się to robi. Sytuacja z 55. minuty, wysoko zawieszona piłka, zaraz przyjmie ją klatką piersiową Ajdin Hasić (na niebiesko), za jego plecami czai się Duńczyk (znów kolor czerwony). Znów najwięcej zyska dzięki doskokowi – on właśnie dosyć rzadko był przylepiony do przeciwników. Najczęściej zaskakiwał ich właśnie nadbiegając z szeroko pojętej okolicy.

Lerager ma trochę czasu, by skrócić dystans do piłkarza Cracovii. Pojawi się przy nim dokładnie w tym momencie, w którym będzie trzeba – gdy Hasić wykona najtrudniejszą robotę i zgasi piłkę. Kiedy tylko spadnie ona z jego klatki piersiowej na ziemię, zawodnik w czerwonej koszulce od razu trąci ją w kierunku Marcela Krajewskiego (nr 91). Inna sprawa, że później Krajewski piłkę stracił, na rzecz Hasicia zresztą.
Ale Lerager robotę wykonał.


W zwarciu też popis. Pau Sans miał dość
Będzie jeszcze jeden obrazek z tego spotkania. Może pamiętacie, jakie wejście miał do Ekstraklasy Pau Sans? Naprawdę fajny mecz z Bruk-Betem, w którym Hiszpan strzelił gola i był bardzo aktywny. Po debiucie zbierał więc pochwały, ale trzy tygodnie później zjechał do bazy już w przerwie spotkania z Widzewem. Miał na koncie żółtą kartkę, garść nieudanych zagrań i jedno absolutne pognębienie, które zapewnił mu – a jakże – Lukas Lerager.
Duńczyk młodszego o jedenaście lat Hiszpana, jak to się czasem groźnie określa, zezłomował. Była 18. minuta rywalizacji, pomocnik Widzewa akurat wybił piłkę spod czyichś nóg we własnym polu karnym i popędził za nią w kierunku narożnika boiska. Tam pierwszy dopadł przyrządu Sans i wtedy… zaczęło się prawdziwe kino.
Lerager paroma sprawnymi ruchami zepchnął rywala do linii bocznej, zaczął go sobie ustawiać. W parę chwil z sytuacji, w której trudno wywalczyć więcej niż aut dla rywali, Duńczyk zrobił sobie pozycję wymarzoną – odzyskał piłkę i obrócił się z nią przodem do gry, pozostawiając Hiszpana jedynie z pretensjami do sędziego. Niezbyt uzasadnionymi.



Tragedia w trzech aktach. Zarazem moment, w którym Duńczyk zebrał na stadionie wielkie owacje. Za to tylko, że podbiegł do rywala, przestawił go jak starą szafę i odebrał piłkę. Nie będzie w sumie przesady w stwierdzeniu, że to była… najbardziej efektowna akcja całego tego spotkania.
Widzew wydał miliony, żeby nic nie grać [RELACJA]
Czymś musieli się kibice zadowolić, skoro gry w piłkę zbyt wiele nie było. Można zrzucać to na stan murawy, można na ogólną dyspozycję jednej czy drugiej drużyny, ale fakty są takie, że ten sam Lerager, który tak zachwycał w destrukcji zaliczył tylko 20 celnych podań przy 34 próbach. I nie był w takiej niedokładności osamotniony, a to główna bolączka Widzewa, który może nie dopuścił rywali do klarownych okazji – nawet mimo strat w okolicy własnego pola karnego – ale też sam nie zaoferował z przodu zbyt wiele.
O to jednak powinni się martwić koledzy Leragera. Z tak zabezpieczonymi tyłami powinni mieć duży komfort w kreowaniu akcji pod bramką rywali.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Co za gol! Plach zapomniał, że Ndiaye może zrobić wszystko
- Haditaghi odpowiedział Mroczkowi. Padły niewygodne pytania
- Głupota Feio, afera Platiniego i zarobki [Zibi Top]
Fot. Newspix / zrzuty ekranu Canal+ Sport
Artykuł Lerager w trybie defensywnej bestii. Z Cracovią był wszędzie naraz pochodzi z serwisu weszlo.com.