Trenerskie roszady w Rakowie i Legii póki co były ciekawsze poza boiskiem, niż są na boisku. Gdy nie trzeba było grać, to obserwowaliśmy różne podchody, kontrowersje, przeciąganie liny, a gdy trzeba grać, cóż, cztery mecze i dwa punkty. Papszun premierowo wymęczył remis z Arką, z kolei Tomczyk podzielił się punktami z Radomiakiem.
Oczywiście trudno powiedzieć, by Raków był dzisiaj jakoś skrajnie słaby, natomiast ewidentnie brakowało mu kropki nad „i”. Tworzył akcje, lecz na końcu nie było albo precyzji, albo odpowiedniego wyboru. Nie zawsze chodziło o lepszy strzał, czasem nawet sensowniejsze podanie czy przytomniejszy drybling mógłby pomóc. Weźmy za przykład Tomasza Pieńkę, który dzisiaj wybierał regularnie źle, a gdyby zaprezentował lepszą formę, to gola czy asystę pewnie by zanotował. No a Makuch? Rasowy snajper z jego dwóch okazji robi co najmniej jedną bramkę, natomiast Makuch rasowym snajperem nie jest.
Najgroźniejszy po stronie gospodarzy był Diaby-Fadiga, ale i jemu – legalnie – nie wpadło. Przegrał sam na sam z Majchrowiczem, potem gdy golkiper go nabijał przy wybiciu z szesnastki, to piłka minęła bramkę, na koniec uderzenie Fadigi przeleciała nad bramką.
I wspomnieliśmy o legalności, bo gol był, ale nieuznany przez arbitrów. Zdaje się, że słusznie, gdyż Fadiga był na spalonym – nie przy ostatnim zgraniu, gdyż wówczas główkował zawodnik Radomiaka, ale ten atakowany nie miał kontroli nad piłką, a wcześniej zgrywał już Makuch i wtedy Fadiga palił.

Ktoś się może oburzać, że główka przeciwnika to wszystko kasuje, ale równie dobrze można się oburzać, że jutro jest poniedziałek. Po prostu tak to kiedyś wszystko wymyślono.
Piętnaście strzałów Rakowa, pięć celnych, przy jedenastu Radomiaka i tylko jednym celnym. Przewaga na jednobramkowe zwycięstwo, ale tak się nie stało.
I szkoda też, że Radomiak nie był odważniejszy – początek meczu miał przecież bardzo dobry, zaskoczył przeciwnika, po akcji Diegueza powinna być bramka, ale świetnie interweniował Zych, a Capita skiksował w poprzeczkę. Wydawało się, że taka historia mimo braku happy endu może ekipę Feio tylko napędzić, tymczasem nie, oni w tym meczu gasnęli, przypominając o sobie rzadko, choć strzał Donisa z samej końcówki na pewno przyjemny dla nerwów Tomczyka i spółki nie był.
Zatem 0:0. Nie po bezbarwnym meczu, ale marne to pocieszenie.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Lech w końcu nie miał pecha. Nadal gra o mistrzostwo?
- Haditaghi kłóci się sam ze sobą. Chodzi o transfery
- Trener rywala o Widzewie: Pieniądze nie wygrywają
Fot. Newspix
Artykuł Raków jeszcze nie obudził się z zimowego snu pochodzi z serwisu weszlo.com.